Niedziela, 15 Wrzesień, Imieniny: Bernarda, Mony, Roksany -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Trelkowo (cz. 2) – historie miejscowości naszego powiatu


Kształt Trelkowa w czasie osadnictwa zaczął przybierać formę tzw. owalnicy. Wieś położona na dość żyznych terenach, dość szybko zaczęła się zaludniać. Sporym problemem dla napływających osadników stały się licznie zalegające na okolicznych terenach i polach kamienie, które niejednokrotnie niszczyły urządzenia i narzędzia do uprawy pól. Rozwijającą się wieś nadal otaczały trudne do przebycia fragmenty galindzkiej puszczy, którą sukcesywnie karczowano.



Rozwój Trelkowa

 

Karczowanie odwiecznej puszczy nie było sprawa prostą, a istniejące pastwiska i łąki nie wystarczały na potrzeby rozrastającej się wsi. Paszę dla zwierząt domowych, głównie siano, zakupywano i zwożono z dość odległych okolic. Zbierane na polach kamienie wykorzystywano jako materiał do wznoszenia chat i brukowania biegnącej przez środek wsi drogi.

 

Posadowienie budynków w Trelkowie jest dość specyficzne – wzniesione są nieco powyżej głównej arterii miejscowości i nie jest to spowodowane bynajmniej jakimkolwiek kaprysem wznoszących te domy. Sama wieś znajduje się w niewielkiej dolinie. W środku miejscowości znajduje się staw, do którego wcześniej przez Trelkowo biegła niewielka struga. Gdy po srogiej zimie nadciągała wiosna, spokojna struga zamieniała się w rwącą rzeczkę, która niejednokrotnie zalewała parcele osadników i dlatego też swoje chałupy zaczęli budować na niewielkich wzniesieniach.

 

 

Wizytacja komtura

 

Wiosną 1400 roku Trelkowo wizytował następca von Bassenheima - wielki komtur elbląski Conrad von Kyburg. Przy takiej wizycie następowało zwykle nadanie nowych przywilejów czy potwierdzenie istniejących, przede wszystkim sołtysowi. Tak też było i tym razem. W czasie swego pobytu nowy komtur nadał ówczesnemu sołtysowi wsi Mattisowi Frankenawowi przywilej dziedzicznego posiadania majątku, za co ten musiał Zakonowi co roku odprowadzać trzecią część plonów.

 

Średniowieczny sołtys Trelkowa sprawował również własną jurysdykcję nad chłopami we wsi. Mógł wydawać wyroki bez udziału urzędników zakonnych. Dotyczyło to jednak tylko "niższych sądów kryminalnych" - czytamy w nadanym Frankenawowi przywileju dotyczącym piastowanego przez niego stanowiska. Natomiast w innych, bardziej poważnych procesach, w których rozpatrywano tzw. "sprawy gardłowe", brali udział przedstawiciele szczycieńskiej prokuratorii krzyżackiej.

 

Dziwny był wówczas wymiar sprawiedliwości, ponieważ część dochodów z tytułu orzekania kar wpływała bezpośrednio do kieszeni sołtysa wsi lub zasilała kasę Zakonu. Nic zatem dziwnego, że wyroki były orzekane z całą surowością i tym samym z korzyścią dla orzekających.

 

 

Sołtys sędzią

 

W początkowym okresie istnienia wsi wszystkie kary orzekane w ramach niższego sądu pobierał sołtys, on też otrzymywał trzecią część grzywien, które orzekał sąd wyższy wobec chłopów z Trelkowa. Z czasem jednak przywilej ten został ograniczony, a Mattisowi Frankenwawowi pozostawiono jedynie trzecią część z drugiego sądu.

 

Nieco inaczej prezentowała się jurysdykcja wobec osadników niemieckich, których w Trelkowie było zaledwie kilku. Od samego początku osiedlania się w Prusach mieli oni własne sądownictwo: sądy ławnicze, w których – zgodnie z pradawną tradycją - byli sądzeni przez równych sobie, w tym również i Mattisa Frankenwawa.

 

Z zachowanych do dziś dokumentów wynika, że na przełomie XIV i XV wieku w obwodzie szczycieńskim dość silnie była reprezentowana narodowość polska. Wśród osadników, którym Zakon nadał posiadłości ziemskie, najwięcej jest Stanisławów, Maciejów, Piotrów.

 

Nowe przywileje i obowiązki

 

Trwający osiem lat okres "wolnizny", gdy osadnicy nie płacili podatków na rzecz Zakonu, szybko minął. Po jego upływie chłopi z Trelkowa byli zobowiązani do płacenia czynszu gruntowego. Od każdej włóki (około 18 ha) chłop musiał zapłacić pół grzywny i dwie... kury. Poza czynszem na rzecz państwa krzyżackiego chłopi musieli też uiścić tzw. daninę płużną, przy czym przyjmowano, że jeden pług "obsługuje" 4 włóki. Daninę tę chłopi z Trelkowa dostarczać musieli na szczycieński zamek corocznie, w dniu świętego Marcina (pod koniec listopada).

 

Powinnością chłopów z Trelkowa wobec Zakonu był również szarwark, czyli przymusowe świadczenie nakładane przez krzyżaków na podległą ludność w postaci robót publicznych. Wymiar szarwarku był różny i wynosił na ogół od kilku do ponad trzydziestu dni rocznie.

 

Zobowiązania szarwarku chłopów z Trelkowa - podobnie jak i bartników ze Szczytna oraz Wielbarka - łączono z pracami w polu i przy koszeniu łąk. Przy sprzęcie siana z łąk, należących do Krzyżaków ze Szczytna, chłopi musieli pracować trzy dni na własnym wikcie, a dopiero za następne dni należało się im utrzymanie. Obowiązkiem ich była też praca przy żniwach na zakonnych polach, za opłatę w postaci co dziesiątego snopka.


 

Służba Zakonowi

 

Musieli też chłopi, na każde zawołanie, stawać do pomocy podczas polowań, urządzanych przez szczycieńskiego prokuratora krzyżackiego i jego towarzyszy. Za to, przynajmniej chłopom, należał się całodniowy wikt, a także kark upolowanego zwierza. Prawie każdemu wolnemu chłopu z Trelkowa - zapewne ze względu na bogactwo jezior, które otaczały szczycieńską prokuratorię - zapisywano w nadanym przywileju prawo do połowu ryb. Natomiast absolutnie nie wolno było im polować, to było zastrzeżone wyłącznie dla przedstawicieli Zakonu.

 

Na wezwanie chłopi musieli też pomagać przy budowie tam i mostów, czy naprawie dróg. Nie udało się ustalić konkretnego wymiaru obowiązkowych prac na rzecz krzyżackiego zamku, ale wiadomo, że nie przekraczał on 14 dni w roku.

 

Zdarzały się również i przypadki, że ze względu na niewielkie rozmiary posiadłości chłopskich, wydawano zarządzenie, na mocy którego daninę płużną przeliczano konkretnie na liczbę włók i za każdą chłop oddawał po ćwierć szefla zboża. Dalsze 4 włóki wiejskie uprawiali mieszkańcy z Trelkowa na potrzeby kościoła katolickiego, który w tej wsi istniał już w 1391 r. i był jednym z najstarszych na Mazurach. Przywilej, dający kościołowi owe 4 włóki na utrzymanie, wydał komtur elbląski Walpot von Bassenheim.

 

Pierwszy kościół

 

Pod koniec XIV wieku, a dokładnie w 1391 roku, na prośbę mieszkańców, w Trelkowie na jednym ze wzniesień wytyczono działkę i wzniesiono we wsi kościół. Zbudowany z dębowych bali pełnił nie tylko funkcję świątyni, ale również funkcje obronne, a to ze względu na zaciągające się dość często na tutejsze tereny oddziały Jaćwingów i Litwinów. Obawy przed najazdami nie były bezpodstawne, bo niespełna dwie dekady wcześniej wojowie Kiejstuta zniszczyli i spalili zamek w Szczytnie.

 

Pod zarządem kościoła (i proboszcza) w Trelkowie była również kaplica w Jabłonce, w której ksiądz odprawiał nabożeństwo w co drugą niedzielę. Już jako świątynia ewangelicka, dębowy przybytek religijny służył mieszkańcom Trelkowa aż do połowy XVIII wieku, do momentu, gdy wskutek zaprószenia ognia doszczętnie spłonął.

 

Zaledwie kilka lat mieszkańcom Trelkowa wystarczyło, aby dzięki dość silnemu wsparciu finansowemu państwa, wznieść w 1757 roku nowy kościół z wysoką na 25 metrów dzwonnicą.

 

Obecnie kościół, pod wezwaniem św. Maksymiliana Kolbe, służy katolickiej ludności Trelkowa i okolic.

 

„Fałszywe” nauki pastora

 

Po sekularyzacji Zakonu Krzyżackiego w 1525 roku i przyjęciu przez wielkiego mistrza Albrechta von Hohenzollerna luteranizmu oraz ogłoszeniu go wiarą obowiązującą w nowym, świeckim już księstwie, w rejonie szczycieńskim ze względu na brak duchownych nowego wyznania, ksiądz, który się nazywał Stephan, na przemian odprawiał nabożeństwa w Szczytnie i Trelkowie.

 

Analizując ówczesne sprawozdania można jasno stwierdzić, że panował wówczas w tej kwestii chaos organizacyjny. Dość częste wizytacje nadrzędnych władz państwowych i kościelnych, które były przeprowadzane w połowie XVI wieku, stwierdzały zanik pobożności oraz ujawniały, że wierni na Mazurach niewiele wiedzą o zasadach świętej wiary chrześcijańskiej.

 

Pastor Stephan na tyle się zagubił w swojej misji ewangelizacyjnej, że już w 1538 roku usunięto go ze swojego stanowiska, a powodem według dokumentów pokontrolnych było „głoszenie fałszywej nauki”.

 

Fot. Mozaika Naścienna przedstawiająca średniowieczny szarwark.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Burmistrz z interesantami na skwerze
    Marne naśladownictwo Roberta Biedronia , który rozmawiał z interesantami na sofie ustawionej przed magistratem. Tyle , że Biedroń robił coś sensownego dla Słupska- u nas poza wykopami nad Małym Domowym jakoś efektów działania nie widać. Za te tak zwane stanowiska dla wędkarzy / realizacja mrzonek za nasze pieniądze zresztą/ Ktos powinien oskarżyć Pana Burmistrza za zbrodnię na krajobrazie i środowisku.
    Autor: dr
    2019-09-15 10:37:50
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Działka warta 380 tyś??? Na wjeździe dwa ogromne drzewa, najwyzsze na ulicy, na połowie działki krzaki po pas, a na drugiej połowie ogródki. Działka w środku bloków I domków jednorodzinnych dojazd osiedlowa droga, droga nieprzejezdna. Kto to wyceniał? I co chcialoby zrobic w tym miejscu miasto?? Szkoda aż tego komentować.
    Autor: Mieszkaniec
    2019-09-15 09:38:00
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Do Aaa. Dużo racji w tym, że obecnej ekipie w miarę tylko udaje się zrobić to, co mieli przygotowane za poprzedniej i podane niemal na patelni. Z drugiej jednak strony znane motto Żuchowskiego brzmi: \"dajcie, bo ja chcę\". Dokładnie tak samo przed laty żądał od gminy oddania około tysiąca atrakcyjnych gospodarczo hektarów. Mieli mu (miastu) oddać i już, A jak się gmina nie zgodziła, to wodociągi odcinał. A kolei jak konserwacja i utrzymanie wieży ciśnień wymagały dużo pracy, a propagandowo było słabe, to pchnął za złotówkę, a teraz - proszę! jaki dbały o skorupy z ruin, bo jedno pisemko do marszałka mu ktoś spłodził i dał podpisać!
    Autor: massakra
    2019-09-14 17:35:27
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Tak, poniższy komentarz przedstawia całą prawdę o gremiach władzy. Dobre w tym wszystkim jest to, że jako mieszkańcy wiemy czego się spodziewać po tych rządach.... Tj. Niczego owocnego dla nas mieszkańców poza zakupem nowego auta czy tez mieszkania przez radnego czy radnych..... Wiec jak mnniemam to jest rozwój szczytna.......
    Autor: Jerzy
    2019-09-14 14:40:43
  • Burmistrz z interesantami na skwerze
    Burmistrz miasta juz niedlugo będzie lody sprzedawał byle by go tylko ludzie widzieli pytanie tylko czy gałkowe czy kręcone...?
    Autor: Bogdan
    2019-09-14 09:24:26
  • Radni chcą mieć KRUS i pieniądze
    Dziwne zachowanie radnych, pół-radnych i ćwierć-radnych. Zachowują się jak Kukiz ze swoimi jowami. JO i WY, to JO a tam WY :-D. Rządzę JO, a nie WY. Dzieci.
    Autor: Tomasz TK
    2019-09-14 08:49:29
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Szczytno ni miasto straconych szans... Biedni radni bez pomysłów i planów na jutro, cała wizja rozwoju miasta to festyny i pikniki jak i akcje co widać krótko terminowe. Radni jak i sam burmistrz to osoby bez doświadczeń w biznesach i zarządzaniu. Osiadli na etacikach czesto panstwowych gdzie zwierzchnik pokazuje palcem co mają robić. Obawiać się mozna czystej zapaści tego miasta..........
    Autor: Aaa
    2019-09-14 06:07:43
  • Adam Popek, nowy szef szczycieńskiej prokuratury
    A tak bardziej przyjaźniejszego zdjęcia nie mona było? Żeby ten pan troszeczkę chociaż się uśmiechnął?
    Autor: Śmieszek
    2019-09-13 17:12:30
  • Lekkomyślność zabija – felieton pastora Andrzeja Seweryna
    To wszystko prawda. Mój Ojciec mawiał, że - na drodze, jezdni, chodniku, wszędzie - zachowuj się tak, jakbyś miał do czynienia - niestety - z idiotami. Myśl za nich, aby oni - tobie i sobie - nie zrobili krzywdy. Przepraszam za mocne określenie, ale inaczej nie da się tego nazwać.
    Autor: Śmieszek
    2019-09-13 16:09:57
  • Radni chcą mieć KRUS i pieniądze
    Nie rozumiem w tej sprawie stanowiska radnych (tej części, która jest przeciwna). Każda instytucja, która obsługuje potrzeby mieszkańców Szczytna i Powiatu i może powstać w Szczytnie powinna spotkać się od razu z ich przychylnością. A tu nie - sam nie skorzysta, ale drugiemu też nie da. W jakim celu ta obstrukcja? Bo jeszcze gdyby była propozycja, jak wykorzystać ten teren, albo pieniądze uzyskane z jego sprzedaży. Ale takiej nie ma i nie będzie: nie bo nie. I tyle. W imię jakichś partykularnych interesików etatowców z ratusza?
    Autor: Krajan
    2019-09-13 15:14:19