Poniedziałek, 27 Wrzesień
Imieniny: Cypriana, Justyny, Łucji -

Reklama


Reklama

Walter Późny wspomina powojenne Szczytno i powiat


Po zakończeniu działań wojennych na przyznanych Polsce terenach Warmii i Mazur pozostało 170 tysięcy mieszkańców – w większości starców, kobiet i dzieci, natomiast w pierwszych powojennych latach, Mazury zamieszkiwało około 80 tysięcy autochtonów. Przez wiele lat najpierw czystkę wśród Mazurów zrobili Niemcy, potem Sowieci, a na końcu polscy osadnicy z pomocą władzy ludowej i bynajmniej nie były to odosobnione przypadki.



„Autochtoni byli szykanowani i bici przez osadników, którzy przejmowali ich gospodarstwa, a często Milicja Obywatelska więziła ich, by odstręczyć od powrotu z całymi rodzinami”, pisał wojewoda olsztyński do Ministerstwa Ziem Odzyskanych w lutym 1947 r.

 

Bezbronni Mazurzy

 

Znany działacz mazurski Fryderyk Leyk w swych wspomnieniach pisał: "Wraz z wojskiem sowieckim dotarło na nasz teren inne nieszczęście i to nadchodzące z przygranicznych powiatów Polski Centralnej. Polacy z powiatów kurpiowskich: Chorzele, Maków, Przasnysz itd. Szaleli wprost na naszym terenie. Wypędzali Mazurów z przekleństwami, groźbami, kijami i siekierami z ich dobrych gospodarstw i sami się w nich osadzali”

 

W dalszej części swoich wspomnień Fryderyk Leyk pisze, że na porządku dziennym był zabór żywności oraz żywego inwentarza. „Bili i maltretowali ich. Niejednego Mazura i Mazurkę zamordowali lub ciężko skaleczyli, by przywłaszczyć sobie ich mienie”.

 

Wielu osadników z przygranicznych powiatów polskich przyjeżdżało tylko po to, aby rozbierać domostwa i budynki gospodarcze w celu pozyskania cegły. Proceder nabrał takich rozmiarów, że znikały całe mazurskie wsie, które później istniały tylko na mapach.

 

Mazur = Niemiec

 

Znany i ceniony polski historyk Edmund Dmitrów wskazuje, że nie tylko na terenach przygranicznych dochodziło do różnego rodzaju napadów, kradzieży i pobić. Niemcom i Mazurom, którzy nie podpisali deklaracji o przynależności narodowej, kazano nosić białe opaski. Podczas wysiedlania postępowano z nimi brutalnie. Dość często z powodu głodu, mrozu i braku opieki lekarskiej wywożeni do Niemiec Mazurzy umierali w pociągach.

 

Prawda jednak jest taka, że Mazurzy zaczęli czuć się obco w powojennej polskiej rzeczywistości. Gdy Mieczysław Moczar został wojewodą w Olsztynie, zmuszano ich do składania deklaracji, czy są Polakami czy Niemcami. To była zbrodnicza polityka wobec Mazurów.

 

Jest oczywiste, że w domach najczęściej mówili po niemiecku, ale w wielu rodzinach polszczyzna jednak przetrwała. Zmuszanie ich do wspomnianej deklaracji było formą prześladowania. Ludność napływowa z nieodległych Kurpi traktowała ich niechętnie. Wbrew całej ideologii Polacy nie widzieli w Mazurach „braci Polaków”, lecz Niemców, odpowiedzialnych za zbrodnie narodowych socjalistów.

 

Decyzje wojewody

 

W maju 1946 r. u wojewody olsztyńskiego odbyła się ważna narada, by ukrócić bandytyzm, złodziejstwo przybywających z Mazowsza osadników i szabrowników. Zwracano uwagę na to, że również postępowanie milicjantów i urzędników jest naganne.

 

Zachowały się dokumenty z narady, z których możemy się dowiedzieć, że powiat szczycieński "Stał się terenem gwałtów i formalnych napadów ze strony ludności zamieszkującej sąsiednie powiaty Polski Centralnej. - Ktoś chce zbić kapitał wyborczy. Przeciwko repatriantom miejscowi Polacy nie mają żadnych zastrzeżeń, przeciwnie, uważają ich za wartościowe, za najspokojniejszych i najlepszych sąsiadów" pisał starosta Walter Późny.


Reklama

 

Podczas jednej ze swoich kontroli w Rozogach, starosta Późny wraz z funkcjonariuszami milicji, zatrzymał do kontroli trzy furmanki. Ich właścicielem był Zyśk z nieodległych Dąbrów. Pierwsza furmanka była wyładowana różnymi przedmiotami gospodarstwa domowego, natomiast dwie pozostałe – cegłami z rozebranych domów mazurskich. Walter Późny w swoim sprawozdaniu podaje nazwiska pozostałych szabrowników: Nalewajk, bracia Drozd oraz Polak. Należy również w tym miejscu nadmienić, że dokumenty z nazwiskami mają status jawny i można je przejrzeć w Archiwum Państwowym w Olsztynie oraz Białymstoku.

 

Kontrola „za miedzą”

 

Walter Późny dzięki ich zeznaniom, postanowił w asyście milicjantów 5 czerwca 1946 roku wybrać się za tzw. „miedzę” i sprawdzić, jak wygląda sytuacja w sąsiedniej gminie. Dojechawszy do Dąbrów, skierowali się na kolonię wsi. Przyjechali do gospodarstwa niejakiego Banacha, „…by przekonać się jak tam wygląda” – pisał starosta szczycieński.

 

Banach posiadał 25-morgowe gospodarstwo (ok. 13 ha). Późny był nieco zaskoczony, gdy ujrzał, jakie „dobra” posiada Banach w swoim obejściu, a znajdowało się tego dość dużo: 2 silniki, sieczkarnia do napędu silnikowego, kosiarka, żniwiarka, kartoflarka, 4 sanie (!), młockarnia, siewnik, grabie konne, słupy betonowe i siedem opon samochodowych, której jak twierdził Banach – kupił podobno w Szczytnie. Taki majątek u biednego jeszcze do niedawna gospodarza zrobił na kontrolujących niesamowite wrażenie.

 

Banach, według sprawozdania Waltera Późnego, posiadał również drugie gospodarstwo, które zostało mu przydzielone przez Państwowy Urząd Repatriacyjny na początku czerwca 1946 roku. Problem związany z drugim gospodarstwem był dość prozaiczny. Otóż mieszkała w nim jeszcze prawowita właścicielka – Mazurka Mina Kopacz z Zawojek. Za nic nie chciała opuścić tzw. ojcowizny i przekazać majątku jakiemuś Banachowi.

 

Mazurka z Zawojek

 

Gospodarstwo Miny Kopacz przyznano na papierze Banachowi dlatego, że kobieta nie podpisała deklaracji, nakazującej określenie swojej przynależności narodowej. Tym samym, wedle obowiązującego wówczas prawa, nadal była Niemką.

 

Walter Późny postanowił pojechać do Zawojek i sprawdzić, w jakich warunkach żyje Kopacz. Był bardzo zdziwiony, gdy przekroczywszy próg jej domu stwierdził, że w środku nie ma właściwie jakiegokolwiek wyposażenia, za to u Banacha w Dąbrowach na strychu „spoczywały” dwa zegary, dywan i wiele innych rzeczy pochodzących prawdopodobnie z domu Miny Kopacz.

 

Mazurka była bezradna. Małżonek i syn zostali powołani do Wehrmachtu i wysłani na front, z którego już nigdy do domu nie powrócili. Bezbronna kobieta była zdana wyłącznie na łaskę i niełaskę ludzi, którzy się tu osiedlali, jednakże jej los był już właściwie przesądzony. Z braku deklaracji nie mogła uzyskać polskiego obywatelstwa, tym samym musiała w niedługim czasie opuścić swoje rodzinne strony i wyjechać transportem do Niemiec.

 

Przypadek Miny Kopacz nie stanowił wyjątku. Tak się działo na całych Mazurach. Każdy, kto mógł jednoznacznie wykazać polskie pochodzenie, należał do uprzywilejowanych, natomiast osoby jednoznacznie zidentyfikowane jako Niemcy dyskryminowano, a w końcu zmuszano do wyjazdu.

Reklama

 

Tego samego dnia, czyli 6 czerwca 1946 roku starosta szczycieński wybrał się na lustrację nieodległej wsi Wilamowo. Na miejscu stwierdził, że część mieszkańców wyjechała już do Niemiec. W czasie prowadzonej przez niego kontroli, w Wilamowie pozostało zaledwie pięć rodzin mazurskich.

 

Leniwi osadnicy

 

W swoim sprawozdaniu nie omieszkał podkreślić, jak bardzo „gospodarni” są przybysze z pobliskich Kurpi. „Osadnik przybyły za miedzy, posiadający konia zdołał dotychczas na przydzielonym mu gospodarstwie obsiać raptem 4 morgi (ok. 2 ha), natomiast obok siedzący na swym gospodarstwie Mazur autochton, nie posiadający ani sił pociągowych, ani też żadnego innego inwentarza żywego, potrafił obsiać 24 morgi (ok. 12 ha), zaprzęgając do pługa i brony sam siebie, względnie swą rodzinę, a często przewracając ziemię tylko łopatą” – pisał w dokumencie Późny. Z dalszej części dokumentu dowiadujemy się, że ludność napływowa terrorem zmusza ludność mazurską do opuszczania gospodarstw obsianych. Bezbronni wobec osadników Mazurzy, według Późnego, porzucają swoje ziemie i oblegają starostwo, błagając o przepustki za Odrę.

 

Działania wojewody – towarzysza Mietka

 

Ciężką sytuację Mazurów przedstawia znany niemiecki historyk i znawca dziejów tych ziem – Andreas Kossert. W jednej ze swoich książek pisze, że najgorszy powojenny czas dla Mazurów nastąpił wtedy, gdy na czele województwa stanął Mieczysław Moczar. Na początku 1949 roku, a dokładnie w lutym ogłosił tzw. „wielką weryfikację”, która polegała na tym, że od wsi do wsi jeździły komisje rejestracyjne i wzywały Mazurów, by się stawiali w miejscowych urzędach gminy.

 

Na miejscu dość często stosowano przemoc, a każdego Mazura, który nie podpisał dokumentów określających jego przynależność narodową, przekazywano organom bezpieczeństwa, które przetrzymywały go w areszcie tak długo, aż załamywał się psychicznie.

 

„Było wielu mężczyzn, od chłopaka po starca, z których zdarli ubranie i okładali po nagim ciele stalowymi linami, kijami, żelaznymi prętami” – czytamy w jednych ze wspomnień Mazurów. W szczycieńskim ratuszu, a raczej jego piwnicach „…jedni musieli stać tam w wodzie po pas i rękami wyciągać węgiel z wody i nosić do innych piwnic, drudzy z kolei - klęczeć na lodzie, znów inni, rozebrani do naga, musieli na cementowej posadzce klęczeć lub stać na jednej nodze albo odwróceni twarzą do ściany i nie wolno się im było ruszyć, dopóki nie podpisali”.

 

Opis do zdjęcia: Mieczysław Moczar (w środku w jasnym płaszczu), powojenny wojewoda olsztyński, który politycznie najbardziej gnębił Mazurów.



Komentarze do artykułu

Lech Jan Jamka-były Szczytnianin

Gdzie mazurskie śnią mogiły pochylone wierzby siwe, tam sny moje się rodziły i wciąz dzisiaj jeszcze żywe powracają zaś nad ranem coraz bardziej kolorowe, wypłakane prostym słowem, biegną jasnym, zbożnym łanem ku jesieni pełnej liści, purpurami słońca wschodu. Czy mi dane, czy się ziści szczęścia zbytek, posmak głodu. Wszystko nic to, omam złudy, Do mazurskiej wracam grudy, ziemi czarnej, ziemi mojej, i pomilczę, i postoję, i zagrają wichry polne, wzlecą myśli wreszcie wolne.

Jamka lech

do XxX-- moj dziadek z Linowa akurat byl zaangażany w plebiscycie o polskość. Jego nazwisko ZAGROMSKI jest wymienione Przez Wańkowicza w Na tropach Smętka-- \" Przyjął nas stary Mazur z rasową twarzą...\" Nazwa wsi jest zmieniona na Linkowo specjalnie przez Wańkowicza. A obozy koncentracyjne były niemieckie

XxX

do Lech Jan Jamka-były Szczytnianin>>>tylko zawiesili?...powinni Cię za to usunąć. Dobrze, że nie wspomniałeś o tym, że to Polacy zaatakowali Niemców i postawili na naszych terenach \"polskie obozy zagłady\" w których mordowali niewinnych Niemców i żydów...

