Reklama


Reklama

Koperta czy dobre słowo?


Księża ruszyli po kolędzie. Wizyty duszpasterskie od lat budzą emocje, bo medialnie zostały spłaszczone do kopert i datków, które przy okazji wizyt księży w domach parafian trafiają do duchownych. Po co tak naprawdę jest kolęda? Czy kolęda równa się koperta? Między innymi o to pytamy księdza Andrzeja Preussa, proboszcza z parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczytnie.



Zacznijmy delikatnie, jak kolędę definiuje prawo kanoniczne?

 

 

Prawo kanoniczne kanon 529, paragraf 1 mówi: Pragnąc dobrze wypełnić funkcję pasterza, proboszcz powinien starać się poznać wiernych powierzonych jego pieczy. Winien zatem nawiedzać rodziny, uczestnicząc w troskach wiernych, zwłaszcza niepokojach i smutku oraz umacniając ich w Panu, jak również - jeśli w czymś nie domagają - roztropnie ich korygując. Tyle mówi przepis.

 

 

Jeśli dobrze zrozumiałem przepis mówi, że kolędować powinni proboszczowie, tak?

 

 

Proboszcz nie ma możliwości, aby przejść w okresie kolędy parafię liczącą 2200 rodzin, jest to po prostu fizycznie nie możliwe. Gdy do tego dochodzą spowiedź, przygotowania do pierwszej komunii świętej, bierzmowania, święta, pogrzeby, śluby, chrzty... Dlatego do pomocy wzywa wikariuszy. To jest zewnętrzna część tego, czemu służy kolęda. Tak to wygląda z perspektywy Kościoła Rzymskokatolickiego.

 

 

W okresie kolędowanie od wielu lat pojawiają się medialne doniesienie, ale też dyskusje wśród ludzi, ile to ksiądz zbierze podczas takich wizyt w kopertach...

 

 

Moim zdaniem jest to kolejne z wielu głupkowatych archaizmów. Kiedyś jadąc samochodem, słuchałem radiowej „Trójki”, programu „Za a nawet przeciw” redaktora Kuby Strzyczkowskiego. Podjął on właśnie temat kolędy. Pytanie brzmiało, czy kolęda kojarzy się nieodłącznie z kopertą? Wysłuchałem całej audycji. Przyznam, że byłem przekonany, że padnie teraz milion nienawistnych wypowiedzi. A tymczasem na kilkadziesiąt telefonów, które odebrał pan Kuba, tylko dwa były negatywne. Pomyślałem: co jest? A może to jest właśnie tak, że te opinie szerzą ci, którzy nie korzystają z tej łaski.

 

 

Pieniądze w kościele budzą emocje. Odejdźmy na chwilę jednak od kolędy. Ciekawi mnie, jak wyglądają rozmowy o ślubie, chrzcie... Kto decyduje: „za ile”?

 

 

Z reguły osoba, która przychodzi do kancelarii zamawiać ślub, chrzest, zamawiać intencje... pyta ile? To my mówimy: ofiara. Ponownie pada pytanie: ile. A my ponownie mówimy: ofiara. I zazwyczaj zaczyna się taka wypowiedź: bo w innych kościach każą dawać tyle. Ja wówczas dopytuję, w których konkretnie. Otrzymuję najczęściej odpowiedź typu: „że moja koleżanka lub kolega powiedziała, że gdzieś tam tak słyszała”. Klasyczne: jedna pani powiedziała drugiej pani, co ma się nijak do rzeczywistości. Co oczywiście nie oznacza, że takie sytuacje nie mają miejsca. Ale odnoszę wrażenie, że w większości przypadków jest to efekt „jedna pani powiedziała drugiej pani”.

 

 

Skąd ta pewność?

 

Szczytno jest moją 9 parafią, w której jestem i chodzę po kolędzie. Nie pamiętam takiego proboszcza i siebie, abym kiedykolwiek tego wymagał. Jasne, że jestem wdzięczny za ofiarę, bo dzięki temu parafia funkcjonuje lepiej. Myślę, że moi parafianie to widzą i czują. Co roku składam sprawozdanie, moi parafianie wiedzą, co dzieje się na parafii, jakie inwestycje są realizowane i ile to kosztuje.

 

 

Skąd zatem ten czarny PR w sprawie pieniędzy w kościele, kolędy, składanych ofiar...


Reklama

 

 

Na czym polegają współczesne doniesienie mediów? Na tym, że w Zakopanem ktoś złamał nogę, i od razu dorabia się do niego informację, że narciarstwo jest niebezpieczne, że góry są niebezpieczne, że w Zakopanem jest niebezpiecznie. Zakładam, że takie zdarzenia mają oczywiście miejsce, ale są to wyjątki, z których robi się krzywdzące uogólnienia. Takie przypadki można mnożyć. Na przykład jak przez miasto przejedzie samochód ze świnkami, to mówi się, że miasto śmierdzi. To jakiś absurd. Ale żeby była jasność: tak - w czasie kolędy otrzymujemy ofiary, moi parafianie są bardzo ofiarni. Ale naprawdę nie po te pieniądze idziemy. Po co w takim razie?

 

 

Uprzedził mnie ksiądz tym pytaniem, po co w takim razie?

 

Znakomicie to kiedyś wyjaśnił nasz ksiądz Piotr Kaczmarczyk: „mija rok od poprzedniej kolędy, ile się zdarzyło przekleństw w naszym domu, ile razy choćby niechcący wzywaliśmy demona, ile było niepotrzebnych kłótni, kłamstw. Czy to nie jest tak, że ten dom bardzo potrzebuje błogosławieństwa Bożego? Po co my błogosławimy samochody, domy, właśnie po to, aby były dobre, aby były bezpieczne. Idziemy do naszych parafian z kropidłem, a nie z rewolwerem. I ja się pod tym podpisuję, bo to jest właśnie ten pierwszy cel, dla którego idziemy po kolędzie. Dopiero teraz możemy dodać to, co mówi prawo kanoniczne.

 

 

Czy podczas kolędy parafianie podejmują w rozmowach z księdzem temat pieniędzy?

 

Raz na tysiąc. Ewentualnie pytają, jak idą nasze remonty, inwestycje. Teraz często dopytują, kiedy pojawi się w kościele krzyż, czy ruszą prace z fotowoltaiką, o których ostatnio informowałem na niedzielnych mszach. Ale te rozmowy wynikają głównie z zainteresowania sprawami parafii, cieszę się z nich i tych spotkań, bo to jest nasza parafia, nie moja. To są nasze inwestycje, sprawy – nie moje.

 

 

Ale doskonale proboszcz wie, że nie każdy duchowny jest taki, jak ksiądz Andrzej...

 

Oczywiście, że tak, bo bardzo wielu księży jest lepszych ode mnie. Jestem o tym przekonany. Mają więcej czasu dla swoich parafian. Rozmawiają z nimi o prawdziwych problemach. Pewnie, że zdarzają się też zbóje. Stu zbuduje, jeden narozrabia i mówi się, że całe środowisko jest złe, czyż tak nie jest?

 

 

O czym parafianie rozmawiają z duchownymi podczas wizyt kolędowych?

 

Nie pamiętam.

 

 

Nie pytam o spowiedź więc chyba tajemnica w tej kwestii księdza jednak nie obowiązuje...

 

Zasada jest taka, że jeśli rozmawiam z rodziną to jest ich sprawa i ja szanuje ich prywatność. W wielu domach rozmawiamy o naprawdę ważnych sprawach, z czego bardzo się cieszę. Nie mam w sobie tyle mądrości, aby rozwiązać ich problemy, ale idę tam, aby się z nimi wspólnie pomodlić, bo wiem, że Pan Bóg z ich problemami poradzi sobie dużo lepiej. Generalnie jest tak, że podczas takich wizyt spotykam się z ogromną życzliwością i otwartością. Jest wiele osób, rodzin, które oczekują na te wizyty i błogosławieństwo Boże.

 

 

Wrócę do początku naszej rozmowy, to ile księdzu dać w kopercie podczas takiej wizyty?

Reklama

 

Po pierwsze: my tego nie robimy, i czuję że żaden z księży tego nie robi - nie zaglądamy do kopert w czasie kolędy. Są pieniądze - dobrze, nie ma - drugie dobrze, błogosławieństwo i tak spłynie, i tak będzie też wspólna modlitwa. Miło, że moi parafianie się troszczą i składają ofiary, ale to nie jest celem wizyty. Wiec pytanie ile należy dać nie jest zasadne w sprawie kolędowania.

 

 

Ale doskonale ksiądz wie, że wszędzie tak jest. Bywa, że tworzone są jednak jakieś cenniki w parafiach.

 

Wiem, że są parafie, w których na przykład buduje się kościół bądź prowadzone są inne duże inwestycje. Bywa, że wówczas proboszczowie dogadują się ze swoimi parafianami, że składają jakoś określoną ofiarę od rodziny. Jeśli jest to dogadane i zaakceptowane przez obie strony, to jest ok. Wówczas jest wszystko czytelne i jasne. Każdy wie na co i ile idzie pieniędzy. Ale na pewno nie jest tak, że kolęda wymaga tych pieniędzy. Bywa, że parafianie podczas kolędy dają ofiary na inwestycje, bo sami przyznają, że nie chce im się lecieć specjalnie do kancelarii parafialnej. Zresztą sam, w swojej parafii widzę, że gdy zaczynam coś budować, to ofiarność wzrasta. Nie proszę o te pieniądze. Słyszę jednak, że skoro ksiądz buduje dla nas, to my chcemy pomóc. Powtórzę raz jeszcze, jeśli jakiś proboszcz dogadał się ze swoimi parafianami w sprawie inwestycji i ofiar, to nie widzę w tym nic złego.

 

 

Dlaczego zatem kolędowanie kojarzy się tak mocno z tą kopertą?

 

Nie wiem czy się kojarzy. Mam nadzieję, że dla moich parafian nie. Może to jest wina doniesień medialnych. W dzisiejszych czasach dziennikarze tworzą rzeczywistość, a nie przedstawiają prawdę. Bazują na jakimś fakcie, ale incydentalnym i wokół tego dobudowują teorię, uogólnienia. Przykład. Podczas naszego Orszaku Trzech Króli bawiło się kilka tysięcy osób. Gdyby jedną z tych osób kopnął koń, to o czym napiszą dziennikarze? Tak się dzieje i na to nie ma wpływu. Choć jest to przykre.

 

 

Zna ksiądz osobiście jakichś duchownych, którzy żądają od swoich parafian pieniędzy?

 

Ze dwóch znam.

 

I co ksiądz o tym sądzi?

 

Jeśli mają taką umowę ze swoimi parafianami, że mówią im ile potrzebują, a parafianom to pasuje, to myślę, że wszystko jest ok. Jeśli nie, to jedno z dwojga jest do zmiany - albo metoda, albo ksiądz.

 

 

Ksiądz Andrzej Preuss, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Szczytnie.

 

 

 

Ksiądz Daniel Szczech wyrusza na kolędę, towarzyszy mu dwóch ministrantów.

 



Komentarze do artykułu

Ania

Do niebiesko.zolty. A czy przypadkiem SAKRAMENTY NIE SĄ DA DARMO? Mogę złożyć ofiarę według swojego uznania ale jak ksiądz narzuca mi cennik za chrzest, pogrzeb itd., to nie chcę mieć z nim nic wspólnego.

Adam

to najlepszy proboszcz jaki może być z niczym nie ma problemu

niebiesko.zolty

Czytam Państwa komentarz i ręce opadają. Ktoś robi wesele za dziesiątki tysięcy złotych ale to ksiądz chce najwięcej, inny robi chrzciny, wynajmuje za tysiące złotych restaurację ale to jednak ksiądz chce najwięcej, rozwalił mnie komentarz pani \"Anny\", która pomimo wielu lat życia (tak się domyślam) z wiedzą o Kościele zatrzymała się na poziomie 9 latki. Drodzy Państwo, nie dla księdza chodzicie do Kościoła, nie ze względu na Księdza bierzecie ślub czy chrzcicie swoje dzieci, nie dla księdza grzebiecie swoich bliskich zmarłych, robicie do dla Jezusa Chrystusa, to ze względu na Niego wybieracie życie sakramentalne, to dla Niego chrzcicie swoje pociechy, przygotowujecie do Komunii Świętej czy w nadziei w Nim pokładanej grzebiecie swoich bliskich zmarłych. I na koniec, po kolędzie nie księdza przyjmujecie tylko Jezusa Chrystusa, który przy współudziale księdza Wam Błogosławi. Przypomnę tylko fragment Biblii, w której Jezus posłał swoich uczniów \"Następnie wyznaczył Pan jeszcze innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed sobą do każdego miasta i miejscowości, dokąd sam przyjść zamierzał. Powiedział też do nich: «Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało; proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo. Idźcie, oto was posyłam jak owce między wilki. Nie noście z sobą trzosa ani torby, ani sandałów; i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie!* Gdy do jakiego domu wejdziecie, najpierw mówcie: Pokój temu domowi! Jeśli tam mieszka człowiek godny pokoju, wasz pokój spocznie na nim; jeśli nie, powróci do was. W tym samym domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają: bo zasługuje robotnik na swoją zapłatę. Nie przechodźcie z domu do domu. Jeśli do jakiego miasta wejdziecie i przyjmą was, jedzcie, co wam podadzą; uzdrawiajcie chorych, którzy tam są, i mówcie im: Przybliżyło się do was królestwo Boże. Lecz jeśli do jakiego miasta wejdziecie, a nie przyjmą was, wyjdźcie na jego ulice i powiedzcie: Nawet proch, który z waszego miasta przylgnął nam do nóg, strząsamy wam. Wszakże to wiedzcie, że bliskie jest królestwo Boże. Powiadam wam: Sodomie lżej będzie w ów dzień niż temu miastu.\" Łk 10,1-12 pozdrawiam

Yaris

Moje 1 dziecko z 3 od 22 lat jest chore /choc okiem tego nie widać/ ks Andrzej nie wiedział o tym , często nie dawałam żadnych pieniędzy w czasie kolędy ale on I tak serdecznie błogosławił mój dom i z radością przychodził w czasie kolędy pytał jak radzimy sobie w sobie w życiu ????w kościele korzystała z sakramentów moja rodzina ????lecz żaden Ksiądz nie wskazywał kwoty zapłaty ????sama dałam ofiarę jaka chciałam

dr

Każdy pretekst dobry , żeby strzyc owieczki.

Anna

Gdybym należała do parafii Ks. Andrzeja Preuss to księdza bym przyjęła a że należę do St. Kostki to niestety ale nie chcę tego PANA biznesmena oglądać.

W.

\"bo to jest nasza parafia, nie moja. To są nasze inwestycje, sprawy – nie moje.\" Ksiadz wypowiada sie jako kosciol jest nasz. Mialam okazje sie przekonac. Para mloda nie ma wyboru nie moze udekorowac sama kosciola ma narzucane z gory przez kogo i za ile. Kazdy z nas ma inne podejscie do slubu i nie koniecznie musi sie z tym zgadzac co ksiadz narzuca . Szkoda ze proboszcz nie moze tego zrozumiec i traktuje kosciol jak swoja wlasnosc. Ja rowniez uslyszalam cene za slub.

NKE

Drodzy czytelnicy nawiązując do wypowiedzi ks. Andrzeja jestem przekonany jak i również mogę zapewnić was że mówi szczerze i prawdziwie jak jest w jego parafiach które prowadzi, ponieważ ks. Andrzeja znam od około 22 lat jeszcze jak był wikariuszem w Kętrzyńskiej parafii Św. Jacka pełniłem wtedy funkcję ministranta jest to naprawdę najlepszy duszpasterz jakiego znam potrafi nawiązać kontakt z parafianami bezproblemowo jaki i porozmawiać z nim na każdy temat poważny jak i pośmiać się czy po żartować, ale do sedna znam sytuację jakie miały miejsce co do ofiar dawanych duszpasterzom za różne błogosławieństwa i byłem świadkiem jak nie raz ks. Andrzej odmówił parafianom przyjęcia ofiary widząc jaka panuje sytuacja w rodzinie mówiąc słowami które zapamiętałem do dnia dzisiejszego \" Bóg zapłać wystarczy, błogosławieństwo jest naszym obowiązkiem\" także naprawdę jestem przekonany co do ks. Andrzeja. Dziękuję i pozdrawiam :)

h

\'seb\' nie mówię tu o opłacie za msze tylko o chrztach, pogrzebach i ślubach. Połóż księdzu 500zł i zobaczy czy udzieli Ci ślubu w sobotę za taką kwotę. Z pogrzebem to samo, więc nie pisz głupot

seb

jakie cenniki? To ludzie sami ustalają, że tamten dał tyle, to m/w trzeba dać tak i tak. Wiele razy zamawiałem Msze św. i nigdy nie słyszałem, że za mało, a kilka razy ksiądz pytał się mnie czy nie za dużo. I księży, zwłaszcza ks, Andrzeja bardzo szanuję.

Arek

Mają cenniki i zadają konkretnych kwot za każdą prośbę o chrzest komunie itd mam dzieci i wiem ile i jak to wygląda to po co takie ucieknie od powiedzenia prawdy !!!!!!

h

Po co oszukiwać. Oczywiście mówią ofiara, ale.... nie mniej niż....

Napisz

Reklama


Komentarze