Sobota, 29 Styczeń
Imieniny: Franciszka, Konstancji, Salomei -

Reklama


Reklama

Hani Daniluk całe życie wśród książek (rozmowa „Tygodnika Szczytno”)


Dokładnie 26 lipca, z pracą w bibliotece pożegnała się Hanna Daniluk. Co prawda, nie należą do rzadkości przypadki, kiedy emeryt czy emerytka swoje zawodowe życie łączył tylko z jednym zakładem pracy, ale w tym przypadku może to stanowić pewną osobliwość. Wielu ludzi, głównie tych, którzy do książek upodobania nie mają, rzeknie zapewne, że to praca nudna, monotonna i z trudem zrozumie, jak można tyle lat w bibliotece przetrwać. Czy jednak życie wśród książek jest naprawdę nudne? Na to i wiele innych pytań Hania spróbuje odpowiedzieć.



Nie wyglądasz na emerytkę...

 

Pozory! W maju skończyłam 60 lat, a już wcześniej zdecydowałam, że gdy tylko uzyskam uprawnienia emerytalne, to z nich skorzystam. Trzeba było jednak pokończyć pewne rozpoczęte działania, poczekać na dobry termin, bo czerwiec – o czym powszechnie się mówi – nie jest korzystny dla emerytów. I dlatego rozstaję się z biblioteką dopiero przy końcu lipca.

 

Zatem to może fakt, że całe swoje życie, nie tylko dorosłe, spędziłaś w Szczytnie, tak ci służy...

 

Rzeczywiście, w Szczytnie się się urodziłam i nigdy stąd nie wyjechałam, oczywiście poza urlopowymi wyprawami. Bo zaocznego studium bibliotekarskiego i dojazdów do Olsztyna nie można traktować jako rozstania ze Szczytnem. Co prawda, po maturze zamierzałam uczyć się ekonomii, też w olsztyńskim studium, ale pojechałam tylko na jedno, pierwsze spotkanie.

 

I miałaś dość ekonomii?

 

Dokładnie. Uznałam, że to absolutnie nie dla mnie. Jakieś salda, jakieś aktywa, jakieś budżety... Koszmar. I kiedy rozważałam, co dalej, to trafiła się praca w Szymanach, w tamtejszej filii miejskiej biblioteki, bo wtedy takiego terytorialnego rozdziału nie było jak obecnie. Pracowałam tam na pół etatu. Dojeżdżałam w poniedziałki, środy i piątki. Było fajnie, ale nie zimą...

 

Dlaczego?

 

Zaczęłam tę pracę dokładnie 1 października 1980 roku. W spartańskich warunkach. To był budynek o różnym przeznaczeniu. W jednej części był sklep, w drugiej klub „Ruchu” - bo takie na wsiach wtedy działały. Biblioteka była jakby przypisana temu klubowi, zajmowała jedno pomieszczenie. Gdy na zewnątrz zrobiło się chłodno, pracę musiałam zaczynać od... palenia w piecu. Ani on nie był zbyt wydajny, ani ściany czy okna szczelne, bo właściwie robiło się tam ciepło dopiero wtedy, gdy ja już pracę kończyłam.

 

Młoda dziewczyna, tuż po maturze, trafia do biblioteki... Na czym polegały wtedy twoje obowiązki?

 

Głównie na wypożyczaniu książek, ale trzeba też było opracować nowe, które biblioteka otrzymywała, wprowadzić do rejestru, obłożyć, bo wtedy było to obowiązkowe. Czasem też w bibliotece organizowane były jakieś zajęcia dla dzieci... W Szymanach pracowałam tylko rok. Później zwolniło się miejsce w Szczytnie i przeszłam tu do pracy... na kolejne prawie 40 lat.

 

W Szczytnie zaczynałaś od...

 

Wypożyczalni dla dorosłych. Niby praca ta sama, jak w Szymanach, ale różnice ogromne. W Szczytnie było po prostu wszystkiego więcej: więcej czytelników, więcej książek, więcej dodatkowych zadań, organizowanych wydarzeń... W wypożyczalni pracowałyśmy we dwie, na zmiany. Dziś zresztą jest podobnie, jeśli chodzi o stan zatrudnienia w wypożyczalni, tyle że czytelników sporo mniej. Ale za to znacznie więcej wydarzeń, które wcześniej organizowane były sporadycznie.

 

I ciągle w tym jednym budynku?

 

A to akurat nie. W wypożyczalni pracowałam dwa lata, także w czasie, gdy zapadły decyzje o rozbudowie biblioteki. Dziś pewnie mało kto pamięta, że to był parterowy budynek i zostało nadbudowane całe piętro. Trwało to kilka lat. W tym czasie oddział dziecięcy funkcjonował na górnym holu Miejskiego Domu Kultury, a wypożyczalnia dla dorosłych w świetlicy browaru przy ul. Mickiewicza. Jeszcze uczestniczyłam w przenoszeniu księgozbioru i urządzaniu tej zastępczej biblioteki. Później zajęłam się własnym dzieckiem, a gdy przyszedł czas powrotu do pracy, to akurat w nowym bloku przy ul. Solidarności, na nowym osiedlu, utworzona została filia nr 1. Istniała wcześniej, ale znajdowała się przy ul. Paderewskiego, w domu prywatnym. Zostałam kierowniczką tej filii, gdy tylko budynek został oddany do użytku. Praktycznie więc, na początku, trzeba było z przeznaczonych na potrzeby biblioteki pomieszczeń tę bibliotekę zrobić. Zanim więc zaczęłyśmy wypożyczać książki, to na przykład malowałyśmy stare regały, przeniesione z ul. Paderewskiego. Skoro bowiem budynek i filia były nowe, to i wyposażenie miało przynajmniej sprawiać takie wrażenie. W tej filii spędziłam aż 11 lat. Kolejne dopiero spędziłam już w głównym bibliotecznym budynku, jako kierownik działu udostępniania zbiorów, który to dział obejmuje wypożyczalnię i czytelnię dla dorosłych. A teraz, po kolejnych prawie 20 latach, już się z biblioteką rozstaję.

 

Tak całkiem, całkiem?

 

Niezupełnie. Jestem członkiem Dyskusyjnego Klubu Książki, który działa przy bibliotece już 13 lat, i nadal zamierzam w działaniach tego klubu uczestniczyć. Niemal od początku pracy jestem też członkiem Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, a od bodaj pięciu lat – przewodniczącą lokalnego koła, które zrzesza pracowników i emerytów ze wszystkich bibliotek w powiecie. Czy koledzy i koleżanki podczas kolejnego spotkania wyborczego powierzą mi tę funkcję na kolejną kadencję – tego nie wiem, ale członkiem SBP pozostanę już na zawsze.


Reklama

 

Pomijając anormalny czas pandemii, w bibliotece sporo się działo w ostatnich latach...

 

I jeśli miałabym policzyć wydarzenia, w których nie uczestniczyłam, to może byłoby ich mniej niż palców u jednej ręki. Brałam udział w ich przygotowaniu, a później także w samej imprezie, czy to było spotkanie autorskie, czy wernisaż jakiejś wystawy, czy koncert... Moim swoistym „dzieckiem” jest organizacja corocznego tzw. narodowego czytania. Zaczęliśmy od „Trylogii” Sienkiewicza – w strojach, oczywiście, zgodnych z epoką. I tak już zostało. Przy kolejnych edycjach tego projektu zawsze starałyśmy się dopasować strojami do treści czytanych lektur. Było z tym czasem trochę kłopotów, ale też my, jako pracownicy biblioteki, dobrze się przy tym bawiłyśmy. Jak zresztą przy wielu innych wydarzeniach, bo podkreślić muszę, że biblioteczna ekipa jest naprawdę zgrana, chętna do różnych działań i pełna pomysłów. Wiele fajnych projektów rodziło się podczas dorocznej naszej sztandarowej imprezy pod nazwą „Odjazdowy bibliotekarz”. To rajd rowerowy pracowników biblioteki i miłośników książek. Takie i podobne wydarzenia integrowały i integrują całe środowisko, wszystkich, w których życiu książka wiele znaczy.

 

Przez lata biblioteki postrzegane były wyłącznie jako źródło książek do wypożyczenia i poczytania. Nie było chyba łatwo przekwalifikować się w taką aktywną placówkę kultury?

 

Trudno mi powiedzieć, jaki był impuls, by poszerzać formy działalności. Zapewne spowodowane to było dość drastycznym spadkiem czytelnictwa i poszukiwaniem sposobów, by do bibliotek przyciągnąć jak najwięcej osób z różnych środowisk. I przyznam, że przynosi to efekty, bo często jest tak, że osoby, które przychodziły do biblioteki na jakieś wydarzenie, stawały się czytelnikami. Dziś można powiedzieć, że wśród mieszkańców miasta jest wcale niemała grupa stałych bywalców, aktywnych uczestników takich wydarzeń, które niekiedy sami inicjowali.

 

Te wydarzenia za każdym razem mają swojego, nazwijmy to, głównego bohatera: aktora, pisarza czy plastyka... Czy łatwo było ich pozyskiwać?

 

Początkowo biblioteka, jako miejsce takich imprez, nie była dobrze postrzegana, pewnie dlatego, że w świadomości ludzi spełniała taką tylko „wypożyczającą” rolę. Pamiętam, że szukaliśmy chętnych, na przykład dzwoniliśmy do miejscowych twórców, malarzy czy fotografów i oferowaliśmy, że zrobimy im wystawę prac. Po jakimś czasie sceptycyzm znikł, zainteresowanie rosło, widzów i słuchaczy przybywało. Teraz to już nie my, jako biblioteka, szukamy osób, których twórczość warto pokazać w taki czy inny sposób, ale to twórcy do nas przychodzą. Właściwie jest i tak, i tak. Staramy się być na bieżąco i jeśli uzyskujemy informację, że w Szczytnie czy powiecie ktoś coś zdziałał na niwie kultury, w szerokim tego słowa znaczeniu, staramy się tę osobę i tę twórczość pokazać szerszej publiczności. Ale i często twórcy sami przychodzą do biblioteki, by zorganizować wystawę ich prac, czy spotkanie.

 

Wśród bibliotecznych inicjatyw jedne zapewne cieszą się mniejszym zainteresowaniem, inne większym...

 

Chyba najbardziej pożądane były spektakle z cyklu: teatr przy stoliku. Na spektaklu bywało czasem dobrze ponad sto osób, co biblioteczne, nie tak wielkie pomieszczenia, z trudem wytrzymywały. Teatr w ogóle cieszy się dużym zainteresowaniem. Obfita publiczność towarzyszyła np. spektaklom, które z młodzieżą z ZS nr 1 przygotowywała nauczycielka Alina Kowalska. Oczywiście, wiele osób przyciągały też do biblioteki znane nazwiska pisarzy. Spotkania autorskie, to już stały element bibliotecznej pracy. Nie brakuje ludzi pióra, uznanych już twórców, którzy są z naszą biblioteką szczerze zaprzyjaźnieni i chętnie tu bywają.

 

Nie będzie ci tego wszystkiego brakować?

 

Będzie. Może nie od razu, ale myślę, że za kilka miesięcy zacznę za tym tęsknić. Ale przecież zawsze będę mogła się włączyć w te wydarzenia, wspomóc dawne koleżanki, a już z pewnością w nich uczestniczyć. Na razie jednak mam nadzieję, że życie emerytki będzie się toczyło trochę wolniej, że będę miała więcej czasu dla siebie...

 

Optymistka z ciebie. Z własnego doświadczenia mogę cię zapewnić, że życie nie zwolni... Martw się, żeby nie przyspieszyło...

 

Może i tak być, bo plany różne mam. Przede wszystkim zamierzam zająć się przydomowym ogrodem, bo to bardzo lubię, a czasu wciąż brakowało. Więc sobie zaplanowałam już, co w tym ogrodzie zmienię, jak go urządzę... Gdy już mnie pandemia, chciałabym też trochę podróżować. Nie marzy mi się Egipt czy inna Turcja, ale własny kraj chciałabym lepiej poznać, bo z pewnością warto. Niby byłam we Wrocławiu czy Gdańsku, ale jakoś tak w biegu, na chwilę. Zamierzam więc te miasta, oczywiście między innymi, odwiedzić ponownie i solidnie zwiedzić. Ale to wszystko też powoli, po kolei, bez pośpiechu... Dlatego mówię, że liczę na zwolnienie tempa...

Reklama

 

Podróże z mężem czy on raczej nie bardzo...

 

Bardziej ja mam takie chęci i potrzeby, i je w rodzinie inicjuję, ale mąż – Jan, zwykle nie odmawia. Pewnie częściej będziemy sobie takie wycieczki organizować, gdy już i on zostanie emerytem, ale na to musimy jeszcze trochę poczekać. Tak czy siak sądzę, że oboje będziemy aktywnie realizować nasze własne potrzeby i przyjemności tym bardziej, że – co oczywiste – dzieci już dorosłe i samodzielne. Dwaj synowie niejako są pod ręką, bo obaj mieszkają w Szczytnie, córka też niezbyt daleko, bo w Olsztynie. Wnuków – jak dotąd – nie ma, więc to też okoliczność, która pozwoli mi wolny czas poświęcać sobie. Może będę piekła więcej ciast? Koleżanki z pracy powiadają, że ta działalność kulinarna jest moją specjalnością i mogę się tym zająć... wręcz zawodowo.

 

Większość moich dotychczasowych rozmówców, których „przesłuchiwałam” w związku z emeryturą, deklarowała, że w wolnym już czasie nadrobi zaległości w czytaniu...

 

Nie mam zaległości. Książki towarzyszyły mi zawsze, odkąd pamiętam – prywatnie i zawodowo. Nadrabiać więc nie będę, ale zapewne więcej czytać, korzystając z tego wolnego czasu.

 

Pamiętasz swoją pierwszą przeczytaną książkę?

 

Najpierwszej nie pamiętam. Ale chwila... Już wiem! Leżałam w szpitalu, jak byłam w drugiej klasie podstawówki i mama kupiła mi wtedy „Przygody gąski Balbinki”. To był taki bardziej komiks, bo tekstu było w niej niewiele. Podobała mi się bardzo, pewnie dlatego, że popularna była wtedy dobranocka z tą gąską. Na pewno „od zawsze” miałam swoje ulubione tytuły. W latach szkolnych wiele razy czytałam książkę Jurgielewiczowej „Ten obcy”. To była lektura, która mi się bardzo podobała. Tak bardzo, że uprosiłam mamę, by mi ją kupiła i miałam własny egzemplarz, do którego często zaglądałam. Zawsze czytałam tę książkę, gdy np. byłam chora. Dziś trudno mi powiedzieć, czy do czegoś wracam w sposób szczególny. Nie mam takiej potrzeby przy tak dużym dostępie do książek, do wszystkich niemal nowości.

 

To cofniemy się jeszcze głębiej w przeszłość... Jaka była pierwsza literka, jaką umiałaś nazwać, może napisać i ile miałaś lat?

 

Nie pamiętam. Na pewno nie było zwyczaju, by literek uczyć w domu, więc poznawałam je dopiero w szkole. Myślę więc, że to było „a” - jak w elementarzu. Pisało się te literki w zeszycie całymi rządkami, a kolejne ćwiczenia oddzielało od siebie szlaczkami... Pamiętam, że najbardziej lubiłam rysować misie..., ale nie pytaj dlaczego, bo nie wiem.

 

Wspomniałaś o czytelniczych nowościach, których jest mnóstwo. Odnoszę czasem wrażenie, że teraz każdy chce popełnić książkę, czasem - niestety – także ci, którzy w ogóle za pióro brać się nie powinni. Niemniej w ostatnim 10- czy może nawet i 20-leciu, po równie długim czasie „posuchy”, przybyło polskiej literaturze sporo dobrych nazwisk i równie dobrych tytułów...

 

Rzeczywiście tak jest. Mamy obecnie naprawdę sporą liczbę autorów, o których można by powiedzieć, że są z górnej półki, i to niezależnie od tego, jaki rodzaj literatury uprawiają. Wielu z nich już w Szczytnie bywało, na spotkaniach autorskich organizowanych w bibliotece. Wielu więc poznałam. W domu mam osobną, solidnej wielkości półkę, z książkami opatrzonymi autografami i osobistymi wpisami autorów. To najcenniejsze pamiątki zgromadzone przez lata bibliotecznej pracy.

 

Gdybyś miała jednym czy dwoma zdaniami zachęcić młodych, a może i nie tylko, ludzi do czytania książek, to co byś powiedziała?

 

Trudne zadanie. Może dlatego, że sama czytam „od zawsze” i chyba nigdy się głębiej nie zastanawiałam, dlaczego. Każda książka to przygoda. To inny świat, życie, ludzie... To zbiór miejsc i zdarzeń, ale też zachowań, postępowania w różnych sytuacjach. Myślę, że to właśnie książki, w połączeniu z otaczającą każdego rzeczywistością, są najlepszym „wychowawcą”. Fabuła, a nie zawsze to fikcja, pozwala na wiele spraw naszych, codziennych, patrzeć szerzej, z różnych stron, niekiedy podpowie, jak poradzić sobie z problemami... Rodzice, którzy nas wychowują, z czasem odchodzą, rozstajemy się ze szkołami i nauczycielami, a książki mogą być z nami zawsze: wspierać, pomagać, jak trzeba – poprawiać humor, jak trzeba – dać chwilę odpoczynku od trudów dnia. Dają mnóstwo i niczego nie żądają w zamian. Czy można mieć więc lepszych przyjaciół?



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Doktor Dominik Górski na "cenzurowanym"
    W Portugalii i Izraelu ponad 90% populacji zaszczepione, a chorych więcej.i hospitalizacji też więcej, niż rok temu i dwa lata temu kiedy to wybuchło... niby.

    Rodak


    2022-01-29 08:54:18
  • O czerni, maskach i uśmiechach błyskawicznych – felieton Jerzego Niemczuka
    Panie Niemczuk widać pańskie nazwisko ma charakter niepolski to że jest Pan mieszkańcem powiatu nie stanowi żeby Pan pisał głupoty zajmij się człowieku swoim domkiem w Piecach i nie rozprawiaj o sprawach które cię przerastają

    Przyjaciel ludu


    2022-01-29 02:17:41
  • Do urzędu już bez gotówki
    No co - kurę trzeba przynieść!

    Śmieszek


    2022-01-28 23:33:54
  • Drogowy boom, przygotowują przetargi
    Zrobimy to za 4 miliony ????

    Marcin


    2022-01-28 21:48:50
  • Dni i Noce wracają do Szczytna
    Co za bzdura, łaskawy Mańkowski z łaskawym Kiersikowskim przywracają imprezę, która ma dłuższą tradycje niż ich kariera partyjna.

    Adrian


    2022-01-28 21:19:06
  • List do Redakcji – Tomasz Łachacz, Przewodniczący Rady Miejskiej w Szczytnie
    Panie Łachacz należy pogodzić się z porażkami gdyż Pana praca jako radnego jest nimi uslana. Zadbaj lepiej o podwyżki dla nauczycieli to twój domowy budżet się podniesie a sprawy trudne zostaw specjalistom.

    Dariusz


    2022-01-28 20:55:48
  • Dekanat urośnie w... parafie
    Przecież Wysocki chodząc, musiał ściągnąć po trzy stówy na granity i marmury, owieczki trzeba strzyc równo!!!

    XYZ


    2022-01-28 20:00:56
  • Szok! Policjant podejrzany o napad na bank w Rozogach
    Śmiech

    Krzyś


    2022-01-28 19:56:51
  • Szok! Policjant podejrzany o napad na bank w Rozogach
    Jakiś czas temu w lokalnej prasie :Marcin M. mówił że gmina Ruciane-Nida jest najspokojniejszą gminą w powiecie piskim. Mimo wszystko pracy nie brakuje. W wolnych chwilach znajdzie jednak czas na hobby, czyli wędkarstwo i wycieczki rowerowe. — Wygrana w plebiscycie jest dla mnie ogromną motywacją. Bardzo dziękuję za oddane na mnie głosy. Mieszkańcy obdarzyli mnie dużym zaufaniem. I mogę obiecać, że zrobię wszystko, by ich nie zawieść. Mam nadzieję, że będę dobrym dzielnicowym. Będę się starał pomoc każdemu, kto do mnie przyjdzie — dodaje. Warto również wspomnieć, że Marcin M. awansował podczas oficjalnych obchodów Święta Policji, które odbyły się 5 sierpnia, rok temu.

    Krzyś


    2022-01-28 19:55:07
  • Doktor Dominik Górski na "cenzurowanym"
    Według treści przysięgi lekarskiej i w pełni świadomy związanych z nim obowiązków przyrzekam: obowiązki te sumiennie spełniać; służyć życiu i zdrowiu ludzkiemu; według najlepszej mej wiedzy przeciwdziałać cierpieniu i zapobiegać chorobom, a chorym nieść pomoc bez żadnych różnic, takich jak: rasa, religia, narodowość, poglądy polityczne, stan majątkowy i inne, mając na celu wyłącznie ich dobro i okazując im należny szacunek; nie nadużywać ich zaufania i dochować tajemnicy lekarskiej nawet po śmierci chorego; strzec godności stanu lekarskiego i niczym jej nie splamić, a do kolegów lekarzy odnosić się z należną im życzliwością, nie podważając zaufania do nich, jednak postępując bezstronnie i mając na względzie dobro chorych; stale poszerzać swą wiedzę lekarską i podawać do wiadomości świata lekarskiego wszystko to, co uda mi się wynaleźć i udoskonalić. Niestety, ale na takich prowincjach jak Szczytno lekarz poprzez rutyny zapomina co przysięgał robić. Kwestia szczepień jest rzeczą indywidualna można promować ale nie przymuszać. I skończcie te teorie spiskowe oparte na wymysłach, bez twardych dowodów.

    Prawda jest taka ze


    2022-01-28 18:32:48

Reklama