Niedziela, 19 Styczeń, Imieniny: Erwiny, Henryka, Mariusza -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Reklama


Reklama

Karolina Kowalczyk – sołtys Gawrzyjałek (zdjęcia)


Pani Karolina sołtysem Gawrzyjałek jest od niedawna, ale ma głowę pełną pomysłów i wykorzystuje je do promocji nieco zapomnianej miejscowości. Jak mówi, w pewnych środowiskach w osiąganiu zamierzonych celów nie zawsze jest łatwo. W takich działaniach trzeba jednak mieć wsparcie, bo samemu jest ciężko. Taką pomoc ma w osobie swojego małżonka Łukasza i mieszkańców, którzy w marcu ubiegłego roku jej zaufali i powierzyli najważniejszą funkcję we wsi.



Dzieciństwo

 

Pani Karolina dzięki swojej energii do działania oraz łatwości nawiązywania kontaktów z ludźmi, bardzo szybko potrafi zjednoczyć sobie osoby, które ją ledwo poznały i zaangażować do działań związanych z miejscowością i lokalną społecznością.

 

 

- Nie pochodzę z Gawrzyjałek, ponieważ jest to rodzinna miejscowość mojego męża. Urodziłam się w Szczytnie, ale wychowałam w Starych Czajkach. Byłam pierwszym dzieckiem i jedyną dziewczynką w rodzinie, bo później mama urodziła kolejną trójkę, ale byli to sami chłopcy, więc w latach późniejszych miał kto stawać w mojej obronie – wspomina ze śmiechem pani Karolina.

 

 

 

W domu, ze względu na przedwczesną śmierć ojca, który zmarł w wieku 31 lat nie było łatwo.

 

– Było naprawdę ciężko. Nasza mama została z trójką malutkich dzieci. Ja miałam 5 lat, a bracia 3 i roczek. Dodatkowo mama sprawowała w domu opiekę nad niewidomą babcią - wspomina sołtys Gawrzyjałek. - Mimo to mama dzielnie sobie dawała radę. Miała zdolności i umiejętności krawieckie, więc dzięki robótkom mogła podreperować domowy budżet, a ja zawsze miałam najnowsze kreacje. Mama dosłownie z byle czego potrafiła coś dla mnie „wyczarować”, czym mogłam się później pochwalić przed koleżankami.

 

 

 

Szkoła życia

 

Pani Karolina wspomina, że okres dzieciństwa to była twarda szkoła życia, która doskonale przygotowała do dorosłego życia. Mówi, że dzięki temu nauczyli się – ona i jej bracia - że przy wykonywaniu obowiązków i prac w domu nie ma miejsca na podział na „męskie” i „kobiece”.

 

– Wszyscy wykonywali wszystko i taki sam sposób działania przeniosłam do swojego domu i rodziny, którą założyłam. Według mnie, prawdziwy mężczyzna powinien również ugotować, posprzątać, a nawet upiec. Sołtys Gawrzyjałek dodaje, że to samo działa i w drugą stronę. – Kobieta również powinna potrafić sprawnie narąbać drwa i wykonać inne czynności, określane mianem typowo „męskich”, oczywiście na miarę swoich sił. Tego wszystkiego nauczyła nas moja mama i tak samo jest obecnie w moim małżeństwie, bo małżeństwo według mnie, to miłość, przyjaźń, szczerość i przede wszystkim – partnerstwo.

 

 

 

 

Edukacja

 

Pani Karolina edukację rozpoczęła w szkole podstawowej najpierw w Jerutach, a następnie gimnazjum i liceum ukończyła w Rozogach. Początkowo edukację w szkole średniej planowała związać z Zespołem Szkół nr 1 w Szczytnie, ale zadecydowały o tym czynniki praktyczne, a uściślając – finansowe. – Mama postanowiła, abym naukę kontynuowała w Rozogach, bo za dojazd do szkoły w Szczytnie musiałabym płacić, a do Rozóg miałam za darmo.

 

Sołtys Gawrzyjałek po ukończeniu liceum i zdaniu matury, edukację postanowiła kontynuować na UWM w Olsztynie, studiując filologię polską.

 

– Po jakimś czasie przerwałam studia, czego do dziś szczerze żałuję. Ale jestem jeszcze młoda i być może znajdę czas na naukę, jednak teraz wybrałabym inny kierunek - teologiczny.

 

Pierwsza i jedyna miłość

 

W wieku 18 lat przyszedł czas na pierwszą poważną i właściwie jedyną miłość, która kwitnie do dziś.

 

– Jesienią 2005 roku, na jednej z dyskotek w Lipowcu poznałam swojego przyszłego męża, aczkolwiek wówczas nie wybiegałam tymi myślami aż tak do przodu – śmieje się pani Karolina. – Przez pierwsze pół roku byłam z Patrykiem, bo tak mi się najpierw przedstawił, ale po sześciu miesiącach przyznał mi się, że tak naprawdę, to ma na imię Łukasz. Nie wiem, jaki miał w tym cel, ale najważniejsze było to, że powiedział prawdę. Jak to bywa w związkach, nawet na początku nie zawsze jest tylko różowo. Był więc też moment, gdy młodzi na krótko się rozstali, ale szybko do siebie powrócili.


Reklama

 

 

 

 

Karolina z Łukaszem zaczęli się regularnie spotykać. Dzieliła ich odległość zaledwie 8 kilometrów, które stanowiły wyzwanie dla Łukasza, bo to on głównie odwiedzał swą dziewczynę.

 

– Najczęściej korzystał z roweru, bo co to było dla młodego chłopaka pokonać taki dystans. Czasami przyjeżdżał motorowerem czy motocyklem, ale zdarzało się również, że i potrafił „podebrać” auto swojej babci, żeby tylko przyjechać do Starych Czajek.

 

- Do tej pory wspominamy z Łukaszem, jak przez tę miłość i częste przyjazdy do Starych Czajek dosłownie zajeździł swojego komarka, ale jak mawia klasyk: „cel uświęca środki”. – Właściwie do Karoliny przyjeżdżałem codziennie, więc właściwie nic w tym dziwnego, że komarek nie wytrzymał – dopowiada ze śmiechem pan Łukasz.

 

 

Ze wsi do miasta

 

Po trzech latach znajomości i miłości, Karolina z Łukaszem postanowili się przenieść do miasta, czyli Szczytna, wynająć mieszkanie i podjąć pracę. Najpierw wyjechała Karolina. – Los tak chciał, że wynajęłam mieszkanie w dawnym hotelu pracowniczym Unimy. Dla nas, ludzi ze wsi, kochających otwarte przestrzenie i duże pomieszczenia, był to szok. Po jakimś czasie dołączył do niej, jej ukochany Łukasz.

 

 

Pani Karolina opowiada, że początkowo nie mogła zrozumieć, jak na niespełna 30 metrach kwadratowych można zmieścić 2 pokoje, kuchnię i łazienkę. – Wspólnie z Łukaszem nie zdaliśmy tego egzaminu, bo życie w mieście nie było dla nas i postanowiliśmy powrócić na wieś. Lubię przestrzeń. Dla mnie przy każdym domu musi być podwórze i kawałek jakiejś działki, na której mogłabym uprawiać warzywa i hodować kwiaty. Młodym ludziom, którzy nie mają środków na budowę własnego domu, miasto tego nie zapewni. Na wsi jest zupełnie inaczej. Nawet przy rodzicach można realizować te banalne dla niektórych marzenia.

 

 

Oświadczyny i ślub

 

– Z oświadczynami wiąże się zabawna historia, bo to ja właściwie wręcz nakazałam to Łukaszowi zrobić. Powiedziałam mu wprost: Jesteśmy już ze sobą tyle lat i czas najwyższy, żeby wziąć ślub. Nie będziesz mnie w lata zapędzał, bo może za jakiś czas coś ci się odwidzi, zostawisz mnie i zostanę starą panną. Tak dalej być nie może.

 

Łukasz z pełnym zrozumieniem przyjął reprymendę i się do niej zastosował. W święta Bożego Narodzenia 2009 roku oficjalnie się oświadczył, a w kolejnym roku odbył się ślub.

 

 

 

Sakramentalne „tak” powiedzieli sobie w kościele w Klonie, bo do tej parafii należą Stare Czajki, natomiast wesele odbyło się w najlepszym wówczas lokalu w Rozogach „Arkadii”. Z racji tego, że pan Łukasz jest czynnym i aktywnym członkiem OSP Gawrzyjałki, z Klonu do Rozóg weselny orszak weselny prowadzili jego koledzy strażacy-ochotnicy z rodzinnej wsi. – W lipcu ślub, a już w październiku zostaliśmy rodzicami – wspomina pani Karolina i jednocześnie zastrzega, że w momencie, gdy Łukasz jej się oświadczał, jeszcze nie była w ciąży. – Ale ze względu na tę ciążę przyspieszyliśmy ślub i pobraliśmy się w lipcu, a nie we wrześniu, jak zamierzaliśmy wcześniej – wyjaśnia pani Karolina.

 

Przez pierwsze siedem lat małżeństwa, wspólnie mieszkali z teściami w domu rodzinnym Łukasza. Do dyspozycji mieli dość duży pokój, ale od początku małżeństwa myśleli o tym, żeby zdobyć jakąś działkę i postawić na niej swój wymarzony własny dom. I tak się stało. Na krótko przed wprowadzeniem się do swojego nowego domu, urodził się drugi syn.

 

 

Wyjazdy, szkolenia…

 

Swoją przygodę z pełnieniem funkcji sołtysa Gawrzyjałek, pani Karolina rozpoczęła zaledwie w marcu tego roku. A jak to się stało? – W ubiegłym roku w czerwcu zaproponowano mi udział w szkoleniu w jednym z programów, mających na celu aktywizację kobiet wychowujących dzieci. Nie byłam przekonana, czy skorzystać z tej propozycji, ale że Łukasz to popierał., więc pojechałam. Pierwszy dzień był szokujący. Wchodzę na dużą salę, a tam same pięknie wystylizowane panie w równie wspaniałych kreacjach, więc myślę sobie: „Boże, co ja tutaj robię? Zostawiłam trójkę dzieci, bo jeszcze w międzyczasie urodziła się córeczka i przyjechałam na jakieś spotkanie osób z tzw. „wielkiego świata”.

Reklama

 

 

 

Pierwsze wrażenie okazało się jednak złudne.

 

– Poznałam masę fajnych ludzi, zawarłam znajomości i przyjaźnie, a co najważniejsze – poznałam sposoby na aktywizację matek, które w większości myślą bardzo stereotypowo i uważają, że przy dzieciach nie ma już miejsca na samą siebie, na inne sprawy bliższego czy dalszego otoczenia, a tak przecież nie jest, a przynajmniej nie powinno być.

 

Przyszła sołtys wróciła po szkoleniach do Gawrzyjałek z głową pełną nowych pomysłów do zrealizowania we wsi. – Na początku napisałam aż siedem projektów, nie zdając sobie do końca sprawy z faktu, skąd pozyskam środki na ich realizację. Pani Karolina zorganizowała w świetlicy wiejskiej spotkanie, na które przyszło około 20 osób i zaczęła przedstawiać swoje pomysły i wizje, które miałyby wpłynąć na korzystne zmiany w ich wsi. – Wtedy nie zauważyłam jakiegos większego zainteresowania moimi pomysłami. Miałam wrażenie, że ludzie patrzą na mnie, jakbym „urwała się z choinki” i opowiadała im jakieś brednie.

 

 

…i warsztaty

 

Pani Karolina nie dawała za wygraną i kilka dni po tym pierwszym spotkaniu zorganizowała warsztaty malarskie. - Potrzebowałam dziesięć sztalug, a oczywiście nie miałam na to pieniędzy. Poprosiłam więc miejscowego przedsiębiorcę o potrzebne materiały i ostro wzięliśmy się do pracy. Właściwie to wziął się Łukasz, bo to on własnoręcznie te sztalugi wykonał, dosłownie w dwa dni.

 

Ku zdziwieniu pani Karoliny warsztaty zyskały spore zainteresowanie.

 

– W ten sposób udowodniłam, że jeśli ma się pomysł cel, to po prostu się je realizuje, a im więcej ludzi się zaangażuje, tym lepiej – mówi z dumą pani Karolina. - Być może to właśnie takie moje działania sprawiły, że zdobyłam zaufanie i poparcie mieszkańców Gawrzyjałek.

 

- Przeprowadzając się ze Starych Czajek do Gawrzyjałek zauważyłam, że we wsi właściwie nic się ciekawego nie dzieje. Oczywiście sołtys coś zawsze organizował, ale ograniczało się to właściwie do jakichś imprez typu festyny, walentynki, dzień kobiet. Mój poprzednik był dobrym sołtysem i nawet teraz, gdy zadzwonię do niego w jakiejkolwiek sprawie, zawsze mi służy dobrą radą i podpowiada, jak pewne rzeczy mam zorganizować.

 

 

Jak to z sołtysowaniem było…

 

Dzięki szkoleniom, w których wcześniej pani Karolina uczestniczyła, odkryła w sobie liderską moc i postanowiła to wykorzystać. – Zbliżały się wybory na sołtysa, a do udziału namawiali mnie miejscowi strażacy. Mój poprzednik postanowił więc nie brać w nich udziału, a ja byłam jedyną kandydatką. Mimo to nie przewidywałam jakiegoś dużego poparcia, bo dla mieszkańców Gawrzyjałek byłam kimś z zewnątrz, osobą niezwiązaną trwale z tą miejscowością i tym środowiskiem.

 

Mieszkańcy jednak zaufali, a to przed panią Karoliną stawia wiele wyzwań. - Wierzę, że uda mi się zaktywizować miejscową społeczność. Zresztą powoli, bo powoli, ale już nieco małych sukcesów mogę sobie przypisać. Na wszystko jednak potrzeba czasu, ale mam nadzieję, że za jakiś czas Gawrzyjałki staną się centrum kulturalnym i artystycznym tej części gminy Szczytno - zdradza swoje marzenia sołtys Karolina Kowalczyk.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

Reklama


Komentarze

Reklama