Środa, 22 Maj, Imieniny: Jana, Moniki, Wiktora -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Mistrzyni w łucznictwie Hania Sadowska (zdjęcia)


Hanna Sadowska została mistrzynią Polski w Łucznictwie Tradycyjnym. Trudno powiedzieć, czy to sport popularny i zapewne niewiele osób wie, czy i jak wiele trzeba włożyć wysiłku w zdobywanie takich laurów. Hania wie – więc opowie.



Długo już trenujesz?

 

Kilka lat, ze trzy. Wtedy zaczęłam brać udział w turniejach. Ale już rok wcześniej zostałam członkiem naszej szczycieńskiej drużyny łuczniczej, działającej przy Miejskim Domu Kultury i w strukturze polskich grup rekonstrukcyjnych, historycznych występujemy jako 34. Chorągiew Komturii i Miasta Szczytno. Wtedy, przez ten rok, można powiedzieć, że się przyuczałam, także do strzelania z łuku.

 

A skąd pomysł, by w ogóle do tej drużyny – Chorągwi, przystąpić?

 

To było spontaniczne. Któregoś roku wyglądałam z okna biura i widziałam, jak w ruinach odbywały się jakieś zawody czy pokazy łucznicze. Tak mi się to wtedy spodobało, że postanowiłam na drugi dzień iść i się zapisać. I tak zrobiłam. Widziałam tylko łuki i bardzo chciałam nauczyć się z nich strzelać. Nie wiedziałam, że to drużyna rekonstrukcyjna, że to znacznie, znacznie więcej atrakcji, emocji, fantastycznych wydarzeń i przeżyć. Ale już się o tym przekonałam i jedyne, czego żałuję to to, że tak późno się o tym dowiedziałam i tak późno zaczęłam.

 

W jakich wydarzeniach brałaś już udział?

 

Chyba nie jestem, w stanie wymienić. Jeżdżę gdzie tylko mogę (gdy czas pozwala). Różnych turniejów łuczniczych jest wiele. Na przykład w obrębie naszego województwa Grunwaldzka Akademia Miecza organizuje cały cykl takich zawodów. Jest też rozgrywana Liga Północy, obejmująca właściwie całą właśnie północną część Polski ale... głównie Mazury. Odbywają się nawet – co może wydawać się aż niemożliwe w łucznictwie – turnieje korespondencyjne. Są to turnieje organizowane lokalnie, a ich wyniki następnie są porównywane i oceniane w skali ogólnokrajowej.

 

Mimo wszystko wydaje się, że 3 lata trenowania, by zostać mistrzem, to strasznie mało...

 

Bo to nie tylko czas, ale głównie intensywność trenowania, a ja strzelam z łuku w każdej wolnej chwili, dosłownie – w każdej. Nawet jak gotuję obiad, to między wrzuceniem mięsa do garnka a obieraniem warzyw znajduję chwilę na 3-4 strzały we własnym ogrodzie.

 

Czyli masz w tym ogrodzie urządzoną jakąś strzelnicę?

 

Wiele zachodu nie trzeba. Wystarczają stojaki i mata łucznicza. Te elementy są do kupienia, ale na swoje potrzeby sama sobie produkuję tarcze ze słomy czy słomy. Teraz już mój „tor strzelecki” nie jest zabezpieczany, ale na początku, gdy z celnością jeszcze najlepiej nie było, ochraniałam moje miejsce strzelania w ogrodzie dodatkową siatką. I nie trzeba tu wcale, przynajmniej na początku, jakichś szczególnie profesjonalnych „narzędzi” ani sprzętu. Problemem dla łuczników, a my w Szczytnie ten problem odczuwamy dość dotkliwie, jest trenowanie zimą. Nie jest do tego potrzebne jakieś szczególnie przystosowane miejsce, ale dach nad głową i trochę przestrzeni musi być. Korzystamy gościnnie z sal gimnastycznych, ale to bywa kłopotliwie, bo tor trzeba rozłożyć, później złożyć, a nie zawsze sala jest na tyle długo wolna, że możemy się „wcisnąć”.

 

Do poważniejszych zawodów, w których zresztą cała szczycieńska drużyna odnosi niebagatelne sukcesy, łuk chyba musi być jakiś porządniejszy? Nie wystarczy taki, jaki się kiedyś robiło u dziadka na wakacjach: kawałek przygiętego patyka z uwiązanym sznurkiem?

 

I na początek to naprawdę w zupełności wystarczy. Powiem nawet, że na jednym z większych wydarzeń łuczniczych dwóch chłopców – zawodników zrobiło sobie takie łuki, a strzelanie i tak szło im doskonale. Ale łuków, tych tradycyjnych, jest mnóstwo. Trzeba pamiętać, że jest to broń, która była używana chyba na całym świecie, w różnych okresach historycznych, w różnych wojskach, bitwach itp. Inaczej swoje łuki robili Indianie, inaczej np. Mongołowie czy Tatarzy. I dzisiaj też te różnice są podkreślane. W rekonstrukcjach historycznych są używane takie, które w danym okresie czy danym wydarzeniu były faktycznie wykorzystywane. I właściwie z takich właśnie strzelamy na turniejach. Na pewno ich mechanika jest nieco odmienna od pierwowzorów, bo technologię produkcji mamy lepszą, ale... drzewa gorsze, ale wszyscy, w tym najlepsi producenci, starają się, by te nowe „stare” łuki były do tych pierwowzorów jak najbardziej zbliżone.


 

A twój łuk?

 

Który? Bo mam cztery. Zaczynałam od klasycznego, jak to nazywamy „robina”, który ma 12 kg siły naciągu, a im stawałam się w tej sztuce sprawniejsza, tym używałam mocniejszych łuków: też „robina”, ale już z 16-kilogramowym naciągiem. Później używałam „kayi”. To krótki łuk, używany dawniej przez koreańskich konnych wojowników. Wspaniały, mój ulubiony, chociaż nie strzelam z niego jeżdżąc konno. Żałuję, bo tego akurat robić nie mogę, a bardzo bym chciała. Obecnie trenuję z kolejnym łukiem, naturalnym, walijskim dlatego, że takich używali dawniej Walijczycy. Co prawda ten mój jest odrobinę krótszy od tych pierwotnie bardzo długich łuków Wyspiarzy, bo sama jestem trochę od nich „krótsza”. Ten ma już 21 kg naciągu i nim właśnie wygrałam ostatni turniej w Golubiu Dobrzyniu.

 

Rozumiem, że łucznictwo stało się w ostatnich latach twoją ogromną pasją, wręcz miłością. Czy są jednak jakieś inne? Z tego co wiem, aktywności nigdy ci nie brakowało...

 

Od 10 lat ćwiczę i wciąż szlifuję pływanie. Idzie mi nieźle, na poziomie określanym jako zawodowstwo amatorskie. Obie te swoje sportowo-rekreacyjne miłości zaszczepiam każdemu w mojej rodzinie. Z różnym skutkiem, oczywiście. Ale tu muszę się pochwalić, że drużyną rodzinną, w skład której wchodzę ja, mój mąż i... nasza wnuczka, obecnie 11-letnia, trzy lata temu weszliśmy nawet do finału cyklu „Warmia i Mazury pływają”. Biorąc pod uwagę że Wiktoria miała wtedy lat osiem, a my oboje... cóż w sumie to już wiek, to ósme miejsce w gronie ekip o znacznie niższej średniej wieku, był to nasz sukces. Swoją drogą, to właśnie wnuczce, Wiktorii, go zawdzięczamy, bo miała najlepszy czas. Ale w ubiegłym roku w tych zawodach indywidualnie wygrałam, a w tym roku zwycięski puchar znów należał do mnie.

 

Czy strzelaniem z łuku też wnuczkę już zaraziłaś?

 

Próbuję, oczywiście. Gdy jest w Szczytnie uczestniczy ze mną w różnych rekonstrukcyjnych wydarzeniach. Zawsze w przebraniu idzie ze mną w Jurandowym orszaku podczas Dni i Nocy Szczytna. Niestety, na co dzień mieszka w Hamburgu. I tam, co mnie bardzo cieszy, kontynuuje trenowanie pływania. Nie wiem, jak to przełożyć na polskie struktury sportowe, ale w tym roku Wiktoria „wypływała” sobie niemiecką Złotą Kartę, co stawia ją w grupie już dobrych pływaków.

 

Coś nowego masz w zanadrzu? Czy na wszelki wypadek wolisz już nie wyglądać przez biurowe okno, żeby cię nic innego tak radykalnie nie wciągnęło?

 

Zupełnie hobbystycznie param się trochę też tkactwem średniowiecznym. Robię np. krajki. Tak mi zostało z początków działalności w drużynie, gdy to strzelanie było trochę uboczne, a rekonstrukcje główne. I do tych rekonstrukcji trzeba było samemu przygotowywać sobie stroje, robić rekwizyty. W tej chwili łuk króluje niemal niepodzielnie, bo zaczynam treningi do Mistrzostw Europy. Zresztą nie tylko ja, bo cała drużyna. To już, można powiedzieć, nieco „wyższa szkoła jazdy”, większe wymagania, większe potrzeby, w tym finansowe i sprzętowe głównie. I tylko nasze drużynowe możliwości nie chcą czemuś rosnąć tak, jak te europejskie wymagania, a ani drużynowo, ani indywidualnie nie mamy jakiegoś „dobrego wujka”, który miałby jednocześnie i pieniądze, i upodobanie do łucznictwa. Mimo to mam nadzieję, że pojedziemy na te mistrzostwa i pokażemy wszelkim prawdziwym potomkom Robin Hooda czy Wilhelma Tella, jak się naprawdę strzela z łuku!

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Komendant Fałdowski odwiedził rannych słuchaczy
    A co z delikwentem, który ich postrzelił. Ciekawe to, że doświadczony instruktor zaprezentował jakiś kompletny brak profesjonalizmu. Podobno broń raz w roku sama wypala - ale żeby w ręku zawodowca? Zupełnie tego nie rozumiem. Po to jest instruktor, żeby nauczyć bezpiecznego posługiwania się bronią palną. Więc co on w sumie tam zrobił?
    Autor: Taki sobie czytelnik
    2019-05-22 14:42:34
  • Egzaminy mimo strajku
    O! Jaki purysta językowy!!! A czytać ze zrozumieniem potrafi? Chyba nie, bo dopiero zaczął pić poranna kawę w biurze (sądząc po czasie dokonania tego wpisu).
    Autor: Śmieszek do Tomasza TK
    2019-05-22 12:44:33
  • 500 sztuk węgorza trafiło do naszych jezior (zdjęcia)
    Popatrzcie, nawet tutaj nasz ukochany Burmistrz- na pewno to z jego inicjatywy. Ale facet ma parcie na szkło. nasi celebryci mogliby się od niego uczyć. Strach otworzyć lodówkę- żeby nie ukazał się Pan Burmistrz
    Autor: dr
    2019-05-22 09:13:21
  • Pieski problem straży miejskiej
    Stanowczo muszę przyznać rację osobie o nicku \"Mieszkaniec\". Gratulacje dla tych radnych. Pijar zaistniał. Regresywny i czarny ale jest :-D
    Autor: Tomasz TK
    2019-05-22 08:05:41
  • Egzaminy mimo strajku
    Przeczytaj coś napisał w dniu :2019-05-20 11:38:46 i powiedz nam, gdzie pobierałeś nauki :-D W szkole im. Janusza Korczaka w Szczytnie, płynniej operują konstrukcją zdań :-D
    Autor: Tomasz TK / Do Śmieszek
    2019-05-22 07:32:17
  • Pieski problem straży miejskiej
    Wladze miasta i inne instytucje każą sprzątać po zwierzętach ale gdzie mają wyrzucać owe fekalia?, brak odpowiednich do tego smietników ,obecnie tylko kilka stoi na osiedlu Leyka,a w mieście brak,proszę zasięgnąć informacji od sanepidu gdzie takie rzeczy powinno się wyrzucać bo napewno nie do koszy dostępnych w mieście a dopiero potem karać ludzi grzywnym i ścigać .
    Autor: Szczytnianka
    2019-05-21 19:52:07
  • Pieski problem straży miejskiej
    Posiadam psa i po nim sprzątam ale bardzo chętnie się dowiem na jakie cele przeznaczone są środki pozyskane z opłaty od posiadania psów a wynikające z UCHWAŁA Nr XIX/140/2016 Rady Miejskiej w Szczytnie z dnia 28 października 2016 r.. Czy pozyskanych środków nie można przeznaczyć na zakup odkurzaczy do sprzątania psich odchodów (co oczywiście nie zwalniałoby posiadaczy czworonogów od sprzątania). Czy rażą nas w oczy tylko psie odchody? Co z wszędzie porozrzucanymi i potłuczonymi butelkami lub śpiącymi w biały dzień na ławkach żulach?
    Autor: Mieszkaniec
    2019-05-21 18:44:40
  • Jednak odbudują stary kościół w Klonie
    Klon to piękna miejscowosć, pomimo, że zachowało się tam sporo zabytków to oryginalny jej wygląd niestety nie został wystarczająco uszanowany. Szkoda, ze w Polsce, pomimo trudnych dziejów, wojen, komuny, nie dbamy o starą architekturę. Zarówno tą pierwszej klasy zabytkową (dwory, lesniczówki, koscioły, pałace), jak i mniejszą - wiejską i młomiasteczkową. Zarówno ceglaną jak i często drewnianą -typową kiedys dla ziem zarówno Warmii i Mazur jak i Kurpii, Mazowsza, Podlasia. Powinien być program, który zachęcałby ludzi do adaptowania i konserwowania starych domów. Zamiast budowania nowoczesnych, nie pasujących \"gargameli\", sajdingów, metalowych o zgrozo płotów i ogromu reklam. Przecież nie trzeba aż tak dużych kosztów by zdobyć dofinansowanie na dach, uzupełnić cegły a przypadku domów drewnianych dbać o nie sumiennie np. pokostem bali i uzupełnianie ubytków drzewem, którego i tak mamy w polskich tartkach obecnie za dużo. Szkoda. Nie dojrzelismy w Polsce do tego by dbać o nasze dobro architektoniczne i przyrody tak jak w innych krajach.
    Autor: Omnrn
    2019-05-21 15:38:27
  • Zamkowe ruiny w rękach wykonawcy
    Pamiętam taki parkan wokół zamku - był długo. A jak go zdjęto - zamku prawie nie było.
    Autor: Krajan
    2019-05-20 16:25:30
  • Egzaminy mimo strajku
    Do Pasymiaka: żeby iść na kasę do przysłowiowej biedronki to trzeba umieć obsługiwać kasę fiskalną, a także umieć czytać i pisać - wiesz, gdzie tego uczą?
    Autor: Śmieszek
    2019-05-20 11:38:46