Reklama


Reklama

Urok nowości - felieton Wiesława Mądrzejowskiego


Jak wiadomo, powszechnie zresztą, wszystko, co nowe jest z reguły atrakcyjne, bo ciekawość leży w ludzkiej naturze od zawsze. Fajnie być pierwszym przed innymi, zapoznać się z nowością, mieć coś, zanim inni kupią, zobaczyć, dopóki nie spowszednieje. Stąd też, gdy otwiera się nowy sklep, pod drzwiami stoją kolejki nie tylko dlatego, że może uda się załapać na promocje czy nawet gratisy. Podobnie przed otwarciem nowej drogi - pod szlabanem czy nie przeciętą wstęgą czeka sznur samochodów, przed koncertem rzadko występujących zespołów trudno o bilet i tak samo przed atrakcyjnym widowiskiem sportowym



Zobaczyć to, czego inni jeszcze nie widzieli, sprawdzić, jak coś nowego działa słowem - wyprzedzić innych. Sam nie jestem wolny od tej cechy i stąd jako uzależniony od kilkudziesięciu lat nałogowiec książkowy byłem jednym z pierwszych klientów w „empiku” otwartym w galerii „Jurand”. Z jaką niecierpliwością na to czekam, pisałem już w tym miejscu parę tygodni temu zastanawiając się, jak przetrwa tę konkurencję nieodległa i od lat zasiedziała u nas księgarnia „Fraszka”, której klientem jestem od ponad 40 lat.

 

 

Do „empików” mam też wieloletni sentyment i zaufanie, począwszy od toruńskiego, przez urokliwy krakowski, parę trójmiejskich i bliskie, bo w olsztyńskich galeriach. Jak na razie poczciwej starej „Fraszce” nic nie zagraża. Żal to pisać, ale nasz nowy „empik” jest nędzny. Przede wszystkim na bardzo małej powierzchni upchnięto trochę półek z książkami, trochę z różnego rodzaju badziewiem biurowo – pamiątkarsko – rozrywkowym.

 

Mało miejsca pozostawiono na prasę, a jej układ na półkach powoduje, że trudno znaleźć poszukiwany tytuł. Najfajniej było, gdy w czytelniczym amoku zakupiłem jeden z tytułów i dopiero w domu zorientowałem się, że na półce leżał numer już nieaktualny, wczorajszy. Nie wypada przy pierwszej wizycie wyjść ze sklepu z pustymi rękami więc po ponad półgodzinnych poszukiwaniach na wszystkich półkach (sporo książek przecenionych) znalazłem w końcu coś, co mogło mnie zainteresować jako fana powieści historycznych. Ponure czasy średniowiecza w Hiszpanii. Temat na czasie. Widocznie operator sieci „Empik” uważa, że jak na powiatowe miasteczko taki wybór lektur wystarczy.


Reklama

 

Radośnie też przyjąłem generalny remont i oddanie kierowcom nowej małej obwodnicy od Bartnej Strony przez Kamionek, Szczycionek aż do olsztyńskiej szosy. Równolegle do niej biegnie od kilku lat ścieżka rowerowa więc samochodami specjalnie nie trzeba się przejmować. Jest to jedna z moich ulubionych tras na przejażdżki pięknie połączona ze ścieżką wokół jeziora dużego a później można wybrać przynajmniej kilka bardzo ciekawych wariantów leśnymi duktami wokół Kobyłochy albo gdzieś dalej przez Trelkówek, Kaspry w stronę Ochódna i nowej ścieżki rowerowej.

 

Od początku też kierowcy wyczuli, że jest to teraz fajny objazd skracający drogę do miasta i z miasta na Olsztyn. Ruch jest więc tam sporo większy niż poprzednio, tyle że to teren zabudowany i ograniczenie prędkości obowiązuje. Na samym początku zresztą jest bardzo skuteczny „spowalniacz”, ale później aż kusi, aby nacisnąć na pedał. Rowerowy także. Tyle że na rowerze nawet z górki dość trudno przekroczyć obowiązującą tu „pięćdziesiątkę”. Jak już wspomniałem tydzień temu, nasi miejscowi stróże prawa są ostatnio bardzo aktywni. Wygrali w cuglach wojewódzki konkurs na największą liczbę ukaranych za naruszanie ograniczeń związanych z epidemią, a i przy okazji nowej trasy wykazują się godną pochwały czujnością.

 

 

Gdy ostatnio jechałem rowerem od strony jeziorka w Szczycionku pod górkę, więc niespecjalnie szybko mignęło mi coś żółtego gdzieś w połowie podjazdu. Będąc już bliżej zauważyłem ukryty w bocznej uliczce radiowóz i pana w białej czapce z „suszarką” w dłoni pilnie wypatrującego „zza płotu” czy też gdzieś od góry jakiś drogowy pirat nie wykorzystuje gładkiej jak stół drogi do rozwinięcia niedozwolonej prędkości. Tak trzymać!

Reklama

 

 

W kolejnych statystykach Szczytno też pokaże, że potrafi. Kiedyś, kilkanaście lat temu, ówczesny Komendant Główny Policji zakazał wprawdzie ukrywania radiowozów i „polowania” na piratów z ukrycia, ba nawet jeden z komendantów powiatowych wyleciał ze stanowiska w przyspieszonym tempie, gdy jego pechowy patrol upolował pojazd z generałem na pokładzie. Ale to była jeszcze policja sprzed dobrej zmiany. Dzisiaj ważna jest skuteczność, a mandacik we właściwej wysokości dobrze ponoć wpływa na poszanowanie przepisów.

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze