Wtorek, 20 Kwiecień
Imieniny: Alfa, Leonii, Tytusa -

Reklama


Reklama

Mazurska rybna wspólna sprawa, czyli budują raj dla wędkarzy


Coś niezwykłego dzieje się w naszym powiecie. Zakład Rybacki w Mrągowie oraz ośrodek wypoczynkowy Na Cyplu w Spychowie łączą siły, aby stworzyć raj dla... wędkarzy. Pilotażowy projekt na razie ma dotyczyć jezior Zyzdrój Mały i Zyzdrój Wielki. Włączyć się w niego mają też mieszkańcy Spychowa, wędkarze oraz turyści...



Konflikt rybacy – wędkarze to temat rzeka. Wzajemne oskarżenia o niemal kłusowniczą działalność na jeziorach mazurskich i brak w nich ryb to nic nowego. Kto ma rację w tym konflikcie? Tego nawet nie będziemy próbowali rozstrzygać. Ale okazuje się, że nawet przy tak ostrym konflikcie, przy odrobinie dobrej woli, może powstać coś wyjątkowego z korzyścią dla obu stron. W Spychowie Gospodarstwo Rybackie z Mrągowa, zarządca jezior Zyzdrój Mały i Zyzdrój Wielki oraz miejscowy ośrodek wypoczynkowy Na Cyplu łączą siły.

 

- Zmieniło się szefostwo tego ośrodka, ma mnóstwo ciekawych pomysłów, do których udało się im nas przekonać – śmieje się Henryk Kulas, szef Gospodarstwa Rybackiego w Mrągowie. - Nie ma co ukrywać, że i rybacy, i wędkarze jadą na jednym wózku. Lepsze jeziora, więcej ryb, to korzyść dla jednych i drugich. Dlatego, gdy pan Krzysztof przedstawił nam swój pomysł, zdecydowaliśmy się go przetestować już w tym roku.

 

Krzysztof Henel to zarządca dawnego ośrodka wypoczynkowy Państwowych Zakładów Optycznych w Spychowie, dziś nazywanego Na Cyplu. Ośrodek działa nieprzerwanie niemal od 60 lat.

 

- W skrócie nasz pomysł składa się z trzech elementów – mówi pan Krzysztof. - Ograniczenie rybołówstwa, zarybienie i edukacja...

 

Czy może pan nieco rozwinąć te elementy?

 

Może zacznę od tego, że nasze rozmowy z Gospodarstwem Rybackim w Mrągowie trwały od ponad dwóch lat. Na szczęście pan prezes podszedł do naszej inicjatywy z bardzo otwartym sercem i głową. Podczas tych rozmów wyszło, że nasze cele, czyli zakładu rybackiego, ośrodka wypoczynkowego, wędkarzy, mieszkańców Spychowa i turystów są zbieżne...

 

Jest to możliwe?

 

(śmiech) Zdecydowanie tak. I mam nadzieję, że będziemy wzorem dla innych.

 

Jakie były początki tej inicjatywy?

 

Gdy związałem się z Ośrodkiem Wypoczynkowym Na Cyplu i zakochałem się w Spychowie, w tych terenach, to stałem się też częścią społeczności lokalnej. Poznałem ich problemy. Okazało się, że jednym z nich był konflikt: rybacy kontra wędkarze, który też przekładał się na turystykę. Jeziora, lasy kuszą, ale jeziora pełne ryb, to już raj. Turystyka wędkarska ma ogromny potencjał. Takie dyskusje odbywały się między innymi w strażackiej remizie w Spychowie. Padały tam różne pomysły, łącznie z tym, aby jeziora odebrać gospodarstwu rybackiemu. Ja zaproponowałem coś innego. Dzięki przychylności prezesa Henryka Kulasa będzie on realizowany.


Reklama

 

Wciąż jest dość tajemniczo...

 

(śmiech) Bo zaczęliśmy tę rozmowę tak od środka. Pilotażowy program polega na tym, że już w tym roku, w maju, rybacy na jeziorach Zyzdrój Mały i Wielki dokonają mniejszych, i to aż o 70 procent połowów, aby na ten wysoki, letni sezon jak najwięcej wędkarzy mogło cieszyć się dużą rybą. Czy rzeczywiście ryb będzie więcej, tego nie wiem. Ale Zakład Rybacki w Mrągowie idzie nam na rękę. My w zamian będziemy własnymi siłami zarybiać jeziora, co też ma udowodnić tym wszystkim niedowiarkom, turystom, wędkarzom, mieszkańcom Spychowa, że Zakład Rybacki w Mrągowie zarybia te jeziora, nie tylko na papierze, bo takie kłamliwe informacje też się pojawiały. Trzeci aspekt to edukacja wędkarska, rybacka. Z naszego ośrodka korzysta mnóstwo wędkarzy i naprawdę nie wszyscy respektują przepisy. Widzimy, że wyjmują z wody nawet małą, niewymiarową rybę. I naprawdę nie jest tego mało. Gdy uda nam się połączyć te trzy rzeczy, to istnieje duża szansa, że w jeziorach będzie więcej fajnej ryby, że wędkarze będą chętniej tu przyjeżdżali, co przełoży się na liczbę sprzedawanych zezwoleń, czym Zakład Rybacki z Mrągowa zrekompensuje sobie straty wynikłe ze zmniejszonego odłowu. Pewnie od razu tych efektów widać nie będzie, ale warto od czegoś zacząć. Bo jestem przekonany, że wszyscy na tym skorzystamy.

 

Kiedy ruszy ten pilotażowy program?

 

Już maju. Rybacy zrobią mniej odłowów, a nasi pracownicy ośrodka własnoręcznie zarybią akweny. Ruszy też kampania edukacyjna o tym, jak prawidłowo powinno wyglądać zagospodarowanie jeziora. Kto wie, może już tego lata jakiś wędkarz będzie mógł pochwalić się rekordową rybą wyciągniętą z naszych jezior. Będzie to niezła promocja nie tylko Spychowa, ale myślę, że i całego powiatu szczycieńskiego. Na pewno takie współdziałanie nad nasze jeziora przyciągnie więcej turystów i wędkarzy, których nie będą „straszyły” już sieci rybaków.

 

 

 

 

Henryk Kulas,

szef Gospodarstwa Rybackiego w Mrągowie

 

Trudno było pana przekonać do tego pomysłu?

 

Wydaje mi się, że nie. Zarówno rybacy, jak i wędkarze jedziemy na tym samym wózku. Naprawdę nam bardzo zależy na tym, aby ryb w jeziorach było jak najwięcej i aby woda w nich była jak najczystsza. My z tego żyjemy. Inna sprawa, że dziś mamy 9 rybaków w naszym gospodarstwie, w skali kraju możemy ich liczyć co najwyżej w setkach, a wędkarzy są miliony. Te proporcje i odpowiedzialność za stan jezior mocno przechyliły się w stronę wędkarzy. Choć z mojej wiedzy wynika, że to nie rybacy, ani nie wędkarze, lecz kormorany są największymi szkodnikami mazurskich jezior.

Reklama

 

Kormorany?

 

Dokładnie tak, bo to one wyjadają małą rybę i to w ogromnych ilościach. Ryba nie dożywa dojrzałości płciowej, nie ma tarła, nie ma narybku. Gdyby nie nasze zarybianie, to jeziora świeciłyby pustkami. Być może dzięki połączaniu sił i pilotażowemu projektowi, i wędkarze, i my będziemy zadowoleni z efektu, i wspólnie zaczynimy walczyć z prawdziwymi szkodnikami, dbać o jeziora, a nie rzucać na siebie nawzajem oskarżenia.

 

Myśli pan, że ten program przyniesie oczekiwany skutek?

 

To będzie można ocenić dopiero za jakiś czas. Czy jeśli zmniejszymy połowy na tych dwóch akwenach będzie więcej ryb? Tego nie wiem, ale przynajmniej wędkarze i turyści nie będą mogli zrzucać na nas winy. Na pewno w okresie letnim nie zobaczą tam naszych sieci. Jeziora będą wyłącznie do ich dyspozycji. Dodam jednak, że jest to z naszej strony pewne wyrzeczenie, bo nasi rybacy mają rodziny, to jest ich praca. Z tego żyją. To nie jest ich hobby. Przystępując do tego projektu rezygnujemy z części zysków. Oczywiście mamy nadzieję, że w jakiejś części zostanie on zrekompensowany zwiększaniem liczby wydanych pozwoleń wędkarskich, ale nie jestem naiwny i wiem, że od razu na pewno nie pokryje to naszych strat. Ale od czegoś musimy zacząć, aby skończyć ten konflikt, który nikomu przecież nie służy. W mediach społecznościowych tworzy się mnóstwo bzdurnych teorii spiskowych. Że zarybiamy jeziora jedynie na papierze, ale gdyby tak było, to na przykład w jeziorach w ogóle nie byłoby już węgorzy. A jest. To nasza zasługa, efekt zarybiania. Dzięki temu projektowi wędkarze, turyści i mieszkańcy Spychowa na własne oczy będą mogli przekonać się, jak wygląda gospodarowanie jeziorami.

 

Jest szansa, że rybacy i wędkarze połączą siły na jeziorach w Spychowie – Zyzdrój Mały i Wielki mogą stać się rajem dla wędkarzy w naszym powiecie. Fot. Gospodarstwo Rybackie w Mrągowie



Komentarze do artykułu

Wędkarz

Tak się robi dobry PR dla swojej firmy i Gospodarstwa. Normalny biznesowy układ. Pan właściciel ośrodka ściągnie do siebie gości i sprzeda im zezwolenia dla gospodarstwa Mrągowo. Nie będzie widać rybaków w okresie letnim? A kiedy oni tam byli? Bo po co. Całe odłowy ryby cennej robi się wiosną ( szczupak, sandacz) lub jesienią. Płocie, leszcze i inny białoryb gospodarstwa nie interesuje, bo z tego nie ma kasy. Przeprowadził ktoś rozmowy z Nadleśnictwem w Spychowie? Co z tego, że można kupić zezwolenie na te jeziora, jak nie idzie tam dojechać. Wszędzie jest zakaz wjazdu ostro pilnowany przez Straż Leśną. No ale co to obchodzi Pana właściciela ośrodka na cyplu, do niego dojechać można, wypożyczyć łódkę, kupić zezwolenie. Zarybienia? Ha,ha, ha. To reguluje operat rybacki i na pewno taki prywatny właściciel ośrodka nie może tam wpuścić nawet uklei. Nie ma takiego prawa. Ot i cała prawda o wielkiej wędkarskiej pasji i poprawy warunków dla zwykłych wędkarzy. Wodom cześć.

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama


Komentarze