Wtorek, 16 Październik, Imieniny: Jadwigi, Leonarda, Teresy -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Spokojnie. Damy radę!


Te słowa, najbardziej charakterystyczne dla Wojciecha Szewczaka, byłego już dyrektora Gminnego Ośrodka Kultury w Rozogach, mieszkańcy gminy słyszeli często. Dawał radę przez 3 lata. Zrezygnował z pracy w maju, obecnie jest bezrobotnym bez prawa do zasiłku, ale już we wrześniu zaczyna pracować jako nauczyciel na Białorusi. Z dyrektorem rozmawiamy o byłej już pracy, powodach odejścia i planach na przyszłość.



Od czego zaczął pan pracę w rozoskim GOK-u?

 

Początek był wyjątkowo trudny. Kiedy obejmowałem obowiązki w GOK-u istniały jedynie klub seniora i dwa zespoły folklorystyczne, które pochłaniały, moim zdaniem, zbyt duże fundusze. Mimo dużej kubatury budynku brakowało sal do prowadzenia zajęć. Brakowało sprzętu i pierwsze imprezy nagłaśniałem prywatnymi głośnikami. Od początku do końca pełnienia obowiązków pracowałem na prywatnym komputerze i aparacie fotograficznym. Niestety, budżet GOK-u był niski i żeby były pieniądze na działania, to trzeba było oszczędzać. Z drugiej strony dwie sale były zagracone starym, bezużytecznym sprzętem. Był np. nawet odtwarzacz wideo, zapewne nie używany od przynajmniej 10 lat. Na dodatek objąłem obowiązki 1 lipca, więc musiałem skupić się na organizacji największej imprezy gminnej czyli dożynek.

 

Jak więc udało się przetrwać ten najtrudniejszy czas?

 

Nie można było tego czasu tylko przetrwać, trzeba było działać i to działać na tyle aktywnie, żeby mieszkańcy widzieli sens istnienia GOK-u. Zdecydowana większość mieszkańców odniosła się do mnie pozytywne do tego stopnia, że czasami miałem wrażenie, jakby na mnie czekali. Przede wszystkim trafili mi się bardzo dobrzy pracownicy, zaangażowani i pracowici: Jola Sypijańska i Janek Wiśniewski. W tym pierwszym okresie na nich właśnie opierały się działania GOK-u. W pierwszych dniach pojawiła się u mnie Magda Golon. Po przejrzeniu CV i krótkiej rozmowie nie mogłem uwierzyć, że osoba z takim wykształceniem muzycznym i umiejętnościami nie została zatrudniona w GOK-u wcześniej. Z czasem załogę GOK-u uzupełniła Mirka Jóźwik, mająca bardzo dobry kontakt z dziećmi, odpowiednie podejście do ludzi, zaangażowana i bardzo szybko się ucząca. Wiele z działań dla dzieci to były jej pomysły i w dużej mierze realizacja. Mówiąc o całym okresie mojej pracy nie można pominąć mieszkańców gminy, którzy również mocno angażowali się w nasze działania. Ogromną pomocą służyli sołtysi i wielu działań nie udałoby się przeprowadzić bez nich. Bardzo życzliwi byli dyrektorzy szkół i przedszkoli. Nie pamiętam sytuacji, żeby odmówili mi jakiejkolwiek pomocy.

 

W Internecie podziękował pan właśnie mieszkańcom, dyrektorom i sołtysom. Nie ma tam podziękowań dla wójta gminy i radnych.

 

Po prostu uważałem, że wystarczy jak na jesieni podziękują im wyborcy.

 

Jak zmieniał się GOK w ciągu tych trzech lat?

 

Zależało mi, żeby GOK oferował jak najszerszy wachlarz działań, żeby każdy mieszkaniec znalazł coś dla siebie. Dwa - trzy razy w roku organizowaliśmy wystawy z wernisażami. Wystawy wiązały się z kameralnymi koncertami. Była to również okazja do prezentowania talentów plastycznych i muzycznych dzieci i młodzieży z gminy. Duży nacisk kładłem na zajęcia cykliczne. Nie są one tak spektakularne i medialne jak wielkie imprezy ale moim zdaniem, właśnie ta codzienna praca świadczy o działalności GOK-u. Powstały 4 grupy wokalne i zespół skrzypcowy. W Klonie mieliśmy dwie grupy taneczne, którymi opiekowała się Ela Mróz. Później warsztaty taneczne dla maluchów zaczęliśmy organizować również w Rozogach. Brakowało pieniędzy na instruktorów, dlatego niektóre zajęcia zacząłem prowadzić osobiście. Jesienią rozpoczęliśmy cykl warsztatów filmowych w Rozogach i Orzeszkach. W Orzeszkach zawsze bardzo pomagał nam sołtys Leszek Samsel. W okresie jesienno-wiosennym prowadziłem w Rozogach koło modelarskie, na którym uczyłem sklejać modele plastikowe i modele z napędem gumowym. Stworzyliśmy Klub Małego Artysty z grupami w Rozogach i Dąbrowach, który prowadziła Marzena Ostrowska. Maluchy wielokrotnie zajmowały pierwsze miejsce w konkursach, nagrody finansowe przeznaczaliśmy na wycieczki. Z czasem powstały też dwie grupy gitarowe.

 

Dużo mówi się o bardzo dobrej promocji GOK-u w okresie, kiedy kierował Pan ośrodkiem.

 

Informacja i promocja to, moim zdaniem, bardzo ważna część działań GOK-u. Przede wszystkim, żeby mieszkańcy angażowali się w działania, muszą o nich wiedzieć. Szybko stworzyłem profil na FB i uzbieraliśmy 1067 fanów. Aby móc odpowiednio promować działania plakatami, ulotkami i zaproszeniami, kupiłem tanią w eksploatacji kolorową kopiarkę dużego formatu. Sam robiłem zdjęcia na imprezach i warsztatach, prywatnym aparatem. Wymagało to sporego wysiłku, a mój aparat i obiektywy dostały mocno w kość, ale to było konieczne, bo ludzie dziś nie chcą oglądać byle jakich zdjęć, a GOK nie mógł pozwolić sobie na zakup dobrego sprzętu. Bardzo dobrze współpracowało mi się z lokalnymi mediami, które chętnie publikowały informacje o naszych działaniach.

 

Pod Pana kierownictwem GOK zaczął się też zajmować sportem w gminie.

 

Tak, rozpoczęliśmy dwa cykle dużych halowych imprez sportowych. Corocznie jesienią odbywały się gminne rozgrywki w piłkę nożną, a wiosną w piłkę siatkową. Było bardzo duże zainteresowanie zarówno drużyn, jak i kibiców tymi rozgrywkami. Tu duże podziękowania należą się Marzenie Murawskiej i Wioletcie Żylińskiej-Zyśk, które umiały rozgrywki zawsze fajnie poprowadzić. Poza tym w czasie dożynek organizowaliśmy w każdym roku turniej tenisa ziemnego i turniej plażowej piłki siatkowej. Współorganizowaliśmy mistrzostwa świata w indiace i I turniej karate. Były też mniejsze imprezy: rajdy rowerowe i marsze z kijkami.


 

Sporo tego jak na trzy lata.
 

Teraz sam się dziwię, że udało się tyle zrobić. Trzeba pamiętać o ograniczonym budżecie, mieliśmy o wiele mniej pieniędzy niż np. ośrodek w sąsiadującej z nami gminie Świętajno, ale jakoś dawaliśmy radę. To były trzy lata naprawdę wytężonej pracy, za którą dziękuję pracownikom GOK i mieszkańcom, którzy z nami współpracowali i nam pomagali. Bardzo wspierał nas też ks. Krzysztof Salamon z Klonu nie tylko pracą, ale też finansowo. Bardzo dobrze współpracowało mi się z ks. Zbigniewem Kaczmarczykiem z Dąbrów i ks. Robertem Nurczykiem z Faryn. Dopiero w tym roku dostaliśmy znacząco większy budżet, wreszcie mogliśmy więc zamówić gwiazdę na letnią imprezę. Po rozmowach z mieszkańcami zdecydowałem się na Power Playa.
 

Były jeszcze jakieś inne działania?
 

Wycieczki dla dzieci do kin, sal zabaw, muzeów itp. Dzieci z Rozóg jeździły nawet transporterem opancerzonym. W ferie i wakacje prowadziliśmy spotkania z policjantami i ratownikami medycznymi, warsztaty fotograficzne, kaletnicze, robienia mydełek zapachowych, kulinarne, rytmiczne. Ja osobiście uczyłem dzieci robić świece zapachowe i prowadziłem warsztaty historyczne w izbie regionalnej. Zapraszaliśmy też do nas teatry dla dzieci. Mieliśmy w GOK-u warsztaty teatralne zakończone spektaklem i dziennikarskie. Wydaliśmy nawet piękny album z baśniami, które napisali i zilustrowali mieszkańcy gminy. Zależało mi, żeby na co dzień działy się fajne i ciekawe rzeczy. Dla dorosłych mieliśmy kurs tańca towarzyskiego, który cieszył się dużym powodzeniem, kursy gwary kurpiowskiej, tu bardzo dobrze współpracowało się nam ze Związkiem Kurpiów. Kilka razy w roku jeździliśmy z dorosłymi do teatrów i mimo sporych wpłat uczestników zawsze bez problemu zbierał się pełen autokar chętnych, czasem nawet brakowało miejsc. Przy tych wyjazdach bardzo pomagał sołtys Księżego Lasku Zdzisław Zęgota. Zawsze też GOK mógł liczyć na pomoc Marka Stolarczyka, sołtysa Rozóg. Bardzo ważnym osiągnięciem było dla mnie doprowadzenie do wspólnego występu zespołów folklorystycznych z terenu gminy. W obrzędzie dożynkowym wystąpiły wówczas po raz pierwszy obok siebie zespoły Burśtynki, Klonowskie Kurpsianki, Dąbrozionki i Babskie Olekanie. Tu wielką rolę odegrał wspaniały muzyk ludowy i tak samo wspaniały człowiek Janek Kania. Poza tym robiliśmy imprezy osadzone w tradycji gminy od lat: dożynki, konkursy palmy wielkanocnej, ozdób choinkowych, kolęd i pastorałek i inne.

 

Stworzył Pan też w GOK-u małe muzeum.

 

W zniszczonej piwnicy w oparciu o zbiory nieżyjącego już regionalisty Henryka Dąbrowskiego przechowywane wcześniej na strychu szkoły, stworzyliśmy Izbę Regionalną. Pomieszczenie było dość obskurne, a pieniędzy brakowało, kupiliśmy więc tylko materiały, a remont zrobił Janek Wiśniewski. W izbie prowadziłem warsztaty historyczne, odwiedzali ją również turyści.

 

 

Co jest więc najważniejsze na stanowisku dyrektora GOK-u?
 

Dla lokalnej społeczności najważniejsze są zapewne kompetencje, pomysłowość i gospodarność osoby kierującej placówką, a dla samego dyrektora… najważniejsze to cały czas pamiętać, że nie rodzimy się dyrektorami, wójtami czy radnymi tylko ludźmi i wcześniej czy później dyrektorami, wójtami czy radnymi znowu nie będziemy. Trzeba umieć odnaleźć się w każdej sytuacji. Umieć zarządzać i umieć odejść, kiedy trzeba. W warunkach, które zaistniały musiałem złożyć rezygnację, problemem było jedynie w jakim stylu odejdę. Nie było krzyków, dziwnych zwolnień lekarskich, głuchych telefonów do GOK-u i anonimowego oczerniania następcy. Czy zrobiłem to tak, jak należało? Zapewne kiedyś się dowiemy.

 

W Rozogach dość głośno mówi się o tym, że będzie Pan kandydował na stanowisko wójta. Czy to prawda?

 

W polityce i samorządzie niczego wykluczyć nie można, ale nie będę komentował tych głosów.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Również bardzo dziękuję.



Komentarze do artykułu

Mieszkaniec

Pan Wojtek niektórym aż za bardzo dziękował, choć uważam że to taka reklama dla pewnych osób przed nadchodzącymi wyborami. Z niecierpliwością czekam na ogłoszenie list wyborczych w naszej gminie i czy będzie widniało nazwisko byłej pracownicy Pana Wojtka. Radni i wójt nie są nieomylni, w końcu to też zwykli ludzie i mają prawo popełniać błędy a wyborcy sami zdecydują komu dać jeszcze szansę a komu nie.

Przecież nie trzeba wielkiej filozofii, żeby dowiedzieć się przez kogo odszedł dyrektor goku. Odpowiedz jest w powyższym wywiadzie, a w nim redaktor pyta dyrektora czemu podziękował wszystkim, poza wójtem i radnymi. Dyrektor z sarkazmem odpowiedział, że ma nadzieję, że im już mieszkańcy gminy ,,podziękują,, przy wyborach.

Obserwator

"Mieszkaniec" dobrze to ujął i nie szukajcie innego problemu

Była mieszkanka Rozog

Otóż to - władze nie doceniają kreatywnosci i osiągnięć, które ewidentne było widać. Dużo się działo, nietylko "od wiekszego swieta". I dla dzieci i dla dorosłych. My nie mieliśmy do dyspozycji tak ogromnej puli warsztatów i zajęć. Trzeba pamiętać też o tym, ze każdą pracę tworzy zespół i widać, ze ten zespół się sprawdzał. Szkoda, iż władze kierują się bardziej osobistymi uprzedzeniami niż do widocznych efektów pracy zespołu.

Mieszkaniec

Trzeba przyznać że Pan Wojciech bardzo aktywnie działał w GOK i zrobił bardzo dużo, lecz odnoszę wrażenie że odszedł z powodu jednej osoby z kręgu pracowników GOKu. Niektórzy mówią o nacisku radnych i nie tylko ale ale ja myślę że to tylko tak wygodna wymówka. Szkoda takiego dyrektora. Mam tylko nadzieję że obecna Pani dyrektor będzie w stanie poskromić osobę, która zapomniała na jakim etacie pracuje i od czego jest.

Albert E

Nie dacie, jesteście bandą nieudaczników

Magda

Niestety jak ktos jest dobry to trzeba go się pozbyć, wladze nie doceniają ludzi zdolnych, twórczych i ambitnych.Pozdrawiam Pana Wojciecha i życzę wszystkiego dobrego.

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Dwie oferty na stołek po dyrektorze Cimoszyńskim
    a Wilczek to z jakiej partii ,PO czy PSL ?????
    Autor: lulu
    2018-10-15 19:26:22
  • Szczytno potrzebuje nowej energii
    Doświadczenie zdobyte w ZOMO też się pewnie przyda na te mosty, drogi i ścieżki...
    Autor: pamiętliwy
    2018-10-15 11:10:36
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Do "Śmiechu warte". Nieco późna pora, ale mnie tknęło, żeby sobie pobuszować w necie. Zgadzam się z Tobą, że to smutne. Ale taka prawda. Wolę dać się okradać komuś, kogo znam znam. Mniej więcej wiem z czego mnie skroi. Te nowe wilczki, czy tam warchlaczki - w ogóle mają kiepskie pojęcie o świecie. Zmiana jest potrzebna. Tu nie ma dyskusji. Ale zmiana na lepsze, a nie zmiana "na nowszy model". Górska stoi za Wilczkiem. Wilczek stoi za Górską. Za Gontarzewskim stoi PiS. Za Mańkowskim stoją sportowcy + PSL + PO. PSL+PO + Mańkowski stoją za Starostą. Znikąd ratunku. Ci tzw. młodzi w tych tzw. stowarzyszeniach są nabierani - albo dają się nabierać - więc im nie wierzę, bo dają twarz starym układom. Młode świnki, stare świnki - co to za różnica. Wolę te bardzie utuczone - mniej jedzą - a ja je kiedyś dopadnę - Biały Kieł
    Autor: Śmieszek
    2018-10-15 01:44:53
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Ona nie pracuje dla niczyjego dobra, wraz z innymi zabroniła pozostać, mieszkać matce i dziecku w swoim mieście Szczytnie,i nie jest w takim przypadku burmistrzem dla Wszystkich jak mòwi itd.matka tą ma zdolności między innymi rzeźbiarskie, dziecko też ma zdolności, i nawet jeśli by po nich coś pozostało to nikt w takim przypadku nie ma do tego prawa, nie mają prawa wyciągać po to rąk. Amen.
    Autor: Megi
    2018-10-14 22:04:58
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Czyli Śmieszku cenisz stare układy, bo już się najedli? Bardzo to smutne, że tak wygląda na ten moment sytuacja w mieście, które zmarnowało w ten sposób swój potencjał, jeżeli stare wadery i basiory nadal się nie najedli za podatników pieniądze. To kpina z demokracji.
    Autor: Śmiechu warte
    2018-10-14 22:04:41
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Do "Śmiechu warte". No to tak: te stare basiory i wadery bardzo dobrze prowadzą swoje młode wilki (wilczki). To widać, słychać i czuć. Z każdej strony. Jak wejdzie ten młody miot, to po prostu będzie jatka, bo się będzie chciał odkuć za lata niedojadania. Natomiast basiory i wadery już utuczone nie będą może takie "żerkie". Poza tym wiedzą jak się poruszać po tym lesie, co go znają od lat. Ponadto te wadery i basiory to gruba przesada: wszyscy ciągną do koryta, a więc knury, lochy i warchlaki. Z pozdrowieniami - Biały Kieł
    Autor: Śmieszek
    2018-10-14 20:04:24
  • Rafał Wilczek z charyzmą i pazurem
    Krzysiu, więcej charyzmy niż u ciebie.
    Autor: Wilczy pazur
    2018-10-14 19:31:39
  • Rafał Wilczek z charyzmą i pazurem
    Owej charyzmy i pazura u Pana Wilczka nieto nie widać jedyne co można dostrzec po spolegliwość i partyjne powiązania.
    Autor: Krzysztof
    2018-10-14 11:15:44
  • Danuta Górska, Gospodarz nie Polityk
    Śmieszku, a jak wyjaśnisz takie zachowanie: cztery kadencję w samorządzie, a teraz piątą? Nie polityk a gospodarz? Chyba odwrotnie.
    Autor: Śmiechu warte
    2018-10-12 20:00:33
  • GWIAZDKI Czytelniczki trafiły do sierżanta Niedzieli
    To ja bym chciał aby NIEDZIELA trwała w Szczytnie zawsze! Gratulacje!
    Autor: Waga
    2018-10-12 13:32:58