Czwartek, 21 Wrzesień, Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Kolej żelazna w Szczytnie - nowa epoka

Pierwszą oznaką nadchodzących dla całego państwa „innych czasów”, czyli XX wieku było pojawienie się sieci żelaznych dróg. Schyłek XIX wieku łączył się z końcem epoki dyliżansów, ustępujących miejsca kolei.


Wiele ówczesnych cichych miast i miasteczek, które z wielu względów od dawna utraciły na swym znaczeniu, przekształciło się w centra administracyjne, handlowe czy też w nielicznych przypadkach - przemysłowe.

W Pasymiu początkowo tej szansy nie dostrzeżono. Gdy bogatsza część mieszczan pasymskich dowiedziała się o budowie linii kolejowej Szczytno - Olsztyn, biegnącej przez ich miasto - ostro się temu sprzeciwiła. Radni miejscy, którzy w większości byli kupcami, w trosce o swe interesy, nie popierali starań większej części mieszkańców Pasymia. Członkowie rady miejskiej wystosowali nawet list do władz, sugerując w nim, iż dworzec w Pasymiu jest niepotrzebny.

Przedstawiciele kolei, mając już wcześniejsze doświadczenia z Biskupca, znaleźli iście salomonowe wyjście z tak trudnej dla nich sytuacji: dworzec zbudowano w oddalonej wówczas od miasta o ponad trzy kilometry wsi Dybowo.

Zupełnie inaczej przedstawiała się sytuacja w naszym mieście. Co do lokalizacji budynku dworca oraz przebiegu linii kolejowej przez Szczytno, wszyscy mieszkańcy miasta wraz z członkami rady miejskiej mieli jednoznaczne stanowisko - stacja kolejowa musi znajdować się w centrum miasta. Zdawali sobie sprawę z tego, iż wraz z uruchomieniem linii kolejowej wzrośnie znaczenie zapomnianego przez władze państwowe miasta. Na początku 1883 roku z impetem przystąpiono do prac budowlanych. Ówczesny burmistrz - Conradi, odegrał niepoślednią rolę w rozwoju naszego miasta pod koniec XIX wieku. U władz państwowych w dość krótkim czasie uzyskał znaczne sumy pieniężne, niezbędne do budowy dworca i wykupu otaczających go parceli. Na przeprowadzenie linii kolejowej przez nasze miasto pieniądze wyłożyło państwo.

1 listopada 1883 roku, przy akompaniamencie orkiestry i wiwatach licznie przybyłych na tę uroczystość mieszkańców, otwarto linię kolejową Szczytno - Olsztyn oraz oddano do użytku istniejący do dziś budynek dworcowy. Niecały rok później - 15 sierpnia, nasze miasto połączono linią z Piszem, 1 lipca 1900 roku z Wielbarkiem i Nidzicą, zaś dziewięć lat później – z Biskupcem.

Ze Szczytna do Królewca (około 175 km) można było dojechać już wciągu 5 - 7 godzin. Wcześniejsza podróż dyliżansem zajmowała z przesiadkami i przerwami na wymianę koni około 18 godzin. To konkretne ułatwienie i korzyść dla podróżnych dość dobitnie akcentowali wówczas przedstawiciele niemieckiej kolei żelaznej podczas otwarcia pierwszej linii w naszym mieście.

Sporo wcześniej, bo w 1865 roku w Szczytnie powstało pierwsze połączenie telegraficzne, które również miało swój niemały udział w dalszym rozwoju naszego miasta. Z biegiem lat szczycieński urząd telegraficzny przekształcał się i od 1 stycznia 1876 roku istniał już jako pierwszy urząd pocztowy w Szczytnie. Rok po uruchomieniu linii kolejowej, w naszym mieście znajdowały się zaledwie dwie skrzynki na listy: jedna obok istniejących jeszcze nielicznych hoteli, natomiast druga nieopodal szynku przy dzisiejszej ulicy Polskiej.

Uruchomienie linii kolejowej, czego nie wykorzystał sąsiedni Pasym, przyniosło Szczytnu niebywały wzrost gospodarczy i przestrzenny. Wraz z zakupem dodatkowych włók – o czym było w poprzednim odcinku – w mieście (oprócz wzniesionego w latach 1867-1869 gmachu sądu), powstały kolejno nowe: siedziba przeniesionego z Rozóg Seminarium Nauczycielskiego - 1882-84, budynek starostwa (dziś Urząd Skarbowy) - 1885, kompleks koszarowy (Wyższa Szkoła Policji) - 1886, budynek poczty (Poczta Polska) - 1892, rzeźnia - 1895, kościół katolicki - 1897-1899 oraz browar - 1899 rok.

 

Nowe ulice

Intensywny rozwój gospodarczy Szczytna, na przełomie XIX i XX wieku, istotnie wpłynął na przestrzenną rozbudowę miasta. W 1901 roku w granice Szczytna włączono tereny, należące wcześniej do przyzamkowego folwarku Fiugaty, położonego nad Jeziorem Domowym Dużym, zaś 5 lat późnej - resztę terenów przyzamkowych (tzw. Amtsfreiheit). Na miasto składało się wówczas około 230 budynków, w których zamieszkiwało 3785 mieszkańców.

W okolicach wybudowanego w latach osiemdziesiątych XIX wieku dworca kolejowego zaczęła powstawać nowa dzielnica mieszkaniowa. Zaczęła się kształtować wzdłuż dzisiejszej ulicy Bogumiła Linki (dawniej Banhofstrasse), łączącej się następnie z ulicą Polską (Kaiserstarsse), na krańcach której znalazły się na początku XX wieku miejskie zakłady przemysłowe - gazownia i rzeźnia.

Władze miejskie zdawały sobie sprawę, że do budynku dworcowego nie może prowadzić wyłącznie jedna ulica, dlatego od strony zachodniej dworzec połączono z dwiema nowymi ulicami (dziś Kolejowa i Chrobrego), które łączyły się następnie z Fiugatami. Po nabyciu przez miasto w 1906 roku terenów przyzamkowych, przeprowadzono nową ulicę wzdłuż Jeziora Domowego Małego - Seestrasse (dziś ulica Jeziorna).

Mniej więcej w tym samym czasie w niezależnej jeszcze wówczas od miasta Bartnej Stronie przedłużono ulicę Yorckstrasse (dziś ul. Konopnickiej) w kierunku wschodnim, ku ulicy Jägerstrasse (dziś ulica Leyka), która swe zakończenie miała przy Kaiserstrasse. Mieszkańcy Szczytna i Bartnej Strony okrążyli w ten sposób wykupiony w poprzednim stuleciu bagnisty teren. Przedłużono również, w kierunku północnym, Bergstrasse, łącząc ją w ten sposób z Melchiorplatz (dziś Plac Wolności) oraz Querstrasse (gen. Andersa), którą przedłużono w kierunku południowym ku Rönnerstrasse (ul. Chrobrego).

 

Zacofane miasto

Potężny wpływ na dynamiczny rozwój Szczytna miał młody i wszechstronnie wykształcony trzydziestokilkuletni Ernst Mey, który w 1903 roku przybył z zachodniej części Prus Wschodnich - Biskupca Pomorskiego - do Szczytna. Chociaż poczyniono już inwestycje, o których wyżej, młody przedsiębiorca i tak uznał Szczytno za zacofane urbanistycznie i gospodarczo, w porównaniu ze znanymi sobie innymi miastami Prus Wschodnich. Jego opinii nie zmienił fakt, że miasto już od 1 października 1900 roku posiadało własną linię telefoniczną, dwa hotele, w tym jeden zbudowany w miejscu, gdzie w średniowieczu znajdowała się karczma Owsianki (dziś księgarnia „Fraszka”) oraz 26 lokali z wyszynkiem piwa i wódki. Na tle często sporo mniejszych, acz bardziej rozwiniętych gospodarczo i urbanistycznie miast i miasteczek niemieckich Szczytno wypadało słabo. Ernst Mey został burmistrzem Szczytna i... zakasał rękawy.

 

Burmistrz w akcji

W mieście wciąż nie było kanalizacji i prądu. Mieszkańcy wodę czerpali ze znajdujących się praktycznie na każdym podwórzu studni i (o zgrozo!) jeziora, w którym jednocześnie skóry wyprawiali szczycieńscy garbarze oraz szewcy, natomiast gospodynie codziennie robiły pranie. Pięć miejskich ujęć wody było w fatalnym stanie, woda w nich – także.

Na taki stan rzeczy burmistrz Mey nie mógł patrzeć spokojnie. W dość szybkim czasie znalazł silne poparcie u jednego z najbogatszych mieszkańców Szczytna Carla Fechnera - będącego właścicielem pierwszego w mieście tartaku (a zarazem i maszyny parowej) - który był przewodniczącym miejskich rajców. I obaj, wraz z rajcami, rozpoczęli batalię o pieniądze. Wysyłali błagalne wręcz pisma do Berlina, przedstawiając w nich fatalny stan miejskiej sieci wodnej. Jednak ze stolicy II Rzeszy nie napływały pozytywne odpowiedzi. Rząd bardziej interesowały inwestycje, na których państwo mogłoby zarobić. Dlatego, między innymi, zbudowana została w Szczytnie gazownia. Budową obiektu zajęła się ściągnięta specjalnie z Bremy firma Carla Franka. Wzniesienie gazowni, zaledwie rok po objęciu funkcji burmistrza, Ernst Mey z pewnością mógł zaliczyć do swoich sukcesów. Nadal jednak trapiła go sprawa związana z przeprowadzeniem kanalizacji oraz wzniesieniem w Szczytnie wieży ciśnień.

Powołał specjalną komisję, mającą na celu sprawdzenie stanu sanitarnego wszystkich ujęć wody w mieście. Jednocześnie burmistrz wprowadził zakaz używania wody z jezior w celach spożywczych. Na tych, którzy zakaz złamali, nakładane były wysokie grzywny. Po analizie wyników kontroli, przeprowadzonej przez komisję, burmistrz Mey nakazał też zasypać piaskiem prawie 2/3 studni znajdujących się w mieście.

 

Cięcia w urzędzie i pieniądze z Berlina

Dbając o dobro ogółu mieszkańców i szukając przy tym oszczędności finansowych, zmniejszył państwowe posady w szczycieńskim magistracie, redukując je do 9 urzędników. Sam także zrezygnował z części dość wysokiego rocznego uposażenia, wynoszącego 1500 marek, zadowalając się ryczałtem na pokrycie kosztów związanych z utrzymaniem gabinetu oraz wynajmem mieszkania na koszt miasta i rocznym deputatem drewna opałowego w ilości 46 metrów sześciennych.

Prawie cztery lata trwały starania szczycieńskiego burmistrza i rady miejskiej o pozyskanie z kasy państwowej znacznej sumy na budowę sieci kanalizacyjnej i wodociągowej. Pozytywna dla Szczytna decyzja zapadła w Berlinie w połowie 1907 roku. Do kasy miejskiej wpłynęła olbrzymia jak na owe czasy suma 400 tysięcy marek.

Już w lipcu 1908 roku oddano do użytku przepompownię wraz z wieżą ciśnień i nową siecią kanalizacyjną. Pozostałe z dotacji państwowej pieniądze wykorzystano do budowy nowych ulic oraz poprawienia nawierzchni już istniejących.

Nadrzędną sprawą okazała się także budowa lazaretu. Współczesnego, bo taka placówka istniała przy obecnej ulicy 1 Maja już od czasów krzyżackich, ale szpital przypominała tylko z nazwy. Pod budowę lazaretu przeznaczono spory plac nieopodal budynków koszar. W dość szybkim czasie wzniesiono go w miejscu, gdzie dziś łączy się ulica Pułaskiego z ulicą Solidarności. Swą funkcję spełniał nieprzerwanie do początku lat dwudziestych ubiegłego wieku, wtedy bowiem zapadła decyzja o budowie szpitala z prawdziwego zdarzenia w miejscu, w którym znajduje się on do dziś.

 

* * *

Tyle historycznego zarysu o rozwoju Szczytna na przełomie stuleci. Zarysu – bo do niektórych poruszonych kwestii, niezwykle ciekawych w szczegółach – powrócę w następnych częściach, cofając się nieco w w wiek XIX.

 

 

Opis do zdjęcia:

 

To w czasach urzędowania burmistrza von Conradi (w owalu) powstała jedna z tras wschodniopruskiej kolei żelaznej wiodąca przez Szczytno



Powiązane wydarzenia

  • Wtorek, 2017-09-19 15:21:05

Biblioteka ma nową dyrektorkę

  • Niedziela, 2017-09-17 10:04:55

W Szczytnie ruszyły zajęcia capoeira



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pani nauczycielko prosze sie nie przejmowac. Niech rodzice poswiecaja wiecej czasu dzieciom i na wycieczke zabiora. A nie wszystko nauczyciel. Babcia niech tez sie ruszy a nie tylko plotki po wsi robi. Jest pani cudownym nauczycielem. Pracowitym jakich malo. Coraz mniej was sie robi w szkole takich oddanych i lubianych nauczycieli. Jedna pani tez miala pod gorke z kolezanka od tego samego przedmiotu. Przezyla i wyszla z tego silniejsza i madrzejsza. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Autor: rodzic
    2017-09-15 23:43:09
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    JP
    Autor: WIELBARK
    2017-09-15 13:41:04
  • Piotr Karczewski zamienił fizykę na motocykl
    Prawdziwy klub Jurand to był w latach 90-tych. Teraz to zebrała się grupka emerytów i przejęła 'niezarejestrowaną' nazwę. Nie wiem czy kilku 'prawdziwych' motocyklistów jest w tym klubie :)
    Autor: johnny
    2017-09-15 11:27:12
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    jak on uciekł jak napisali że jest zatrzymany?
    Autor: eryery
    2017-09-14 22:18:29
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Jedna z nielicznych nauczycielek, która cokolwiek robiła dla uczniów. Pewnie "najmadrzejsi" róbcie z niej główna winną, a później to narzekajcie, że nauczyciele nic z dziećmi nie chcą robić. Szósta klasa to już nie takie dzieci, dziewczyny wystroić i umalować do szkoły się potrafią a proste polecenie do nich nie dociera, to raczej z nimi coś nie tak jest
    Autor: Rodzic
    2017-09-14 21:54:27
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Nie oszukujmy się .. dzisiejsze dzieci trudno jest dopilnować. Nauczycielka nie jest wszystkiemu winna. Po jednym owocu nie stałoby się nic, a że rodzice nie nauczyli dzieci żeby słuchać starszych to efekt jest.
    Autor: Wielbark
    2017-09-14 20:55:18
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Kto mądrzejszy,to sprobowal, a nie sie nazarl. Ech, dzieciaki, rodzice nie nauczyli, czego nie można...szkoda nauczyciela, siedziec z nimi w szkole,w ksiazce czarny bez pokazac i powiedziec,ze szkodliwy,a nie do lasu zabierac.
    Autor: winatuska
    2017-09-14 20:54:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Byłam tam i to wcale tak nie było. Nauczycielka powiedziała uczniom, że mogą spróbować, ale dodała, że tylko jedno. Oni zaczęli jeść garściami i wyszło jak wyszło. Ja na szczęście tego świństwa nie jadłam, ale oni już tak, więc to po części wina nauczycielki i nasza.
    Autor: [x]
    2017-09-14 20:15:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Szosta klasa to dzieci dwunastoletnie, nauczycielka mowila zeby sprobowali to tak tez zrobili. Zreszta nauczycielka tez probowala takze nie zwalajmy wszystkiego na dzieci. A czemu nie napisano, ze byla szostka zatrutych dzieci a nie czworka? Nauczycielka to zona dyrektora szkoly, wiec najlepiej teraz ja bronic i wszystko na dzieciaki zwalic. Skoro nauczycielka od przyrody nie wiedziala, ze nie mozna jesc czarnego bzu to wodac ze jest niekompetentna w swoim zawodzie
    Autor: Lala
    2017-09-14 19:51:37
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pewnie się obczytały że faza po tym będzie i zjadły.Nie ma co winić nauczycielki.
    Autor: W
    2017-09-14 18:30:31