Reklama


Reklama

Trudne sprawy - felieton Wiesława Mądrzejowskiego


Przypuszczam, iż niektórzy moi stali Czytelnicy będą zawiedzeni, ale nie będzie dziś ani słowa o polityce, bo po prostu nie ma o czym. Jest wiele innych ważnych spraw skłaniających do przemyśleń, które dość trudno wtłoczyć w ramy felietonu. Tak się tej wiosny składa, że odeszło na wieczną służbę kilkoro moich koleżanek i kolegów.



Żadna zaraza, można powiedzieć taka kolej rzeczy, pesel nie kłamie i z naszej półki już od kilku lat coraz szybciej trzeba się zbierać. Żal, że w tych epidemicznych obostrzeniach nie można nawet się osobiście pożegnać, bo w skromnych konduktach ledwo wystarczy miejsca dla najbliższej rodziny.

 

Pozostaje pamięć i kilka miejsc do odwiedzenia, gdy w końcu się jakoś to wszystko unormuje. Przegadałem przed chwilą kilkanaście minut ze starym druhem. Obaj telefon uważamy raczej za instrument do przekazywania komunikatów a nie do pogaduszek. To była chyba nasza najdłuższa rozmowa na odległość, bo i wspomnień się nagromadziło o tych właśnie, którzy ostatnio odeszli. Nietuzinkowi, pyskaci, odważni zarówno wobec przeciwników, jak i w obronie swoich zasad. Nie nadawali się do wtłoczenia w sztywne ramki. Nieraz skakaliśmy sobie do oczu i bywało ostro. Wiadomo było jednak, że gdy padło „trzeba”, to za plecy nikt nie musiał się oglądać. Spoko.

 

Póki co żyć trzeba, nawet gdy za oknem szerzy się zaraza. Spowszedniała już trochę. Widać wyraźnie, że jeszcze miesiąc temu jakoś tak bardziej się tym przejmowaliśmy. Sam nie wyszedłem z domu bez rękawiczek, przed wejściem do samochodu dezynfekowałem klamki, kierownicę, dźwignie itp., w pustych sklepach omijałem innych kupujących z daleka.

 

Dziś jakby już się trochę z tym oswoiliśmy. Maseczki, rzecz jasna, każdy (prawie) nosi, ale część tylko pro forma, na szyi czy na ustach. Sklepy odpuściły i w kolejkach zdarza się ścisk jak za dawnych dobrych czasów. Po ulicach jeździły szczekaczki nawołujące do siedzenia w domu, do lasu (hi, hi ,hi) wchodziło się z duszą na ramieniu, bo akurat jeleń przebiegający ścieżkę mógł się okazać mundurowy i tłumacz, że nie jesteś wielbłądem. W ostatni majówkowy weekend siedziałem sobie na działce, samotnie jak minister Szumowski przykazał. O tej porze roku jeszcze nigdy działeczka nie była tak wypielęgnowana.


Reklama

 

Za płotem jednak ruch już był prawie lipcowy. Dziesiątki samochodów z rejestracjami z całej Polski, dymiące smakowicie grille, spacerujący w sporych grupach ludzie z nieodłącznym piwem (lub nawet winem) w ręku. Nawet kajak już nadmuchałem i pierwszych parę kilometrów na wodzie został zaliczony. Tu zaimponowała mi pewna pięcioosobowa rodzinka, z Łodzi chyba.

 

Woda temperaturę ma jeszcze akurat doskonałą tylko do schłodzenia właściwych napojów, a tymczasem rodzice z trójką dzieciaków zażywają kąpieli w Sasku. Żadne „morsy” jak się dowiedziałem, po prostu - jak już się z tej Łodzi na Mazury wybrali to trzeba się przecież w mazurskim jeziorze wykąpać. Takiej rodzinki żadna zaraza nie ruszy. Twarde sztuki!

 

Poważnie jednak mówiąc z jednej strony się cieszę, bo może niezbyt dużo, ale trochę grosza goście u nas zostawili. Z drugiej jednak poczekamy z tydzień, dwa i zobaczymy, czy i jak to się odbije na stanie zdrowia w naszym dotąd podobno wolnym od zarazy regionie. Rzecz jasna, jeżeli ktoś tu będzie jakieś testy robił. Naprawdę nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego, gdy można robić w kraju podobno 25 tysięcy testów dziennie (w Niemczech ok. 150 tysięcy) to mamy ich 10, maksimum 15 tysięcy.

 

Ba, wyczytałem dziś, że kumate władze Wrocławia dogadały się z sąsiadami z Saksonii i codziennie 200 próbek pobranych od medyków jedzie do Drezna, a za parę godzin wracają wiarygodne wyniki. Za darmo zresztą. My najbliżej mamy do Kaliningradu, ale na wsparcie z tamtej strony trudno chyba liczyć. Nie wiem, jak większość suwerena, ale ja wolę wiedzieć niż nie wiedzieć. Naprawdę byłbym spokojniejszy wiedząc, że przynajmniej co drugi mieszkaniec Szczytna i okolic został „przetestowany” i wykryto albo lepiej nie - tyle i tyle zakażeń.

Reklama

 

Może bym znów nabrał ochoty do dezynfekowania samochodu, odpuściłbym niekonieczne codzienne zakupy. Patrzę w tej chwili przez okno, pod sklepowym okapem ukryło się przed deszczem kilka rozchichotanych nastolatek zawzięcie o czymś dyskutujących. W maseczkach nie da rady, szczególnie gdy krąży między nimi jedna czy dwie butelki mam nadzieję, że z owocowym sokiem. Ech młodość beztroska, której nawet zaraza się nie ima. Pozwolicie więc, że zakończę tym optymistycznym jednak mimo wszystko obrazkiem.

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Historia Szczytna i okolic - od pradziejów do współczesnoś
    Przyznaję, że śledzę wpisy Śmieszka. Raz trafia celnie, raz kulą w płot, a innym razem Panu Bogu w okno. Teraz go wypunktuję. Czepiając się Aptekarza z Białego Boru nie zauważył, że na zdjęciach wszyscy uczestnicy tego wydarzenia sprzed miesiąca nie posiadają żadnych maseczek ochronnych i nie zachowują odpowiedniego dystansu. Rzeczywiście szkoda, że Aptekarz nie przyjechał, bo może postawiłby ich do pionu. Wszakże zna procedury w pandemii. A tyle było o tych kobitkach, co w kinie zrobiły sobie \"babski\" seans. też bez żadnych przyłbic, maseczek, a za to ze skłonnością do przytulania (co się generalnie kobietom chwali, chociaż facetom też, zwłaszcza, jak ktoś strzeli gola). Ostatecznie widziałem też na zdjęciach obecnego dyrektora Muzeum Warmii i Mazur - nie pamiętam, jak się nazywa - nie miał maseczki, atoli zasłaniał są twarz dłonią. Niemniej go odpoznałem. To ten od złotego pociągu na Śląsku. Ludzie! Ogarnijcie się! Jest pandemia i naprawdę dziwię się, że tak szacowne instytucje, jak muzeum, nie respektują w swoich działaniach podstawowych zasad bezpieczeństwa! I jest to upamiętnione na zdjęciach, publikowanych w internecie! Kogo chwycić za krawat - kierownika, czy dyrektora? Nie - uczestników najprawdopodobniej. A kary są. Ludzka głupota nie zna granic.

    Krajan


    2020-08-12 16:16:38
  • Stefcio pojedzie na operację do USA, rodzice dziękują za pomoc
    Warto pomagać, grałem na turnieju, cieszę się że udało się uzbierać 1mln zł

    Michał Lemański


    2020-08-12 16:06:12
  • Historia Szczytna i okolic - od pradziejów do współczesnoś
    No, no - Pan by przyjechał do tego KODziarskiego miasta, pełnego komunistycznych i esbeckich złogów i ich potomków, gdzie szefem muzeum jest działacz PO? Pozdrowienia - Panie Lechu - Aptekarzu. A widzi Pan jak słowo wróblem wyleci, a wołem powraca?

    Śmieszek


    2020-08-12 14:19:46
  • Tragedia na drodze, nie żyje rowerzystka
    Dla mnie to nie ma reguły jeżeli musi ciężarówką objechać i nawet choćby jest do 15 ton dozwolone to co ma zrobić ten kierowca jeżeli Policja go pokierowała to jedzie i nie winię Kierowców Druga sprawa gdzie i jak mają jeździć ludzie którzy posiadają tylko rower to jest nie dorzeczne żeby na takich trasach nie było chodnika i pasa dla roweru ludzie giną i to jest najgorsze bo nie ma konkretnych tras rowerowych spójrzcie na choćby Niemców tam rowerzysta ma pierwszeństwo to raz a dawa trasy są wszędzie dla rowerów i nie masz prawa na pieszo tam chodzić bo to jest droga rowerowa piesi mają swój pas i oczym tu mówić będzie się tragedia działa dopóki nie będzie porządnych pasów dla pieszych i rowerzystów

    Jaro


    2020-08-12 11:04:21
  • Tragedia na drodze, nie żyje rowerzystka
    Nawet w Radiu Olsztyn wiedzą, że TIR mają przymusowy postój, bo dla nich nie ma objazdu...

    T-Mobile


    2020-08-12 08:58:40
  • Tragedia na drodze, nie żyje rowerzystka
    Człowieku objazd trzeba zorganizować innymi drogami nawet jeśli auta przekraczają dopuszczalną wagę.. Czego się czepiasz.

    Do Play


    2020-08-12 08:48:29
  • Tragedia na drodze, nie żyje rowerzystka
    Wypadek był między Warchałami a Dzierzkami – praktycznie 0,5 km za Dzierzkami. Droga była w zeszłym roku przebudowywana. Wylano nową warstwę ścieralną i wzmocniono podbudowę. Drogi nic nie poszerzono. Jaka się mijają dwa TIRy na zakrętach to naczepy na pobocze zachodzą. To już kolejny śmiertelny wypadek z udziałem rowerzysty na tej drodze. W tym roku już były kolizje z udziałem rowerzystów. Nic nie pomyślano żeby drogę delikatnie poszerzyć i pomyśleć o rowerzystach. Miedzy Warchałami a Nartami piesi chodzą po jezdni bo chodnika nie ma – GDDKiA kolejne lata obiecuje trakt pieszo-rowerowy w tym miejscu i nic z tego nie wychodzi. Ilu ludzi ma jeszcze zginąć? Czy GDDKiA Szczytno robi jakieś analizy – wynika coś z nich? Pewnie postawią znak zakaz jazdy rowerów i niech się teleportują jak będą chcieli jechać z wioski do wioski. Policja też dobra - kieruje załadowane TIR na Nowy Dwór (wyremontowana droga powiatowa) gdzie jest ograniczenie do 15 ton.

    PLAY


    2020-08-12 08:29:54
  • Wierzenia, zwyczaje i obrządki w dawnym powiecie szczycieńskim (cz. I)
    Moja matka, rodowita Mazurka, twierdzjła też, gdy dziecko jest przekarmiane wieprzowym mięsem, to potem się żle uczy w szkole. O dziwo, zostalo to niedawno potwierdzone przez amerykańskich dietetyków.

    Lech Jan Jamka-były Szczytnianin farmaceuta


    2020-08-12 01:55:41
  • Historia Szczytna i okolic - od pradziejów do współczesnoś
    Wielka szkoda, że nie moglem przyjechać. Od strony matki jestem rodowitym Mazurem, tzw autochtonem i chyba już jednym z ostatnich. Dziadek posiadal maly majątek w Linowie( nazwisko Zagromski---wymienipne w książce Wańkowicza NA TROPACH SMĘTKA W razie czego moj adres 78425 Biały Bór Nadrzeczna 2 apteka NOVA

    Lech Jan Jamka-były Szczytnianin


    2020-08-12 01:42:22
  • Toyota scion dachowała w okolicach Zielonki
    \"Na szczęście 26-latkowi nic poważnego się nie stało\" jak to piszą. I jak to Tygodnik Szczytno opisał. Na szczęście nic się temu kierowcy nie stało. No kur....a jeśli ktoś miał tu szczęście to tylko ten debil. I w przypadku kiedy ów debil na własne życzenie zapiernicza jak osioł nie mając wyobraźni, doświadczenia jako kierowca a zapiernicza bo tacio i mamcio kupili mu samochód rajdowy i czuje się jak Kubica to nie wiem czy to szczęście. A może szczęściem by było gdyby rozwalił się na pierwszym lepszym drzewie (debila bym nie żałował) niż następnym razem miałby wjechać w przechodniów, rowerzystów !!!!!! Chyba dzieżyk (celowo z małej, śmieć) dał już obraz czegoś podobnego. Więc niestety ale według mnie to nieszczęście że przeżył, że nie wylądował na jakimś drzewie bo kiedyś zabije niewinną osobę jak dzieżyk kubica kurwa jego mać. Nie wiem skąd to zadowolenie z tego że temu deklowi nic się nie stało. Ja ubolewam

    kowal


    2020-08-12 00:54:29