Poniedziałek, 17 Czerwiec, Imieniny: Aliny, Anety, Benona -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Karma wraca – felieton Jerzego Niemczuka


I nie mam na myśli rzygania po przejedzeniu, ale że zło źle kończy, a dobro owocuje. Problem w tym, że czasami trzeba czekać dłużej i zachować cierpliwość.
Zostałem dzisiaj niemiłosiernie zbluzgany przez kierowcę ze śląską rejestracją. Zatrzymałem się, żeby z parkingu pod małym Carefourem przy targowicy wypuścić kierowcę i wjechałem na jego miejsce, które kierowca ze Śląska, jak się okazało, próbował zająć tyłem, czego nie widziałem, bo zasłaniał mnie pierwszy samochód.



Gotów byłem pertraktować, ale nie miałem szans, bo Ślązak w szale ulicznym wyzywał mnie od starych dziadów i zagroził, że mnie zastawi, a nawet samochód uszkodzi. To pierwsze zrobił, co na wszelki wypadek udokumentowałem, do drugiego nie doszło, bo nie zdążył się upewnić, czy mam autocasco, a zwierzać mu się z tego nie chciałem, bo nie wiedziałem, czy go to zachęci czy zniechęci do zniszczeń. W sensie drogowym racje były po mojej stronie, bo poruszałem się do przodu i nie miałem obowiązku ustępować pierwszeństwa autu jadącemu tyłem.

 

Ale nie o racje chodzi, ale o bezrozumną agresję, która do niczego dobrego nie doprowadziła poza tym, że rzygać się chce, chociaż na początku się zastrzegałem, że w zasadzie nie to miałem na myśli.

 

Miejsca nie uzyskał. Auto wycofał, bo się przestraszył mandatu. A jeszcze i drogę powrotną do Szczytna sobie odciął, bo zapowiedział, że w tej sytuacji jego noga w naszym mieście więcej nie postanie. Ja pojechałem do Dźwierzut na pogrzeb przyjaciela nieco zdekoncentrowany, bo zachowanie stoickiego spokoju trochę mnie kosztowało.

 

Inaczej wyglądałaby rozmowa, gdyby doszło do spokojnego dialogu. On uznałby, że mogłem nie widzieć jego moralnego do miejsca pierwszeństwa, ja z kolei przypisałbym mu część racji i ustąpiłbym albo byśmy ustalili, że zwolnię je po paru minutach, bo tylu mi było trzeba.

 

Agresji przybywa. Jak powiedział klasyk: ryba się psuje od głowy i od głowy ją trzeba naprawiać. Z głową jest słabo, deficyty intelektualne większe niż dług publiczny. Głowy z tego powodu naprawić się nie da i psuje się ryba aż do ogona, z którym miałem na ulicy do czynienia. Ośmielona przez najwyższą władzę ustawodawczą i wykonawczą brutalność jest coraz bardziej powszechna.

 

Na ostatnich demonstracjach pod sejmem pobito czterech młodych ludzi, sponiewierano Klementynę Suchanow i skuto jej ręce do tyłu jak groźnemu przestępcy. Demonstrujący zauważyli, że brutalnie interweniujący ludzie w policyjnych mundurach nie mają identyfikatorów z nazwiskiem i nie chcą się przedstawiać. Jeżeli to prawda, to mamy do czynienia w przebierańcami i bardziej przypomina to Białoruś i samą Rosję, Donbas albo Turcję, niż cywilizowany kraj Europy. Piszę o tym z troską, bo Szczytno jest miastem nolens volens policyjnym, poznałem tu wielu świetnych policjantów i w tej sytuacji powinni oni stanąć po tej samej stronie, co demonstrujący. Powodów mają zresztą coraz więcej.


 

Być może moja prawna sytuacja na ulicy inaczej by wyglądała za czas niedługi, skoro ustawy coraz bardziej przypominają kibolskie ustawki. Jako osobnik wyglądający podejrzanie, na przykład na przedstawiciela byłej elity, któremu wykształcenie przyniosły sowieckie bagnety, na co mój wiek niestety wskazuje, zostałbym oskarżony o bezprawne zajmowanie miejsca przedstawicielowi nowej elity, który nie legitymuje się wykształceniem, a legitymacją PiS. Jak w Rosji Putina albo jeszcze wcześniej.

 

Jak widać władze prowadzą nas coraz dalej na wschód obłudnie zapewniając, że polexitu nie przewidują. Szykuje się okazja, żeby powiedzieć: sprawdzam.

 

Do marca mają nam przygotować nowe dowody osobiste. Mamy już paszporty, dowody rejestracyjne i tablice z unijnymi gwiazdkami. Jeszcze jednego nam dowodu potrzeba, że zostajemy we wspólnocie jako Europejczycy. Osobistego. Wymuśmy to na decydentach. Choć trudno im to przez gardło przejdzie, to jednak niech nam dadzą dowód, choćby symboliczny, że nie chcą nas zdegradować do roli krajowców.



Komentarze do artykułu

franek

A może właśnie w tej sytuacji "karma" wróciła?

Napisz


Komentarze