Piątek, 29 Maj, Imieniny: Benity, Maksymiliana, Teodozji -

Reklama


Reklama

Muzeum pani Zofii (zdjęcia)


Zofia Kubicka muzeum w Sąpatach opiekuje się od ponad 23 lat. Zakładała je wspólnie z Maryną Okęcką-Bromkową, dziennikarką Radia Olsztyn, pisarką, badaczką folkloru oraz grupą kobiet z Sąpłat i Julianowa. Dziś muzeum ma ponad 1000 eksponatów, często unikalnych. - Mam już 73 lata i czas zastanowić się, pod czyją opiekę te zbiory przekazać – mówi pani Zofia. - Moim marzeniem jest, aby zostało to wszystko w Sąpłatach. Pojawiła się informacja, że zbiory mogłyby zostać przeniesione do likwidowanej szkoły w Linowie. Ale na to nie mogę się zgodzić.



Pamięta pani początki powstawania muzeum w Sąpłatach?

 

Doskonale je pamiętam, mimo że upłynęło rzeczywiście już wiele czasu. Był to rok 1987. Wówczas w naszej wsi i sąsiednim Julianowie była bardzo żywa działalność kobiet. Wykorzystała to Maryna Okęcka-Bromkowa, dziennikarka Radia Olsztyn, pisarka i badaczka folkloru. Zaangażowała nas do zbierania starych sprzętów i narzędzi. Jednocześnie kobiety spotykały się i śpiewały pieśni ludowe usłyszane od ludzi z tych okolic. Babska Izba, bo tak początkowo nazywało się to miejsce, wskutek zawirowań politycznych i społecznych rozpadła się. Zebrane sprzęty, narzędzia, ceramika, kołowrotki trafiły pod moją opiekę.

 

 

Te zawirowania, to?

 

Maryna Okęcka-Bromkowa zaczęła działać w Solidarności. Między innego z tego powodu została zwolniona z Radia Olsztyn. Zbiegło się to ze stanem wojennym. Nasze działania zostały przerwane, a zebrane rzeczy wiele lat przeleżały na strychu. Właściwie ta przerwa trwała aż do 1997 roku, do czasu zlikwidowania szkoły w Sąpłatach. Potem wspólnie z Maryną zaczęłyśmy zbierać dalej. Zbiory uzupełniam do dziś. Myślę, że jakieś 2/3 wszystkiego, co w tej chwili znajduje się w muzeum, to skutek mojego zbieractwa przez ostatnie 23 lata.

 

Ile eksponatów jest w tej chwili w muzealnych zasobach?

 

Myślę, że sporo ponad 1000.

 

 

Czy taka Izba Muzealna w Sąpłatach to jedyny obiekt, który założyła Maryna Okęcka-Bromkowa?

 

Nie. Maryna zakładała mnóstwo takich miejsc. Była pasjonatką regionalnej historii. Zachęcała ludzi, którzy mieli w sobie tę iskrę bożą, dary rzeźbienia, tworzenia, śpiewania... aby gromadzili, spisywali swoją twórczość. Chciała w ten sposób ocalić od zapomnienia te wartości. Założyła łącznie kilka takich izb w naszym województwie, w których gromadziła między innymi też dawne narzędzia użytkowe. Niestety, chyba żadna z tych izb nie przetrwała poza tę sąpłacką. Losy eksponatów też były różne. Był czas, że wiele z eksponatów na przykład kołowrotki były bardzo cenne i poszukiwane przez kolekcjonerów z zachodniej Europy. Mówiąc wprost były tam sprzedawane. W ten sposób wiele rzeczy poszło na stracenie. Podchody były też pod nasze muzeum, ale ja na takie rzeczy się nie godziłam, może dlatego nasze muzeum przetrwało.

 

 

I trwa nadal...

 

Owszem, a zbiory wciąż uzupełniam. Początkowo muzeum znajdowało się w obecnym budynku, ale na dole, gdzie dziś jest świetlica wiejska. Z czasem jedno pomieszczenie zabrano na kotłownię, bo zakładano centralne ogrzewanie i musieliśmy te skarby przenieść na górę do obecnej sali.

 

 

Może porozmawiajmy nieco o pani. Pochodzi pani z gminy Dźwierzuty?

 

73 lata temu urodziłam się w Baranowie na Kurpiowszczyźnie. I tam wychowałam. Wówczas jeszcze istniał tam prawdziwy, lokalny folklor. Przyznam, że moja rodzina słuchała audycji Tropami ludzi i pieśni, której autorką była Maryna Okęcka-Bromkowa, dziennikarka Radia Olsztyn. Mój tata zaczął nawet tańczyć polkę przy jednej z nich. Myślę, że te audycje miały na mnie ogromny wpływ. Wówczas nie sądziłam, że zaprzyjaźnię się Maryną.


Reklama

 

Kiedy pani trafiła na Mazury?

 

 

Właściwie po skończeniu Liceum Pedagogicznego w Ostrołęce. Był to rok 1966. Trafiłam najpierw do pracy w Łatanej Wielkiej, a dwa lata później byłam już w Sąpłatach. I jestem tu do dziś. Byłam nauczycielką w miejscowej szkole. Zrobiłam zaoczne studia, założyłam rodzinę. Prowadziłam typowe życie.

 

 

A męża gdzie pani poznała?

 

Już tu, w Sąpłatach. Wspólnie z Leszkiem wychowaliśmy czwórkę dzieci, w tym trzy nauczycielki. Syn jest policjantem. Dziś z perspektywy czasu wydaje mi się, że miałam u swoich dzieci autorytet, skoro aż troje z nich zostało nauczycielami. Jestem z nich dumna i z tego, że są to dobrzy ludzie, którzy dają sobie radę w życiu. Doczekałam się już też trzech wnuków.

 

Mówi pani, że była pani nauczycielką w Sąpłatach, a jakich przedmiotów pani nauczała?

 

W szkole ośmioklasowej uczyłam geografii, języka polskiego i historii. Gdy szkoła została przekształcona w palcówkę uczącą klasy 1-4, a potem 1-3 to zrobiłam też podyplomówkę z nauczania początkowego i tym się zajmowałam. Byłam też kierownikiem tej placówki do 1997 roku, kiedy została ona całkowicie zlikwidowana. Dzieci z Sąpłat zaczęły dojeżdżać do szkoły w Rumach.

 

No dobrze wrócimy do muzeum, jak wyglądało zbieranie eksponatów?

 

Z Maryną jeździłyśmy jej trabantem po okolicznych wsiach i wchodziłyśmy ludziom na strychy.

 

Wpuszczali?

 

Najczęściej tak. Mówili z reguły: „proszę wchodzić i tak nie ma tam nic ciekawego”. A tymczasem znajdowałyśmy tam mnóstwo skarbów. Chętnie nam je oddawali. Ale bywało i tak, że niektórych rzeczy nie brałyśmy, bo były zbyt cenne. Tak było w Łupowie, gdzie mieszkała bogata mazurska rodzina. Wpuściła nas na strych, a my znalazłyśmy drogocenne porcelanowe naczynia. Była to wyjątkowa rzadka i cenna porcelana. Miała ogromną wartość. Powiedziałyśmy o tym domownikom. Ale mimo to dali nam jeden talerz. Był, co prawda, delikatnie uszczerbiony, ale i tak znacząco wzbogacił kolekcję naszego muzeum. Potem wypożyczyło go od nas jakieś inne muzeum na wystawę i ślad po nim zaginął, niestety. Niestety, bywało, że z takich małych muzeów cenniejsze eksponaty ginęły. Takie perełki były poszukiwane. U nas się ostały.

 

 

Ma pani jakiś swój ulubiony eksponat? Jaki jest dla pani najcenniejszy?

 

Dla mnie cenne jest wszystko to, co świadczy o ludziach, którzy tu mieszkali. Nie chciałabym, aby pamięć po nich, po ich dorobku, zaginęła. Ale lata lecą i czas pomyśleć, co dalej. Najbardziej chciałabym, aby zbiory trafiły do jakiejś instytucji na przykład Gminnego Ośrodka Kultury w Dźwierzutach. Proponowałam to nawet pani wójt. Bo przyznam, że pomysł, aby zbiory trafiły do szkoły w Linowie, bo chcą tam stworzyć, jakąś izbę pamięci nie bardzo mi się podoba.

 

 

Dlaczego?

 

Bo po pewnym czasie może się okazać, że to oni to tworzyli, a nie Maryna Okęcka-Bromkowa. Historia może zostać zakłamana. A poza tym w końcu może zostać to zlikwidowane i te kilkadziesiąt lat gromadzenia unikalnych przedmiotów może być zaprzepaszczone. W żadnym wypadku do Linowa zbiorów nie oddam.

Reklama

 

 

Jest szansa, aby zostały w Linowie?

 

Mam taką nadzieję. Pojawiło się kilka bardzo aktywnych kobiet, które zaczęły działać w naszym sołectwie i liczę, że one mogą się tym zająć. Mówią, że pomogą. A ja chętnie bym im to już przekazała. Nie chciałabym, aby skarby naszego muzeum poszły do innej wsi, bo byłoby to takie zdradzenie tych mieszkańców Sąpłat, którzy angażowali się w powstanie tego muzeum. Wiele osób pomagało mi przy remoncie tej salki muzealnej. Czułabym się z tym bardzo źle, gdybym pozwoliła na przeniesienie tego muzeum do Linowa. Zgodziłabym się jedynie na kompromis taki, aby eksponaty trafiły do Dźwierzut, od ośrodka kultury, który jak zostanie rozbudowany mógłby wygospodarować salę na taką izbę pamięci.

 

 

Muzeum w Sąpłatach działa już bardzo długo, czy nie było osób, które były zainteresowane eksponatami?

 

Oj, cwaniaczków, którzy chcieli przejąć te zbiory nie brakowało. Nasiliło się to głównie już po śmierci Maryny. Co i rusz pojawiali się jacyś ludzie i pod szyldem dobrych intencji chcieli to zagarnąć, a potem sprzedawać. Może pan się ze mnie śmiać, ale za każdym razem, gdy miało dojść do czegoś złego, Maryna mi się śniła. Pamiętam jak dziś, że tuż przed śmiercią powiedziała: Zosiu pilnuj tych skarbów na ziemi, a ja będę czuwała nad nimi tam z góry. Ostatnio znowu mi się śniła. Dokładnie po tym artykule, w którym była informacja, że zbiory mogą trafić do Linowa. To chyba jakiś znak, że muszę po raz kolejny powalczyć, aby nie zaprzepaścić tych zbiorów.

 

 

Czy budynek muzeum w Sąpłatach nadal nadaje się do trzymania takich skarbów?

 

Oprócz muzeum jest tu świetlica, sala kościelna - kaplica oraz mieszkają trzy rodziny. Budynek jest zabytkowy i chyba jeden z piękniejszych obiektów poszkolnych w naszym województwie. Owszem jest zaniedbany, głównie dach. Ale tak sobie myślę, że jakby gmina pomogła, to można byłoby go odrestaurować. Zabezpieczyć. Myślę, że warto się nad tym zastanowić, póki jeszcze jest co ratować. Trzeba pamiętać też o tym, że mieszkańcy Sąpłat już niejednokrotnie sami go remontowali. Myślę, że czas, aby gmina się tym obiektem zajęła na poważnie. Wiem, że jest to wspólnota, ale gmina też ma tu swoje udziały i powinna zainicjować pewne działania.

 

Jak długo przyjaźniła się pani z Maryną Okęcką-Bromkową?

 

Długo, jakieś 26 lat. Była nawet matką chrzestną mojego syna. Czuła się u nas jak członek rodziny. Maryna zmarła w 2003 roku i jej ciało spoczęło na cmentarzu w Olszynie. Jej grobem opiekuje się mój syn, który mieszka w Olsztynie.

 

 

A jak się poznałyście?

 

Zamieszkała w leśnej chałupie w Sąpłatach. Budynek był pięknie położony, ale bardzo zaniedbany. Remontowała go, pisała książki, poznawała ludzi. I tak się poznałyśmy, zaprzyjaźniłyśmy. Potem połączyła nas pasja „zbierania historii regionalnej”, czego efektem jest muzeum. Mam nadzieję, że ono przetrwa, nawet jak mnie zabraknie...



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Witacze Juranda, a w marzeniach... gród rycerza
    Bardzo dziękuję za wyjaśnienie. Odpowiedź bardzo wyczerpująca i ciekawa. Bez sarkazmu tylko powiem, że mój wcześniejszy komentarz, to bardziej pytanie retoryczne, bo faktycznie jest tak, jak opisał mi przedmówca. Szkoda tylko, że ci sami urzędnicy po godzinach projektują, adaptują projekty, często są kierownikami budowy i mają i mają do tego odpowiednie kwalifikacje, pozwolenia. Oczywiście mają do tego prawo, bo za swoje się uczyli i nikt im tego nie broni, ale gdy trzeba coś zaprojektować w godzinach pracy, to już brakuje, ale mam wrażenie, że chęci a nie kwalifikacji.

    WCpiker


    2020-05-29 11:02:34
  • 33 zarzuty dla... 13-latka
    hahahahahaha co za beton umysłowy podaje jakie kolwiek hasła innym użytkownikom internetu xD

    zenek


    2020-05-29 10:59:08
  • Wójt apeluje i ostrzega: „albo będzie uczciwie, albo drogo”
    Dlaczego uczciwi mają ponosić większe koszty. Skoro brakuje deklaracji to gmina niech to zweryfikuje i wyślę upomnienia o deklaracje do tych, którzy jej jeszcze nie złożyli, tak aby miał deklaracje z każdego gospodarstwa domowego.

    Justyna


    2020-05-29 08:24:14
  • Chamstwo czy brak wyobraźni?
    Na zdjęciu widać uchylone okno w srebrnym aucie, to czyli kierowca mógł być w aucie. Po drugie widzimy tylko część całości, co się dzieje po drugich stronach pojazdów. KRZYŚ nie MIŚ

    Krzyś


    2020-05-29 00:09:05
  • „Policjanci” staną na Lanca i Królowej Jadwigi
    Niech radni miasta wezmą pod uwagę cała ulice WładysławaIV bo ta ulica jest bardzo nie niebezpieczna

    Ja


    2020-05-28 20:31:08
  • Chamstwo czy brak wyobraźni?
    A ja jak patrzę na to zdjęcie to szlag mnie trafia. Bo nie chodzi o niepełnosprawność, tylko o to, jak kierowca jednego samochodu, albo pasażer drugiego pojazdu mogą się do niego dostać. Chyba, że to anorektycy. Ja sam spotkałem się z taką sytuacją przed laty na dziedzińcu ratusza. Lato. Przyjechała rodzina ze Śląska. Żona wyprawiła mnie na oblot miejscowych atrakcji. Chcąc, nie chcąc poszliśmy do muzeum. A tam przed samym wejściem zaparkowany samochód. Blokował kompletnie wejście. Miotały się tam na ganku jakieś kobitki z telefonami, ale nic nie wskórały. Ale w celu pozyskania przychodu wpuściły nas do przybytku wejściem nieoficjalnym, za co im dziękuję. Ale głupota ludzka nie zna granic. Albo arogancja.


    2020-05-28 20:07:37
  • Witacze Juranda, a w marzeniach... gród rycerza
    Wyjaśniam. W każdym powiatowym urzędzie budownictwa i architektury zasiadają niemal wyłącznie budowlańcy. Architekt jest tam rzadkością. Na ogół trafia tam taki delikwent, któremu nie udało się zaistnieć jako twórca, zatem, żeby jakoś przeżyć, został urzędnikiem. W sumie urzędasem, ponieważ za swoje niepowodzenia mści się jak może na zdolniejszych kolegach, poniewierając nimi w imię urzędowej litery prawa. Tak jest wszędzie. W całej Polsce, a zwłaszcza powiatowej. Warto dodać, że zawodowe uprawnienia nic nie znaczą, jeśli nie należy ów architekt do miejscowej izby, czyli korporacji, gdzie płaci dość solidne stawki za prawo wykonywania zawodu w danym regionie. A kto tu mówi o studentach? Ci, w poważnych sprawach, wyłącznie pracują dla sławy swoich profesorów i wara im od jakiegokolwiek autorstwa. Czyli wniosek. Nie ma tak, żeby coś było tanio. Każdy musi się nachapać, bo nie po to kończył studia. A najwięcej te matoły, którym nie bardzo powiodło się w życiu.

    Do WCpiker


    2020-05-28 19:50:21
  • Do porodu pędzili w policyjnej eskorcie
    Dzieki Bogu wszystko skończyło się dobrze. Nieodpowiedzialnym rodzicom wystawiłabym mandat, jeżeli rozpoczęła się akcja porodowa powinni udać się do najbliższej placówki dla bezpieczeństwa matki i dziecka. Zamiast chwiało się cała akcja powinni pokornie podziękować i nie robić sensacji.

    Andzia


    2020-05-28 14:30:19
  • Puchar Powiatu, jak Puchar Polski
    Super pomysł :)

    Greg


    2020-05-28 13:47:09
  • Na Maca pojedziemy na Pasymską?
    z makdonaldem w kierunku wielbarka, pelno tam tez wolnych dzialek

    dobry pomysl


    2020-05-28 12:22:23