Reklama


Reklama

Ratownik z miłością do... rodziny i muzyki


Kontynuujemy nasz cykl prezentacji ratowników medycznych z naszego powiatu, którzy są na pierwszej linii walki z pandemią koronawirusa. Dziś przedstawiamy Błażeja Archackiego (26 l.).



Błażej Archacki to 26-letni mieszkaniec Szczytna. Z pogotowiem ratunkowym związany jest od 3 lat. - Właściwie pomysł na ten zawód miałem już od liceum – wspomina. - Po zdaniu matury dostałem się na Warszawski Uniwersytet Medyczny. Zrobiłem tam licencjat. Po roku od zakończenia studiów zacząłem pracę w Zespole Opieki Zdrowotnej w Szczytnie jako ratownik na izbie przyjęć. Rok później jeździłem już w karetce.

 

Pamiętasz swój pierwszy wyjazd?

 

Z ręką na sercu, nie pamiętam.

 

A taki, który szczególnie utkwił ci w głowie?

 

Takich wyjazdów jest akurat sporo. Najtrudniejsze to te, gdzie cierpią dzieci. To zawsze zostaje w głowie. Ale staram się nie zapamiętywać szczegółów. Tak łatwiej żyć. Ta praca uczy pokory do życia, szacunku do osób starszych i śmierci. Widzimy dużo ludzkich tragedii. Bywa. że ludzie umierają niemal dosłownie na naszych rękach. Jestem młody i przyznam, że cholernie trudno to zrozumieć. Najtrudniej jest obserwować ludzi, którzy dowiadują się o śmierci kogoś bliskiego, kogo kochali, czekali na jego powrót. Ta rozpacz jest nie do opisania. Bywa naprawdę ciężko. Ale ta praca daje też ogromną satysfakcję, bo jest również i tak, że dzięki naszej pomocy ktoś żyje. Wówczas jest niesamowita radość.


Reklama

 

Co w tej pracy jest najtrudniejsze?

 

Odpowiedzialność za życie drugiego człowieka. To nie jest piekarnia. Spalonych bułek nie wyrzucimy. Nie możemy pozwolić sobie na najmniejszy błąd. To bardzo obciąża głowę. Zmienia się też nasze społeczeństwo, które jest coraz bardziej roszczeniowe, „wszechwiedzące”.

 

Jesteś młodym ratownikiem, jak wygląda współpraca ze starszymi kolegami i koleżankami?

 

Zostałem przyjęty bardzo dobrze. Myślę, że cieszą się, że młodzi wybierają ten zawód. Co ważne nie jestem traktowany jak konkurencja, bo w niektórych branżach tak właśnie traktuje się młodych. Doskonale się uzupełniamy. My „sprzedajemy” im nowinki z naszych studiów, a oni dzielą się swoim doświadczeniem i uczą nas pokory. Jest to współpraca, która korzyści przynosi obu stronom.

 

Wybrałbyś raz jeszcze ten zawód?

 

Zdecydowanie tak, bo pomaganie innym daje wielką satysfakcję. Ale jednocześnie szukałbym jakiegoś innego, drugiego kierunku studiów, nie związanego z medycyną, aby mieć alternatywę zmiany pracy. Nie ma co ukrywać, że przepracowanie w tym zawodzie 40 lat może być trudne. Pracujemy naprawdę ciężko i miesięcznie wyrabiamy kilkaset godzin. Często odbywa się to kosztem naszych rodzin.

Reklama

 

Masz rodzinę?

 

Oczywiście. Kochającą żonę, 2-,5-letniego syna i drugie dziecko w drodze. Kalina jest pielęgniarką dlatego doskonale wie, jak wygląda specyfika mojej pracy. Uzupełniamy się, rozmawiamy, wspieramy. Rodzina jest moim azylem. Miejscem, gdzie ładuję baterie.

 

Jak odreagowujesz stres?

 

Uwielbiam muzykę, gram na gitarze. To taka moja ucieczka. Ale we wszystkim trzeba mieć umiar. Należy szukać takiego złotego środka pomiędzy spotkaniami towarzyskimi, pracą, pasją i rodziną. Myślę, że wówczas będzie działo się dobrze.



Komentarze do artykułu

kroll

Przede wszystkim ratownicy nie walczą z wymyślonym koronawirusem, tylko ratują ludzkie życie niedouczony red-aktorzyno. Wielki szacunek dla Pana Błażeja i wszystkich naszych ratowników...nawet dla tych, co zostali zmanipulowani i poddali się eksperymentowi medycznemu, wstrzykując sobie genetyczny i nieprzebadany pod wieloma kątami preparat Pfizera...i zachorowali....mam nadzieję, że duga dawka, ich nie zabije.

Napisz

Reklama


Komentarze