Reklama


Reklama

Po „Mazurze” jest „Cyrograf”


Dwa lata temu Jerzy Woźniak zadebiutował powieścią „Mazur”, której literacka fabuła umiejscowiona była w Szczytnie w latach 1938-1939 m.in. w Szczytnie. Kolejna powieść - „Cyrograf”, również toczy się w naszym mieście. O literackiej drodze do Szczytna rozmawiamy z autorem – Jerzym Woźniakiem.



Jakie są początki pana przygody z literaturą, jak to się stało, że postanowił pan zostać pisarzem?

 

Literaturą zajmuję się amatorsko, natomiast z wykształcenia jestem pedagogiem i historykiem. Historią pasjonowałem się już od dzieciństwa. Natomiast określenie mnie pisarzem jest trochę na wyrost, swoją przygodę związaną z literaturą traktuję jako przerywnik w swoim życiu zawodowym i spełnienie pasji. Swoją twórczość literacką traktuję raczej hobbistycznie.

 

Od wydania przez pana poprzedniej książki minęły już dwa lata. Czy w „Mazurze” i „Cyrografie” są wątki, które łączą obie powieści?

 

W tych dwóch powieściach jest bardzo dużo wspólnych wątków. Przede wszystkim łączy je miasto, dawny Ortelsburg, a obecnie Szczytno. Akcja „Cyrografu” toczy się właśnie w Szczytnie, w konkretnych miejscach, m.in. w Heimatmuseum (obecnie Muzeum Mazurskie) i Szpitalu Powiatowym. Wymienione są też: dworzec kolejowy, wieża ratusza, dawne koszary Wehrmachtu, Hotel Kopkow czy też skład metalowy Willy Glassa. W mojej drugiej książce czytelnicy również będą mogli odkryć fakty związane z historią miasta i dowiedzieć się, jak Szczytno wyglądało ponad 70 lat temu nie tylko z tych znanych pocztówek i reprodukcji, ale również dzięki mojej fantazji, a co najważniejsze – odkryciom i badaniom, jakie przeprowadziłem w związku z pisaniem powieści. W jakiś sposób swoimi słowami chciałem „namalować” obraz miasta, jakiego już nie ma. Głównym bohaterem „Cyrografu” jest człowiek o imieniu Jörg - oficer policji rzecznej w Szczytnie i jak na razie tylko tyle mogę Czytelnikom „Tygodnika Szczytno” zdradzić.

 

Dlaczego wybrał pan tę wojenną epokę?

 

Wynika to z zainteresowania historią II wojny światowej i charakteru mojej poprzedniej pracy. Od 1992 roku byłem pracownikiem Fundacji „Polsko-Niemieckie Pojednanie” i kierownikiem archiwum fundacji. Miałem wspaniały kontakt ze świadkami historii m.in. robotnikami przymusowym z dawnych Prus Wschodnich, a przede wszystkim z ludźmi, którzy w czasie wojny trafili na te tereny. Od 2000 roku dość często przyjeżdżałem na Mazury i tym samym miałem okazję do spotkań z autochtonami, z których większość już niestety, ale nie żyje. Na okładce „Cyrografu” jest pewna symbolika: jest kogut z winiety wydawanego w połowie XIX wieku „Kurka Mazurskiego” oraz hitlerowski sztylet, który odcina mu głowę. Chodziło mi przedstawienie losu Mazurów w czasie II wojny światowej, z których część z konieczności służyła w Wehrmachcie oraz tych, którzy walczyli m.in. w latach dwudziestych ubiegłego wieku o polskość tych ziem i czuli się Polakami do końca. Do takich przecież należeli proboszcz ze Szczytna ks. Tarnowski, rodzina Leyków czy kierownik Okręgu Mazury IV Dzielnicy Związku Polaków w Niemczech Jan Dopatka, którego wspominałem w „Mazurze”. Są to jednak w większości fakty znane historykom, ale niekoniecznie na przykład mieszkańcom Warszawy, czemu dałem plastyczny wyraz na okładce „Cyrografu”. Chciałbym jednak zdecydowanie zaznaczyć, że ani poprzednio napisany przeze mnie „Mazur”, ani nowa książka „Cyrograf” nie mają nic wspólnego z „tradycyjnym” przedstawieniem obrazu „złego” Niemca. Zbrodnie i potworności dokonane przez nazistów są oczywistością historyczną i nie może tutaj być najmniejszej wątpliwości. Są ukazane w powieści jednoznacznie – choćby obóz karny w Działdowie. Ale nie można oskarżać wszystkich mieszkańców dawnych Prus Wschodnich o współudział w ludobójstwie. Tak chciała to zrobić propaganda poprzedniej epoki, która to propaganda, niestety, od czasu do czasu powraca w jakieś formie jak przysłowiowy bumerang. Przy okazji pamiętajmy również o tych, którzy zrobili dużo dobrego dla ówczesnego Szczytna. Był nim na przykład burmistrz Ernst Mey, który zasłużył się w organizowaniu odbudowy miasta po I wojnie światowej, zainicjował proces elektryfikacji, a po przejęciu władzy przez NSDAP został zmuszony do rezygnacji z zajmowanego stanowiska.


Reklama

 

Skąd wziął się pomysł napisania powieści o Niemcach i o historii tego regionu? Czy była to pana własna decyzja, czy też ktoś do tego zachęcił?

 

Niektóre z przyczyn moich działań literackich wyjaśniłem już w poprzedniej powieści „Mazur”. Niewątpliwie wpływ na to miała pewna tajemnica rodzinna, która została ujawniona stosunkowo niedawno, bo w 1995 roku. Odkryłem informację, którą pozostawiła moja babcia i życzyła sobie, by po jej śmierci rodzinny sekret przestał być głęboko skrywaną tajemnicą. Okazało się, że mój dziadek był żołnierzem niemieckim, który zginął gdzieś na froncie wschodnim. O tym fakcie dowiedziałem się w wieku prawie 30 lat. Babcia tak mocno chroniła ten sekret, że przez ponad pięćdziesiąt lat nikt w rodzinie o tym nie wiedział. Dlatego pierwsza powieść była swojego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, a jednocześnie takim moim prywatnym „protestem” przeciwko wykorzystywaniu w życiu publicznym tzw. czarnej legendy „dziadka z Wehrmachtu”.

 

Dlaczego akurat ze Szczytnem związał pan losy swoich powieściowych bohaterów? Są również inne dawne przygraniczne miasta południowych Mazur.

 

Też się nad tym zastanawiałem... Doszedłem do wniosku, że najprawdopodobniej zadecydowało o tym przeżycie z dzieciństwa. Być może zabrzmi to banalnie, ale gdy byłem chłopcem, ojciec zabrał mnie do kina w rodzinnym Pruszkowie na „Krzyżaków”. Ten film wywołał ogromne emocje, rozbudził dziecięcą wyobraźnię i długo jeszcze „przeżywałem” poszczególne sceny. Starałem się wyobrazić sobie ten prawdziwy zamek w Szczytnie, który był przedstawiony w „Krzyżakach” i inne charakterystyczne miejsca. Po latach ze zdziwieniem i rozczarowaniem odkryłem, że tego zamku praktycznie nie ma, a sceny filmowe były nagrywane w Malborku i studio filmowym. Ale mimo to Szczytno jako takie wryło się w moją pamięć tak mocno, że zainteresowałem się tym miastem oraz jego historią. Poza tym nie jest to miasteczko w jakiś szczególny sposób ulubione przez twórców, chyba poza Sienkiewiczem nikt go jakoś specjalnie nie wyeksponował, więc cieszę się z faktu, że w moich powieściach przybliżam czytelnikom Szczytno, które zarówno w „Mazurze” jak i „Cyrografie” jest niejako tłem i „bohaterem”.

 

A co z bohaterami pańskiej powieści? Rozumiem, że są to zarówno postaci fikcyjne, jak i autentyczne. Czy podczas pisania korzystał pan z jakichś konsultacji i weryfikował pewne wydarzenia zawarte w „Cyrografie”?

 

W tej materii bardzo pomogły mi kontakty z lokalnymi regionalistami i historykami, do których należą Sławomir Ambroziak i Witold Olbryś, a także wizyty w Muzeum Mazurskim, gdzie kierownik Klaudiusz Woźniak umożliwił mi nieograniczony dostęp do archiwaliów pochodzących z lat czterdziestych ubiegłego wieku. Nieocenioną pomocą służyło mi również Archiwum Państwowe w Olsztynie oraz wirtualna znajomość z doktorem Janem Danilukiem z Uniwersytetu w Gdańsku, znawcą umundurowania formacji zbrojnych III Rzeszy i historykiem w Dziale Naukowym Muzeum II Wojny Światowej. Dokładnie rok zajęło mi gromadzenie niezbędnych materiałów do „Cyrografu”. Równie dużo czasu zajęło mi następnie weryfikowanie tych informacji. Konsekwentnie musiałem pewne karty historii Szczytna odkrywać i je dogłębnie analizować. Akcja mojej poprzedniej powieści „Mazur” rozpoczyna się w ratuszu, natomiast „Cyrografu” w szczycieńskim Heimatmuseum. Jeden z rozdziałów nowej powieści jest poświęcony gauleiterowi Prus Wschodnich Erichowi Kochowi. Jest to bardzo mroczna postać i jednocześnie ciekawa. Posiadał leśniczówkę w Złotych Górach, które znajdowały się pomiędzy Nidzicą a Jedwabnem. To właśnie tam odbywały się polowania, w których uczestniczył m.in. Hermann Göring. Zdradziłem już imię i profesję głównego bohatera, ale dodam jednak jeszcze, że w powieści pojawia się wątek kryminalny związany z Heimatmuseum w Szczytnie i ze szpitalem, więc wielbiciele tego gatunku znajdą w „Cyrografie” także coś dla siebie.

Reklama

 

Jakie ma pan dalsze plany? Czy powstanie kolejna książka ze Szczytnem w roli głównej?

 

Przyznam, że taki zamysł jest. Chciałbym, aby moja praca literacka zaowocowała trylogią, a trzecią część zamierzam osnuć wokół wydarzeń związanych ze Szczytnem końca 1944 roku i początkiem 1945 czyli w czasie wkroczenia do miasta Rosjan. To będzie na pewno trudne i na pewno ciężko będzie mi się z tym zmierzyć, ale jak na razie jest to odległa przyszłość. Teraźniejszość – to dwie książki, za których przychylne przyjęcie chciałbym podziękować czytelnikom ze Szczytna. Szczególnie za głosowanie na „Mazura” w konkursie literackim Warmii i Mazur „Wawrzyn”. Książka została nominowana do finału spośród 500 tytułów, co już jest dla mnie ogromnym wyróżnieniem. Dzięki głosom czytelników zdobyła drugie miejsce. Dyrektor Biblioteki Wojewódzkiej w Olsztynie zdradził mi, że Szczytno głosowało „jak szalone” i to właśnie od mieszkańców Szczytna moja powieść otrzymała najwięcej głosów. Jeszcze raz dziękuję wszystkim, którzy przeczytali moją książkę i głosowaniem na tytuł wyrażali w ten sposób opinię o powieści. Dziękuję również dyrektor Biblioteki Miejskiej w Szczytnie – Jagodzie Pijanowskiej, która zorganizowała spotkanie autorskie w związku z wydaniem „Mazura”. Mam nadzieję, że „Cyrograf” zostanie podobnie pozytywnie przyjęty przez mieszkańców miasta. Jesienią planuję kilka promocyjnych spotkań w regionie warmińsko-mazurskim, ale zapewniam, że najważniejsze i najbardziej przeze mnie oczekiwane spotkanie - jeżeli wolno mi tak powiedzieć – odbędzie się w moim Szczytnie. Zapraszam na oficjalną stronę mojej powieści http://ksiazkacyrograf.pl/ oraz na fanpage https://www.facebook.com/ksiazkacyrograf/

 

Rozmawiał: Robert Arbatowski



Komentarze do artykułu

Anna Peretiatkowicz

Bardzo bym chciala kupic obie ksiazki Jerzego Wozniaka, ale doprawdy nie wiem gdzie. Nie mieszkam w Polsce, wiec zawsze wole format ebook. Bylabym b. wdzieczna gdyby ktos dal mi namiar na te dwie pozycje. Pozdrawiam, Anna Peretiatkowicz, Toronto, Kanada

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze

  • „Król kur” mieszka w Kolonii (zdjęcia)
    Już dawno nie czytałam wywiadu z tak pozytywną osobą. Powodzenia!

