Piątek, 3 Kwiecień, Imieniny: Pankracego, Renaty, Ryszarda -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Reklama


Reklama

6 godzin i 45 minut ciągłej walki – charytatywny rekord Szewczaka


81 pojedynków, co dało łączny czas walki aż 6 godzin i 45 min – taki wynik zanotował Jacek Szewczak z Katany Szczytno podczas charytatywnego 24-godzinnego Maratonu Brazylijskiego Jujitsu w Gdańsku.



Impreza odbyła się już po raz piąty w Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku. Tym razem zawodnicy wspierali Fundację Pomorze Dzieciom. W wydarzeniu wzięło udział ponad 360 wojowników z całej Polski. Zawodnicy rywalizowali ze sobą w 5-minutowych pojedynkach przez 24 godziny. Walki rozpoczęto o godz. 10 w sobotę, a zakończono o godz. 10 rano w niedzielę.


Reklama

 

Nowe doświadczenie

 

Na gdańskich matach zaprezentowało się 4 zawodników Szczycieńskiego Stowarzyszenia Sportów Walki i Rekreacji Katana wraz ze swoim opiekunem Jackiem Szewczakiem.

 

- Był to nasz pierwszy występ na takiej imprezie – mówi Jacek Szewczak. - Cel był szlachetny dlatego nie wahaliśmy się, aby wziąć udział w tym wydarzeniu. Przyznam, że było naprawdę bardzo ciężko.

 

Walcząc przez 24 godziny w pięciominutowych walkach najlepiej ze szczycieńskiej ekipy wypadł trener Katany Jacek Szewczak, który stoczył aż 81 pojedynków (co dało 6 godzin 45 min walki) i w klasyfikacji końcowej maratonu zajął 14 miejsce.

 

 

Dokonała niemożliwego

 

Reklama

W ślad za swoim trenerem poszedł Arkadiusz Żywalewski, który stoczył 70 walk zajmując 23 miejsce w klasyfikacji końcowej. Równie dobrze wypadło dwóch innych zawodników szczycieńskiego klubu. Marcin Welk stoczył 56 pojedynków, a Szymon Zarzycki 44 pojedynki.

 

Zwycięzcą Maratonu okazała się przedstawicielka klubu Złomiarz Gdańsk Olga Zabulewicz, która osiągnęła niewyobrażalny wynik 250 walk, wyprzedzając kolejnego uczestnika, swojego klubowego kolegę, Krystiana Zaleskiego, aż o 18 walk.

 

 

Garstka z 365 osób

 

- Dla zwykłego człowieka jest to wynik nieosiągalny, bo po 2-3 walkach organizm ludzki jest tak zakwaszony, że mięśnie nie nadają się do dalszego wysiłku, a co dopiero 250 walk - podsumowuje trener Katany Szczytno, dodając, że sam już po 30 pojedynkach miał wszystkiego dość. - Musiałem odpocząć, ten wysiłek był nie do zniesienia, bolał każdy mięsień, a walki rozgrywaliśmy już tylko zawziętością i uporem. Po dwóch godzinach odpoczynku kontynuowałem zmagania i tak do samego rana. O 10 rano w niedzielę na matach została nas już tylko garstka (około 10 osób) z 365 osób zaczynających maraton.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

Reklama


Komentarze