Wtorek, 23 Lipiec, Imieniny: Magdaleny, Mileny, Wawrzyńca -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Podleśniczy z didgeridoo


Radosław Sobczyk na co dzień pracuje w Nadleśnictwie Jedwabno, a w wolnym czasie chwyta za dłuto i młotek, by zrobić kolejne didgeridoo. Pod tą tajemniczą nazwą kryje się tradycyjny instrument australijskich Aborygenów.



Didgeridoo to więcej niż instrument. Podczas gry na nim leczy się astmę, można pozbyć się problemów z chrapaniem, czy po prostu odprężyć się i polepszyć swoje samopoczucie – przekonuje Radosław Sobczyk, podleśniczy z Nadleśnictwa Jedwabno, a od ośmiu lat także miłośnik tradycyjnego instrumentu australijskich Aborygenów. Leśnik z Jedwabna samodzielnie wykonuje didgeridoo. Ma ogromne doświadczenie, bo zrobił już 190 sztuk tego nietypowego instrumentu.

 

Każdy gra inaczej

 

Oryginalne didgeridoo wykonane są z eukaliptusa, którego pień został wydrążony przez termity. W polskich warunkach do budowy tego instrumentu trzeba oczywiście użyć innego drewna i samodzielnie je wydrążyć.

 

- Do tego celu wystarczy w zasadzie dłuto półokrągłe, młotek i siekiera. Gdy już instrument jest gotowy, czas go nastroić. Do tego używa się tunera. W zależności od zapotrzebowania, przeważnie w stroju 440Hz bądź 432Hz – wyjaśnia Sobczyk.

 

Leśnik z Jedwabna twierdzi, że właściwie każdy gatunek drewna nadaje się do budowy didgeridoo. Wśród gatunków iglastych najlepsze efekty dają jednak cis i jałowiec, wśród liściastych sprawdzają się grab, jesion, głóg, klon, dąb, czereśnia i orzech.

 

- Każdy gatunek drewna gra inaczej, inna jest głębia, inna barwa samego dźwięku, inny rezonans. Ale nawet instrumenty z tego samego gatunku drewna brzmią różnie, bo każde drzewo, jak człowiek, ma swój indywidualny charakter, ma inne cechy w zależności od tego, w jakim otoczeniu wzrasta. Inaczej brzmi instrument wykonany np. z jesionu rosnącego swobodnie bez wchodzących mu w drogę lokatorów, a inaczej z jesionu rosnącego w przygłuszeniu, zdominowanego przez sąsiadów, którego przyrosty będą bardzo gęste, zbite – opowiada Radosław Sobczyk.


 

Nieskończenie wiele

 

Didgeridoo to instrument jednego dźwięku, jednak cała zabawa to modulacja drona, czyli dodanie do niego dźwięku z gardła w formie ciągłej bądź np. sylab, trąbek jak w trombicie oraz rytmu, który będzie się opierał np. na oddechu cyrkulacyjnym. Kombinacji jest nieskończenie wiele.

 

– Żeby zobrazować lepiej możliwości didgeridoo przytoczę tutaj słowa sędziwego Aborygena, który po blisko osiemdziesięciu latach gry stwierdził, że potrzebowałby kolejnych osiemdziesięciu lat, żeby poznać instrument w pełni – kończy Radosław Sobczyk.

 

tekst: Adam Pietrzak

foto: archiwum prywatne Radosława Sobczyka



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia


Komentarze