Reklama


Reklama

Robert Rubak: czuję się oszukany


Po publikacji rozmowy dotyczącej dwóch lat rządów burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego do naszej redakcji zgłosił się Robert Rubak, szef kampanii wyborczej nowego burmistrza. Dziś zagorzały przeciwnik Krzysztofa Mańkowskiego.



Dlaczego zaangażował się pan w kampanię wyborczą obecnego burmistrza Szczytna Krzysztofa Mańkowskiego?

 

Po 15 latach pracy w korporacji czułem wypalenie, dodatkowo nałożyły się na to problemy rodzinne. Bardzo chciałem zaangażować się w jakiś nowy projekt. Zająć czymś głowę i serce. Pana Mańkowskiego znam od 30 lat. Był moim nauczycielem wychowania fizycznego w latach 80. Razem z Zofią Głodzik przedstawili mi propozycję uczestnictwa w kampanii wyborczej. Przyznam, że na początku podchodziłem do tego bardzo sceptycznie. Pan Mańkowski już próbował swoich sił w wyborach, ale jakoś nie udawało mu się przebrnąć pierwszej tury. Nie widziałem sensu, aby w to wchodzić.

 

Co sprawiło, że zmienił pan zdanie?

 

Nowe wyzwanie. Dodatkowo powiedziano mi, że będę miał wolną rękę w podejmowaniu strategicznych decyzji w kampanii wyborczej. Jestem zadaniowcem, który uwielbia niemożliwe wyzwania. W tym momencie swojego życia bardzo potrzebowałem nowego projektu, którego sukces da mi satysfakcję, da mi szanse na zmianę. Jestem rodowitym szczytnianinem i dobro tego miasto leży mi na sercu. Pracując w biznesie widziałem, jak inne miasta się rozwijają, a nasze zostaje w tyle. Widziałem, jak stagnacja zabija Szczytno.

 

Wierzył pan, że kandydat Krzysztof Mańkowski może zmienić Szczytno, rozwinąć je?

 

Hmm. Trudne pytanie. Z czasem tak. Ale ta wiara chyba mnie też zaślepiła, bo dziś czuję się oszukany i wykorzystany.

 

 

Zawodowo na co dzień zajmował się pan marketingiem?

 

 

Tak oraz obsługą dużych inwestycji infrastrukturalnych. Znam się na tym. Z branżą budowlaną związany jestem od 15 lat. Działania marketingowe z biznesu w łatwy sposób można przenieść na samorząd, czy politykę. Jedyna różnica jest taka, że biznes bez polityki będzie świetnie funkcjonował, a polityka bez biznesu kuleje.

 

 

Zanim przejdziemy do pytań o kampanię wyborczą oraz pana związki z obecnym burmistrzem Krzysztofem Mańkowskim, muszę zapytać o coś innego. Skoro pan jest takim specjalistą od marketingu, to proszę powiedzieć, dlaczego pana zdaniem była już burmistrz Danuta Górska przegrała wybory?

 

W mojej ocenie przegrała, bo przestała słuchać ludzi i ich potrzeb. Samorządowiec musi żyć wśród ludzi, nie bać się ich, nie unikać. Nie można stać się odrealnionym urzędasem z wieży. Trzeba słuchać, rozmawiać, myśleć, bo nikt nie ma monopolu na wiedzę. Przegrała, bo przestała słuchać i realizować potrzeby mieszkańców.

 

 

Czy z perspektywy tych dwóch lat i nowych rządów, nadal pan uważa, że Danuta Górska byłaby złym burmistrzem?

 

Niestety uważam, że te ostatnie dwa lata to zmiana na gorsze. To widać nawet po inwestycjach, których w Szczytnie nie ma. Tak naprawdę pierwszą samodzielną infrastrukturalną inwestycją, którą od początku do końca poprowadził obecny burmistrz to naprawa ulicy Gdańskiej. Pozostałe rzeczy, które się dzieją w naszym mieście, rewitalizacja zamku, termomodernizacja szkoły, czy przedszkola, remonty ulic w dużej części rozpoczęła poprzednia burmistrz i poprzednia rada.

 

 

To chyba dobrze, że jest kontynuowanie inwestycji, a nie wyrzucanie ich do kosza przy każdej zmianie rządzących. To akurat dobrze chyba świadczy o następcy burmistrz Górskiej. Poza tym na takie oceny chyba jest za wcześnie. Minęły przecież dopiero dwa lata, a kadencja trwa pięć.

 

Minęły już dwa lata, a nie dopiero. Przypomnę tylko, że według starego systemu wyborczego byłaby to już połowa kadencji. Przyzna pan, że jedna inwestycja na połowę kadencji, to jednak za mało.

 

 

Trochę to chyba nieuczciwe spojrzenie. Wydaje mi się, że kontynuowanie inwestycji trzeba zaliczyć na plus burmistrzowi Mańkowskiemu. Te inwestycje były wpisane do budżetu. Pewnie po ich zakończeniu przyjdzie czas na inne... Może to kwestia ograniczonych funduszy, którymi dysponuje miasto?

 

 

Być może. Ale jakoś mnie to nie przekonuje. Skłaniałbym się jednak ku tezie, że obecnemu burmistrzowi skończyły się pomysły na działanie. Że ta wygrana go trochę zaskoczyła i przestraszała.

 

 

Przestraszyła?

 

Mam takie wrażenie. W kampanii pamiętam burmistrza konkretnego, twardego, wiedzącego, czego chce. Dziś mam wrażenie, że jest mocno zachowawczy. Dał się niepotrzebnie uwikłać w jakieś koalicje, które blokują, rozpraszają. Skupia się na jakichś układach, wizerunkowych działaniach, zamiast rozwijać Szczytno, aby każdemu mieszkańcowi żyło i mieszkało się tu lepiej.

 

 

Dziś pan niemal otwarcie krytykuje burmistrza Krzysztofa Mańkowskiego, a przypomnę że był pan szefem jego kampanii wyborczej, dwa lata temu firmował go swoją twarzą, nazwiskiem, namawiał pan do głosowania na niego.


Reklama

 

Firmowałem pomysły i wizje, jakie miały zaistnieć w Szczytnie. Ale nie chciałem być tylko osobą, która o nich mówi. Zależało mi na tym, aby brać udział również w działaniach, ich realizacji, po wygranych wyborach. Nadal chciałem być przy burmistrzu, ale nie otrzymałem od niego żadnej propozycji. Wyszło na to, że byłem potrzebny jedynie na czas kampanii.

 

 

Rzeczywiście mówiło się o tym, że po wygranych wyborach może pan zostać sekretarzem miasta. A może nie dostał pan takiej propozycji i pan po prostu obraził się na pana Mańkowskiego, stąd teraz ta krytyka?

 

Nigdy takich rozmów nie było. I nie mogło ich być, z prostego powodu, nie spełniałem formalnych wymagań, aby objąć stanowisko sekretarza. Na przykład nie piastowałem kierowniczego stanowiska w administracji przez co najmniej cztery lata.

 

 

To może miał pan być zastępcą burmistrza?

 

Nigdy nie złożono mi takiej propozycji. Ale przyznam, że do mnie też docierały informacje, że mam być sekretarzem, zastępcą burmistrza. Nie aplikowałem na żadne stanowisko w Urzędzie Miejskim w Szczytnie. Jeśli mówię nieprawdę, to proszę mi to udowodnić.

 

Ja tego nie potrafię zrobić, ale może pan burmistrz Mańkowski będzie mógł...

 

Nie sądzę, bo mówię prawdę, która sama się obroni.

 

 

Oczekiwał pan propozycji współpracy od burmistrza?

 

Owszem, oczekiwałem. Rolą nowego burmistrza jest zaprosić do współpracy najbliższych współpracowników, którzy pomogli mu wygrać te wybory. Nie przywykłem się narzucać. Pan burmistrz sam mnie odrzucił, i przyznam, że było to dla mnie dziwne. W trakcie kampanii pan Mańkowski regularnie do mnie dzwonił, podobnie zresztą jak do pana Marcina Nowocińskiego, szefa Porozumienia Szczycieńskiego, które popierało kandydata Mańkowskiego. Za to poparcie pan Nowociński zapłacił stanowiskiem wicestarosty. Po wyborach nasze telefony zamilkły. Czujemy, że zostaliśmy wykorzystani w tej kampanii. Nowy burmistrz zawiódł nasze zaufanie i przyjaźń. Szkoda, bo mogło powstać z tego naprawdę coś dobrego dla miasta i mieszkańców. Ale dodam, że nie zraziło nas to do samorządu. Każdy z nas poradził sobie w nowej rzeczywistości. Zaangażowaliśmy się w projekt stowarzyszenia Ziemia Szczycieńska. Działamy charytatywnie, biznesowo, ale też i samorządowo. Dobro Szczytna nadal jest dla nas najważniejsze.

 

 

Wydaje się jednak, że ma pan żal do obecnego burmistrza...

 

Żalu nie mam, bo dzięki temu poznałem prawdziwe oblicze pana Mańkowskiego. Poza tym angażując się w jego kampanię poznałem bardzo wielu fajnych ludzi. To też niezła szkoła i doświadczenie. Nie, nie, żalu nie mam. Określiłbym to jako lekkie rozczarowanie. Naprawdę w sztabie pana Mańkowskiego pojawiło się bardzo wielu ludzi, którzy chcieli to miasto zmienić. Wąskie, raptem 4-osobowe grono pisało jego program i ślepo wierzyło, że pan Mańkowski to zrobi, że udźwignie ciężar rządzenia Szczytnem. Ale zdradzę, że już w trakcie kampanii wyborczej wiele osób rezygnowało z list Porozumienia Szczycieńskiego, gdy dowiedzieli się, że poprze ono kandydaturę pana Mańkowskiego. Bali się, że cały projekt zostanie upolityczniony. Mówiono nam o kontaktach z SLD, czy PO. Przestrzegano, że tak się stanie. Dziś to się, niestety, potwierdza.

 

 

Mimo tych ostrzeżeń zaufał pan jednak burmistrzowi Krzysztofowi Mańkowskiemu...

 

Znałem go 30 lat. Przedstawił ciekawą propozycję na rozwój Szczytna. Dał mi wolną rękę w kampanii wyborczej. Czuło się w mieście, że ludzie chcą zmian. Chciałem zrobić coś dobrego.

 

 

No ale mógł pan postawić na Rafała Wilczka, Zbigniewa Gontarzewskiego, czy Anetę Lenard..

 

Pan Wilczek to opcja PSL, pan Gontarzewski to PIS, to nie byli samorządowcy, a mi najbardziej na tym zależało. Z kolei pani Lenard nie miała żadnego doświadczenia. Natomiast pan Krzysztof Mańkowski zapewnił mnie, że odcina się od polityki i tym mnie przekonał do siebie. Dodatkowym atutem było to, że należałem do jego stowarzyszenia Razem dla Mieszkańców.

 

Nadal pan należy do tego stowarzyszania?

 

Chyba tak.

 

Chyba?

 

Złożyłem rezygnację, którą wysłałem pocztą. Nie mam jednak żadnego oficjalnego potwierdzenia, że zostałem wypisany z tej organizacji.

 

 

Do tej pory nie krytykował pan oficjalnie poczynań obecnego burmistrza, dlaczego pan zareagował dopiero teraz, po opublikowaniu przez "TS" rozmowy z Mańkowskim i podsumowaniu dwóch lat jego rządów?

 

Wcześniej nie reagowałem, bo uznałem, że należy dać mu czas. Naprawdę nie miałem pretensji, że mnie odstawił. Wróciłem do biznesu i tyle. Liczyłem, że burmistrzowi Krzysztofowi Mańkowskiemu beze mnie też uda się spełnić punkt po punkcie obietnice wyborcze. Ale po dwóch latach jego działalności i artykule w „Tygodniku Szczytno”, w którym burmistrz udawania, że wszystko idzie w dobrym kierunku, miarka się przebrała. Nic nie idzie dobrze. Podpina się jedynie pod inwestycje, które były już realizowane bądź na które, tak jak obwodnica, nie ma żadnego wpływu. Nie widzę żadnej propozycji rozwoju, programu, nie powstał nawet zespół koordynujący takie przedsięwzięcia.

