Niedziela, 29 Marzec, Imieniny: Marka, Wiktoryny, Zenona -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Reklama


Reklama

Przeżyli burzę na Giewoncie (zdjęcia)


Beata i Wojciech Koźliccy ze Szczytna mogą mówić o wielkim szczęściu. Dokładnie tydzień temu uczestniczyli w wyprawie na Giewont, podczas sławnej już i tragicznej w skutkach burzy. Dla nich skończyło się to na ogólnych potłuczeniach i urazach. - Okrągła dziesiąta rocznica ślubu, która obchodziliśmy w górach, mogła być naszą ostatnią. Drugi raz podarowano nam życie – mówią.



Dziesięć lat temu się pobraliśmy i jednym z pierwszych etapów naszej podróży poślubnej była wówczas wyprawa w góry. W tym roku z okazji jubileuszu również postanowiliśmy tam jechać i wejść na Giewont. Rozważaliśmy też zabranie ze sobą 10-letniego synka, ale nie zależało mu na wyjeździe i został w Szczytnie – opowiada o wyprawie Beata Koźlicka.

 

Turyści nie widzieli zagrożenia

 

Małżeństwo twierdzi, że od rana była idealna pogoda i właściwie nic nie zapowiadało jej załamania. Postanowili wejść na Giewont i dokładnie o ósmej rano wyszli z hotelu. Nie byli uczestnikami żadnej zorganizowanej grupy - Dzień wcześniej padało i w czwartek było czuć w powietrzu dużą wilgoć, ale według nas, nic nie zapowiadało załamania pogodowego. Do celu doszliśmy około trzynastej.

 

Pani Beata opowiada, że na kilkanaście minut przed tragicznymi wydarzeniami ze względu na mżawkę, wraz z małżonkiem założyli kurtki.

 

- Po chwili z mżawki zrobiła się ulewa i w ciągu kilku minut nadciągnęły ciemne chmury, a tuż za nimi burza. Nie było wcześniejszych jakichkolwiek oznak, że coś jest nie tak – opowiada z przejęciem pani Beata i dodaje, że na samym szczycie jest niewiele czasu, żeby się na dłużej zatrzymać. - To jest dosłownie kilka minut na zrobienie zdjęcia i zejście, ponieważ w kolejce na Giewont czekają już kolejne osoby, którym trzeba zwolnić miejsce. - O 12.45 zrobiłem swojej małżonce zdjęcie z krzyżem w tle, wysłałem je swojej mamie i wyłączyłem telefon – opowiada pan Wojciech.

 

Burza atakuje

 


Reklama

Gdy mżawka zamieniła się w ulewny deszcz, państwo Koźliccy zdecydowali się jak najszybciej zejść z Giewontu i gdy znajdowali się kilkanaście metrów od krzyża, usłyszeli uderzenie pierwszego pioruna. - To było straszne. Dosłownie w ciągu kilkunastu minut, piękne słoneczne południe zamieniło się w burzę – mówi pani Beata. - Znaleźliśmy niewielki kawałek półki skalnej, na której na chwilę się zatrzymaliśmy. Pamiętam tylko, że Wojtek do mnie coś powiedział i nastąpił wielki huk, uderzenie i błysk. Miałam wrażenie, że na jakiś czas straciłam świadomość.

 

Szok i ulga: żyjemy!

 

Gdy się ocknęła, czuła tylko wielkie dudnienie w głowie i specyficzny zapach, który przypominał pocieranie krzemienia o metal bądź też o inny kamień.

 

- Mojego męża odrzuciło ode mnie na odległość około dwóch metrów. W nodze czułam ból, nie miałam buta. Zaczęłam sprawdzać, czy nie mam większych ran i szukać Wojtka. Po uderzeniu pioruna przez moment trwała kompletna cisza, a po chwili rozległy się krzyki i wołania o pomoc. To było coś strasznego. Coś, czego nie zapomnę do końca życia. Wszędzie czułam gruz, nawet w ustach. Po chwili usłyszałam: „Beata, wszystko ok! Nic mi nie jest!”. To wołał mój Wojtek – opowiada Koźlicka.

 

Mąż pani Beaty znajdował się jakieś dwa metry dalej. Był przygnieciony przez dwoje dorosłych turystów oraz spory kamień. Wszędzie walały się strzępy ubrań i buty. - Również byłem przez chwilę nieprzytomny – opowiada pan Wojciech. - Gdy zauważyłem Beatę, zacząłem krzyczeć, ale sam siebie nie słyszałem.

 

Krzyk, łzy, krew... śmierć

Reklama

 

Wszędzie wokół byli oszołomieni, często ranni ludzie. Obok Koźlickich siedziała kobieta, która trzymając się za głowę krzyczała, że nic nie widzi i nawoływała swojego męża i syna. Słychać było głośną modlitwę księdza, który też się wspinał. Koźlickim, mimo obrażeń i bólu udało się stanąć na nogi.

 

Podobnie jak inni mniej ranni pomagali pozostałym. Jeden z mężczyzn, który udzielał na szczycie pierwszej pomocy, został trafiony kolejnym piorunem. - Chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam się wówczas tak żarliwie modlić. Błagałam Boga, żeby nas zachował przy życiu dla dwójki naszych kochanych synków, którzy zostali u dziadków w Szczytnie.

 

Państwo Koźliccy zaczęli schodzić z Giewontu. - To, co widzieliśmy, było straszne – opowiada pan Wojciech. - Ze szczytu, wąskimi strużkami, płynęła woda zmieszana z krwią. Byliśmy świadkami reanimacji dziewczynki, która jednak zmarła. Słyszeliśmy, jak ktoś z obecnych kontaktował się ze służbami medycznymi i tłumaczył, że przy każdorazowym wdechu dziecku wypływa z uszu krew. Nigdy nie zapomnę, jak mama tej dziewczynki wołała do niej, aby się obudziła…

 

Koszmar uczy pokory

 

Beata i Wojciech Koźliccy zgodnie twierdzą, że po wydarzeniach na Giewoncie dopiero uświadomili sobie, jak ulotne jest życie, że może się ono skończyć praktycznie w każdej chwili. - Problemy dnia codziennego są niczym w porównaniu z tym, co tam przeżyliśmy i zobaczyliśmy. W obliczu takiej tragedii człowiek nabiera pokory i szacunku do wszystkiego, co nas otacza, a przede wszystkim do siły natury.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Powiązane wydarzenia

Reklama


Komentarze

  • Są pieniądze na laptopy dla uczniów i nauczycieli
    Po prostu śmieszne. Przecież wiadomo, że z pieniędzy unijnych, których Polska nie wykorzystała, nasz kraj może finansować działania na rzecz ograniczania epidemii koronawirusa. Pan Kiersikowski lubi się lansować i umie to robić. Ale ja wolałbym, aby te min. 40 tys. zł. zostało aplikowane na wyposażenia szpitala powiatowego i przychodni (chociażby i natury elektronicznej). To nie jest sytuacja, w której priorytetem są laptopy, czy tablety (wystarczy, że radni je mają - nie wiem, po co). Ważny jest respirator, kombinezon ochronny, przyłbica, jednorazowe rękawice i maski dla lekarzy. Panie Kiersikowski - chyba urwał się Pan z choinki.

    Śmieszek


    2020-03-29 19:28:16
  • [Aktualizacja] Sytuacja epidemiologiczna w naszym powiecie, stan na 29 marca
    niestety stan ten się może zmienić na gorsze. mamy najazd warszawiaków. ludzie uważajcie na nich, mają się za młodych z wielkich miast, których COVID-19.

    mol


    2020-03-29 18:01:24
  • [Aktualizacja] Liczba osób zakażonych koronawirusem w powiatach województwa
    Dalej szczujcie i podsycajcie nastroje, to \"więcej\" pożytku z tego będzie. Ludzie czego się czepiacie. Opamiętajcie się w tej zajadłości nie wiadomo po co i przeciw Komu!!! Dziękujcie Bogu żeście zdrowi.

    Obserwator


    2020-03-29 17:00:40
  • Są pieniądze na laptopy dla uczniów i nauczycieli
    z 500plus nie kupuje sie laptopow, bo dzieci to ekranowcy co im skutecznie wybijamy z glowy, ja kupuję banany i ciuchy z pepko, w zyciu bym synowi nie kupila tableta, prędzej rower, zobacz na te dzieci, ze szkoly idą z ekranem przed nosem, to im wybijalismy z glowy!!!

    do turkuc podjadek


    2020-03-29 14:46:11
  • „Imprezką” na jezdni zajmie się sąd
    A w wioskach palą ogniska, smród na całą wieś a w ognisku wszystko .

    Dbanie o czyste powietrze.


    2020-03-29 13:09:15
  • „Imprezką” na jezdni zajmie się sąd
    Komuś przeszkadzało....

    Ania


    2020-03-29 09:56:47
  • Ceny śmieci w Pasymiu... odleciały
    Pierd...nie głupot, ze ceny generują nieruchomości rekreacyjne! Większej bzdury nie słyszałem. Na działce łącznie prze cały rok nie jestem nawet dwa miesiące, a płacić muszę przez cały rok. Taka dojna krowa dla gminy, skandal!

    Letnik


    2020-03-28 21:19:04
  • KGP: 494 naruszeń zasad kwarantanny; sporadyczne przypadki gromadzenia się w grupach
    Po części wszyscy mamy kwarantannę.

    Do mieszkańca.


    2020-03-28 19:31:11
  • Dino ma chrapkę na Dźwierzuty
    Ali - TAK sklep to postęp! Normalny sklep, nie jakieś zapyziały handelek z cenami wyższymi niż w mieście! Stancja paliw też ci odpowiada? Lubisz przepłacać po 20-30 groszy?

    Andrzej


    2020-03-28 18:04:49
  • Szkoły w Kolonii i Jerutach zostają bez zmian
    Jesteścue wspaniali!❤(NIE POZDRAWIAM LIKWIDATOROW????)????

    Irek


    2020-03-28 10:04:13