Poniedziałek, 27 Wrzesień
Imieniny: Cypriana, Justyny, Łucji -

Reklama


Reklama

Po „Mazurze” jest „Cyrograf”


Dwa lata temu Jerzy Woźniak zadebiutował powieścią „Mazur”, której literacka fabuła umiejscowiona była w Szczytnie w latach 1938-1939 m.in. w Szczytnie. Kolejna powieść - „Cyrograf”, również toczy się w naszym mieście. O literackiej drodze do Szczytna rozmawiamy z autorem – Jerzym Woźniakiem.



Jakie są początki pana przygody z literaturą, jak to się stało, że postanowił pan zostać pisarzem?

 

Literaturą zajmuję się amatorsko, natomiast z wykształcenia jestem pedagogiem i historykiem. Historią pasjonowałem się już od dzieciństwa. Natomiast określenie mnie pisarzem jest trochę na wyrost, swoją przygodę związaną z literaturą traktuję jako przerywnik w swoim życiu zawodowym i spełnienie pasji. Swoją twórczość literacką traktuję raczej hobbistycznie.

 

Od wydania przez pana poprzedniej książki minęły już dwa lata. Czy w „Mazurze” i „Cyrografie” są wątki, które łączą obie powieści?

 

W tych dwóch powieściach jest bardzo dużo wspólnych wątków. Przede wszystkim łączy je miasto, dawny Ortelsburg, a obecnie Szczytno. Akcja „Cyrografu” toczy się właśnie w Szczytnie, w konkretnych miejscach, m.in. w Heimatmuseum (obecnie Muzeum Mazurskie) i Szpitalu Powiatowym. Wymienione są też: dworzec kolejowy, wieża ratusza, dawne koszary Wehrmachtu, Hotel Kopkow czy też skład metalowy Willy Glassa. W mojej drugiej książce czytelnicy również będą mogli odkryć fakty związane z historią miasta i dowiedzieć się, jak Szczytno wyglądało ponad 70 lat temu nie tylko z tych znanych pocztówek i reprodukcji, ale również dzięki mojej fantazji, a co najważniejsze – odkryciom i badaniom, jakie przeprowadziłem w związku z pisaniem powieści. W jakiś sposób swoimi słowami chciałem „namalować” obraz miasta, jakiego już nie ma. Głównym bohaterem „Cyrografu” jest człowiek o imieniu Jörg - oficer policji rzecznej w Szczytnie i jak na razie tylko tyle mogę Czytelnikom „Tygodnika Szczytno” zdradzić.

 

Dlaczego wybrał pan tę wojenną epokę?

 

Wynika to z zainteresowania historią II wojny światowej i charakteru mojej poprzedniej pracy. Od 1992 roku byłem pracownikiem Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie” i kierownikiem archiwum fundacji. Miałem wspaniały kontakt ze świadkami historii m.in. robotnikami przymusowym z dawnych Prus Wschodnich, a przede wszystkim z ludźmi, którzy w czasie wojny trafili na te tereny. Od 2000 roku dość często przyjeżdżałem na Mazury i tym samym miałem okazję do spotkań z autochtonami, z których większość już niestety, ale nie żyje. Na okładce „Cyrografu” jest pewna symbolika: jest kogut z winiety wydawanego w połowie XIX wieku „Kurka Mazurskiego” oraz hitlerowski sztylet, który odcina mu głowę. Chodziło mi przedstawienie losu Mazurów w czasie II wojny światowej, z których część z konieczności służyła w Wehrmachcie oraz tych, którzy walczyli m.in. w latach dwudziestych ubiegłego wieku o polskość tych ziem i czuli się Polakami do końca. Do takich przecież należeli proboszcz ze Szczytna ks. Tarnowski, rodzina Leyków czy kierownik Okręgu Mazury IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech Jan Dopatka, którego wspominałem w „Mazurze”. Są to jednak w większości fakty znane historykom, ale niekoniecznie na przykład mieszkańcom Warszawy, czemu dałem plastyczny wyraz na okładce „Cyrografu”. Chciałbym jednak zdecydowanie zaznaczyć, że ani poprzednio napisany przeze mnie „Mazur”, ani nowa książka „Cyrograf” nie mają nic wspólnego z „tradycyjnym” przedstawieniem obrazu „złego” Niemca. Zbrodnie i potworności dokonane przez nazistów są oczywistością historyczną i nie może tutaj być najmniejszej wątpliwości. Są ukazane w powieści jednoznacznie – choćby obóz karny w Działdowie. Ale nie można oskarżać wszystkich mieszkańców dawnych Prus Wschodnich o współudział w ludobójstwie. Tak chciała to zrobić propaganda poprzedniej epoki, która to propaganda, niestety, od czasu do czasu powraca w jakieś formie jak przysłowiowy bumerang. Przy okazji pamiętajmy również o tych, którzy zrobili dużo dobrego dla ówczesnego Szczytna. Był nim na przykład burmistrz Ernst Mey, który zasłużył się w organizowaniu odbudowy miasta po I wojnie światowej, zainicjował proces elektryfikacji, a po przejęciu władzy przez NSDAP został zmuszony do rezygnacji z zajmowanego stanowiska.


Reklama

 

Skąd wziął się pomysł napisania powieści o Niemcach i o historii tego regionu? Czy była to pana własna decyzja, czy też ktoś do tego zachęcił?

 

Niektóre z przyczyn moich działań literackich wyjaśniłem już w poprzedniej powieści „Mazur”. Niewątpliwie wpływ na to miała pewna tajemnica rodzinna, która została ujawniona stosunkowo niedawno, bo w 1995 roku. Odkryłem informację, którą pozostawiła moja babcia i życzyła sobie, by po jej śmierci rodzinny sekret przestał być głęboko skrywaną tajemnicą. Okazało się, że mój dziadek był żołnierzem niemieckim, który zginął gdzieś na froncie wschodnim. O tym fakcie dowiedziałem się w wieku prawie 30 lat. Babcia tak mocno chroniła ten sekret, że przez ponad pięćdziesiąt lat nikt w rodzinie o tym nie wiedział. Dlatego pierwsza powieść była swojego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, a jednocześnie takim moim prywatnym „protestem” przeciwko wykorzystywaniu w życiu publicznym tzw. czarnej legendy „dziadka z Wehrmachtu”.

 

Dlaczego akurat ze Szczytnem związał pan losy swoich powieściowych bohaterów? Są również inne dawne przygraniczne miasta południowych Mazur.

 

Też się nad tym zastanawiałem... Doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej zadecydowało o tym przeżycie z dzieciństwa. Być może zabrzmi to banalnie, ale gdy byłem chłopcem, ojciec zabrał mnie do kina w rodzinnym Pruszkowie na „Krzyżaków”. Ten film wywołał ogromne emocje, rozbudził dziecięcą wyobraźnię i długo jeszcze „przeżywałem” poszczególne sceny. Starałem się wyobrazić sobie ten prawdziwy zamek w Szczytnie, który był przedstawiony w „Krzyżakach” i inne charakterystyczne miejsca. Po latach ze zdziwieniem i rozczarowaniem odkryłem, że tego zamku praktycznie nie ma, a sceny filmowe były nagrywane w Malborku i studio filmowym. Ale mimo to Szczytno jako takie wryło się w moją pamięć tak mocno, że zainteresowałem się tym miastem oraz jego historią. Poza tym nie jest to miasteczko w jakiś szczególny sposób ulubione przez twórców, chyba poza Sienkiewiczem nikt go jakoś specjalnie nie wyeksponował, więc cieszę się z faktu, że w moich powieściach przybliżam czytelnikom Szczytno, które zarówno w „Mazurze” jak i „Cyrografie” jest niejako tłem i „bohaterem”.

 

A co z bohaterami pańskiej powieści? Rozumiem, że są to zarówno postaci fikcyjne, jak i autentyczne. Czy podczas pisania korzystał pan z jakichś konsultacji i weryfikował pewne wydarzenia zawarte w „Cyrografie”?

 

W tej materii bardzo pomogły mi kontakty z lokalnymi regionalistami i historykami, do których należą Sławomir Ambroziak i Witold Olbryś, a także wizyty w Muzeum Mazurskim, gdzie kierownik Klaudiusz Woźniak umożliwił mi nieograniczony dostęp do archiwaliów pochodzących z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Nieocenioną pomocą służyło mi również Archiwum Państwowe w Olsztynie oraz wirtualna znajomość z doktorem Janem Danilukiem z Uniwersytetu w Gdańsku, znawcą umundurowania formacji zbrojnych III Rzeszy i historykiem w Dziale Naukowym Muzeum II Wojny Światowej. Dokładnie rok zajęło mi gromadzenie niezbędnych materiałów do „Cyrografu”. Równie dużo czasu zajęło mi następnie weryfikowanie tych informacji. Konsekwentnie musiałem pewne karty historii Szczytna odkrywać i je dogłębnie analizować. Akcja mojej poprzedniej powieści „Mazur” rozpoczyna się w ratuszu, natomiast „Cyrografu” w szczycieńskim Heimatmuseum. Jeden z rozdziałów nowej powieści jest poświęcony gauleiterowi Prus Wschodnich Erichowi Kochowi. Jest to bardzo mroczna postać i jednocześnie ciekawa. Posiadał leśniczówkę w Złotych Górach, które znajdowały się pomiędzy Nidzicą a Jedwabnem. To właśnie tam odbywały się polowania, w których uczestniczył m.in. Hermann Göring. Zdradziłem już imię i profesję głównego bohatera, ale dodam jednak jeszcze, że w powieści pojawia się wątek kryminalny związany z Heimatmuseum w Szczytnie i ze szpitalem, więc wielbiciele tego gatunku znajdą w „Cyrografie” także coś dla siebie.

Reklama

 

Jakie ma pan dalsze plany? Czy powstanie kolejna książka ze Szczytnem w roli głównej?

 

Przyznam, że taki zamysł jest. Chciałbym, aby moja praca literacka zaowocowała trylogią, a trzecią część zamierzam osnuć wokół wydarzeń związanych ze Szczytnem końca 1944 roku i początkiem 1945 czyli w czasie wkroczenia do miasta Rosjan. To będzie na pewno trudne i na pewno ciężko będzie mi się z tym zmierzyć, ale jak na razie jest to odległa przyszłość. Teraźniejszość – to dwie książki, za których przychylne przyjęcie chciałbym podziękować czytelnikom ze Szczytna. Szczególnie za głosowanie na „Mazura” w konkursie literackim Warmii i Mazur „Wawrzyn”. Książka została nominowana do finału spośród 500 tytułów, co już jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Dzięki głosom czytelników zdobyła drugie miejsce. Dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Olsztynie zdradził mi, że Szczytno głosowało „jak szalone” i to właśnie od mieszkańców Szczytna moja powieść otrzymała najwięcej głosów. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją książkę i głosowaniem na tytuł wyrażali w ten sposób opinię o powieści. Dziękuję również dyrektor Biblioteki Miejskiej w Szczytnie – Jagodzie Pijanowskiej, która zorganizowała spotkanie autorskie w związku z wydaniem „Mazura”. Mam nadzieję, że „Cyrograf” zostanie podobnie pozytywnie przyjęty przez mieszkańców miasta. Jesienią planuję kilka promocyjnych spotkań w regionie warmińsko-mazurskim, ale zapewniam, że najważniejsze i najbardziej przeze mnie oczekiwane spotkanie - jeżeli wolno mi tak powiedzieć – odbędzie się w moim Szczytnie. Zapraszam na oficjalną stronę mojej powieści http://ksiazkacyrograf.pl/ oraz na fanpage https://www.facebook.com/ksiazkacyrograf/

 

Rozmawiał: Robert Arbatowski



Komentarze do artykułu

Anna Peretiatkowicz

Bardzo bym chciala kupic obie ksiazki Jerzego Wozniaka, ale doprawdy nie wiem gdzie. Nie mieszkam w Polsce, wiec zawsze wole format ebook. Bylabym b. wdzieczna gdyby ktos dal mi namiar na te dwie pozycje. Pozdrawiam, Anna Peretiatkowicz, Toronto, Kanada

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Mazurska rybna wspólna sprawa, czyli budują raj dla wędkarzy
    A ja uważam że to bardzo dobra inicjatywa. Prawdą jest że czyszczenie jezior przez gospodarstwa rybackie przybiera często miano klęski ekologicznej. Druga sprawa że dwóch rybaków z siecią potrafi wyłowić przez dzień więcej niż stado wędkarzy przez miesiąc. Wogule to kwestionował by istnienie takich gospodarstw. Ale inicjatywa kieruje cały ten biznes troszeczkę w stronę racjonalności. Wędkarze też są nie lepsi. Widywałem jak brali z wody co popadnie. Banda mięsiarzy teraz potrafi przetrzepać jezioro i ich zdaniem jest wszystko ok. Jeden taki mondrala chwalił się jak to płocie idące na tarło taczkami na Narwi łowił. Niestety takich su....ów nie brakuje. Akurat na Zdroju niema problemu z miejscami do łowienia, trzeba tylko przejść kawałek a wozić dupsko furą na sam brzeg. I tyle w temacie. A co do kierownika ośrodka to nie jest on właścicielem ośrodka , a tylko zarządza tym ośrodkiem. Zresztą znam człowieka osobiście i życzę wszystkim ośrodką takiego kierownika z energią i pomysłem na prowadzenie tego biznesu. Pozdrawiam wszystkich wędkarzy. Mięsiarze niech się pie.....

    Szulim. M


    2021-09-25 11:30:39
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Wydaje mi się że starosta z radnymi powinni zastanowić się nad wprowadzeniem elektronicznej ewidencji czasu pracy w szpitalu. Spytacie dlaczego? W jednym ze szpitali powiatowych lekarz w ciągu miesiąca przepracował 670 godz. Tu coś nie gra tym.

    mol


    2021-09-25 10:38:04
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Kończy się kariera Jarosława, już niedługo tylko sala gimnastyczna.....

    Karolina


    2021-09-24 07:24:15
  • Kocie łby zastąpi kostka
    Kolejne pieniądze w błoto

    Andrzej


    2021-09-24 06:28:29
  • Jedwabno stanie się stolica polskiego boksu (sprawdź szczegóły)
    Kto to widział aby walki tego samego zawodnika odbywały się codziennie to są młodzi ludzie i nie mają tak sily

    Piotr Galos


    2021-09-24 06:15:06
  • Donoszą na wicestarostę Nowocińskiego
    Nowocinski, a jak jego sprawa z próbą potrącenia.......?


    2021-09-23 21:58:55
  • Zazdrosny anonim na starostę
    Po kruchym lodzie stąpa nasz starosta.....

    Tomasz l


    2021-09-23 21:57:10
  • Szczupak Piotra Brzózki na wagę srebra (zdjęcia)
    Widać że nasze jeziora to baseny bez ryb na tyle par i łodzi to porażka. Tak są zarybiane jeziora ! .a za karte płacisz co rok co raz więcej i to nie mała kwote. Co najgorsze to wszystkie jeziora w koło to pustka!!!!!

    Sadek


    2021-09-23 21:51:46
  • Nadzieje na ŁAD(ną) kasę
    To pan Łachacz nie wie co się dzieje w mieście, że na sesji chce się dowiedzieć? Może trzeba się zainteresować i popracować na rzecz miasta za tą sytą dietę, którą otrzymuje co miesiąc bez względu na obecności. Tragedia w tym mieście!

    Mieszkaniec


    2021-09-23 07:21:50
  • Nadzieje na ŁAD(ną) kasę
    Panie Łachacz pan jako gwiazda PSL u nie powinien wyciągać rąk po pieniądze od PiS a raczej od swojej partii. Słabe jest co pan robi .

    Grzegorz


    2021-09-22 23:39:43