Reklama


Reklama

Mistrzowie zawodzą - felieton pastora Andrzeja Seweryna


Rok mamy wyjątkowy, wakacje też wyjątkowe i niepodobne do poprzednich. Ta wyjątkowość dotknęła niemal wszystkich ludzi oraz niemal wszystkich dziedzin naszego życia i wiadomo, z jakiego powodu. Mam tu na myśli również kibiców piłkarskich, którzy ostatnie miesiące cierpieli katusze nie mogąc pójść na mecze swoich drużyn na stadiony, choć jeszcze przed wakacjami udało się wznowić ligi krajowe, ale mecze odbywały się bez udziału publiczności.

 



Okres wakacyjny był dla speców od kopania piłki również czasem zasłużonego, choć często krótkiego wypoczynku. W zależności od tego, w jakiej lidze i jakiej drużynie ktoś grał, tak też spędzał swoje wakacje. W mniej lub bardziej odległych, ciepłych krajach i w mniej lub bardziej ekskluzywnych warunkach.

 

 

 

Choć rozgrywki ligowe w wielu krajach zakończyły się już jakiś czas temu, to jednak na osłodę – jak smakowita wisienka na torcie – pozostała kibicom końcówka najbardziej prestiżowych w Europie rozgrywek Ligi Mistrzów. To zupełnie wyjątkowa sytuacja dla kibiców, którzy w sierpniu mogą delektować się futbolem na najwyższym poziomie. Gdy piszę ten tekst, jesteśmy jeszcze przed dwoma pojedynkami półfinałowymi. Kiedy w czwartek weźmiecie do ręki ten numer naszego Tygodnika, będzie już wiadomo, kto zagra o finał w najbliższą niedzielę w stolicy Portugalii - Lizbonie.

 

W tym roku mamy do czynienia z rzeczą zupełnie zdumiewającą. Otóż w końcowej fazie rozgrywek Ligi Mistrzów zabrakło drużyn z najsilniejszych lig europejskich, takich jak: hiszpańska, angielska i włoska. Pozostały za to dwie drużyny z ligi niemieckiej: Bayern Monachium i RB Lipsk oraz dwie drużyny francuskie: Olympique Lyon i Paris Saint-Germain. Myślę, że wielu z nas kibicuje szczególnie Bayernowi oraz naszemu kapitanowi reprezentacji – Robertowi Lewandowskiemu, który rozgrywa fantastyczny sezon i kandyduje do miana najlepszego piłkarza globu w sezonie 2019/2020.

 

Gdzie podziały się takie potęgi futbolu jak Real Madryt, Barcelona, Manchester City, Liverpool czy Juventus Turyn? Otóż wielcy mistrzowie przegrali, a niektórzy z kretesem, bo pokonali ich inni, często młodsi i głodni sukcesów pojedynczy gracze i całe drużyny, które postanowiły złamać monopol tych najbardziej utytułowanych klubów w Europie. Niektórzy przegrali z powodu złej taktyki lub polityki transferowej, inni z powodu słabości trenerów, którzy nie mieli charyzmy, by zmotywować swoich zawodników do zwycięskiej walki. Jeszcze inni pojedynczy mistrzowie nie dali rady, bo przez ostatnie lata budowali swoją markę, ale ostatnio bez wsparcia kolegów nie byli w stanie sami wygrać meczów swoich drużyn.


Reklama

 

Najbardziej spektakularne porażki ponieśli w tym sezonie Ligi Mistrzów tacy wielcy i niekwestionowani mistrzowie futbolu jak: Lionel Messi, który od 20 lat gra w Barcelonie i ma dzisiaj 33 lata. czy 35-letni dziś Cristiano Ronaldo – wielka gwiazda Realu Madryt przez 9 lat, a od dwóch lider Juventusu. To wielkie nazwiska, a osiągnięcia tych dwóch panów są naprawdę imponujące! Niestety, tym razem mistrzowie, a może lepiej całe ich drużyny srodze zawiodły, czego spektakularnym symbolem była ostatnia sromotna porażka Barcelony z Bayernem w stosunku 2:8.

 

Czas robi swoje, młodzi i silni dochodzą do głosu, więc starzy mistrzowie sportu muszą wcześniej czy później odejść na sportową emeryturę. Nie zawsze bowiem się wygrywa. Tak bywa również z mistrzami gry politycznej. Myślę, że nieobojętna nam jest aktualna i bardzo napięta sytuacja polityczna na Białorusi, gdzie panujący od 26 lat prezydent tego kraju traci gwałtownie społeczne poparcie. A ponieważ to wszystko dzieje się tuż za naszą wschodnią granicą, więc życzylibyśmy sobie z pewnością, żeby dalszy bieg wydarzeń w tym kraju nie naraził na szwank naszego narodowego bezpieczeństwa.

 

Mamy wielu mistrzów w różnych dziedzinach naszego życia, ale ponieważ są to mimo wszystko tylko ludzie, więc ci mistrzowie też czasem zawodzą albo wcześniej czy później muszą uznać wyższość innych, którzy stają się nowymi mistrzami na kolejne lata. Tak to już bywa w życiu, sporcie czy polityce.

 

Jest jednak taki Mistrz, któremu nikt i nigdy nie odbierze palmy pierwszeństwa, bo pozostanie On niedoścignionym Mistrzem na zawsze. To Jezus Chrystus – nasz wielki Pan i Mistrz, który pewnego dnia powiedział do swoich uczniów: „Niech was też nie tytułują: Mistrzu. Jeden jest waszym Mistrzem – Chrystus. Ten, kto większy wśród was, niech będzie sługą innych. Kto się będzie wywyższał, zostanie poniżony, a kto się będzie uniżał – zostanie wywyższony” (Ew. Mat 23,10-12).

Reklama

 

Mistrzostwo w biblijnym kontekście ma zupełnie inny sens. Wiąże się bowiem nie z własnymi nadzwyczajnymi osiągnięciami, a przez to zachwytem milionów, którzy takich mistrzów podziwiają, ale ze służeniem innym ludziom. To nie daje nam, co prawda, prawa do używania tytułu „mistrz”, bo jest on zarezerwowany wyłącznie dla Jezusa, ale w duchowym sensie ten jest mistrzem (z małej litery), kto służy dobru innych, a nie zabiega o własną karierę działając wyłącznie dla własnych korzyści, rozgłosu i poklasku.

 

Jak powiedział mi mój przyjaciel – prawdziwy generał to nie taki dowódca, który dba wyłącznie o swoją pozycję i władzę w wojsku, ale ten, kto dba przede wszystkim o dobro powierzonych mu żołnierzy. To samo dotyczy trenerów, sportowców, polityków, duszpasterzy i innych. Jeśli tak nie będą czynić, to wtedy zawiodą - wcześniej czy później! Nasz Mistrz jednak nie zawiedzie nigdy!

 

pastor Andrzej Seweryn

(andrzej.seweryn@gmail.com)

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze