Piątek, 7 Maj
Imieniny: Beniny, Filipa, Judyty -

Reklama


Reklama

Milczenie, ciemność i wiele kilometrów do przejścia (zdjęcia)


Niemal 300 osób wzięło udział w tegorocznej szczycieńskiej edycji Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Uczestnicy mieli w tym roku do pokonania dwie trasy: 50 i 40 kilometrów. - Najważniejsze w tym wydarzeniu było same wyjście na drogę krzyżową – mówi ksiądz Piotr Kaczmarczyk. - Wychodzisz i już jesteś zwycięzcą...



W Wielki Piątek katolicy wspominają mękę i śmierć Jezusa Chrystusa na krzyżu. Z roku na rok coraz większą popularnością cieszą się Ekstremalne Drogi Krzyżowe. Łączą one przeżycia duchowe z fizycznym wyzwaniem. Odbywają się w nocy, a ich trasy liczą po kilkadziesiąt kilometrów. W szczytnie EDK odbyła się już po raz czwarty.

 

Ideą Ekstremalnej Drogi Krzyżowej jest to, aby przynajmniej w symboliczny sposób doświadczyć męki Chrystusa.

 

- W tym, że idziemy nocą długi dystans, że chce nam się spać, że nogi bolą, jest zimno i mokro, że czasem gubimy drogę jest jakaś namiastka cierpienia, którego On doświadczył – tłumaczył ksiądz Piotr Kaczmarczyk.

 

Podczas drogi obowiązuje reguła milczenia. Każdy szedł sam, na własną rękę, indywidualnie. To nie jest pielgrzymka, którą prowadzi ksiądz. Jedni szli szybciej, inni wolniej. Szczycieńska EDK rozpaczała się około godziny 19. Ostatni pielgrzym ukończył ją dnia następnego około godzin 7 rano.

 

36-letni Jacek Pietrzak EDK pokonał w 10 godzin.

 

- Kiedy wracasz po takiej drodze krzyżowej, dopiero widzisz jej efekty i sens – mówi. - Masz wszystko uporządkowane w głowie. W swoim sumieniu. Nie da się tego porównać do niczego innego. Jest ból, ale i radość. Radość, której dziś nam wszystkim tak bardzo brakuje.


Reklama

 

Jak podkreśla, po drodze trzeba stawić czoła różnego rodzaju wyzwaniom. - Raz zaskoczyła mnie pogoda. Dała mi szansę wyjść z mojej strefy komfortu i odpowiedzieć na pytanie: idę dalej czy zawracam? To była potężna mgła. Gdyby nie kompas, nie wiedziałbym gdzie iść. To był kluczowy moment próby. Tak jak w treningu: walczę dalej czy się poddaje - wspomina Jacek. - Co jest na końcu? Nic, poza ogromną satysfakcją i głębokimi przemyśleniami.

 

Jednym z warunków ukończenia trasy jest pokonanie jej w milczeniu. Po co ta zasada?

 

- Po to żebyśmy mogli zacząć rozmawiać sami ze sobą. Na co dzień nie mamy tego przywileju – tłumaczy ksiądz Piotr Kaczarczyk. - Po paru godzinach, kiedy schodzi z nas ta codzienność, te wszystkie problemy, dopiero zaczynamy dostrzegać to, co ważne i układać priorytety w swoim życiu – mówi.

 

- Nie było łatwo, szczególnie że to jest noc. 40 kilometrów jeszcze nie jest takie straszne, ale nie spać w ogóle jest trudno... Najważniejsze, że jestem u celu - mówiła naszemu reporterowi jedna z uczestniczek Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. - Wyglądało to przepięknie, jakby sznurek ludzi z latarkami w nocy szedł gdzieś za mną i przede mną. Czegoś takiego nie widziałem - przyznał inny uczestnik.

Reklama

 

Pytani o to, co dał im nocny marsz, odpowiadali zgodnie: umocnienie, sprawdzenie siebie, wewnętrzne przeżycie... Trzeba pokonać własny ból, trochę charakter. Dla siebie można dużo zyskać przechodząc tę drogę.

 

Fot. Zbigniew Gołda

 

Tegoroczna EDK w liczbach to:

- około 300 uczestników

- ponad sto osób zaangażowanych w jej organizację

- oraz 4000 osób, które pozytywnie odpowiedziały na zaproszenie do duchowego uczestnictwa w EDK.

- z dwoma mazurskimi trasami (40 i 50 km) zmierzyły się osoby przybyłe mi.in. z Gdańska, Warszawy, Kielc, Krakowa, Słupska Olsztyna, Bezled, Bartoszyc, Gołdapii, Bialegostoku, Kętrzyna, Szczytna.

- pamiętając o tym, że EDK ma walory religijne oraz kulturo- i etnopoznawcze - na 50-kilometrowej trasie uczestnicy EDK "zdobywali" nie tylko pieszo, ale i poprzez przeprawę wodną „Atlantydę Mazur” - wyludnioną obecnie miejscowość Małga (uprzednio poligon wojskowy - na terenie którego z zabudowy pozostała tylko wieża kościoła).



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze