Wtorek, 18 Styczeń
Imieniny: Beatrycze, Małgorzaty, Piotra -

Reklama


Reklama

Tak smakuje... miłość - skosztuj pierogów kurpiowskich


Nie gonią za modą i trendami, ale za historią regionu serwowaną na talerzu. Pierogi Kurpiowskie to pachnące miłością miejsce, do którego wracają smakosze godziwego jedzenia. Stworzyli je Dajana i Paweł Chmielewscy, młodzi mieszkańcy Jerut. - Sięgamy po tradycyjne przepisy, ale interpretujemy je według wypracowanych receptur naszych babć czy mam – mówi z uśmiechem pani Dajana. - To smak dzieciństwa, na wspomnie którego już cieknie ślinka...



Kluczem do finalnego smaku jest nic innego jak najbliższy naturze składnik. Tej zasady trzymają się właśnie Dajana i Paweł i już dziś zapraszają do swoich punktów handlowych w Myszyńcu i Szczytnie. Na kolacji wigilijnej nie może zabraknąć pierogów i uszek – te najlepsze w regionie pochodzą bez wątpienia z pierogarni Pierogi Kurpiowskie, bo powstają z pasji, miłości i... radości. Kto nie wierzy, niech sprawdzi osobiście. Tak będzie najlepiej.

 

Dajana i Paweł to młodzi mieszkańcy Jerut. Znali się w dzieciństwie, bo ich domy dzieliła jedynie droga. - Paweł był przyjacielem mojego brata i często się z nim spotykał – wspomina pani Dajana. - Od siedmiu lat jesteśmy parą. Ujął mnie swoją opiekuńczością, tym, że jest dużym wsparciem dla mnie, ale i tym, że świetnie gotuje – mówi z uśmiecham pani Dajana. 14 listopada para wzięła ślub. Czas pandemii sprawił, że wielkiej uroczystości nie było. - My, świadkowie i urzędnik USC – opowiada pani Dajana. - Ale liczymy, że jak to wszystko się skończy to wyprawimy huczne i takie prawdziwe wesele.

 

Pani Dajana ma 25 lat, jest świeżo upieczonym magistrem prawa. Pan Paweł ma 27 lat i zawodu jest hydraulikiem. - Tak, tak... Wiem, że to dość oryginalne połączenie naszych zawodów, jeśli chodzi o założenie Pierogarni, ale Paweł rewelacyjnie gotuje i zawsze marzył o tym, aby otworzyć własną restaurację – mówi pani Dajana. - Spełnia swoje marzenia i to jest piękne. Z kolei u mnie w domu zawsze lepiło się pierogi. Oboje jesteśmy bardzo „mączni”. Gdy zaczęliśmy szukać pomysłu na własny biznes wiedzieliśmy, że będzie to gastronomia. Tak w 2018 roku powstała pierogarnia w Myszyńcu, a rok później w Szczytnie. Naprawdę wszystko to się fajnie rozwijało, ale pandemia, niestety, znacznie nas spowolniła, bo planów na rozwój mamy bardzo dużo.

 

Jak wyglądały początki waszego biznesu?

 

Zaczynaliśmy bardzo ostrożnie. Pracowaliśmy, zresztą jest tak nadal, sami. Pomagali nam rodzice, rodzina. Na początku lepiliśmy po jakieś 2 kilogramy różnego rodzaju pierogów, sprawdzaliśmy, co klienci chętniej kupują i dorabialiśmy je na bieżąco. Cenimy świeżość, bo to najlepsza okrasa. Podczas pracy jest muzyka, rozmowy, przebywamy ze sobą, daje nam to ogromną radość. Wolne mamy tylko soboty. Ale myślę, że początki każdej działalności takie są. Albo się poświęcisz i uda się osiągnąć sukces, albo trzeba szukać czegoś innego. W rozpoczęciu działalności pomogły nam też nasze wyuczone zawody. Jako prawnik ogarnęłam sprawy administracyjne, a Paweł budowlane. Wspólnie szpachlowaliśmy, czy kładliśmy płytki. Uczyliśmy się tego, czego nie potrafiliśmy zrobić: sprawdzaliśmy w internecie, pytaliśmy mojego taty, czy brata. Był to naprawdę fajny czas. Nauczyłam się szpachlować i proszę mi uwierzyć nieźle mi to wychodzi (śmiech).


Reklama

 

 

Pierwszy wasz punkt powstał w Myszyńcu, ale jesteście z Jerut, czyli z naszego powiatu...

 

Zadecydował o tym trochę przypadek. Gdyby udało nam się kupić jakiś lokal w Szczytnie, to zapewne tutaj powstałby ten pierwszy punkt. Tam mamy całe zaplecze kuchenne, a w Szczytnie drugi punkt sprzedażowy. Na początku pomagała nam nawet Pawła mama, ja pomagałam w trakcie studiów. Śmiejemy się dziś, że ma początku jednego dnia udawało nam się z trudem zrobić 25 kg pierogów, a dziś 200-400, a bywa że i 500 kg lepimy. Od razu uprzedzę pana pytanie: nie, nie sami. Wciąż pomaga nam rodzina.

 

Rzeczywiście robicie je ręcznie?

 

Mamy specjalne matryce, które ułatwiają je nam lepić, ale te sezonowe i owocowe robimy wyłącznie ręcznie. Krajemy kółeczka, jak w domu, wkładamy farsz i formujemy. Cisto i farsz zawsze robimy sami.

 

Pani ulubione pierogi to?

 

Te z płuckami. Mogę je jeść zawsze i wszędzie. To smak dzieciństwa. Ciasto było drożdżowe. Wyjątkowo pyszne robi moja mama. Babcia z kolei specjalizuje się w pierogach z makiem. Cała moja rodzina jest bardzo mączna, więc na pierogach znam się doskonale. Mam to w genach (śmiech). Gdy z Pawłem zdecydowaliśmy, że otworzymy pierogarnię, to chyba się nawet nie zdziwili, mimo że studiowałam prawo. Na święta zawsze były u nas pierogi. Płucka wieprzowe, łopatka wieprzowa, cebulka... hmm pycha.

 

Czy takie cuda można kupić u was w pierogarni?

 

Ależ oczywiście. Cieszą się ogromnym powodzeniem. Smaku tradycji nie da się przebić.

 

A pani mąż jakie pierogi lubi?

 

Tu pana zaskoczę. Ulubionym daniem mojego męża jest golonka. Robi znakomite wędliny i potrawy z mięsa. Na pierwszej randce przygotował dla mnie pierś z kurczaka, faszerowaną szpinakiem z mozarellą. Było przepyszne, ale było tego tak dużo, że nie dałam rady zjeść wszystkiego. Paweł uwielbia gotować i eksperymentować. To jego ogromna pasja. Zbudował dla siebie wędzarnię. Z czasem chcemy poszerzyć nasz asortyment właśnie o naturalne wędliny, bez dodatków i konserwantów. Te robione przez Pawła są naprawdę pyszne.

 

W waszych punktach sprzedażowych można kupić tylko pierogi?

 

Przede wszystkim, ale klienci znajdą tam też: kopytka, uszka, makron, pasztety, smalczyk na kanapkę, czy mięsiwo w słoikach peklowane tradycyjnie. Gwarantuję, że wszystko robimy samodzielnie. Realizujemy sprawdzone rodzinne receptury. Tego nie da się podrobić. Nawet ciasto do naszych pierogów, to prosty, ale i rodzinny przepis. Oczywiście go nie zdradzę. Ale ciasto przy pierogach jest równie ważne, jak farsz. Farsz też robimy od podstaw samodzielnie. Mięso gotowane jest na wodzie z warzywami z dodatkiem soli, pieprzu, z opalaną cebulką... Nasz smalczyk wytapiany jest ze słoniny wieprzowej. W naszych produktach nie ma żadnej chemii, czy wzmacniaczy smaku. Jedyne przyprawy to sól, pieprz, ziele angielskie i liść laurowy. Paweł już wręcz wyspecjalizował się w farszach oraz smalczyku i pasztecie oraz mięsiwie w słoikach.

Reklama

 

Jaki macie wybór pierogów?

 

Pyta pan o rodzaje?

 

Tak.

 

Średnio dziennie jest wybór w około 20 rodzajów. Mamy też doskonałe dodatki do pierożków: sos czosnkowy, surówki, smalec ze skwarkami i cebulką, masło koperkowe i czosnkowe.

 

Te najbardziej popularne to?

 

Pierogi z serem schodzą błyskawicznie. Popularne są też te z mięsem. Turyści uwielbiają z kolei z kaczką i kaszą gryczaną. Dużą popularnością cieszą się też oczywiście ruskie. Na pewno każdy klient znajdzie u nas coś dla siebie.

 

 

Święta to wyjątkowy czas, jak się je spędza u was w dom?

 

Od dwóch lat wyglądają nieco inaczej niż zwykle, bo sporo czasu spędzamy w pracy. Wcześniej przygotowywałam je w domu. Mieliśmy dwie kolacje wigilijne, tak rodzinnie. Zawsze były tradycyjne: dwanaście dań, wśród których oczywiście, królowały pierogi.

 

 

Pierogi Kurpiowskie

Myszyniec, Plac Wolności 17

czynne od 9 do 17 poniedziałek – sobota

 

Szczytno, ul Polska 36 (naprzeciwko budynku Podlaska Chata)

czynne od 9-17 poniedziałek – sobota

 

Telefoniczne zmówienia:

577 505 602 Myszyniec

577 505 607 - Szczytno

mailowo: pierogikurpiowskie@wp.pl



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Radny Malec wzywa starostę do wyjaśnień
    Pan Malec niech się weźmie za robotę, a nie zajmuje się duperałamia. Jest tyle do zrobienia w Szczytnie.

    Janek


    2022-01-17 12:56:51
  • Radny Malec wzywa starostę do wyjaśnień
    Wiele lat temu trafiłem do tut. szpitala z potwornym bólem brzucha. Do Izby Przyjęć przyszedł młodziutki dr Górski i po krótkiej rozmowie oraz badaniu tylko rękami stwierdził ,że to wyrostek robaczkowy i czy zgadzam się na operację. Nie miałem wyjścia i podpisałem stosowny dokument lecz po kilkunastu minutach zostałem dowieziony na badanie USG i po badaniu przez innego lekarza dowiedziałem się że leci po mnie helikopter. Zostałem dowieziony do Szpitala Wojewódzkiego i po tomografii komputerowej poinformowano mnie, że \"To nie pęknięcie tętniaka lecz zapalenie wyrostka robaczkowego\". Po kilku godzinach byłem już po operacji. Nie mogę milczeć przy tej nagonce na dr Górskiego i czuję się zobowiązany poinformować o tym jednostkowym zdarzeniu dotyczącym tylko mojej osoby ale to dr Górski tylko ze swoją wiedzą i swoimi rękami miał rację a nie inny lekarz z aparatem USG.

    Marian S.


    2022-01-17 09:03:30
  • Radny Malec wzywa starostę do wyjaśnień
    Przez szczycieński oddział kowidowy przeszło już kilka osób. Może pan redaktor pochylił by się nad wysłuchaniem relacji takich osób, jakie tam panują warunki, jak są traktowani pacjenci, czy prywatny poziom wypowiedzi pana doktora mogłabyć codziennością na oddziale w stosunku do pacjentów? Tylko prawda jest ciekawa.

    Mol


    2022-01-17 07:24:24
  • Grabarze nie nadążają z kopaniem grobów
    Cmentarz pięknie oświetlony. Prawie tak samo jak rewitalizowane ruiny zamku. czyżby to były dwa najjaśniejsze punkty w mieście Szczytno? Z sali konferencyjnej, gdzie obraduje rada miejska nie wydobywa się żadne światło. Byłoby lepiej, gdyby rada pomyślała o tych nieszczęsnych seniorach - przykutych do łóżek, wózków - nie tylko o tych, co jeszcze się żwawo poruszają, także towarzysko i można liczyć na ich głos w wyborach. Najpewniej spośród tych starszych ludzi - unieruchomionych w domach, mieszkaniach, zdanych często na przypadkową pomoc MOPS, albo sąsiadów, bo dzieci daleko, albo nie ma - covid zbiera największe żniwo. W tym również oczywiście są ci seniorzy, którym \"oświecona\" rodzina nie pozwalała się zaszczepić.

    Śmieszek


    2022-01-16 15:53:50
  • Szkoła „wybuduje” też mieszkania w Kamionku?
    Kurczę, może i Mańkowski niech napuści wody do fosy \"zamkowej\"!!! Mielibyśmy basen... leżaki na Placu Juranda już stoją ;-)

    A co tam Panie w mieście???


    2022-01-16 13:12:33
  • O zaraźliwości antyszczepionkowych poglądów – felieton Jerzego Niemczuka
    Tzw RODZIC i XxX to ta sama osoba - patrz na słownictwo. Powtarzają się np \' wyszczepiony\" oraz podobny ślinotok jak u wściekłego psa, który wcześniej nie dostał szczepionki

    Jamka lech


    2022-01-16 01:42:30
  • O zaraźliwości antyszczepionkowych poglądów – felieton Jerzego Niemczuka
    przeciwników szczepień gdy zachorują i zejdą z tego świata , nie ma co żałować. paru głupków mniej- to zysk dla świata

    Jamka lech


    2022-01-16 01:37:49
  • O zaraźliwości antyszczepionkowych poglądów – felieton Jerzego Niemczuka
    . pogrążony rozkosznie w konsumpcji nie muszą przyjśc pioruny i ognie z nieba. Przyjdzie wirusik i 100 tysięcy Polaków zginie i to szybko.

    Jamka lech


    2022-01-16 01:34:48
  • O zaraźliwości antyszczepionkowych poglądów – felieton Jerzego Niemczuka
    uwaga! Rodzic to nowe pseudo XxX- używa słowa\"wyszczepiony\" to słowo tylko on wypisuje

    Jamka lech


    2022-01-16 01:27:48
  • Sobieski kończy 70 lat
    swego czasu w 11 klasie pisałem koledze wypracowania z języka polskiego. On dostawał od prof. Sondeja ocenę 5 ja zaś 3. Po prostu profesor Sondej mnie nie lubił. Takie to były czasy ale mimo to wspomina się z łezką w oku. Swego czasu w wypracowaniu pozytywnie ustosunkowałem się do tzw wtedy burżuazji i tym na wieki podpadłem profesorowi.

    Jamka Lech


    2022-01-16 01:12:58

Reklama