Poniedziałek, 28 Wrzesień, Imieniny: Libuszy, Wacławy, Wacława -

Reklama


Reklama

Życie w trybie online - felieton pastora Andrzeja Seweryna


Ostatnie miesiące, jakie udało nam się przeżyć dość szczęśliwie, wprowadziły nas w zupełnie nową rzeczywistość. Co prawda już wcześniej nauczyliśmy się korzystać z komputerów, Internetu oraz różnego rodzaju komunikatorów i mediów społecznościowych. Nie spodziewaliśmy się jednak, że w wielu dziedzinach naszego codziennego życia przyjdzie nam nauczyć się funkcjonować w trybie online. Mamy przy tym nowe, angielskie określenie w naszym potocznym języku, które nie ma naszego polskiego odpowiednika, a które zrobiło ostatnio globalną karierę. No cóż, pandemiczna rzeczywistość ma wpływ nawet na nasz język codzienny.



Zarówno nauczyciele jak i uczniowie musieli przestawić się na naukę online, ponieważ zmusiły ich do tego zamknięte szkoły. Było to – i nadal jest – ogromne wyzwanie dla wszystkich, w tym także dla rodziców, którzy muszą pomagać swoim pociechom w nauce „na odległość”. Rodzice, dzieci i nauczyciele mają jeszcze niecały miesiąc względnego odpoczynku od tych problemów, które jednak powrócą wraz z początkiem nowego roku szkolnego. Jaki on będzie? Nikt naprawdę nie wie – nawet ludzie odpowiedzialni za oświatę w naszym kraju. A przecież powinni wiedzieć i mieć plan, bo na to czekają nauczyciele i rodzice przede wszystkim. Nas to na szczęście nie dotyczy, bo nasze dzieci są już w wieku pomaturalnym, ale ich dzieci już jak najbardziej.

 

 

 

Wielu ludzi pracujących w różnych branżach również musiało się przestawić na pracę online. Widziałem to na przykładzie mojej córki, która musiała nauczyć się pracować z domu. Mimo że jest bardzo zdolna i bystra, to i dla niej było to również bardzo poważne wyzwanie. Tym bardziej, że zaczynała pracę w nowym miejscu i na nowym, odpowiedzialnym stanowisku. Dzięki tej zmianie sposobu pracy pierwsze i najtrudniejsze tygodnie mogła być razem z nami, z czego skwapliwie skorzystaliśmy, bo nauczyła nas pracować online na ZOOM-ie.

 

Dzięki temu i nasza praca polegająca m. in. na propagowaniu studiowania Słowa Bożego wśród różnych ludzi przeniosła się na tę płaszczyznę. Początkowo byliśmy głęboko zaniepokojeni, kiedy obostrzenia epidemiczne zamknęły nam drzwi do bezpośrednich spotkań i studiów biblijnych w grupach w naszym kościele w Szczytnie, jak i w innych lokalnych kościołach, które odwiedzaliśmy, prowadząc jednodniowe, interaktywne seminaria biblijne dla wszystkich chętnych i spragnionych poznawania Boga oraz Jego woli zapisanej na kartach Pisma Świętego. Dziś każdego tygodnia mamy kilka kontaktów w trybie online z grupą kilkudziesięciu osób z różnych miejsc w Polsce i na świecie, zaś transmisje z naszych zajęć w Zborowej Szkole Biblijnej w Warszawie oglądały wręcz setki ludzi.


Reklama

 

Pamiętam, kiedy jeszcze nie tak dawno piastowałem urząd rektora Wyższego Baptystycznego Seminarium Teologicznego w Warszawie. Marzyliśmy wtedy o uruchomieniu studiów teologicznych również w formule e-learningu. Wymagało to jednak wyposażenia w dość drogi sprzęt i przeszkolenia zarówno wykładowców, jak i studentów, jeśli chodzi o tego typu studiowanie „na odległość”, bez konieczności przyjeżdżania na comiesięczne zjazdy weekendowe i pobierania wiedzy bezpośrednio od naszych nauczycieli akademickich.

 

Dziś właściwie wszystkie uczelnie oraz seminaria teologiczne nauczyły się i przestawiły na studiowanie online, przy czym nowe i łatwe komunikatory pozwalają w o wiele prostszy sposób kontaktować się ze studentami i przekazywać im wiedzę. Mamy więc nowe czasy i nowe wyzwania, którym nie tak łatwo sprostać, ale trzeba było dać radę, przełamać swoje własne ograniczenia i obawy, co i mnie samemu nie przyszło bez trudności. Ale w końcu od czego ma się bystrą córkę i nie mniej zdolną „w te klocki” żonę. Obie pomogły mi, cierpliwie przeszkoliły i cieszę się, że mogę kontynuować swoją pracę, a przez to mogę mieć duchowy wpływ na jeszcze większą liczbę osób. Paradoksalnie – mimo ograniczeń - krąg osób zdecydowanie się powiększył, za co oczywiście chwała Panu Bogu!

 

Mieliśmy więc nabożeństwa online, kazania nagrywane i wygłaszane online. Jako pastorzy baptystyczni nagraliśmy również wspólnie zaśpiewaną pieśń, choć każdy nagrał swoją partię w domu ze słuchawkami na uszach. Ktoś zdolny złożył to wszystko razem, profesjonalnie zmiksował i wyszedł z tego wspaniały hymn uwielbienia dla Boga! Ciekawe czasy nam nastały!

 

Na tle tych rozważań rodzi się refleksja, że nasza relacja z Bogiem może być albo pozorna, iluzoryczna, albo żadna. Może też przypominać naszą relację z innymi w trybie online. Choć mamy tak łatwą możliwość skontaktowania się z innymi, słuchania i oglądania różnych nabożeństw, wspólnego studiowania Słowa Bożego bez konieczności wychodzenia z domu i tracenia czasu na dojazdy, to jednak musimy wykazać zainteresowanie, chęć włączenia się i uczestniczenia w tego typu ważnych spotkaniach, które służą naszemu duchowemu dobru i wzrastaniu w wierze oraz w poznawaniu Boga. Trzeba jednak chcieć, mieć ten duchowy głód, a potem wystarczy kliknąć w link i to wystarczy, by się połączyć i razem czytać oraz studiować Słowo Boże. Wystarczy do mnie wysłać wiadomość e-mailową, a wyślę link i... do zobaczenia w komputerze.

Reklama

Oczywiście, że spotkanie z innymi na ZOOM-ie to nie to samo, co spotkać się „w realu” (cóż to za język się zrobił!). Podobnie rzecz się ma z naszą relacją z Bogiem. Przez wiarę czujemy wyraźnie, że On jest blisko nas i towarzyszy nam w codziennych sprawach, choć nie widzieliśmy Go na własne oczy. Ale przyjdzie taki dzień, kiedy zobaczymy Go twarzą w twarz, zobaczymy naszego Zbawiciela i zamieszkamy z Nim w domu Ojca. Skończy się nasze duchowe życie z Bogiem jakby na odległość. Błogosławiony ten, kto wierzy w to bez cienia wątpliwości!

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze