Czwartek, 26 Listopad, Imieniny: Franciszka, Kseni, Maksymiliana -

Reklama


Reklama

Nostalgia - felieton Wiesława Mądrzejowskiego


Pisząc kilkanaście lat temu felietoniki kulinarno - gastronomiczne wspomniałem między innymi o wspaniałej knajpce w litewskich Druskiennikach, pięknie nazwanej właśnie „Nostalgija”. Świetnie ulokowana, z tarasem widokowym nad jeziorem, miała wystrój nawiązujący do międzywojennych tradycji tego uzdrowiska.



Do restauracji przychodzi się raczej dla wzruszeń innego rodzaju. Dla mnie pozostanie na zawsze miejscem, gdzie serwowano 11 (tak jedenaście) wersji kołdunów, dania mi niezwykle drogiego i trafiającego nie tylko do żołądka, ale i do serca.

 

 

Takie na przykład kołduny syberyjskie podawane w zamkniętych kokilkach, z których po otwarciu nie miał prawa wydostać się nawet obłoczek pary. Nie mógł, bo powierzchnia rosołu, w którym gotowano kołduny była pokryta grubą warstwą baraniego tłuszczu. Przy wybieraniu kołdunów z miski zimną łyżką osiadał na niej ten przepyszny smalec pozostający potem jeszcze gdzieś głęboko w ustach przez długi czas.

 

Przez kilka lat nadrabiałem tam całą utratę wagi, nad którą intensywnie pracowały zastępy fizjoterapeutów i trenerów z jednego z tamtejszych sanatoriów. Jakie było moje zdziwienie i rozpacz prawie gdy po kilku latach zastałem w tym miejscu zwyczajną knajpę z niezłym, nie powiem, żarciem i piciem w wielkim wyborze. Dziś po rozbudowie to najbardziej elegancka knajpa w uzdrowisku, gdzie czasem wpadnę przekąsić coś lekkiego, ale gdzie jej tam do starej „Nostalgiji…

 

Cuda się jednak zdarzają i mam taką cichą nadzieję, że może, kiedyś... znów… Tak jak zdarzył się cud w przestrzeni medialnej. Jak dwa pokolenia przynajmniej wychowałem się na radiowej „trójce”, która kształtowała gusta nie tylko muzyczne moich rówieśników. A miała wtedy konkurencję, bo w telewizji na przykład można było obejrzeć i usłyszeć „Kabaret starszych panów” czy genialny teatr telewizji.


Reklama

 

W radio (jestem z tego pokolenia, które nie odmienia tego rzeczownika i to też nostalgia) dla mniej wymagających był „podwieczorek przy mikrofonie” i „Matysiakowie”, dla bardziej wyrobionych muzycznie „dwójka” i jej „filharmonie świata”. „Trójki” słuchało się jednak zawsze i wszędzie. Wiosłowałem wtedy jako zawodnik Bydgoskiego Towarzystwa Wioślarskiego”, klubu powstałego w 1919 r., z tradycjami i ich codzienną obudową.

 

Gdy w pięknym budynku klubowym na przystani w centrum miasta pojawił się klubowy przedwojenny weteran w obowiązkowej granatowej marynarce ze srebrzystymi guzikami i w szarych spodniach w kant jak brzytwa, my - młodzi wtedy zawodnicy - mieliśmy obowiązek „sfrontować” i pozdrowić „dzień dobry starszy kolego”. Na codzienne, a już obowiązkowo piątkowe treningi na wodzie, czyli kilkanaście kilometrów wiosłowania najpierw z prądem Brdy do Łęgnowa, a później z powrotem pod prąd, zabieraliśmy ówczesny cud techniki, czyli radioodbiornik tranzystorowy marki „Koliber”. Nikt przecież nie mógł opuścić „listy przebojów” młodego wtedy „Niedźwiedzia”. „Koliber” wisiał na gruszce łodzi, a my odwróceni tyłem goniliśmy dźwięki się z niego wydobywające. Niestety, gdy kilka lat temu radio zagarnęła klika nieudaczników sterowanych z Nowogordzkiej to także „trójki” nie dało się już słuchać.

Reklama

 

Cud wydarzył się w ubiegły piątek, gdy o szóstej rano, ruszyło Radio Nowy Świat. Założone i prowadzone przez dziennikarzy „trójki”, którzy odeszli nie mogąc znieść szarogęszącej się tam „dojnej zmiany” lub po prostu zostali wyrzuceni. Nowy „jingel” i jak od dawien dawna w piątkowy poranek głos Wojciecha Manna czyli „Poranna Manna”. To nie jest stara „trójka” ani jej nowa wersja. To jest znów radio dla ludzi, a nie bezwolnych przeżuwaczy medialnej papki. Gdy to piszę z głośnika obok akurat leci „Muzyka bardzo poważna”, której w trójce nie było, ale chyba dam się jej kupić. Nie przeszkadza, inspiruje.

 

Ot, nostalgia chyba.

 

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze