Piątek, 16 Kwiecień
Imieniny: Adolfiny, Odetty, Wacława -

Reklama


Reklama

Historia: Bogusław Palmowski (cz. 2)


Bogusław Palmowski od 1970 roku skrzętnie notuje w swoich terminarzach informacje związane z jego pracą i wydarzeniami w naszym mieście i powiecie. Jak mówi, są to swojego rodzaju unikaty, których właściwie nigdzie się nie znajdzie. Na potwierdzenie, pan Bogusław prezentuje kilka terminarzy i przedstawia swoje zapiski, a te były prowadzone z bardzo dużą skrupulatnością i statystyczną dokładnością.



Rozwój miasta

 

- Dawniej system tak funkcjonował, że każde miasto rozwijało się dzięki zakładom pracy, a tych było dość sporo. Teraz jest zupełnie inaczej: proponuje się różnego rodzaju ulgi i przywileje, aby ktokolwiek tu przyszedł i ulokował swój biznes – komentuje pan Bogusław.

 

- Kolejnym szczycieńskim zakładem, który miał duży wkład w rozwój i rozbudowę miasta, była fabryka mebli. Zapewniała dużo miejsc pracy mieszkańcom Szczytna i okolic i podobnie jak w przypadku „Lenpolu”, budowała mieszkania zakładowe, miała żłobek i przedszkole dla dzieci swoich pracowników. Ważna dla miasta była także policyjna uczelnia, istniejąca najpierw jako SOMO (Szkoła Oficerów Milicji Obywatelskiej, która w połowie lat 70. zmieniła nazwę na Wyższą Szkołę Oficerską im. gen. Franciszka Jóźwiaka „Witolda” (obecnie WSPol.). - Ówczesna szkoła była ściślej związana z miastem niż obecnie – twierdzi Palmowski. - Dawniej był to jeden z ważniejszych czynników, mających wpływ na rozwój Szczytna.

 

Zupełnie inaczej wyglądało też centrum Szczytna. Główne ulice naszego miasta Odrodzenia i Polska - nie przypominały tych obecnych. Wiele było jeszcze pustych miejsc i ruin, które powoli usuwano, a w wolnych miejscach budowano nowe bloki. Bogusław Palmowski uważa, że wadą ówczesnego Szczytna był brak własnego przedsiębiorstwa budowlanego. Do reformy administracyjnej w 1975 roku w Szczytnie znajdowała się filia piskiego przedsiębiorstwa budowlanego, natomiast od drugiej połowy lat siedemdziesiątych tę funkcję przejęło przedsiębiorstwo budowlane z Kętrzyna.

 

Pomijane Szczytno

 

W Szczytnie istniało wówczas tylko niewielkie przedsiębiorstwo komunalne, które zajmowało się głównie różnego rodzaju remontami. Nasze miasto poprzez brak większego kombinatu budowlanego bardzo mocno na tym traciło i było czasami pomijane przy decyzjach o inwestycjach budowlanych, a co za tym idzie – miało spowolniony rozwój gospodarczy.

 

Ulica Odrodzenia. Połowa lat 70-tych XX wieku

 

- W mojej ocenie w tym względzie Szczytno było nieco pokrzywdzone w stosunku do miast, które posiadały u siebie przedsiębiorstwa budowlane, takich jak Iława, Bartoszyce, Pisz czy Kętrzyn. U nas było przedsiębiorstwo właśnie z Kętrzyna i wiadomo, że bardziej dbało o interesy własnego miasta niż Szczytna.

 

Przygoda z handlem

 

Dzięki pracy w „Lenpolu”, pan Bogusław poznał z drugiej strony handel, z którym wcześniej nie miał w ogóle do czynienia. - Gdy rozpoczynałem pracę, na terenie zakładu istniał już społemowski sklep spożywczy, a zakład był członkiem spółdzielni. Nie należałem do milczących, często zabierałem głos podczas różnych zebrań zakładowych, więc na jednym z nim wybrano mnie na przedstawiciela „Lenpolu” i właściwie od 1970 roku zostałem członkiem PSS „Społem” w Szczytnie.


Reklama

 

Palmowski wspomina, że ze względu na swoją społeczną aktywność i funkcję, jaką piastował, był bowiem przewodniczącym Rady Nadzorczej, dość szybko został zauważony przez wspomnianą branżę handlową, dzięki czemu ponad dekadę później znalazł zatrudnienie. Jak wspomina, w pierwszej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku PSS Społem była jedną z największych firm w naszym mieście, bo dającą zatrudnienie aż 500 osobom.

 

Przewodnia rola partii

 

- Moja praca w „Lenpolu” zakończyła się w momencie, gdy wstąpiłem do partii. Można powiedzieć, że wcześniej udzielałem się nieformalnie - opowiada Palmowski.

 

Ta aktywność polegała na pisaniu przemówień dla oficjalnych przedstawicieli władzy zakładowej i ludowej, a że posiadał talent krasomówczy, więc partyjni dysydenci uznali, że pisze z taką samą łatwością jak się wypowiada.

 

- Dokładnie po trzech latach mojego w Szczytnie, za namową znajomych, postanowiłem wstąpić do partii. Najpierw zostawało się kandydatem, a po roku – członkiem.

 

Zanim jednak Palmowski nabył pełni praw partyjnych, zyskał zaufanie. Już pięć miesięcy po podpisaniu deklaracji zaprosił go ówczesny przewodniczący komitetu powiatowego PZPR nazwiskiem Tupik. U siebie w gabinecie zaproponował młodemu Palmowskiemu pracę w administracji, a dokładniej – w komisji planowania. - Przyznał wtedy, że dotychczasowy przewodniczący komisji planowania stracił zaufanie partii.

 

Propozycja została przyjęta i z dniem 1 lipca 1973 roku Bogusław Palmowski został urzędnikiem administracji samorządowej. - To nie stało się tylko dlatego, że wstąpiłem do partii.

 

Niewątpliwy wpływ na to miała moja dość dobra znajomość lokalnej problematyki społecznej i lokalnego środowiska, pomimo że w mieście mieszkałem dopiero trzy i pół roku. Był taki krótki epizod w moim życiu, że jednocześnie piastowałem dwie funkcje urzędnicze: byłem przewodniczącym komisji planowania oraz zastępcą przewodniczącego Prezydium Powiatowej Rady Narodowej, której szefem był wówczas Antoni Stabrowski.

 

Rodzina

 

Mój rozmówca wspomina, że do jego obowiązków należały między innymi comiesięczne spotkania powiatowej komisji planowania gospodarczego. - Moja małżonka Bożena dzielnie to znosiła, bo należy wspomnieć, że w tamtych latach nie było wolnych sobót i we wszystkie się pracowało, a pełnienie przeze mnie ważnej jakby nie było funkcji, wiązało się również i ze spotkaniami w niedziele. Właściwie do tej pory cenię cierpliwość i wytrzymałość mojej małżonki, bo w domu byłem raczej gościem.

 

Jak w każdym normalnym związku małżeńskim, przyszedł i czas na dzieci. Najpierw, w 1970 roku, urodził się pierwszy syn Maciej, a siedem lat później drugi – Łukasz. - Za każdym razem, jak zaglądam w poszczególne kalendarze, to przypominam sobie wówczas, że do domu to ja właściwie przychodziłem się odświeżyć, coś zjeść i odpocząć i nie zawsze były to godziny popołudniowe, ale najczęściej nocne. Były to czasy bardzo trudne, nie ze względu na trudną sytuację gospodarczą, ale przede wszystkim dla mojej rodziny, która dzielnie znosiła taki niepospolity mechanizm mojego funkcjonowania.

Reklama

 

Ludzie jakby inni...

 

W tamtym czasie o każdym aspekcie życia politycznego, gospodarczego i społecznego tak naprawdę decydowała partia. Działania szczycieńskich i powiatowych urzędników były skrupulatnie nadzorowane i kontrolowane.

 

- Wyglądało to tak, że przez pryzmat działań, rozwój miasta i powiatu byliśmy zawsze oceniani. Jeśli coś wyszło źle, to w oficjalnych sprawozdaniach zawsze można było przeczytać, że zawiniła lokalna władza administracyjna, bo partia była zawsze dobra – wspomina Palmowski i dodaje, że nie wszystko z jej strony było złe. Uważa, że partia, a raczej jej egzekutywa, skupiająca przedstawicieli wszystkich zakładów pracy bez względu czy reprezentował go dyrektor bądź też zwykły robotnik dawała im możliwość, podczas plenum, oficjalnie przedstawiać trapiące ich problemy, przez co zbliżała do siebie te wszystkie warstwy społeczne.

 

Spółdzielnia

 

- W tamtych latach odpowiedzialność była rozłożona na wszystkich i była to odpowiedzialność zbiorowa, przez co niejako powstawała wewnętrzna samokontrola nad działaniami i ostatecznie ich efektami czy były one pozytywne, czy też negatywne. Obecnie - jak mówi pan Bogusław - mechanizmy działania organów władzy znacznie się zmieniły i zawsze szuka się jakiegoś kozła ofiarnego, którego obciąża się odpowiedzialnością w przypadku niepowodzeń i porażek.

 

Pod „opieką” urzędniczą młodego Palmowskiego znalazły się przede wszystkim dwie ważne dziedziny: handel i gospodarka komunalna. W naszym mieście istniał wówczas monopol na handel, który dzierżyła niewątpliwie PSS „Społem”. Można by rozważać, dlaczego partia oddała tak ważną gałąź gospodarki w spółdzielcze ręce. Miało to jednak swoje uzasadnienie.

 

Braki w zaopatrzeniu (chociaż faktycznie puste sklepowe półki to widok o dekadę późniejszy, z lat 80.) i niedobór mieszkań to były dwie największe bolączki ludności. I choć nie było tajemnicą, że także w tych dziedzinach partia ma pierwsze i najważniejsze słowo, to spółdzielnie, pozornie niezależne organizacje, stały niejako na pierwszej linii frontu.

 

- W świadomości ówczesnych mieszkańców za brak zaopatrzenia odpowiadała PSS, za brak mieszkań – też spółdzielnia, tyle że inna.



Komentarze do artykułu

Napisz

Reklama


Komentarze