Czwartek, 12 Grudzień, Imieniny: Ady, Aleksandra, Dagmary -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Scenki filmowe - felieton Wiesława Mądrzejowskiego


W ostatnim tygodniu zaliczyłem dwa nowe polskie filmy. „Zaliczyłem” piszę celowo, gdyż spodziewałem się po tych dziełach znacznie więcej. Najpierw szeroko od kilku miesięcy reklamowana „Polityka” czyli dzisiejsza Polska polityczna w krzywym zwierciadle. Starano się przed premierą wytworzyć aurę skandalu, a nawet zagrożenia dla twórców. Światełka ostrzegawcze zapaliły mi się, gdy jeden ze sportretowanych w filmie pseudopolityków wycofał pozew o zniesławienie. I dobrze zrobił.



Wprawdzie jego postać jest w scenariuszu dokładnie tak obrzydliwa, jak w rzeczywistości, lecz to nie artystycznie groźna fabuła, a marna namiastka sfabularyzowanego reportażu. Trudno też w tragikomedii spieprzyć postać prezesa wszystkich prezesów. Autorom się to udało i aż prawie do kulminacyjnej sceny mamy w filmie nie groźnego demiurga polskiej polityki, a sfatygowanego życiem staruszka o jednoznacznie określonych preferencjach seksualnych.

 

 

Nawet kulminacyjny wybuch nienawiści do „gorszego sortu” jest dużo słabszy niż pamiętna oryginalna scena sejmowa „bez żadnego trybu”. Wrażenie robi jedynie goła dupa Olbrychskiego na fotelu marszałka Sejmu. Wielki aktor potrafi zagrać każdą częścią ciała. Drugi film, politycznie wpisujący się w obchody stulecia niepodległości to „Piłsudski”. Historia, szczególnie najnowsza historia Polski znana jest niestety nielicznym.

 

Współczuję wszystkim widzom, którzy wybrali się na ten film bez żadnego przygotowania. Najciekawsze, kluczowe sceny tego dzieła związane są z rozłamem PPS w 1906 r. na PPS – Frakcję Rewolucyjną (starzy) i PPS – Lewicę (młodzi) oraz rolą obywatela „Wiktora” jako mózgu antycarskich operacji terrorystycznych. Dalsze losy Piłsudskiego i fabuła filmu są ściśle związane właśnie z tym zdarzeniem.

 

Ilu widzów tego filmu zna tę historię i zrozumiało zamysł scenarzysty i jednocześnie reżysera? Ile osób w Polsce wie dzisiaj kim był Walery Sławek, którego postać jest jedną z najważniejszych w tym filmie? Poza tym mamy kilkanaście scen i scenek luźno z sobą powiązanych i nagle pojawia się zamiast watażki kierującego organizacją terrorystyczną – wielki polityk, wódz i zbawca. Sportretowanie kilkunastu najważniejszych lat z życia Marszałka w niecałe dwie godziny okazało się przy złożoności tej postaci niemożliwe. Za to, jak przypuszczam, za jakiś czas powstanie film o dniach, które właśnie przeżywamy.

 

Tych kilka ostatnich tygodni aż do 13 października przejdzie do historii jako moment, w którym zdecydowały się losy Polski na długi czas. To będzie film o nas właśnie, o naszym zrozumieniu sytuacji w jakiej się znaleźliśmy, o dzisiejszych wyborach i ich motywach. Nie wiem, czy powstanie wielka epopeja z tysiącami statystów zwożonych na konwencje wyborcze, czy też wyrafinowana komedia z akcją tocząca się w zaciszu gabinetów i przy klawiaturach hejterów wtłaczających – cytując prezesa TVP – ciemnemu ludowi sposób myślenia właściwy żołnierzom jedynie słusznej partii.


 

Gdy czytam dziś w Internecie i widzę na paskach zagranicznej i niezależnej polskiej telewizji, że parlament naszych zachodnich sąsiadów zgodnie przeznaczył 40 miliardów Euro na pilne działania związane z poprawą klimatu, widzę już zarys fabuły. Bohaterowie filmu dokonują wyboru. Albo udajemy się jako kraj jeszcze dalej na wschód biorąc przykład z tamtejszych dyktatorów i zatruwamy świat kupując od nich dalsze miliony ton węgla zagrabionego na Ukrainie, albo wracamy do cywilizacji europejskiej usiłującej wykorzystać ostatni moment dla ratowania świata przed klimatyczną zagładą. To wyzwania globalne.

 

 

My, tutaj u nas, na lokalnym podwórku też musimy dokonywać wyborów. Mówił mi niedawno młody, wyjątkowo rozsądny człowiek, iż stawia w tej sytuacji na węgiel i nie rozumie tych narwanych ekologów blokujących port przed węglem z Mozambiku. Bo jest przecież tani, a on w piecu palić musi. No cóż, przewidywanie zdarzeń w perspektywie kilkunastu lat jest sporo trudniejsze niż na najbliższych kilka miesięcy.

 

 

Całkowita rezygnacja z węgla jako źródła energii nie jest w Polsce możliwa z dnia na dzień. To jasne. Tylko jeżeli spotka się kilkadziesiąt mądrych osób i będzie o tym rozmawiać na naukowej konferencji to pies z kulawą nogą się nie zainteresuje. O ekologach na dźwigach w porcie słyszy cały kraj. Tego typu medialnie nośne zdarzenia może w końcu przebiją się do społecznej świadomości pokażą, że warto zaryzykować nawet życiem, aby uratować życie następnych pokoleń na tej planecie.

 

Zmuszenie rządzących naszym miastem, województwem czy krajem do poważnego potraktowania zagrożeń i podjęcia rzeczywistych, a nie pozorowanych działań chroniących nas wszystkich przed skutkami antyekologicznej głupoty to nasz obowiązek. Może bez wchodzenia na dźwigi i kominy, a zwyczajnie przez zapytanie co w tej sprawie robicie? I gotowy scenariusz na nową tragikomedię.

 

Wiesław Madrzejowski (wiemod@wp.pl)



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze