Czwartek, 22 Sierpień, Imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Może znów będzie sukces? - felieton pastora Andrzeja Seweryn


Odpocznijmy, drodzy Państwo, od smutnych i bolesnych uczuć i emocji, które targały nami w ostatnich dniach. Należy nam się emocjonalny odpoczynek i oderwanie się od naszej bardzo smutnej ostatnio rzeczywistości. To też jest sztuka, żebyśmy potrafili nie tylko fizycznie, ale również emocjonalnie odpoczywać po trudach dnia codziennego i naszych narodowych traumach. Dlatego też postanowiłem napisać dzisiaj o czymś pozytywnym, co może dać nam trochę pozytywnych emocji i nadziei na sukces. Tym razem w branży filmowej.



Bo kiedy piszę ten tekst, a jest poniedziałek, nie wiem jeszcze, czy głośny film „Zimna wojna” w reżyserii Pawła Pawlikowskiego dostanie nominację do Oscara w kategorii: film nieanglojęzyczny. Jutro bowiem oscarowe nominacje zostaną ogłoszone, zaś statuetki rozdane będą pod koniec lutego. Kiedy więc będziecie Państwo czytać ten felieton w czwartek, będzie już wiadomo, czy nasz polski film tę nominację otrzymał.

 

Nie jestem jakimś wytrawnym kinomanem, ale nie tak dawno, mając trochę wolnego czasu, udałem się do jednego z warszawskich kin, by obejrzeć to dzieło sztuki filmowej. Jest rzeczywiście niezwykłe, bardzo przejmujące w swojej warstwie psychologicznej i emocjonalnej, zaś kreacje aktorskie Joanny Kulig i Tomasza Kota – wybitne i bardzo sugestywne. Film nostalgiczny, głęboki i poruszający. Nie sposób go po prostu zapomnieć. Tym bardziej, że odwołuje się również do naszej trudnej, powojennej historii będącej kontekstem dla opowiedzianej historii bardzo trudnej miłości dwojga ludzi. Dwóch wrażliwych i artystycznych dusz, które ani z sobą, ani bez siebie nie potrafią żyć.

 

Jak zapewne większość z nas wie, film „Zimna wojna” jest już bardzo uznanym i nagrodzonym dziełem filmowym, stąd rozbudzone nadzieje nie tylko na nominację do Oscara, ale także na może niejedną nawet statuetkę. Film ten na Festiwalu w Cannes w maju 2018 roku otrzymał prestiżową Złotą Palmę za reżyserię, zaś na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w ubiegłym roku otrzymał również Złote Lwy. Z kolei w grudniu ubiegłego roku Europejska Akademia Filmowa nagrodziła film aż w czterech kategoriach: najlepszy europejski film roku, najlepszy reżyser roku, najlepsza europejska aktorka roku, najlepszy montażysta roku oraz najlepszy europejski scenarzysta roku. Nie wspominam o innych laurach i nagrodach zdobytych również za oceanem, a także o silnej promocji filmu przez jej twórców oraz przez samą Joannę Kulig, która robi zawrotną karierę w Hollywood i Stanach Zjednoczonych jako aktorka wybitna i zjawiskowa.

 

Nic więc dziwnego, że komisja oscarowa Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej wytypowała film Pawła Pawlikowskiego pt. „Zimna wojna” jako polskiego kandydata do Oscara w kategorii: film nieanglojęzyczny. Czy ma już nominację? Dowiem się już jutro. Szczerze życzę wybitnym twórcom tego arcydzieła filmowego jak największych sukcesów i co najmniej jednego Oscara. Ale jeśli nawet ten film nie otrzyma żadnej statuetki, to i tak nie przestanie być dziełem wybitnym, z którego możemy – jako Polacy - być dumni! Polskie kino ma się bowiem świetnie i oby tak dalej.


 

Potrzebujemy bowiem również jednoczących nasz naród pozytywnych emocji, a nie tylko traum i tragedii lub silnych zagrożeń zewnętrznych, by te dały nam okazję poczuć się znowu narodową wspólnotą. W ostatnich latach to raczej sport dawał nam taką wspólnotową pozytywną energię. Najpierw była era sukcesów sportowych Adama Małysza, potem również spektakularna kariera skoczka narciarskiego Kamila Stocha albo tytuł mistrza świata wywalczony przez naszych wspaniałych siatkarzy na zeszłorocznych Mistrzostwach Świata.

 

Tymczasem ostatni konkurs skoków w Zakopanem w ramach Pucharu Świata okazał się bardzo słaby w wykonaniu naszych mistrzów, którzy jakby stracili impet z pierwszej części sezonu. Może więc błyskotliwa kariera polskiego piłkarza młodego pokolenia i napastnika Krzysztofa Piątka, który najprawdopodobniej zostanie graczem utytułowanego włoskiego klubu AC Milan, znowu rozraduje serca kibiców piłki nożnej. Tylko że kibicami futbolówki nie są przecież wszyscy Polacy.

 

Problem w tym, że nawet jeśli ktoś z naszych rodaków odniesie wielki sukces, zrobi międzynarodową karierę lub zdobędzie zasłużoną sławę, to i tak znajdą się całe rzesze zazdrośników, krytyków i po prostu zawistnych ludzi, którym wszystko się nie podoba i nadal będą narzekać lub dyskredytować czyjeś osiągnięcia i sukcesy. Na szczęście zauważą je, docenią i nagrodzą inni, ci poza granicami naszego kraju – bardziej obiektywni i potrafiący docenić kunszt, artyzm, mistrzostwo i piękno!

 

Może więc spróbujmy – na przekór naszym narodowym przywarom – cieszyć się sukcesami naszych wybitnych sportowców, artystów lub aktorów i życzyć im szczerze laurów i Oscarów. Jesteśmy przecież zdolnym narodem, który ma w sobie wielki potencjał. Nie marnujmy go, tracąc swoją witalność, kreatywność i wielkie możliwości przez permanentne i niegodne zwalczanie siebie nawzajem.

pastor Andrzej Seweryn



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze