Środa, 18 Wrzesień, Imieniny: Franciszka, Lamberty, Narcyza -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Piasutno (cz. 4) - historia miejscowości naszego powiatu


Piasutno wraz z początkiem XX bardzo dynamicznie się rozwijało. Sukcesywnie osuszano podmokłe tereny okalające miejscowość, przez co znacznie zwiększał się areał dość żyznej i uprawnej ziemi. Na początku lat trzydziestych ubiegłego stulecia istniała niespełna setka gospodarstw rolnych, by w 1939 roku ta liczba wzrosła dokładnie do 121 obejść.



Gospodarstwa rolne w Piasutnie miały bardzo zróżnicowaną wielkość: 32 posiadały łączny areał o powierzchni od 0,5 do 5 ha, 33 - 5-10 ha, 37 - 10-20 ha i 19 - od 20 do100 ha.

 

W latach dwudziestych ubiegłego wieku znacznie poprawiono i poszerzono nawierzchnię dróg. W 1924 roku szosa łącząca Piasutno ze Świętajnem, a dwa lata później – z Marksewem. Wraz z dynamicznym rozwojem rolnictwa, we wsi powstawały nowe budynki mieszkalne oraz gospodarcze. W latach 1925-30 we wsi powstało 21 nowych budynków, natomiast w latach 1930-37 – 15.

 

Lata trzydzieste

 

Na początku lat trzydziestych XX wieku we wsi istniał bardzo dobrze prosperujący młyn, który należał do niejakiego Schuchna, były również dwie karczmy, którymi zarządzali Künzle i Rodde. W Piasutnie, tak jak i obecnie, istniały dwa sklepy spożywcze, których właścicielami byli potomkowie jednych z pierwszych osadników wsi - Gustav Jerosch i Karl Kiy. Nie zabrakło również rzeźnika, kowala, warsztatu szewskiego i krawieckiego.

 

Według zachowanych kronik, niewątpliwy wpływ na taki rozwój gospodarczy miał ówczesny sołtys Piasutna, niejaki Gustaw Orzessek, który swoją funkcję pełnił nieprzerwanie przez 15 lat – od 1919 do 1934 roku.

 

Z zachowanych list rozrachunkowych i budżetowych wsi z października 1930 roku, dowiadujemy się, że już niespełna sto lat temu młodsi mieszkańcy opuszczali Piasutno, by gdzie indziej szukać swojego miejsca. Z grona ówczesnych mieszkańców 1/3 nie miała jakiegokolwiek związku z pracą na roli. Byli to emeryci, rzemieślnicy oraz urzędnicy. Pozostałe 2/3 mieszkańców zajmowało się uprawą ziemi, a i tak w większości byli to starsi wiekiem rolnicy oraz parobkowie.

 

W 1933 roku istniało zaledwie 17 gospodarstw o łącznej powierzchni 568 ha, które zajmowały się stricte typową uprawą roli oraz hodowlą bydła mlecznego „na wynos”. Pozostałą część stanowiły gospodarstwa, które produkowały wyłącznie na własny użytek, a i to w niewielkich ilościach. Już rok później ponad połowa mieszkańców podejmowała pracę w charakterze parobków u bogatszych gospodarzy Piasutna i okolic. Mimo to ówcześni urzędnicy chwalili się w swoich dokumentach, że problem wyjazdów młodych ludzi z Piasutna w poszukiwaniu pracy do Zagłębia Ruhry został zmarginalizowany.

 

Pierwsza polska szkoła na Mazurach

 

Polityczna zadrą oraz - jak pisano w ówczesnej niemieckiej prasie „ciosem w serce” - było powstanie w Piasutnie na początku lat trzydziestych, a dokładnie 13 kwietnia 1931 roku, pierwszej ewangelickiej szkoły polskiej. „Dnia 13.4.1931 roku nastąpiło otwarcie Polsko-Ewangelickiej Szkoły w Piasutnie. Obecnych: 18 dorosłych i dwoje dzieci” - ten sposób kierownik pierwszej polskiej szkoły na Mazurach – Jerzy Lanc, zanotował w zeszycie szkolnym uroczystość otwarcia szkoły.

 

Jej organizatorem był Jan Boenigk, kierownik Polsko-Katolickiego Towarzystwa Szkolnego na Warmię, który został mianowany komisarzem Komisariatu Szkolnego z siedzibą w Szczytnie.

 

Biuro Jana Boenigka, który kilka miesięcy wcześniej został mianowany komisarzem Komisariatu Szkolnego, znajdowało się w Szczytnie przy dzisiejszej ulicy Polskiej (tam, gdzie obecnie jest apteka). Komisarz Boenigk, również w Szczytnie, przyczynił się do powstania 23 lutego 1931 r. Komisji Szkolnej na Mazury, która zajmowała się uruchamianiem szkół polskich. Komisja ta została powołana 23 lutego 1931 r.

 

Boenigk, wespół z Walentym Habandtem i Franciszkiem Barczem, odwiedzał mazurskie wsie i przekonywał mieszkańców do tworzenia w regionie szkół polskich. Po ponad dwóch miesiącach działań agitacyjnych na jednym z posiedzeń komisji zdecydowano o uruchomieniu szkoły polskiej w Piasutnie. Zajęła ona jeden z pokoi w domu Wilhelminy Lumowej w Łęgu. Była to niewielka osada, a raczej kolonia, oddalona od Piasutna o około 2 kilometry.

 

Niemieckie ataki

 

Ze strony niemieckiej rozpoczęły się ataki na placówkę. Początkowo były to skargi i donosy, które praktycznie codziennie z podpisami mieszkańców, którzy czuli się Niemcami bądź też byli zastraszani i zmuszani do podpisu, wysyłano lub zawożono bezpośrednio do starosty szczycieńskiego von Posera.


 

W jednym z takich pism nauczyciel z Piasutna Kruppa pisze, że „…Polacy założyli polską szkołę mniejszościową wraz z polskim nauczycielem Jerzym Lancem w oddalonej od wsi osadzie, zwanej Łęgiem”.

 

W dalszej części pisma Kruppa pisze, że Polacy ze względu na zły stan niektórych dróg dojazdowych do Piasutna, mają nieukrywaną nadzieję na to, iż chłopi wyślą swoje dzieci do bliżej położonej i na dodatek tańszej szkoły w Łęgu. „Polacy się zawiedli, bo nie liczyli na niemiecką lojalność mazurskich chłopów” pisał Kruppa.

 

Banki i szkoła

 

Jerzy Lanc w jednej ze swoich notatek zapisał, że miejscowa ludność jest ciągle zastraszana i bała się nawet przybyć na zebranie, które dotyczyło otwarcia polskiej szkoły. „Wszyscy okazują gotowość przysłania dzieci, ale boją się policji, która będzie ich podawać na karę. Darlehnskasse (kasa oszczędnościowo-pożyczkowa) w Świętajnie wypowiedziała już pożyczki: Lumowej, Ozygusowi, Petrkowi, Jeroszowi i innym” – czytamy w notatce Jerzego Lanca.

 

Na te szykany odpowiedział polski Bank Mazurski w Szczytnie. Biedni chłopi z Piasutna i okolic, którzy nie mieli środków na utrzymanie rodzin, mogli tam uzyskać korzystne kredyty z odroczonym terminem spłaty rat. Gdy przybyli do banku po pożyczkę dowiedzieli się, że poza innymi niezbędnymi dokumentami muszą podpisać i złożyć deklarację, że wyślą swoje dzieci do polskiej szkoły w Łęgu. Część z rolników wypełniła dokument.

 

Niemiecka strona zareagowała bardzo szybko. W starostwie, dzięki przychylności von Posera, pozyskano niezbędne finanse i uruchomiono niewielką niemiecką szkołę nieopodal Łęgu u chłopa o nazwisku Ozygus. We wspomnianej placówce naukę rozpoczęła czwórka dzieci, w tym jedno, które było wcześniej zapisane do polskiej szkoły Jerzego Lanca. Ojciec dziecka bardzo szybko otrzymał z jednego ze szczycieńskich niemieckich banków bardzo korzystną pożyczkę na spłacenie tej wcześniejszej, wziętej w polskim banku.

 

Wizyta niemieckiego nauczyciela

 

Polską szkołą w Łęgu bardzo żywo interesowali się nauczyciele z okolicznych szkół niemieckich. Trudno jest ustalić, czy wynikało to z czysto zawodowej ciekawości czy też z nakazu niemieckich władz. Jedno jest jednak pewne, że władze powiatowe tolerowały kontakty niemieckich nauczycieli z polskim. Kategorycznie jednak zabroniono prowadzenia rozmów dotyczących posyłania dzieci do polskiej szkoły, ponieważ według niemieckich władz świadczyło to jednoznacznie o „zdradzie państwa” lub też o przesunięciu granic na korzyść Polski.

 

Jerzy Lanc dość skrupulatnie prowadził notatki i na podstawie jednej z nich dowiadujemy się, że w dniu otwarcia polskiej szkoły, dokładnie o 18.30, odwiedził go zupełnie „przypadkowo” niemiecki kolega z Piasutna o nazwisku Pohl. Wizytą o tak późnej porze i przy bardzo niekorzystnej pogodzie, ponieważ padał deszcz, była bardzo zdziwiona Wilhelmina Lumowa, która była właścicielką budynku, gdzie mieściła się polska szkoła oraz mieszkał Jerzy Lanc. Pohl pokrętnie się tłumaczył gospodyni, że chciał u niej załatwić jakąś sprawę gospodarczą, ale zapomniał o co chodziło.

 

 

Opis do zdjęcia: Pocztówka z połowy lat trzydziestych, która przedstawia Piasutno. W dolnym lewym rogu budynek szkoły, natomiast powyżej – gospoda Gustawa Jerosza, o której również piszemy w dzisiejszym odcinku.



Komentarze do artykułu

Napisz


Komentarze

  • Radni chcą mieć KRUS i pieniądze
    KRUS stać na to, aby działkę kupić, a Szczytno jest niedofinansowanym małym miastem, powinno więc walczyć o każdy grosz. Nikt z nas nie dostałby nic za darmo, za ziemię trzeba uczciwie zapłacić, a chcemy przecież, żeby nasze państwo było uczciwe.
    Autor: Magda
    2019-09-17 18:14:29
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Rada Miejska jest złożona w większości z ludzi PSL, udających niezależne obywatelskie komitety w wyborach 2018. Każdy, kto obserwuje to, co dzieje się w mieście, to wie. Radnymi w mieście są urzędnicy powiatowi. Będą walczyć z H. Żuchowskim, który jest PiS. Będą się nadymać \"w trosce o dobro miasta\". Ale jak PiS wygra te wybory do sejmu - a na to się zanosi, to tę działkę przyniosą mu w zębach. Bo będą chcieli władzy się podlizać, jak to PSL - obrotowa partia: wygrywa nasz koalicjant. Taka prawda. Bo tu nie chodzi o \"dobro miasta\" tylko przepychankę w piaskownicy: bo to moje wiaderko i ci go nie dam. Na razie - tylko do wyborów. Mogą sobie tak robić, ale jak przyszło do stawiania pomnika Lecha Kaczyńskiego w Warszawie - to wojewoda po prostu przejął plac i tyle.
    Autor: Śmieszek
    2019-09-17 18:05:29
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Niech już w tym mieście nic nie będzie poza ratuszem. Wszyscy niepotrzebni niech wyjadą do większych miast, po to, aby strzyc ich, jak przyjadą tu do rodzin, albo na wczasy. Niech już tu nic nie będzie! Zaorać, zasiać trawę i kosić - no to przynajmniej \"siano\" będzie z tego.
    Autor: Taki sobie czytelnik
    2019-09-17 17:51:31
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Nalezalo by wprowadzić adpowiedzialność finansową wobec radnych jak i samego burmistrza za podejmowane decyzje by odpowiadali własnym majątkiem za błedy, pomyłki i fanaberie, ktorymi czestokroć się kierują. O ile burmistrz ma odrobinę dbałosci o interesy miasta i mieszkańców powinien to zaproponować na najbliższym posiedzeniu rady i poddać dyskusji.
    Autor: Dariusz
    2019-09-17 15:30:01
  • KRUS „wyprowadzi” się ze Szczytna do Kamionka
    Szczytno nie ma żadnych korzyści z tego, że siedziba KRUS była na terenie miasta. Tylu pracowników ilu pracowała będzie nadal pracowało, nie mam pojęcia o jakich utraconych podatkach wygaduje HŻ? Podatek od nieruchomości? Jakieś 500 zł rocznie w porównaniu z 350.000,00 zł.
    Autor: Norbert
    2019-09-17 12:25:21
  • Bezdomni umierają na naszych oczach
    I to jest radna? Bredzi. Niech przyjmie do domu kilku alkoholików z ulicy i podtrzyma ww. słowa. Wtedy będzie stała murem za alkomatem na dzień dobry.
    Autor: Ja
    2019-09-17 11:42:27
  • Firma z Gdańska chce miejski półwysep
    tylk ozaskakujacym jest ze zawsze to musi byc ktos spoza Szczytna badz okolic, po wiezy cisnien i hotelu na Pasymskiej do zludzenia przypominajacego stacje benzynową , banada z Pl Juranda sie nic nie nauczyła. Ktos sobie kupi kolejny teren jako lokate kapitalu pod kredyty banklowe a w miescie kolejna dziura w dupie bedzie. Nie mozna w naszym miescie zawiazac partnerstwa Cywilno publicznego i zrobic to we wlasnym zakresie?!
    Autor: Pofajdok
    2019-09-17 11:16:19
  • Szczytno znów wspiera policję w zakupie aut
    policja to chyba ma MSW do tego typu zadan, jako mieszkanie=c miasta nie zgadzam sie na to . Karetka pogotowani jest bardziej potrzebna niz nowy \"misiobus\" do przesiadywania za dworcem PKP i żarcia kebabów
    Autor: Pofajdok
    2019-09-17 11:12:40
  • Browar z pewnymi akcjami i planowaną przyszłością (rozmowa „Tygodnika”)
    to cos co nazywa sie piwo Jurand nie nadaje sie do pica a za cene 6 zeta to juz wogole. Mocz pawiana, kup[ilem dwa razy pierwszy i ostatni. Gratuluje spierdol.. legendy.
    Autor: Pofajdok
    2019-09-17 11:10:24
  • Budynek szkoły przy Kasprowicza pójdzie na sprzedaż?
    niepoRadni (niejaki Siudak w tamtej akcji maczał palce ) i ich szef znow odwala kiche jak z wieżą i hotelem na Pasymskiej przypominającym do złudzenia stację beznynową . Czy nie mozna w miescie zawiazac jakichs spolek , ktore takie inwestycje by wziely na siebie aby \"obcy\" nie rujnowali w ten sposob miasta i jego charakteru?
    Autor: Pofajdok
    2019-09-17 10:54:28