Reklama


Reklama

Michał Jędrzejczyk – kandydat na olimpijczyka


Młody, bo zaledwie 18-letni gwardyjski judoka ma już niebagatelna kolekcję. - Jak ostatnio liczyłem, to miałem 42 medale – mówi. To kolejny sportowiec z naszego powiatu, który – co nie jest wykluczone – jeszcze niejeden raz zaskoczy kibiców zmaganiami na macie. O krótkiej, ale już intensywnej drodze życiowej rozmawiamy.



Jesteś mieszkańcem Jedwabna?

 

Dokładnie tak. Od samego urodzenia. Z całą rodziną: dwoma braćmi, siostrą i rodzicami, rzecz jasna. Z rodzeństwa jestem najstarszy. Tata jest policjantem w komendzie, a mama pracuje w sklepie. Ja jeszcze się uczę i – oczywiście – trenuję.

 

 

Uczysz się w...

 

 

Zespole Szkół nr 2, w technikum żywienia i usług gastronomicznych.

 

 

Bardziej chcesz więc być kucharzem czy sportowcem?

 

 

Oczywiście, że sportowcem, ale jakąś szkołę musiałem wybrać. Ponieważ rozważałem ewentualne studia w tym kierunku, właśnie jakieś żywienie, czy dietetykę, to wybrałem to technikum. Jako dziecko twierdziłem, że zostanę policjantem, idąc w ślady ojca. I chyba jeszcze z tego nie zrezygnowałem. Trudno na razie przewidzieć, jakie będą moje edukacyjne koleje losu. One są obecnie podporządkowane sportowi.

 

 

Pomówmy więc o sporcie. Czemu akurat judo?

 

 

Znów przez tatę. Kiedyś trenował. Jako dzieciak, może 5- czy 6-letni często się z nim siłowałem, próbowałem się bić z własnym rodzicem. Uznał, że mam za dużo energii w sobie i że trzeba ją jakoś ukierunkować. A że, jak wspomniałem, sam był judoką, więc we mnie też jakiś potencjał dostrzegł. I chyba słusznie.

 

 

Nie chyba, a na pewno, skoro masz na swoim koncie sporo sukcesów. Które uważasz za najważniejsze?

 

 

Trzecie miejsce podczas Mistrzostw Polski Juniorów Młodszych w ubiegłym roku. To medal, który też chyba najtrudniej było zdobyć. Stoczyłem wtedy aż cztery walki, co samo w sobie było wyczerpujące. Walczyłem z ówczesnym Mistrzem Polski i to starcie przegrałem. W tym roku, w lutym, podczas Pucharu Polski znów mu, niestety, uległem. Mam jednak nadzieję, że po raz ostatni, bo tym razem walka była już bardzo wyrównana.

 

 

Czyli trenujesz judo już 12 lat! W Szczytnie, co wymaga dojazdu na treningi...

 

 

Teraz, gdy już uczę się w Szczytnie, jest trochę łatwiej. Po prostu zostaję po lekcjach na treningi. Wcześniej, gdy jeszcze uczyłem się w Jedwabnie, było znacznie trudniej. Rodzice nie zgadzali się, bym sam dojeżdżał do Szczytna autobusem, ani sam wracał. Tata więc, gdy mu np. służby nie pasowały, to jednak zwalniał się na chwilę z pracy, żeby po mnie przyjechać i dowieźć na trening. A odbywały się one po 3-4 dni w tygodniu, po co najmniej dwie godziny. A poza mną z Jedwabna nikt nie trenuje judo, więc rodzinnie byliśmy i jesteśmy niejako skazani tylko na siebie.

 

 

A rodzeństwo? Też się nie garnie biorąc z ciebie przykład?

 

 

Młodszy brat zaczął „bawić” się boksem. Ostatnio nawet zajął trzecie miejsce na Mistrzostwach Polski Młodzików. Kiedyś go namawiałem, by trenował ze mną. Stwierdził, że nie lubi się bić... i wybrał boks. Drugi z braci jest jeszcze za mały, ma dopiero 7 lat.


Reklama

 

 

Ty zaczynałeś, jak miałeś lat 6. To jeszcze siostra nam została. Też ma sportowe zacięcie?

 

 

W ocenie taty jest na tyle „charakterna”, że może zostać judoczką. Ale podobno dziewczyny potrzebują trochę więcej czasu, by „dojrzeć” do sportu. Lena ma teraz 9 lat i pewnie za rok czy dwa najpóźniej tata ją do sekcji judo też zapisze, tym bardziej, że ona tego chce.

 

 

Miałeś jakieś sytuacje, gdy judockie umiejętności ratowały cię z opresji?

 

 

Nie miałem okazji. Nawet w podstawówce, gdy więcej w dzieciakach brawury niż rozsądku, nikt mnie nie zaczepiał. Może wystarczało to, że wszyscy wiedzieli, iż trenuję judo. Jedyne z czym się spotykałem, to próby kolegów, by mnie niejako do judo zniechęcić. Mówili, że to marny sport, że to żadna przyszłość, że lepiej grać w piłkę. Trochę więc w tę piłkę pograłem, jako dzieciak. Może w dwóch meczach, ale nie wciągnęło mnie to. W szkole co najwyżej koledzy często chcieli, żeby im pokazać jakieś rzuty i nie chcieli zrozumieć, że może to być dla nich niebezpieczne.

 

 

Dlaczego?

 

 

W sportach walki podstawę stanowią tzw. pady. Najpierw trzeba się nauczyć, jak bezpiecznie lądować na macie po ataku, a dopiero później można się zacząć uczyć atakować. Nie jest więc tak, że można kogoś nienauczonego ot tak, po prostu rzucić dla zabawy, bo można mu zrobić sporą krzywdę. Zresztą, w judo, podobnie jak w innych rodzajach sztuk walki, nie chodzi o to, żeby umieć się bić. To sport, który kształtuje dwie ludzkie sfery: wewnętrzną i zewnętrzną. I gdybym miał wskazać, która z nich ważniejsza, to chyba postawiłbym na tę pierwszą.

 

 

Jakie ludzkie cechy kształtuje ten sport?

 

 

Na pewno pokorę. Wiem, co mogę zrobić, wiem, co potrafię, ale unikam sytuacji, w których miałbym to wykorzystać. Nie po to trenuję, by się wdawać w jakieś uliczne zadymy i popisywać. Jest więc to także sport, który uczy spokoju, zrównoważenia, panowania nad swoimi emocjami.

 

 

Te cechy są przydatne i w sporcie, i w życiu, to pewne. Bywa jednak, że nadmierne zainteresowanie sportem może nie iść w parze z nauką. Jak to wygląda u ciebie?

 

 

Wiadomo, czasu na naukę mam mniej niż większość moich rówieśników, ale jakoś trzeba sobie dawać radę. Na razie jestem w trzeciej klasie technikum, więc wielkiego obciążenia nauką nie mam. Gorzej będzie za rok, gdy będę się zbliżał do matury. Teraz, podobnie jak kiedyś, trenuję 3-4 razy w tygodniu, ale przed ważniejszymi zawodami tych treningów jest więcej. Do tego dochodzą też ćwiczenia w siłowniach.

 

 

Gdybyś miał więc zsumować, to ile godzin w tygodniu poświęcasz na sportowe przygotowanie?

 

 

Średnio będzie to około 12 do 15 godzin intensywnych ćwiczeń, a nawet bardzo intensywnych, po których z kolei potrzeba też sporo czasu na regenerację i odpoczynek. Mogłoby się wydawać, że to nie tak wiele, ale jednak jest to spore obciążenie organizmu, jak również spore ograniczenie. Nie mogę sobie ot tak, przerwać treningów, bo wpadłem na pomysł, by zwiedzić Europę autostopem. Sport wymaga zaangażowania, wytrwałości i przede wszystkim regularności.

Reklama

 

 

Dla młodego człowieka takie ograniczenia mogą stanowić problem. Ani na randkę, ani do kina.. W każdym razie, trudno być towarzysko dyspozycyjnym...

 

 

Niestety, to się zgadza. Często jest tak, że koledzy umawiają się na jakąś imprezę, a ja... na trening. Z dziewczynami też nie jest lepiej. Po prostu nie mam dość czasu na spotkania, przyjemności itp. Nie chciałbym więc żadnej wiązać, uzależniać, nie mogąc ofiarować tego wszystkiego, co dziewczyny generalnie od chłopaków chcą mieć i – co ważne – na co w pełni zasługują. Biorąc pod uwagę to, że przede mną coraz poważniejsze zawody, coraz więcej treningów i wysiłku, muszę dokonać wyboru. I – chociaż nie powiem, żeby mi się to podobało – na razie postawiłem na sport. Ale jestem pewien, że z czasem i pannom będę się mógł bardziej poświęcić.

 

 

Jakie zatem masz najbliższe sportowe plany?

 

 

Teraz mam chwilową przerwę, ale najbliższe, ważne zawody, to ponownie Mistrzostwa Polski, jeszcze w juniorach. Nie ma przeszkód, bym startował także w wyższych kategoriach wiekowych. Nawet w tym roku miałem jechać na zawody seniorów, ale były daleko, bo w Rybniku i nie bardzo miałem jak dojechać.

 

 

Dżudo to trochę sport niszowy. Nie cieszy się takim wzięciem, jak piłka nożna. Z jednej strony to dobrze, bo zapewne ma tylko kibiców, bez stad kiboli, ale z drugiej towarzyszą mu jakieś ograniczenia finansowe...

 

 

Jest to poważny problem, z którym boryka się i sekcja, i każdy zawodnik indywidualnie. Kwestie finansowe często rzutują nawet na możliwość udziału w poważnych zawodach. Mój trener, z tego co wiem, próbował pozyskać dla mnie sponsora, ale jak dotąd się to nie udało. Pieniądze – to taki trudny temat w sporcie, bo nawet ten amatorski (nawet jeśli w wielu przypadkach już tylko z nazwy), wymaga jednak sporych nakładów, i to najczęściej z własnej kieszeni. Jestem w kadrze narodowej, ale nie łączy się to z jakimiś profitami. Jedyna korzyścią jest to, że jeśli mam wysoką lokatę w rankingu, to kwalifikuję się do udziału w obozach treningowo-kondycyjnych, które w całości finansuje związek judo, bo też i je organizuje.

 

 

Jak więc zamierzasz sobie finansowo poradzić, gdy za rok, dwa czy trzy – czego ci oczywiście życzymy – zakwalifikujesz się na igrzyska?

 

 

To akurat najmniejszy problem, bo wszelkie koszty udziału w igrzyskach olimpijskich pokrywa związek. Na teraz i w niedalekiej przyszłości martwił się będę jedynie tymi zawodami, które mogą mnie do tych igrzysk doprowadzić. A to już muszą być zawody rangi międzynarodowej. Po prawdzie jednak finanse mnie obecnie nie niepokoją. Będą się nimi martwił, gdy przyjdzie jechać na jakieś na przykład mistrzostwa świata. I teraz – głównie – trenuję i marzę o udziale w takich właśnie zawodach.

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze