Środa, 26 Luty, Imieniny: Bogumiła, Eweliny, Mirosława -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Reklama


Reklama

Historia Łupowa (cz. 3)


W połowie XVII wieku dla Łupowa nadeszły ciężkie czasy. Z pochodzącej z 1653 roku notatki dowiadujemy się, że ponad 28 włók ziemi w Łupowie nie było obsianych z powodu braku ludzi. Nikt wówczas nie przewidywał, że był to zaledwie początek lawiny nieszczęść, która miała się wkrótce zwalić nie tylko na mieszkańców Łupowa, ale i całego państwa. Zdrada księcia pruskiego Fryderyka Wilhelma II w wojnie polsko-szwedzkiej w latach 1655-60 sprowokowała odwet ze strony Rzeczpospolitej.



Zdrada Fryderyka Wilhelma

 

Podczas najazdu Szwedów, ówczesny władca Prus Książęcych - Fryderyk Wilhelm jako lennik Rzeczypospolitej początkowo wystąpił przeciwko królowi Szwecji. Pod koniec lipca 1655 r. zarządził natychmiastowe pobór wszystkich zobowiązanych do służby wojskowej oraz piechoty wybranieckiej i wystawienie ich przy granicy na zwiadach. Według zarządzenia z 28 lipca 1655 r. zwiadowcy konni mieli dostarczać dokładne informacje o ruchach wojsk nieprzyjacielskich. Ponad pół roku później elektor, zmuszony przewagą Szwecji, zawarł z nią pokój 7 stycznia 1656 r. w Królewcu, natomiast 15 czerwca tegoż samego roku w Malborku podpisał z nią przymierze.

 

Elektor, walcząc już po stronie szwedzkiej, w znaczny sposób przyczynił się do pobicia wojsk polskich w trzydniowej bitwie pod Warszawą (28-30 lipca 1656 r.). Za tę zdradę król polski zdecydował się zemścić wypadem na Prusy Książęce. Rozkaz przeprowadzenia tego łupieskiego najazdu, w którym wzięły udział niektóre pułki litewskie i silny oddział Tatarów, otrzymał hetman polny Wincenty Korwin Gosiewski. W celu osłony granicy pruskiej połączyli niezwłocznie swe siły hrabia von Waldeck, komenderujący wojskami pruskimi i książę Bogusław Radziwiłł, dowodzący wojskami szwedzkimi.

 

Najazdy na Prusy

 

Tatarskie czambuły pod dowództwem polskich oficerów wtargnęły do Prus. Za zdradę swego władcy straszną cenę zapłacili jego poddani. Ogniem i mieczem zniszczono trzynaście miast i kilkaset wsi pruskich. Kto nie zginął od miecza umierał potem z głodu i chorób, które nawiedziły kraj.

 

Armię tatarską biorącą udział w najeździe na Prusy Książęce trudno było nazwać wojskiem regularnym, było to raczej pospolite ruszenie. Złożona z ludzi doskonale wyćwiczonych w konnej jeździe i posługiwaniu się bronią stanowiła znakomitą formację kawaleryjską. Celem najazdu Tatarów na Prusy nie było trwałe opanowanie jakiegokolwiek terenu, ale zdobycie jak największych łupów, przede wszystkim jasyru. Dlatego na ogół starali się unikać spotkania z przeciwnikiem, częściej prowadzili walkę podjazdową i akcje dywersyjne. Ogółem łupem tatarskim padł jasyr liczący ponad 5300 osób.

 

 

Mit o Tatarach

 

Pojawienie się tak egzotycznych wojowników na mieszkańcach Prus wywarło ogromne wrażenie, a wspomnienia o tym wydarzeniu obrosły legendą, której ślady do dziś można spotkać w literaturze i nazwach geograficznych np. Tatarski Trakt. Pogłoski o pobycie tatarskiej ordy rozszerzyły się nawet na te części naszego regionu, gdzie jej z pewnością nie było, a gdzie działały wojska polskie lub litewskie oraz grupy partyzanckie.

