Reklama


Reklama

Miód idzie w parze z opłatkiem


Gdy ostatnia pszczoła zginie, to świat szybko przeminie – te słowa przypisuje się Albertowi Einsteinowi – mówi Stanisław Piórkowski ze Świętajna, członek zarządu Rejonowego Koła Pszczelarzy w Szczytnie. - Niestety jest w tym dużo prawdy. Pszczelarze widzą to już bardzo wyraźnie. Pszczoły umierają...



Szczycieńscy pszczelarze spotkali się w Rozogach na corocznym opłatku. Oczywiście nie zabrakło tam rozmów o sytuacji w branży. Uroczystości poprzedziła msza, którą odprawiło aż trzech księży pod przewodnictwem księdza Józefa Grażula z Pasymia.

 

Obecni na spotkaniu byli między innymi Józef Zysk, prezes Wojewódzkiego Związku Pszczelarzy w Olsztynie, czy Krzysztof Wieczorek - prezes Rejonowego Koła w Olsztynie.

 

Łącznie w uroczystościach wzięło 46 pszczelarzy i gości.

 

 

Nam o pszczołach i sobie co nieco opowiedział:

Stanisław Piórkowski ze Świętajna, członek zarządu Rejonowego Koła Pszczelarzy w Szczytnie.

 

 

Ilu członków liczy szczycieńskie koło?

 

Zrzeszamy 80 osób. Jesteśmy jednym z największych i najprężniej działających kół w województwie.


Reklama

 

Czy rzeczywiście jest coraz mniej pszczół?

 

Z pszczołami jest tragedia. Zatrute środowisko i zmiany pogodowe sprawiają, że pszczoły umierają na potęgę. Jeśli tak dalej pójdzie, to ludzkość nie będzie miała co jeść, pić. Mało kto wie, ale bez pszczół wyginą rośliny. Bez nich nie będzie życia. Przewidział to już Albert Einstein, który podobno powiedział „Gdy ostatnia pszczoła zginie, to świat szybko przeminie”.

 

 

Od jak dawna zajmuje się pan pszczelarstwem?

 

Stosunkowo niedługo, bo 10 lat. Pszczoły stały się moją pasją przypadkowo, przez chorobę. Nie chcę wschodzić w szczegóły, ale byłem poważnie chory i nie bardzo mogłem zajmować się inną pracą. Kolega przyniósł mi pszczoły i tak zacząłem się zajmować nimi. Pośrednio uratowały mi życie.

 

 

W jaki sposób?

 

Dziś traktuję to jako humoreskę, ale wówczas wcale mi do śmiechu nie było. Leczyłem się i czekałem na poważny zabieg. Gdy byłem na konsultacji u lekarza dostałem bardzo odległy termin. Ale że widać było, że lekarz dba o mnie i solidnie opiekuje, to w podzięce, wychodząc, dałem mu słoik własnego miodu. A ten mnie pyta, czy jestem pszczelarzem. To ja mówię mu, że tak. Lekarz zamyślił się i mówi: panie Piórkowski, siądzie pan jeszcze... To kiedy pan chce się operować? Operacje przeszedłem niemal natychmiast.

Reklama

 

Ile ma pan uli?

 

25. W mojej pasiece mam głównie miód wielokwiatowy, spadziowy i lipowy. Czysty, ekologiczny bez domieszki cukru. Średnio z takiej pasieki rocznie można pozyskać około 250 kg miodu. Od razu dodam, że nie jest to biznes, a pasja. Utrzymanie pszczół, pasiek kosztuje. Jak wyjdzie się na zero, to pszczelarz jest zadowolony.

Ale miód to nie wszystko. Z pasieki można też zebrać pyłek pszczeli i pierzgę. Obie substancje wykazują dużo bardziej lecznicze właściwości niż miód.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Środa, 2020-08-12 15:25:19

Życie nie kończy się... w sanepidzie

  • Środa, 2020-06-10 11:06:56

Alex idzie w ślady wujka olimpijczyka

  • Środa, 2020-02-05 13:45:51

Rezerwa z funduszu idzie na Szkolną

  • Poniedziałek, 2020-01-27 19:39:13

„Idziemy oddać krew” - Wielbark

Reklama


Komentarze