Lech Jan Jamka-były Szczytnianin

O t ym wszystkim wiedziałem od mojej Matki, rodowitej Mazurki, której rodzice posiadali gospodarstwo w Linowie. Nawet wiele la póżniej gdy w liceum na lekcji historii u Matelskiego wspomniałem o tych prześladowaniach, zostałem na kilka dni zawieszony w prawach ucznia. Takie to były czasy.

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Mazurska rybna wspólna sprawa, czyli budują raj dla wędkarzy
    A ja uważam że to bardzo dobra inicjatywa. Prawdą jest że czyszczenie jezior przez gospodarstwa rybackie przybiera często miano klęski ekologicznej. Druga sprawa że dwóch rybaków z siecią potrafi wyłowić przez dzień więcej niż stado wędkarzy przez miesiąc. Wogule to kwestionował by istnienie takich gospodarstw. Ale inicjatywa kieruje cały ten biznes troszeczkę w stronę racjonalności. Wędkarze też są nie lepsi. Widywałem jak brali z wody co popadnie. Banda mięsiarzy teraz potrafi przetrzepać jezioro i ich zdaniem jest wszystko ok. Jeden taki mondrala chwalił się jak to płocie idące na tarło taczkami na Narwi łowił. Niestety takich su....ów nie brakuje. Akurat na Zdroju niema problemu z miejscami do łowienia, trzeba tylko przejść kawałek a wozić dupsko furą na sam brzeg. I tyle w temacie. A co do kierownika ośrodka to nie jest on właścicielem ośrodka , a tylko zarządza tym ośrodkiem. Zresztą znam człowieka osobiście i życzę wszystkim ośrodką takiego kierownika z energią i pomysłem na prowadzenie tego biznesu. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy. Mięsiarze niech się pie.....

    Szulim. M


    2021-09-25 11:30:39
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Wydaje mi się że starosta z radnymi powinni zastanowić się nad wprowadzeniem elektronicznej ewidencji czasu pracy w szpitalu. Spytacie dlaczego? W jednym ze szpitali powiatowych lekarz w ciągu miesiąca przepracował 670 godz. Tu coś nie gra tym.

    mol


    2021-09-25 10:38:04
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Kończy się kariera Jarosława, już niedługo tylko sala gimnastyczna.....

    Karolina


    2021-09-24 07:24:15
  • Kocie łby zastąpi kostka
    Kolejne pieniądze w błoto

    Andrzej


    2021-09-24 06:28:29
  • Jedwabno stanie się stolica polskiego boksu (sprawdź szczegóły)
    Kto to widział aby walki tego samego zawodnika odbywały się codziennie to są młodzi ludzie i nie mają tak sily

    Piotr Galos


    2021-09-24 06:15:06
  • Donoszą na wicestarostę Nowocińskiego
    Nowocinski, a jak jego sprawa z próbą potrącenia.......?


    2021-09-23 21:58:55
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Po kruchym lodzie stąpa nasz starosta.....

    Tomasz l


    2021-09-23 21:57:10
  • Szczupak Piotra Brzózki na wagę srebra (zdjęcia)
    Widać że nasze jeziora to baseny bez ryb na tyle par i łodzi to porażka. Tak są zarybiane jeziora ! .a za karte płacisz co rok co raz więcej i to nie mała kwote. Co najgorsze to wszystkie jeziora w koło to pustka!!!!!

    Sadek


    2021-09-23 21:51:46
  • Nadzieje na ŁAD(ną) kasę
    To pan Łachacz nie wie co się dzieje w mieście, że na sesji chce się dowiedzieć? Może trzeba się zainteresować i popracować na rzecz miasta za tą sytą dietę, którą otrzymuje co miesiąc bez względu na obecności. Tragedia w tym mieście!

    Mieszkaniec


    2021-09-23 07:21:50
  • Nadzieje na ŁAD(ną) kasę
    Panie Łachacz pan jako gwiazda PSL u nie powinien wyciągać rąk po pieniądze od PiS a raczej od swojej partii. Słabe jest co pan robi .

    Grzegorz


    2021-09-22 23:39:43