Poniedziałek, 22 Lipiec, Imieniny: Danieli, Wawrzyńca, Wiktora -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Strach w oczach 2 – felieton Romana Żokowskiego


Pisałem o wypadzie na śledzia i spotkaniu z wielkim kutrem. Była to pierwsza, ale nie ostatnia przygoda, jaką przyszło nam przeżyć tego dnia. A że dzień był długi, to i jest co opowiadać. Historia z wielkim płynącym na nas kutrem zakończyła się szczęśliwie. Silnik naszej łódki odpalił, więc spokojnie już mogliśmy popłynąć na łowisko.



Drogi zostało nam niewiele, bo tylko 300 metrów, ale już z tej odległości widać było, że ciężko będzie znaleźć dobre miejsce do połowu. Wieść o braniach śledzia rozeszła się chyba po całej Polsce. Brzegi gęsto obsadzili wędkarze, a i na wodzie nie było lepiej. Dookoła mniejszych i większych łódek wędkarskich bez liku. Dodatkowo wielkie kutry z grupami wędkarzy wciskały się pomiędzy mniejsze łódki.

 

Każdy szukał dogodnego miejsca, aby trafić w największą ławicę. Takiego gąszczu łódek jeszcze nie widziałem. Na jeziorach wędkarzy obowiązuje zasada nie przeszkadzania sobie czyli wędkowania w pewnych odległościach od siebie. Tam ta zasada nie obowiązywała. Odstęp między łódkami to od siedmiu do dziesięciu metrów. Na rzuty na odległość nie było szans, a jedyna dostępna metoda to spuszczanie przynęty przy samej burcie. Znaleźliśmy małą dziurę pomiędzy łódkami, w którą szybko wpłynęliśmy. Kotwica poszła do wody i się zaczęło.

 

Zestaw składający się z ciężarka dwadzieścia gram i zestawu śledziowych przywieszek z sześcioma hakami, powędrował do wody. Ciężarek nie zdążył dotrzeć do dna, a szczytówka już drgała co oznaczało, że śledź zaatakował. Krótkie przytrzymanie, aby na wszystkie haki uczepiły się „srebrzaki” i w górę.

 

Śledź ścielił się gęsto. Za każdym razem na zestaw uczepiało się po cztery, pięć a niekiedy sześć dorodnych śledzi. To było jak wędkarskie eldorado. Nie było mowy o łyku kawy z termosu, a koledzy palący nie mieli czasu na zapalenie papierosa, bo śledzie brały jak szalone. Każde zanurzenie przynęty do wody równało się z wyciągnięciem kilku ryb. Nasze skrzynki w szybkim tempie zaczęły się zapełniać, a nie były one małe. Kolega Mirek, który organizował wyjazd, nasze wędkowanie określił „rzezią”.

 


Kołowrotki grzały się do czerwoności, a po trzech godzinach takiego intensywnego wędkowania, ręce zaczęły odmawiać posłuszeństwa. Ale gdzie duże skupisko łódek, tam o nieszczęście nie trudno. Jeden z dużych kutrów wędkarski ruszył do przodu. Szyper nie zauważył, że przed sobą ma małą łódkę. Ruszając powoli uderzył w tę łódkę wciskając ją pod wodę. Woda zaczęła ją zalewać, a wędkarze krzycząc wniebogłosy, machali rękoma i odpychali się od burty kutra. Walka tych wędkarzy o życie wyglądała naprawdę zatrważająco.

 

Przymusowa kąpiel w połowie kwietnia i w zimowych ubraniach mogła zakończyć się tragicznie. W końcu ktoś na kutrze zauważył, co się dzieje i szyper wyhamował. Wędkarze na małej łódce odetchnęli z ulgą i oddalili się od kutra w bezpieczne miejsce. Strachu się pewnie najedli, tak jak my kilka godzin wcześniej. Połów trwał. Śledzie brały w najlepsze a nam zaczynało brakować miejsca w skrzynkach. Dochodziła dopiero godzina 14.00 i przed nami jeszcze kilka godzin wędkowania. Niestety, Neptun nie był dla nas łaskawy. Na podwodnych kamieniach, przetarła nam się linka od kotwicy i zaczęliśmy dryfować. Pośród takiej ilości łódek, dalsze wędkowanie było już niemożliwe. Pozostało nam odpalić silnik i wrócić do miejsca skąd wypłynęliśmy.

 

Ten dzień uświadomił mi, że na rybach trzeba mieć oczy szeroko otwarte i być przygotowanym na różne zdarzenia. Ale jak tu nie kochać wędkowania, skoro oprócz rybnego eldorado przeżywa się takie przygody?

 

Roman Żokowski



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Rok po śmierci 9-letniego Bartka karuzela znów ruszy
    Wesołe miasteczko - zlikwidować! Po prostu, jeśli zdarzają się wypadki z ludzkiej - czy maszyny - winy, to nie korzystajmy z samochodu, hulajnogi, roweru, samolotu. Niech nikt nie wsiada na żadne karuzele, ani diabelskie młyny, żadne roller - coastery! Jak przestaniemy używać tych niebezpiecznych urządzeń - wypadków nie będzie. Inna sprawa - sprawdzenie bezpieczeństwa użytkowania danych sprzętów. Niech się taki instruktor, czy jak tam, najpierw sam przejedzie z pięć razy, albo i więcej na sprzęcie, który oferuje innym dla rozrywki, czy do używania. Nie od dzisiaj jest zwyczaj, że budowniczy mostów pierwsi przejeżdżają się po swojej konstrukcji. To nie sprawa eliminowania niebezpiecznych urządzeń, tylko uczciwości w dopuszczaniu ich do uzytku.
    Autor: Krajan
    2019-07-19 18:13:10
  • Rok po śmierci 9-letniego Bartka karuzela znów ruszy
    Wesołego miasteczka miało nie być a będzie.. Wielka tragedia... Jak ktoś nie będzie chciał korzystać z usług wesołego miasteczka to nie będzie... Tylko teraz zapewne wszystko będzie sprawdzane milion razy....
    Autor: Siwy Stefan burczymucha
    2019-07-19 15:37:42
  • Zdemolował szpital i... zmarł
    Policja to powinna się zająć, ale przypadkiem PanI Ani którą straciła zdrowie przez to, że dyżurującemu ginekologowi nie chciało się pracować.
    Autor: wkurzona
    2019-07-18 15:10:18
  • Czytelnik listem do redakcji szkoli... policjantów
    No dobrze, generalnie się zgadzam. Są przepisy na tego rodzaju sytuacje. Ale ja nie dzwoniłbym zaraz na policję, tylko spróbowałbym dogadać się z sąsiadem. Dopiero po nieudanej interwencji, zwróciłbym się do \"organów\". A tak - to rzeczywiście można się narazić na opinię pieniacza. Nie jest tu kwestią \"donoszenie\" na sąsiadów - tylko to, żeby umieć i chcieć się z nimi porozumiewać. A \"organy\" na samym końcu.
    Autor: Śmieszek
    2019-07-18 14:16:09
  • Rok po śmierci 9-letniego Bartka karuzela znów ruszy
    To jest przykre. Rok temu było mówione, że rezygnujemy z takich atrakcji, a tu się okazuje znowu będzie wesołe miasteczko...Gdzie konsekwencja...? Jeszcze najlepiej niech przyjedzie ta sama firma...ręce opadają.
    Autor: Mirek
    2019-07-18 11:17:30
  • Czytelnik listem do redakcji szkoli... policjantów
    Gość ma rację! Jak to powiedział ktoś mądrzejszy \"Wolność człowieka kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka\" Mogę sobie słuchać głośno muzy w bloku w środku dnia o 13, ale jestem świadom, że komuś to może przeszkadzać i policja może mi dowalić mandat.
    Autor: Mirek
    2019-07-17 22:38:13
  • Czytelnik listem do redakcji szkoli... policjantów
    Nic dodać, nic ująć. Brawo dla autora listu!
    Autor: Czytelnik
    2019-07-17 20:20:54
  • W Pasymiu suszarnia stanęła w ogniu
    Czy te zdjęcie to z tego pożaru czy to tylko ilustracja do artykułu?
    Autor: Zdjęcie
    2019-07-17 14:36:29
  • Muzyka, bungee i kulomioci, czyli tegoroczne Dni i Noce Szczytna
    I wszędzie te zasrane disco z pola :/
    Autor: Wstyd
    2019-07-17 14:07:51
  • Próbował uniknąć czołówki, uderzył w drzewo (zdjęcia)
    ??? jakie to drzewo przy drodze??? Może w promieniu kilometra od dróg wszystko wytniemy bo \"przy drodze\"
    Autor: Ekolog
    2019-07-17 11:09:56