Reklama


10 lat klubowego tenisa (zdjęcia, komentarze)


Tenis Club Szczytno na sportowej arenie jest już dobrze znany. I nic dziwnego, skoro działa już dokładnie dziesięć lat. To inicjatywa wielkiego miłośnika gry na kortach – Witolda Mocarskiego.



Nie tak dawno temu klubowicze, w otoczeniu wielu gości, dokonali uroczystego, chociaż piknikowego otwarcia tegorocznego sezonu na otwartych boiskach.

 

- W ten sposób weszliśmy w rok jubileuszowy, którego obchody zaczęliśmy właściwie już z początkiem roku chcemy uczcić organizacją dziesięciu wydarzeń sportowych, oczywiście tenisowych, ale nie tylko. Zaczęliśmy w styczniu kuligiem, a w ostatnią niedzielę odbył się w Jerutkach rodzinny piknik z elementami meczowymi. - Sam w tenisa gram wiele, wiele lat. W Szczytnie z grupą znajomych, których początkowo uczyłem, a następnie wspólnie graliśmy, rozważaliśmy sprawę powołania grupy zorganizowanej – wspomina Witek. - Ostatecznie nie utworzyliśmy sformalizowanego stowarzyszenia, wciąż tworzymy luźno związany, ale aktywny zespół, którego, od niedzieli poczynając, jestem prezesem seniorem.

 

W niedzielę bowiem, w połowie jubileuszowego roku, doszło do zmian. Nowym prezesem Tenis Club Szczytno został Mariusz Radziszewski.

 

- To świetny kolega i organizator, a przy tym człowiek, który mówi, że tenis jest jego żoną – opowiada Witold Mocarski. - Został wybrany jednogłośnie. Mi na dotychczasową aktywność nie pozwala zdrowie, które ostatnio szwankuje.

 

Tenisowy jubileusz łączy się też z innym, ważnym wydarzeniem dla tej dyscypliny sportu w Szczytnie. Nie jest tajemnicą, że poza Tenis Club Szczytno istniała i działała także druga tenisowa grupa: Mazurski Klub Tenisowy, którego reprezentantem jest Andrzej Jemielita. Każda z grup miała swoje sukcesy, swoje inicjatywy, organizowała rozgrywki.

 

- W ostatnim czasie doszliśmy do porozumienia i postanowiliśmy się połączyć. Jaką nowy, wspólny klub tenisowy przyjmie nazwę i organizację, jeszcze dokładnie nie wiem, ale najważniejsze, że organizowane dotychczas osobno wydarzenia nabiorą rozmachu i prestiżu – mówi Witek. - Tegoroczna liga tenisowa, która już się rozpoczęła, jest obecnie wspólnym przedsięwzięciem. Gramy w trzech 10-osobowych grupach, a chętnych było jeszcze więcej.

 

To ważne, bo gdy dziesięć lat temu rodził się pomysł utworzenia klubu, liczba jego członków sięgała... pięciu osób.

 

- Było i wtedy w Szczytnie także parę innych, które też uprawiały ten sport, ale tak bardziej kameralnie, tylko dla siebie. My chcieliśmy nie tylko grać, ale sprawić, by było nas – tenisistów – coraz więcej. I uważam, że to nam się udało.


Reklama

 

 

Komentarze:

 

Agata Białobrzewska

 

W działalności Tenis Club Szczytno uczestniczę tak samo krótko jak gram, czyli zaledwie od września ubiegłego roku. Namówiła mnie koleżanka i pomyślałam sobie: jak dam radę, to już wszystkiemu podołam. Bo ja ze sportem, jakimkolwiek, miałam do czynienia tylko siedząc na kanapie, a i to niezbyt chętnie. Chyba żeby do ambicji sportowych doliczyć też bieganie po schodach na czwarte piętro (śmiech). A nie... raz zdecydowałam się pobiegać, to była bodaj „Piątka Jurandówny” czy jakoś tak. O mało nie zeszłam i pomyślałam sobie: nigdy więcej. Ale tenis wszystkie moje deklaracje wywrócił do góry nogami. Nawet nie przypuszczałam, że może być coś tak wspaniałego. To rywalizacja, której zasady są niezwykle jasne. Tu nie ma miejsca na żadne „chwyty”. To najbardziej sprawiedliwy sport na świecie. Trener – Witek Mocarski – mówi, że to sport indywidualny, ale właściwie nie jest tak do końca, bo przecież bez osoby po drugiej stronie kortu nie da się grać. Jest to więc sport indywidualny, a jednocześnie grupowy, w którym występują wzajemne interakcje. Tenis pozwolił mi poznać sporo naprawdę fajnych ludzi, więc nie tylko zmienił moje nastawienie do sportu, ale przysporzył przyjaciół.

 

Mariusz Radziszewski

Nawet nie wiem, skąd się u mnie wzięło to zamiłowanie. Witek trochę przesadza, że tenis zastępuje mi żonę, ale tylko trochę. Jestem samoukiem. Zacząłem jak miałem jakieś może 13 lat. Graliśmy z kolegą na korcie na osiedlu Leyka, później w WSPol. Naszą „nauczycielką” była głównie telewizja. Obserwowaliśmy mecze i później próbowaliśmy naśladować tych najlepszych. W wakacje wytrwale oglądałem rozgrywki na Wimbledonie. Owszem, jak to na podwórku i w szkole, w piłkę też się grało, ale tenis... tenis przewyższał wszystko. Później podczas studiów grywałem tylko sporadycznie, ale od ośmiu lat, już w Tenis Club Szczytno, tenis stał się nieodłączny. Staramy się go rozwijać i promować. Przybywa grających, ale dla mnie to wciąż za mało. Marzy mi się, by tenis wszedł do szkół, by dzieci przynajmniej poznały tę grę, bo wtedy, jak sądzę, będą wśród nich i takie, które jak ja – chwycą bakcyla.

Reklama

 

 

Agnieszka Samojluk

 

Ja ze sportem jestem za pan brat od najmłodszych lat. Zawsze byłam aktywna, w szkole ciągle w czymś startowałam, miałam nawet do czynienia z tenisem, ale tym stołowym. Lubię sport, ale nie jestem jakąś tak aktywistką, a właściwie... nie byłam. Z tym ziemnym pierwszy raz zetknęłam się jakoś wiosną 2018 roku i całkowicie mnie pochłonął. Wcześniej co najwyżej oglądałam czasem mecze w telewizji, ale raczej ze względów – powiedziałabym – estetycznych, takich samych, dla których podobała mi się zawsze jazda figurowa na lodzie. To dyscypliny sportowe, które nie tylko budzą emocje, ale cieszą oko, po prostu pięknie wyglądają. I to mnie zachęciło, a Witek Mocarski przekonał, że tenis jest nie tylko piękny, ale jest dosłownie dla każdego. Dziś sobie nie wyobrażam, że miałabym nie iść na trening dwa razy w tygodniu. To taka odskocznia od życiowej rutyny, a po grze człowiek jest niby zmęczony, ale jednocześnie naładowany energią. Naprawdę warto spróbować i cieszę się, że jest nas w klubie i na kortach coraz więcej.

 

Jerzy Tyczyński

Gram zaledwie od ośmiu lat, ale chyba nieźle mi idzie. Jako dzieciak, oczywiście, byłem czynny fizycznie, grałem w piłkę, nawet ćwiczyłem judo, ale później... Chyba jak większość ludzi z mojego pokolenia – zasiedziałem się i to w końcu nie spodobało się mojemu organizmowi: problemy z ciśnieniem, cholesterolem. Coś musiałem z sobą zrobić, a nie chciałem ograniczać się jedynie do lekarzy i leków. Pozostawała więc zmiana trybu życia, ruch. Nie chciałem się angażować w jakieś gry zespołowe, z większym ryzykiem kontuzji i wymagające dużego wysiłku. Przypadkiem trafiłem na jakiś turniej tenisa i uznałem, że to coś dla mnie, że to taki spokojny sport, nieinwazyjny. Spróbowałem, spodobało się i dziś, chociaż już prawie sześćdziesiątka na karku, nie zamierzam rezygnować. Klub organizuje wiele turniejów, rozgrywek, to emocje, rywalizacja, ale przede wszystkim fajny sposób na spędzenie wolnego czasu z fajnymi ludźmi.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze