Sobota, 24 Sierpień, Imieniny: Apolinarego, Miły, Róży -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Walter Późny wspomina powojenne Szczytno i powiat (cz. 10.)


Wraz z tworzącą się w Szczytnie po wojnie polską administracją, dynamicznie rozwijał się również i Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego. Początkową formą jego działalności na terenie Szczytna i powiatu było przede wszystkim zwalczanie pospolitego bandytyzmu oraz walka z podziemiem politycznym. Ginęli młodzi ludzie, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Jednocześnie do tych, którzy po prostu chcieli w miarę spokojnie żyć i nie angażowali się w polityczne konflikty, zaczęła napływać pomoc od międzynarodowych organizacji i z krajów zachodnich. Pomoc potrzebna, bo bieda była straszna...



Polak Polakowi wilkiem…

 

Lata powojenne to czas, w którym walczyły ze sobą dwie przeciwstawne siły: komunistów i podziemia niepodległościowego, które w większości było reprezentowane przez żołnierzy Armii Krajowej. Region szczycieński nie należał do najspokojniejszych i w ciągu dwóch pierwszych lat po zakończeniu działań wojennych nie było praktycznie miesiąca, w którym by ktoś nie zginął.

 

Nie udało mi się dotrzeć do dokumentów oddziałów AK, które opisują poniesione przez nich straty w ludziach, natomiast komuniści, mając na pewno na celu dość spory wydźwięk propagandowy, prowadzili bardzo skrupulatne sprawozdania.

 

Do pierwszego przypadku, w którym oficjalnie zginął funkcjonariusz MO, doszło 28 sierpnia 1945 roku. Milicjant Władysław Gumiński „zginął w nieokreślonych okolicznościach pod Szczytnem” – tak podaje oficjalny komunikat, jakie to były faktyczne okoliczności, tego już zapewne się nie dowiemy.

 

Kolejnym przypadkiem – tym razem na terenie miasta – było morderstwo, którego dokonano w ponad miesiąc później, bo 21 września 1945 roku. Późnym popołudniem niedaleko swojego domu został „skrytobójczo” (tak podaje notatka) zamordowany powracający ze służby Władysław Rzepka - zastępca komendanta Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Szczytnie. Ponad dwa tygodnie później – 6 października w bardzo niejasnych okolicznościach zginął kolejny funkcjonariusz MO w Szczytnie – Stanisław Jabłonka.

 

Bardzo niebezpieczny powiat

 

Takich zdarzeń na przestrzeni 1945 roku było w naszym powiecie bardzo dużo. Nie sposób wszystkie opisać i wskazać, więc przejdę do roku 1946 i jednego z ważniejszych wówczas napadów na przedstawicieli ówczesnej władzy ludowej. Dokładnie 5 czerwca 1946 roku w godzinach popołudniowych doszło do ataku na budynek Komitetu Powiatowego Polskiej Partii Robotniczej, który mieścił się wówczas przy ulicy Stalina, a obecnie Odrodzenia.

 

Budynek KP PPR w Szczytnie

 

Nie udało mi się ustalić kto tego dokonał. Wiadomo tylko, że atak ten został odparty. Wskutek silnego ostrzału przez funkcjonariuszy MO, atakująca grupa wycofała się w kierunku dzisiejszej ulicy Marii Skłodowskiej-Curie. Gdy dotarła do Szyman, jej członkowie postanowili zemścić się za nieudany atak w Szczytnie. Dość szybko ustalili, gdzie we wsi mieszkał Kazimierz Miecznikowski – I sekretarz Komitetu Gminnego w Szymanach. Wyciągnęli go z domu wraz z rodziną, na oczach najbliższych – skatowali, a wpółprzytomnego zastrzelili.

 

Niespełna tydzień później – 12 czerwca doszło do pierwszego ataku na posterunek Milicji Obywatelskiej w Lipowcu. Dokonał go wraz ze swoimi żołnierzami ppor. Henryk Wieliczko „Lufa”, podkomendny majora Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Podczas potyczki zginął komendant posterunku – Tadeusz Koza. Dwa dni później – 15 czerwca w bliżej nieokreślonych okolicznościach podczas pełnienia służby zginął funkcjonariusz MO z Jedwabna Marian Kowalski.

 

25 lipca 1946 roku na drodze z Rozóg do Myszyńca rozbrojono i zamordowano funkcjonariusza MO Władysława Maciejczaka, który ścigał bandę rabunkową. Miesiąc później – 24 sierpnia w czasie służby patrolowej został postrzelony przez rosyjskich maruderów komendant MO w Wielbarku Jan Sołtysik, który w wyniku poniesionych ran zmarł 29 sierpnia.

 

Zmiany w UB

 

15 lipca 1946 roku z dotychczasowego Warmińsko-Mazurskiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego powstał nowy - Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Olsztynie. Jednocześnie powołano nowe wydziały. Jednym z najważniejszych był Wydział I, który miał przeciwdziałać wywiadom: niemieckiemu wraz z identyfikacją osób związanych z aparatem nazistowskim, angielskiemu, amerykańskiemu oraz francuskiemu. Ponadto jednym z jego priorytetów był nadzór i kontrola poszczególnych środowisk: działaczy sanacyjnych, endeckich, andersowców, „dwójkarzy” (do których należał m.in. Walter Późny) oraz oczywiście, osób związanych z Armią Krajową oraz polskim państwem podziemnym.

 

Wydział I WUBP otrzymał nowe zadania w momencie przybycia na teren województwa olsztyńskiego misji charytatywnych działających z ramienia państw zachodnich, organizacji społecznych i kościelnych. Wszystkie zagraniczne organizacje niosące pomoc humanitarną miały być pod ścisłą kontrolą.

 

UNRRA w Szczytnie

 

Krótko po zakończeniu wojny do Okręgu Mazurskiego zaczęła napływać pomoc z UNRRA (United Nations Relief and Rehabilitation Administration). Rok później UNRRA zakończyła swoją działalność i w jej miejsce pojawiło się kilka innych zagranicznych stowarzyszeń społecznych i wyznaniowych. Od połowy 1946 r. na terenie województwa olsztyńskiego działały m.in. Angielsko-Amerykańska Misja Kwakrów, Misja Duńskiego Czerwonego Krzyża, w niedługim czasie dołączyły do nich również organizacje związane z Kościołami metodystycznym i baptystycznym oraz Pomoc Braci Kościelnych z Ameryki.


 

W połowie października 1946 r. Walter Późny otrzymał z Olsztyna informację, że jeszcze w tym samym roku powiat szczycieński otrzyma zagraniczną pomoc humanitarną. Z końcem listopada w jego gabinecie pojawili się przedstawiciele misji szwedzkiej przedkładając odpowiednie dokumenty wydane m.in. przez Urząd Wojewódzki w Olsztynie oraz Kuratorium Oświaty, które określały w jakim zakresie i formie starosta szczycieński ma wspomóc szwedzkich wolontariuszy. Udział olsztyńskiego Kuratorium wynikał z faktu, że szwedzka pomoc skierowana była głównie do dzieci – sierot i półsierot.

 

Spotkanie miało bardzo oficjalny charakter. Obecny był wicewojewoda olsztyński Bohdan Wilamowski oraz przewodniczący Powiatowej Rady Narodowej w Szczytnie - Jan Lippert. Po uroczystym obiedzie Walter Późny zaproponował przybyłym gościom przejażdżkę po powiecie, aby przedstawić biedę, w jakiej żyją mieszkańcy oraz zapoznać się z ich rzeczywistymi potrzebami.

 

- Najbardziej biedne i spustoszone były południowe gminy powiatu szczycieńskiego – wspominał Walter Późny. Wiadomo przez kogo były okradzione, ale w oficjalnych dokumentach nie do końca podawano kto to uczynił.

 

O skali ówczesnych zniszczeń powiatu szczycieńskiego świadczą m.in. oficjalne statystyki opracowane na podstawie sprawozdań starosty Późnego. Tereny wiejskie były zniszczone w około 50%, natomiast miejskie w 25%.

 

Pół litra zupy dziennie

 

W połowie stycznia 1947 roku do Szczytna dotarła pozostała część szwedzkiej misji wraz z wypełnionymi ciężarówkami. Wszystkich ulokowano w drewnianym baraku znajdującym się nieopodal szpitala. Do pomocy zatrudniono w charakterze kucharek i pomocy kilka osób, pochodzących z miejscowej ludności mazurskiej. Jednak w takich działaniach nieodzowną rolę musiał pełnić tłumacz, znający język polski i niemiecki oraz angielski. Swoją pomoc zadeklarował Emil Leyk, który odpowiadał za kontakty z władzami polskimi.

 

W dość krótkim czasie uruchomiono kilka kuchni polowych. Według sprawozdania Powiatowego Komitetu Opieki Społecznej w Szczytnie z początku lutego 1947 roku, stan podopiecznych wynosił 370 osób, z których dzieci w wieku od 6 do 14 lat stanowiły 40%. Zgodnie z dokumentami, pochodzącymi z opisywanego okresu, liczba ta z dnia na dzień stale się zwiększała. „Przychodzą obdarci, bez ubrań i butów, dużo chorych i starców. Dzieci przeważnie półsieroty, które należałoby wziąć do sierocińca pod dobrą opiekę”.

 

W połowie lutego 1947 roku dzięki wspólnym działaniom Szwedów i pracownikom szpitala oraz starostwa, zorganizowano 10 punktów wydających gorącą strawę. Dzienna porcja wynosiła pół litra zupy. Do pracy przy każdej z kuchni było zatrudnionych kilka osób, które pracowały dosłownie na „pełnych obrotach”. Każda z kuchni wydawała dziennie około 650 porcji zupy o wartości odżywczej 373 kalorii. Zupę otrzymywały dzieci do 15 roku życia.

 

Szwedzka pomoc w powiecie

 

- Misja szwedzka działająca na terenie powiatu szczycieńskiego miała olbrzymie znaczenie, gdyż swoją pracą przyczyniła się do ulżenia doli znacznej części ludności, która wskutek działań wojennych straciła wszystko i niejednokrotnie znajdowała się w skrajnej nędzy – wspominał Walter Późny. Oprócz rozdawania odzieży i dożywiania nieśli także pomoc sanitarną, przez co przyczynili się do polepszenia stanu zdrowotnego na terenie powiatu.

 

Również na wsiach przygotowywano ciepłą i pożywną zupę dla najmłodszych mieszkańców miejscowości. W głównej mierze ze względu na brak lokali, wykorzystywano do tego celu szkoły, a gdy takowych we wsi nie było – swojego lokalu użyczała osoba wyznaczona przez lokalną społeczność.

 

Według sprawozdań w ciągu zaledwie kilku miesięcy rozdzielono m.in. pięć tysięcy puszek z czekoladą, cukierkami, marmoladą i rodzynkami. Do ośrodków zdrowia, które powstały dzięki Janowi Gauze, Szwedzi dowozili niezbędne lekarstwa i środki opatrunkowe. Samochody z napisem „Szwecja – Sweden” wjeżdżały do najbiedniejszych wsi powiatu szczycieńskiego i rozdzielały m.in. rozdzielał odzież wśród najbardziej potrzebujących.

 

Zgodnie z zachowaną dokumentacją, w powiecie szczycieńskim opieką objęto około 1200 dzieci w wieku do 14 lat. Zostało wydanych 350 płaszczy męskich, 300 garniturów, 400 par spodni, 700 marynarek, 850 płaszczy damskich, 400 sukienek, 400 bluzek, 220 płaszczy dziecinnych, 700 sukienek dla dziewcząt, 200 płaszczy dla chłopców, 350 wyprawek dla niemowląt, 650 swetrów wełnianych, trzy tysiące par pończoch, tyleż samo nowych par obuwia dla dorosłych i kolejne trzy tysiące dla dzieci.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Furczak chce mapy cmentarza, w Jedwabnie jest wirtualna
    I na wszystkich świętych _ cieplutko w foteliku z wirtualna świeczka przy grobie w aplikacji. Masakra!
    Autor: Ewa
    2019-08-23 19:36:46
  • Bandyci próbowali w Szczytnie wyprać brudne pieniądze (zdjęcia)
    Przyszpanowali sobie nasi Panowie policjanci, lał ale wy jesteście skuteczni, śmiechu warte
    Autor: Ja
    2019-08-23 15:54:56
  • Szczycieńskie artefakty pojadą do Działdowa?
    Monety, spinki, naczynia, no i jakieś inne - to nie wiem. Ale wielkie gabaryty to nie są. Dlaczego nie ma na to miejsca? Bo że muzeum w Szczytnie może nie mieć - w to uwierzę, ale muzeum w Olsztynie - to cztery tramwaje przejeżdżają wiadomo gdzie. A jeszcze ten refleks Pana Dyrektora: że ze względu na wagę dla lokalnej społeczności Pan Dyrektor gotowy jest przyjąć te wykopane rzeczy. Refleks, który nastąpił po interwencji Radnego Sejmiku Henryka Żuchowskiego. Oj, coś mi tu nie gra. Może Pan Dyrektor ma wstręty do archeologii po \"złotym pociągu\" ze Śląska?
    Autor: Krajan
    2019-08-23 14:58:54
  • Furczak chce mapy cmentarza, w Jedwabnie jest wirtualna
    A ja mam lepszy pomysł, poproszę nie o mapę (na której wykonanie trzeba poczekać kilka ładnych miesięcy, ciekawe kto za to ma zapłacić), a o stojaki na puste znicze, wyrzucane są one do koszy na śmieci setkami, a mogłyby posłużyć innej osobie. Po co zaśmiecać planetę, a osoby potrzebujące zaoszczędziłby niezłą kasę. Wystarczyłoby tylko kupić do nich nowe wkłady. Gdyby jakiś radny lub urzędnik (oczywiście z umocowaniem od burmistrza, za coś przecież kasę biorą) pofatygował się do zakładów zajmujących się obróbką metalu w Szczytnie i złożył im ofertę - wykonacie stojak, a możecie w zamian umieścić na nim reklamę, sądzę, że znalazłby się taki zakład, który by go wykonał.
    Autor: alibaba
    2019-08-23 14:50:20
  • Furczak chce mapy cmentarza, w Jedwabnie jest wirtualna
    To bardzo dobry pomysł. Takie wirtualne cmentarze z danymi, wg których można odszukać każdy grób, funkcjonują od dawna wielu miastach. Łatwiej jest to zrobić w przypadku cmentarzy komunalnych, niż parafialnych, ale takie też są. A chodzi nie tylko o znanych zmarłych - każdy zasługuje na to, by zapominalscy krewni mogli wreszcie okazać skruchę.
    Autor: Waga
    2019-08-23 13:12:29
  • Ogórki i kaszana – felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    O wiemod :)
    Autor: Śmieszek
    2019-08-23 13:02:57
  • Furczak chce mapy cmentarza, w Jedwabnie jest wirtualna
    Człowieku (CIEKAWSKI) , jakie RODO? Weź się dokształć trochę. Masakra z tymi ludźmi. Piszą bzdury, a inni potem w to wierzą. Odrobinę myślenia. Samodzielnego.
    Autor: Idiotów nie sieją
    2019-08-23 12:41:06
  • Furczak chce mapy cmentarza, w Jedwabnie jest wirtualna
    A jak to się ma do RODO ?
    Autor: Ciekawski
    2019-08-23 12:00:59
  • Poszukiwany nie wytrzymał... sam zadzwonił na policję
    Cienias
    Autor: Rampage
    2019-08-23 11:44:04
  • Ogórki i kaszana – felieton Wiesława Mądrzejowskiego
    Śmieszek - a o który wątek chodzi? Jak to w \"ogórki\" ruszyłem kilka. Dziękuję za zainteresowanie i pozdrawiam.
    Autor: wiesław mądrzejowski
    2019-08-23 09:40:49