    Brawo!


    2020-08-10 18:54:09
  • Ukradł chodzik i... wolność starszej pani
    ... jak go znajdą, przetrącić nogi i sądownie zakazać korzystania z chodzika. Moze wtedy zrozumie, co zrobił

    Proponuję...


    2020-08-10 13:55:53
  • OSP z „tajnymi” dopłatami rolniczymi, sprawą zainteresował się przewodniczący
    \"Nigdy się tym nie interesowaliśmy – przyznaje Barbara Trusewicz, sekretarz gminy Dźwierzuty. - Sprawdziliśmy to w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa i OSP Rumy robią to legalnie, ale dobrze byłoby o tym przynajmniej poinformować właściciela gruntu\". No to na jakiej podstawie był użytkowany grunt gminny przez OSP? Na jakiej podstawie dostaje się dopłaty do nie swoich gruntów, skoro Gmina obarczyła karą OSP za BEZUMOWNE KORZYSTANIE Z GRUNTÓW GMINY - tylko o 2,2 ha. A jak to wygląda wobec pozostałych prawie 8 ha, które na zasadzie SŁOWNEJ ZGODY PRYWATNYCH WŁAŚCICIELI było wykorzystanych dla uzyskiwania dopłat? I tak od 2014 r. To się nadaje do prokuratury. Chyba, że jakieś interesy wiążą właścicieli gruntów prywatnych, którzy \'na słowo\" oddali je OSP.

    Mdli mnie


    2020-08-09 15:16:42
  • Ukradł chodzik i... wolność starszej pani
    Złapać dziada. Za jaja i na gałąź.

    Korniszon


    2020-08-09 14:39:18
  • Ukradł chodzik i... wolność starszej pani
    Pewnie jakiś ciułacz złomu przytulił go , należałoby popytać na skupach złomu .

    Aluminium w cenie.


    2020-08-09 09:46:55
  • OSP z „tajnymi” dopłatami rolniczymi, sprawą zainteresował się przewodniczący
    Wyłudzenie i poświadczenie nieprawdy.

    Wniosek do prokuratury.


    2020-08-09 08:01:33
  • Taniec „zaraził” koronawirusem dwie mieszkanki gminy Szczytno
    Brednie, skoro nie miały objawów to skąd nawet przypuszczenia że mają wirusa?

    Marek


    2020-08-07 23:05:37
  • Babski Wieczór w Kinie Cinema Lumiere (zdjęcia)
    Ponieważ Szanowna Redakcja nie umieszcza wpisów, których nie może w pierwszej fazie zweryfikować - tzn. nie wiadomo, jaki będzie odzew ludu - to pozwolę sobie ponownie się wypowiedzieć, zmieniając jedynie formę (poprzednia była bardziej kulturalna). Posłużę się w tym celu parafrazą cytatu niezapomnianego filmowego dr. Sztrosmajera: Gdyby głupota umiała latać fruwać wszystkie Panie wznosiłyby się jak gołębice.

    Waga


    2020-08-06 16:26:48
  • O krok od kolejnej tragedii na drodze
    Gadanie, gadanie, gadanie, gadanie i.t.d..... a powinno być KARANIE, KARANIE i KARANIE. Tylko kij w ręku władzy coś zmieni.

    Też kierowca


    2020-08-06 09:56:28
  • Babski Wieczór w Kinie Cinema Lumiere (zdjęcia)
    do uczestnika : żal ściska bo ktoś sobie poszedł do kina...niezłe jest się czym chwalić.

    Matka


    2020-08-06 07:59:04