Reklama

 

Sugeruje pan, że przez te dwa lata żadnej obietnicy wyborczej nie udało się zrealizować?

 

W moim odczuciu żadnej. Mam wrażenie, że pan burmistrz przygotowuje coś na ostatnią chwilę, przed końcem kadencji, aby przekonać do siebie ponownie wyborców. Ale jeśli tak jest, to mu i tak to nie wyjdzie, bo mieszkańcy Szczytna nie są aż tak naiwni. Być może burmistrz rzeczywiście się stara i chce ten program zrealizować, tego nie neguję. Ale jeśli tak jest, to w tych staraniach jest bardzo nieudolny. Pozbył się ludzi, którzy stworzyli ten program, którzy wiedzieli, jak wdrożyć go w życie. Teraz nie ma przy sobie ludzi merytorycznych i może stąd problemy z realizacją programu.

 

 

Ta kadencja jest specyficzna, odbywa się w cieniu pandemii, która wiele rzeczy wywróciła do góry nogami. Na pewno utrudnia rządzenie i realizowanie założeń sprzed pandemii...

 

Nie można zwalać wszystkiego na koronawirusa. To wygodne, owszem, ale nieuczciwe, bo są miasta takie jak Wielbark, czy Lidzbark Warmiński, Działdowo, Nidzica, które znakomicie dają sobie radę w tych czasach. Proszę mi uwierzyć: na co dzień nadzoruję wielkie inwestycje w różnych miastach i naprawdę Szczytno ma ogromny potencjał, którego nie wykorzystuje.

 

 

Dlaczego tak się dzieje?

 

Bo nasze miasto zostało upolitycznione. Z jednej strony od lat rządzi tu PSL. Z drugiej strony pan Mańkowski ściąga do urzędu polityków PO, czy SLD. Polityka zabija każdy samorząd. Burmistrz odepchnął PiS, nie dogaduje się z Żuchowskim, więc trudniej mu będzie pozyskiwać fundusze. Owszem, udaje się co nieco uzyskać z Funduszu Dróg Samorządowych czy Funduszu Inwestycji Samorządowych, ale to środki, które rząd po prostu musi rozdzielić pomiędzy wszystkich, to zresztą stanowiło jeden z ważniejszych elementów kampanii prezydenckiej. Żaden to wielki sukces tym bardziej, że na budowę dróg z FDS, wcześniej z tzw. "schetynówek", miasto czerpie od samego początku. Podobnie jak właściwie wszystkie inne samorządy.

 

Widzi pan jakieś wyjście z tego marazmu?

 

Będzie trudno. Mieszkańcy już są rozczarowani rządami pana Krzysztofa. Dzieli ludzi, nie dogaduje się z radnymi. Szczytno to twardy orzech do zgryzienia. Administracyjnie jest bardzo zawężone, nie ma dobrych terenów inwestycyjnych, ale np. przeniesienie schroniska na tereny gminne, co zresztą było planowane przez Górską i było bliskie realizacji, uwolniłoby spory teren przy ul. Łomżyńskiej. I bzdurą jest twierdzenie, że nie ma takiej możliwości. Można pozyskać tereny pozostające w gestii agencji nieruchomości rolnych. Na pewno jednak jest tu niezbędna naprawdę dobra współpraca z samorządami gminnym i powiatowym, a tej też nie ma. Mimo wszystko jednak trzymam kciuki, chociaż efektywność dotychczasowych działań burmistrza nie wskazuje na to, że coś się poprawi. Wystarczy popatrzeć na sąsiednią gminę. Tam kampania wyborcza też była ostra, wójt konkurował z kandydatką PiS. Ale po wyborach wójt pokazał klasę, nie dzielił na lepszych czy gorszych. Dogaduje się ze wszystkimi, z PiS też. Kampania wyborcza rządzi się swoimi prawami, ale po wyborach nie ma, nie powinno już być miejsca na politykę, przynajmniej w samorządach. A Mańkowski co? Komorowskiego przyjął na salonach, ale prezydenta Dudę zignorował. Tak się po prostu nie robi.

 

Czym jeszcze naraził się panu Mańkowski?

 

Zarzucaliśmy Górskiej nepotyzm, ale to, co robi Mańkowski, bije ją na głowę.

 

To znaczy?

 

Wystarczy popatrzeć, jak zatrudniani są członkowie stowarzyszenia i ich rodziny...

 

 

Za trzy lata kolejne wybory. Kogo pan poprze?

 

To jeszcze dużo czasu. Jeśli na scenie pojawi się naprawdę konkretna osoba, rozważę zaangażowanie z takim samym zapałem, z jakim pracowałem na rzecz pana Mańkowskiego.



Komentarze do artykułu

markiza

Mańkowski to człowiek, który traktuje ludzi przedmiotowo. Hołubi ich, gdy są mu potrzebni, a gdy stają się zbędni, idą w odstawkę. Otacza się ludźmi miernymi, bo na ich tle nawet on może dobrze się prezentować. Mańkowski to przede wszystkim polityk, nauczyciel wychowania fizycznego a dopiero potem burmistrz. Zaprosił kilku prezydentów miast, żeby agitowali za Trzaskowskim, \"czapkował\" przed Komorowskim. Najlepiej wychodzi mu dzielenie lokalnej społeczności i przypisywanie sobie cudzych osiągnięć. Niedługo już połowa kadencji a tu żadnych sukcesów. Taki człowiek myśli już o drugiej kadencji? Ale trzeba mieć tupet!!!

Krajan

Jakiś spindoktor nowy się objawił. Może do agencji niejakiego Hofmana zgłosi swe usługi. Takich co naprawdę potrafią coś z niczego - nazywa się mistrzami, a takich co kombinują jakby tu coś zrobić z czegoś - to nazywa się macherami. Sam fakt, że został \"wyślizgany\" - jest dowodem na brak pewnego rodzaju wiedzy oraz umiejętności. A więc słaby z niego strateg, a jeszcze słabszy taktyk. Ostatecznie takiego machera bym nie polecał, chyba że wrogowi.

franek

Stanowiska wędkarskie kosztowały prawie 17 tys zł a co z nich zostało i jak są wykorzystywane widać gołym okiem. Konkurowaliśmy ze sztabem Mańkowskiego ale muszę przyznać że Rubak był według nas pewnym kandydatem na wice burmistrza. Jestem przekonany że nie byłby zły. Jego grzechem była jednak naiwność w ocenie Mańkowskiego co odczuł na własnej skórze. Krzysztof zrobił największą głupotę obierając własną drogę i nie słuchając innych. Może od samego początku miał taki zamysł a jeżeli tak to trzeba przyznać że jest w tym dobry! Ludzi których zrobił na szaro po wyborach jest o wiele więcej :)

Zbigniew

Dla mnie to wszystko było oczywiste i przed wyborami, dlatego teraz nawet nie jestem mocno zdziwiony. Gość ma rację, szkoda że dopiero teraz przejrzał na oczy. Liczył na jakaś posadę, czy coś w tym złego ? Pewnie tak, ale większość na jego miejscu też by liczyła na jakaś posadkę w urzędzie, w takich czasach żyjemy, niestety.

Taki sobie czytelnik

Liczył na jakąś posadę i jej nie dostał - ot i cały żal. Jak to mówią nie święci garnki lepią, ale system prawny dotyczący samorządów zmienił się na przestrzeni 30 lat bardzo. Nie wystarczy chcieć - tzn. mieć wizję, ale jeszcze trzeba móc - czyli wiedzieć jak i co tak naprawdę jest realne do wykonania. Pan Rubak jest człowiekiem najwyraźniej od \"chcenia\" i dlatego sprawdził się jako propagandysta. Motywowała go w tym jeszcze wizja objęcia funkcji wiceburmistrza. A tu klops.

xd

Rozżalony, zapłakany dzieciaczek. Kompromitujesz się chłopie, widać że o działalności samorządu nie masz bladego pojęcia. Ale płacz to nie wstyd-jedyne pocieszenie.

dr

To, że remont ulicy Gdańskiej jest jedyna , samodzielną inwestycją zrealizowaną przez Pana Burmistrza- nie jest prawdą. Pan Burmistrz przecież wymyślił i sprawnie zrealizował budowę stanowisk wędkarskich nad Jez. Małym Domowym.

Napisz

Reklama


Komentarze