 

Przyczyną powstawania tych mitów mogło być branie za ordyńców żołnierzy polskich lekkich chorągwi. Regularne oddziały wojska czy też partyzanckie na ogół wykorzystywały przerażenie ludności sugerując obecność Tatarów i z tego też powodu powstało przekonanie, iż przez nasz rejon przetaczały się ordy tatarskie.


Reklama

 

Wojna ta przede wszystkim wywarła wpływ na pruską i niemiecką historiografię ukazującą wydarzenia wojny szwedzkiej jako pasmo tzw. najazdów tatarskich (tatarische Einfalle). Wydarzenia takie miały miejsce w okresie od listopada 1656 r. do lutego 1657 r. Tak więc w naszym powiecie ord tatarskch nigdy nie było, a Łupowo, jak i jego okolice prawdopodobnie splądrowały polskie partyzantki.

 

 

Po wojnie zaraza

 

Spustoszony i wyludniony wojną kraj nawiedziła dżuma. Z głodu i zarazy zmarło w tym czasie na Mazurach 85 tysięcy ludzi. Żeby przetrwać, ludzie żywili się korzeniami roślin, padliną lub żebrali.

 

Luterański pastor Georg Andreas Helwig w swych pamiętnikach pisał, że ludzie w czasie epidemii dżumy umierali wprost na bruku. Większość Mazurów paliła wówczas fajki wierząc, że aromatyczny dym ochroni ich przed zarażeniem. Lekarzy wówczas w całej prowincji Pruskiej nie było zbyt wielu. Jako środek zapobiegawczy zalecano przede wszystkim utrzymywanie w czystości ulic, wody, a zwłaszcza zakrywanie studzien, natomiast jako środki dezynfekcyjne powietrza na ulicach, miały służyć rozpalane ogniska, w których należało palić różnego rodzaju drewno, szczególnie jałowcowe, dębowe lub jesionowe.

 

Jako dezynfekcję u ludzi mniej zamożnych i biedoty, zalecano przeprowadzać spalanie nasion jałowca, rogów albo racic zwierzęcych, skóry, prochu strzelniczego, a także pierza z kuropatw lub innego ptactwa. U bogatszej części społeczeństwa przedstawiało się to zgoła inaczej i do tego samego celu miał służyć m.in. bursztyn, kadzidło lub drewno jałowcowe. Dużą uwagę zwracano w przepisach na konieczność dokonywania dezynfekcji w kościołach i innych miejscach zgromadzeń publicznych. Władze pruskie na wieść o dżumie powołały kolegium zdrowia z siedzibą w Królewcu. Ustalono specjalne przepisy, które rozesłano do wszystkich miejscowości.

 

Skutki epidemii dżumy mieszkańcy Prus odczuwali jeszcze przez wiele lat. Ogółem na dżumę zmarło około 200 tysięcy osób, czyli około 1/3 ludności ówczesnych Prus. Ponad 10 tysięcy zagród chłopskich pozostało bez gospodarzy. W kościołach modlono się „aby Bóg napełnił tę ziemię nowym ludem, gdyż złowieszcza zaraza spustoszyła ją niezmiernie”.

 

Po epidemii dżumy

 

O rozmiarze klęsk, tak wojennych, jak i zdrowotnych, które nawiedziły kraj, może świadczyć fakt, że trzeba było blisko stu lat, by w Prusach zaczęły być widoczne efekty likwidacji tych skutków. Dopiero w czasach Fryderyka Wielkiego, w latach 1742-74 zaczęto zasiedlać leżące odłogiem ziemie. Na dwunastu włókach gospodarzyło w Łupowie zaledwie sześciu chłopów, zobowiązanych dodatkowo do odrabiania szarwarków.

 

O lichych zbiorach mówią ówczesne dane gospodarcze z 1781 roku, według których każdy z gospodarujących chłopów ze swoich pól uprawnych (po ponad 3 ha na każdego z nich) zbierał zaledwie od 4 do 5 dwukonnych wozów plonu, a musiał wyżywić rodzinę i swoje bydło. Władze w akcie swojej wielkiej łaski pozwalały dodatkowo mu zakupić w razie potrzeby więcej plonów w innych miejscowościach.

Reklama

 

Pomimo różnych trudności ludności w Łupowie przybywało i w 1788 roku mieszkało we wsi już ośmiu chłopów z rodzinami, którzy zasiedlili się na prawie chełmińskim, siedmiu wyrobników, dziewięciu chłopów szarwarkowych, pszczelarz, szewc i nauczyciel. Łącznie około 160 osób, a więc prawie tyle samo, co 400 lat wcześniej, krótko po założeniu wsi.

 

Kolejne wojny i rozwój

 

Po wojnach napoleońskich przeprowadzono w Prusach wiele zasadniczych reform ustrojowych. W 1818 roku wprowadzono powiaty, które zbliżyły ludność do władzy, a w 1839 roku uwłaszczono chłopów. Szczególnie ta ostatnia reforma miała wielkie znaczenie dla rozwoju kraju – król przestał być właścicielem gruntów, największym obszarnikiem w kraju, a poddani jedynie jego dzierżawcami.

 

Chłop poczuł się na swoim inaczej, zaczął wydajniej pracować i gospodarzyć. Z 1026 hektarów ziemi użytkowanej przez chłopów z Łupowa, ponad 900 hektarów stało się ich własnością. Po ponad 400 latach pańszczyzny, następne pokolenia mieszkańców Łupowa mogły wreszcie gospodarzyć, jak kto chciał i mógł, choć niewielu z nich wiedziało o tym, że było to pokłosie rewolucji francuskiej i triumfalnego pochodu Napoleona przez Europę.

 

Pierwsza wojna światowa oszczędziła wieś. Położone z dala od głównych dróg Łupowo ominął los wielu miast i wsi południowych Mazur - przemarsze wojsk i zniszczenia. W przededniu drugiej wojny światowej było Łupowo wsią sporą, zamożną, zamieszkałą już przez ponad 400 osób. Istniał tu urząd pocztowy, szkoła, gospoda, dwa sklepy spożywcze i tyle samo warsztatów kowalskich, warsztat kołodziejski, szewski i przedsiębiorstwo budowlane.

 

W nocy z 19 na 20 stycznia 1945 roku ludność Łupowa w popłochu zaczęła opuszczać swoje domostwa. Po wkroczeniu do wsi żołnierzy Armii Czerwonej, jej czterech mieszkańców w tym jedna kobieta, została przez nich rozstrzelana. Dziewięć osób zaginęło bez wieści, a podczas ucieczki zmarło kolejnych 11 mieszkańców Łupowa. W czasie II wojny światowej dość sporo młodych mężczyzn ze wsi służyło obowiązkowo w Wehrmachcie. Wskutek działań wojennych zginęło 25 z nich. Ostatnim niemieckim sołtysem wsi był Juliusz Knizia.

 

Fot. Przedwojenna pocztówka przedstawiająca Łupowo. Ze zbiorów Kreisgemeinschaft Ortelsburg.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze

  • Kino w Galerii Jurand wraca do historii
    Do Jacek. Po co Tobie plac zabaw, dołki na d jeziorem nie wystarczą? Jak do tej pory jedyne działanie Pana Burmistrza zakończone niekoniecznie sukcesem. Kiedyś jak piasek w dołku był świeży widziałem tam \"coś robiącego\" kota. Więc w jakimś stopniu okazał się być przydatny. Ale sukces , sukces, znowu sukces.

    dr


    2020-02-26 14:57:37
  • Wilczek zajmie się drogami powiatowymi
    Człowiek od wszystkiego

    Łukasz


    2020-02-26 12:01:58
  • Śmiertelny postrzał, mordercy Rouse szuka policja
    Ta rasa psa wcale nie musi być groźna. Zależy to tylko wyłączenie od wychowania. Sama mam psa rasy american bully jest też niby groźnym psem. A wcale zupełnie tak nie jest, jest łagodny i uwielbia dzieci. Nie była to żadna winna właścicieli, ponieważ psy często nawet potrafią uciec/wyrwać się że smyczy to normalne, a z podwórka jeszcze łatwiej mają do ucieczki. To tylko i wyłączenie tego mordercy, powinien zostać bardzo ukarany. Pies jest czasem lepszy niż nie jeden człowiek. Potrafi więcej zrozumieć wysłuchać i kochasz szczerze. Współczuję bardzo.. :(

    Czytelnik3


    2020-02-26 11:43:12
  • Kino w Galerii Jurand wraca do historii
    Hehehehe, trzeba sie pokazać, żeby mieszkańce miasta kojarzyli z tym co \"dobre\". A plac zabaw(i nie tylko) przy ulicy Solidarności czeka :)

    Jacek


    2020-02-26 09:41:14
  • Śmiertelny postrzał, mordercy Rouse szuka policja
    Po Szczycionku też biega taki słodziak....

    Norbert


    2020-02-26 08:45:27
  • Kino w Galerii Jurand wraca do historii
    Ujawnił się dawno nie widziany Pan Burmistrz. Wygląda na to , że kino w galerii , to także zasługa Pana Burmistrza. Lans, lans i parcie na szkło.

    dr


    2020-02-26 08:43:17
  • Śmiertelny postrzał, mordercy Rouse szuka policja
    Czytelnik - co ty pie@#$%isz . Wcześniej puszczali psa i nic się nie działo, nie robił ludziom krzywdy: - \" Dzieci z Małdańca ją uwielbiały. Bawiły się z nią, całowały, przytulały... \" - \" Właścicielka suczki przyznaje, że Rouse potrafiła czasem uciec z posesji. Ale nigdy nikogo nie ugryzła, czy pogoniła, nie było w niej agresji – mówi. - Najczęściej odnajdywaliśmy ją przy sklepie, gdzie bawiła się z dziećmi. \" Jeśli pies nie stanowi zagrożenia to czemu nie mogłby biegać sam? \" Miała jedynie słabość do kur \" - jedyna wada psa. Wina tylko i wyłącznie tej parówy która pociągnęła za spust. Wielki bohater k@#$a \"Widać sąsiadom cierpliwość się skończyła\" do psa który nie był agresywny? Sąsiedzi jacyś po@#$^ni. Drogi \"strzelcu\" mam nadzieje, że coś ci się przytrafi i będziesz cierpiał tak jak teraz właściciele Rouse. RiP

    Łukasz Łukasz


    2020-02-26 08:34:42
  • Śmiertelny postrzał, mordercy Rouse szuka policja
    Całą odpowiedzialność za to co się stało ponoszą właściciele i to ich bym ukarał, amstaf swobodnie biegający po wsi - skandal. Jak się ma psa to trzeba się nim zajmować. Wszyscy we wsi się z psem bawili, dzieci pod sklepem - to jakieś żarty ?. Szkoda psa i przykre że trafił na takiego właściciela.

    Lubię psy.


    2020-02-26 07:43:30
  • Centrum w szkole i w budżecie
    \"Nasze plany inwestycyjne może nie wyglądają obecnie jakoś mocno imponująco, ale to efekt budźetowego „modelu”, jaki stosujemy od lat, a właściwie od czasu, gdy jestem burmistrzem\" - te tłumaczenia są troszkę żenujące, nie uważa pan panie burmistrzu? Czyżby zauważył pan wyraźny spadek swojego zaangażowania? I tu przyznam panu rację. Myślenie \"byle do końca kadencji\" daleko nas mieszkańców nie zaprowadzi. Szkoda, że zaufałam.

    Krysia


    2020-02-26 07:24:58
  • Nowe nadzieje na obwodnicę (komentarze)
    Jaka obwodnica ? To dopiero plan planów, a może tylko kiełbasa wyborcza. Gdyby nawet miała być to proces wieloletni. A planów to jeszcze w ministerstwie nie znają, no chyba że Jarek wie (on wie wszystko) ale nie powie.

    Do Janek


    2020-02-26 06:57:32

Reklama