Wtorek, 7 Lipiec, Imieniny: Estery, Kiry, Rudolfa -

Reklama


Reklama

Ewa Gut – sołtys Lesiny Wielkie (zdjęcie)


„Włada” Lesinami zaledwie kilka miesięcy, ale już wie, że dzięki życzliwości mieszkańców i własnemu zaangażowaniu może zrobić wiele. Zna bieżące potrzeby i problemy, bo wiele z nich było jej osobistym, życiowym udziałem. I o nich opowiada.



Daleka droga do szkoły

 

Ewa Gut urodziła się w Lesinach Małych, jako piąte dziecko z ośmiorga rodzeństwa. Swoją edukację rozpoczęła w szkole w miejscowości, w której dziś jest sołtysem. Jak mówi, nie było wówczas łatwo, bo prawie codziennie miała do pokonania 3-kilometrowy odcinek drogi w jedną stronę.

 

- Najtrudniej było podczas późnojesiennych pluch i zimą – wspomina. - Ale cóż można było zrobić? Mama ciepło opatuliła, zrobiła kanapki i wyprawiała do szkoły. Trzeba się było przecież nauczyć literek i cyferek, czytania i mnożenia, bo bez tego nie da się żyć ani dziecku, ani dorosłemu – opowiada wesoło pani Ewa.

 

 

Ciężkie czasy

 

Chociaż sołtys Lesin tryska humorem, to przyznaje, że czasy sprzed trzydziestu lat, w których przyszło jej dorastać nie były łatwe. - Było naprawdę ciężko. Wychowałam się w wielodzietnej rodzinie. Miałam jeszcze siedmioro rodzeństwa, ja byłam najmłodszą z dziewcząt. Rodzice prowadzili gospodarstwo, hodowali bydło, a zysk ze sprzedawanego mleka był jedynym w miarę stałym dochodem. Który musiał wystarczyć na bieżące potrzeby licznej rodziny.

 

Zwykle nie wystarczał, więc wszyscy, łącznie z dziećmi, wykorzystywali wszelkie możliwości uzyskania dodatkowego zarobku.

 

- Latem były to jagody, a gdy przychodziła jesień, całą naszą gromadką dosłownie wpadaliśmy do lasu i zbieraliśmy grzyby, które zanosiliśmy do punktu skupu i sprzedawaliśmy. Za pieniądze mogliśmy sobie kupić do szkoły przybory i zeszyty i w ten sposób rodzice byli chociaż w niewielki sposób odciążeni od obowiązku zakupu dla nas niezbędnych rzeczy.

 

 

 

 

Sołtys Lesin Wielki mówi, że w domu najczęściej było gwarno i wesoło. - Na brak zajęć domowych nie mogliśmy narzekać, ale i na wspólną zabawę znajdowaliśmy czas, głównie wtedy, gdy byliśmy młodsi. Im stawaliśmy się starsi, tym domowych obowiązków przybywało – opowiada pani Ewa.

 

Praca, miłość i służba

 

Po ukończeniu szkoły podstawowej w Lesinach Wielkich, pani Ewa kontynuowała swoją edukację w szkole zawodowej w Szczytnie w klasie o profilu kucharz. - O wyborze zawodu nie decydowały zainteresowania, a czysty pragmatyzm. Zmuszeni sytuacją, wybieraliśmy sobie taki profil szkoły, aby szybko zdobyć zawód, który dawał szansę na pracę.

 

 

Po trzech latach spędzonych w Zespole Szkół nr 2 w Szczytnie, pani Ewa zdecydowała się przenieść w poszukiwaniu pracy do Olsztyna, chociaż na miejscu pozostawało... serce.

 

Z Jerzym, za którego wyszła za mąż 22 lata temu, znali się o wiele dłużej. - Między nami zaczęło coś iskrzyć w czasie, gdy ukończyłam szkołę podstawową - opowiada pani Ewa i dodaje, że prawie codziennie w drodze do szkoły w Lesinach Wielkich mijała rodzinny dom swojego przyszłego męża. Jednak nie to było powodem ich zapoznania się, które z czasem przerodziło się w gorące uczucie. - Kolegowałem się z braćmi Ewy, którzy często mnie odwiedzali w domu, a z czasem dołączała do nich i ona. Na początku nie zwracałem na nią uwagi, bo była ode mnie młodsza o 5 lat, ale po jakimś czasie się to zmieniło i jesteśmy ze sobą już ponad 26 lat.


Reklama

 

Gdy uczucie między Ewą i Jerzy zaczęło rozkwitać coraz bardziej o pana Jerzego upomniała się ojczyzna.

 

- Trochę mi było żal i cywila i Ewy, ale obowiązek należało spełnić i wdziać mundur na półtora roku, z dala oczywiście od domu i ukochanej, bo wysłano mnie aż nad same morze do Wejherowa. Pan Jerzy nie do końca wierzył, że związek z Ewą i uczucie przetrwa tę próbę, stało się jednak inaczej. - Bardzo dużo do siebie pisaliśmy i zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trapiących nas problemów – mówi pani Ewa, która wytrwale czekała na powrót swojego ukochanego z wojska.

 

Wspólna droga

 

W 1996 roku, gdy pan Jerzy wiernie służył ojczyźnie, pani Ewa znalazła zatrudnienie w Olsztynie. W stolicy województwa postanowiła kontynuować swoją edukację i wybrała technikum gastronomiczne. Mniej więcej w tym samym czasie pan Jerzy wrócił do cywila, ale w miejscowości, w której od dzieciństwa wspólnie mieszkali i się wychowywali, nie zastał już swojej ukochanej Ewy. - Jerzy prawdopodobnie w obawie przed poznaniem przez mnie kogoś innego, dołączył do mnie do Olsztyna i w ten sposób zaczęła się namiastka naszego niejako „dorosłego” i wspólnego życia, ale jeszcze nie potwierdzonego oficjalnym podpisaniem dokumentów w urzędzie i kościele.

 

 

 

Wraz z początkiem 1997 roku Ewa i Jerzy postanowili oficjalnie sformalizować swój związek i dokładnie 13 lutego Jerzy oświadczył się swojej ukochanej Ewie.

 

- Razem podjęliśmy tę decyzję, ponieważ doszliśmy do wniosku, że odwlekanie w czasie na sformalizowanie naszego związku może doprowadzić do jego rozpadu. Jeszcze w tym samym roku postanowili wziąć ślub.

 

Wesele odbyło się w tej samej miejscowości, czyli Lesinach Wielkich dokładnie 23 sierpnia 1997 roku. - W czasie, gdy braliśmy ślub, mieszkaliśmy jeszcze w Olsztynie, ale postanowiliśmy wrócić w rodzinne strony, do Lesin Małych. Jurek miał 10 ha, ja w posagu wniosłam zaledwie 3, ale uważaliśmy, że na początek nam to wystarczy.

 

Ukochane dzieci

 

Dwa lata po ślubie na świat przyszła upragniona córka Natalia, a kolejne dziecko, syn Karol – urodził się osiem lat później. Zarówno pani Ewa, jak i jej małżonek pochodzą z wielodzietnych rodzin i na pytanie, dlaczego sami nie mają więcej potomstwa, zgodnie odpowiadają:

 

- Być może wynika to z tego, że przy takiej liczbie dzieci w domu nie wszystkim można zapewnić to, czego oczekują – mówi pani Ewa, dodając, że patrzą na to wszystko przez pryzmat własnych domów, w których tak naprawdę się nie przelewało. - Naszym rodzicom było bardzo trudno utrzymać takie gromadki dzieci – opowiada pan Jerzy. - Bardzo szybko musiałem wcielić się w rolę gospodarza i niejako ojca, bo mój tato umarł dość młodo, a ja byłem najstarszym synem i na mnie spoczął obowiązek wsparcia i pomocy mojej mamie w wychowywaniu młodszego rodzeństwa.

 

Pani Ewa ze swoim małżonkiem starają się zapewnić swoim dzieciom to wszystko, czego im dawniej brakowało. - Staramy się jak możemy i chyba nasze dzieci cieszą się z takiego wychowania. Przy takiej liczbie rodzeństwa, jakie ja miałam, moja mama nas nauczyła, że najważniejsze jest zrozumienie i wzajemne niesienie pomocy rodzeństwu i najbliższym. Podobnie było i w domu mojego małżonka. - Czy czegoś żałuję? Tak, przedwczesnej śmierci mojej mamy, która umarła w wieku zaledwie 46 lat i nasze dzieci nie miały okazji jej poznać, a była to naprawdę wspaniała kobieta i najukochańsza mama na świecie.

Reklama

 

Wczoraj i dziś

 

Pan Jerzy podczas naszej rozmowy często sięga wspomnieniami do swojego dzieciństwa.

 

- Pamiętam, że jako dzieci mieliśmy zupełnie inne potrzeby niż ma to miejsce dziś. Każde wakacje, oprócz pracy w obejściu, było wypełnione wypadami poza dom i licznymi zabawami i nie były do tego potrzebne jakieś wymyślne zdobycze techniki. Potrafiliśmy spędzić na podwórzu cały dzień bawiąc się w niewielkie wyimaginowane gospodarstwo, gdzie tryb z maszyny był ciągnikiem, a kawałek klocka stanowił przyczepę. Teraz w domu musi być duży, najlepiej 50-calowy telewizor z najnowszą konsolą do gry. - Dawniej karą za nieposłuszeństwo było siedzenie w domu, obecnie taką karą jest wyjście na zewnątrz na podwórze. Wystarczyło zaledwie dwie dekady, aby to wszytko zmieniło się o 180 stopni – komentuje pani Ewa.

 

Obecnie rodzina Gutów prowadzi wspólnie niewielkie gospodarstwo i hoduje niewielkie stado (9 sztuk) bydła opasowego.

 

- To jednak za mało, by utrzymać rodzinę, dlatego też oboje pracujemy – mówi sołtys Lesin Wielkich. Pan Jerzy już od dwóch dekad pracuje jako kierowca w jednej z firm transportowych w nieodległym Surowem na Kurpiach, a pani Ewa dojeżdża do pracy w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym w Czarni.

 

Pani sołtys

 

Pani Ewa Gut sołtysem Lesin Wielkich jest od niedawna, bo od marca tego roku. O wyborze zadecydował zupełny przypadek. - Przyszłam na zebranie wiejskie wcale nie myśląc o wyborach. Ale moi znajomi uważali, że powinnam spróbować swoich sił w nowej roli, no i spróbowałam. Do udziału namawiał mnie również ówczesny sołtys, mimo że sam ubiegał się o reelekcję. Po podliczeniu głosów okazało się, że pokonałam konkurenta niewielką ich liczbą.

 

Nowa sołtys Lesin Wielki mówi, że od samego początku nie miała jakichkolwiek obaw związanych z funkcją. - Uważam, że aby być dobrym sołtysem, to koniecznie trzeba się angażować pełnią sił we wszystko, co dotyczy lokalnych spraw, dotyczących nie tylko wsi, ale i jej mieszkańców. Największą satysfakcję daje mi jednak uśmiech i życzliwość mieszkańców sołectwa. Jest to na razie początek mojej sołtysowej drogi, która, jak każda, ma swoje zakręty, ale najważniejsze jest, aby iść nią do przodu, zawsze z podniesioną głową.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Obwodnica oficjalnie, bo na piśmie
    koncepcje już są... 2020-05-26 nawet był artykuł o tym ... no i jeszcze pytanie czy będzie tyle środków ile zażądają Wykonawcy np. remont ul. Warszawskiej i Skłodowskiej, który odszedł do Lamusa przez zbyt wysokie koszty.

    czytelnik


    2020-07-06 19:15:16
  • Zapraszają seniorów na bezpłatne zajęcia
    Nie jest sztuka zrobienia czegos co po pol roku odejdzie w zapomnienie. Zrobcie cos co przyjmie sie na lata. Tak mamy swoj swiat, swoje zajawki ale ile mozna robic non stop to samo. Ja wiem ze wypowiadajac sie jako mlody bede krytykowany przez starszych :) bo nasze pokolenie to pokolenie stracone i nikt nie liczy sie ze zdaniem mlodziezy, taka prawda. Jak siedze na lawce w parku, bez alkoholu w dloni, policja podjezdza i pyta czemu siedzimy w tyle osob i ze nam sie nudzi. Tak nudzi nam sie komputer, w pilke gralismy kilka godzin wczesniej i bede siedzial gdzie i z kim mi sie podoba. Pozdrawiam ludzi z otwartymi glowami :)

    Czesio


    2020-07-06 11:40:14
  • Zapraszają seniorów na bezpłatne zajęcia
    A ja proponuję młodym: Weźcie pod rękę babcię, dziadka, wyjdźcie na spacer z nimi - chociażby własnie na te warsztaty aktywizujące. A jak nie to przyprowadźcie do swoich domów i pokażcie jak obsługuje się komputer, laptop, internet, telefon komórkowy (sprawcie im taki specjalny z dużą klawiaturą dla seniorów, ostatecznie jak macie po 18, 20 parę lat - to od dziadków nie jeden prezent otrzymaliście - możecie się zrewanżować). Spacer z wnukiem dla dziadków będzie miłym wydarzenie, które wprowadzi ich - jak tu P. Mądrzejowski napisał - w obieg społeczny. Może zaprosić ich na ciastko w kawiarni? Może na przechadzkę wokół Jeziora Domowego Małego. Może w ogóle robić im zakupy, pomóc ugotować obiad? Osoby starsze, moim zdaniem, cierpią przede wszystkim na brak bieżącego kontaktu z najbliższą rodziną - swymi dziećmi i ich dziećmi. Inna sprawa, że seniorzy, których najbliżsi członkowie rodzin mieszkają poza Szczytnem, nie mogą na takie odruchy liczyć. Dlatego dobrze jest dać im szansę na jakikolwiek kontakt z zewnętrzem. Druga rzecz jest tak, że podobno w Szczytnie działa Stowarzyszenie Emerytów i Rencistów - więc, co to stowarzyszenie robi? A może nic nie może robić - bo pole do ich działania zabiera im pan Krassowski, który - moim zdaniem powinien właśnie z nimi współdziałać. Trzecia rzecz jest jeszcze taka, że bardzo dużo seniorów potrzebuje zupełnie innych działań, aby móc się w jakikolwiek sposób uaktywnić - choroby geriatryczne, niepełnosprawność - nie pozwalają im opuścić domów! Jak oni mogą się z nich wydostać z 2, 3, czy 4 piętra bloku? Umysł w dobrej formie, tylko ciało niedomaga. No i co Panie Krassowski - ma Pan jakąś dla nich propozycję? 50 osób, które się zgłoszą - to jest kropla w morzu potrzeb osób w wieku senioralnym. Poza tym te warsztaty, które Pan zaproponował - nie za bardzo są adekwatne do potrzeb ludzi w wieku 60+. Co może powiedzieć psycholog człowiekowi doświadczonemu życiem, czy prawnik sporządzi w czasie warsztatów dobrze ułożony wzór testamentu, czy informatyk niedowidzącym seniorom wyjaśni jak posługiwać się internetem. Założenia dobra. Ale projekt - wydmuszka.

    Śmieszek


    2020-07-05 17:39:55
  • Giełda samochodowa w Szczytnie zaprasza na niedzielę
    Super pomysł. Z tego co pamiętam, to chyba kiedyś był jakiś dzień na naszym miejskim targowisku, gdzie działała mini giełda samochodowa.

    WcPicker


    2020-07-05 12:04:34
  • Zapraszają seniorów na bezpłatne zajęcia
    Szanowni Państwo. Działalność Stowarzyszenia NSZ kierowana jest do wszystkich mieszkańców. Jest jeszcze szansa na wzięcie udziału w projekcie pt. Aktywne Szczytno od Przedszkola do Seniora, zarówno dla młodych jak i seniorów. Zapraszamy szczególnie gorąco młodzież. Nasze Stowarzyszenie działa od 2016 roku. W bieżącym roku realizujemy 3 duże projekty skierowane do wszystkich mieszkańców powiatu. Staramy się pozyskiwać zewnętrzne środki, na naszą działalność, którą dzielimy się z Państwem, wspierając przy okazji lokalny biznes. Nie zatrudniamy etatowych pracowników i opieramy się głównie na pracy naszych wolontariuszy. W bieżącym roku otrzymaliśmy statut organizacji OPP dzięki czemu będzie można nas wesprzeć 1% podatku. Gorąco zachęcamy, zważywszy, że nie korzystamy ze wsparcia finansowego lokalnych samorządów. Zapraszamy również do kontaktu i współpracy.

    Stowarzyszenie Nasza Szczycieńska Ziemia


    2020-07-05 01:17:18
  • Firma z Gdańska chce miejski półwysep
    Kup se półwysep...postaw se kurnik.albo świniarnia..i doglądam jak masz lepsze pomysły....

    Durer421


    2020-07-04 20:49:43
  • Zapraszają seniorów na bezpłatne zajęcia
    Zajęcia bezpłatne dla seniorów, a kiedy napiszą, że pozyskali inwestorów będzie praca dla bezrobotnych, ławeczki z przewijakami. Chloluszek z łyżwą tematy płytkie i zastępcze. Przestańcie mydlić oczy młodym, seniorom

    Zuza


    2020-07-04 17:30:43
  • Proboszcz nie chce już szkoły na kościół
    A kto twierdzi że budynek jest pod opieką konserwatorską? Jedyne dwa obiekty w Farynach wpisane do rejestru zabytków to: Faryny - cmentarz ewangelicki (mogiły ziemne, nr rej.: 269 z 30.01.1986 - dom (chata) nr 9, drewn., XVIII/XIX, nr rej.: dec. z 12.04.1968 (brak nr na decyzji)

    Mazur


    2020-07-04 12:04:10
  • Zapraszają seniorów na bezpłatne zajęcia
    Sam nie narzekam zajęty od rana do wieczora lecz widzę pustkę wokół wielu starszych ludzi, którzy wypadli z aktywności zawodowej. Każda forma przywrócenia ich \"do obiegu\" jest ważna i cenna. Rozumiem rozżalenie niektórych osób młodszych. Macie jednak wokół swój świat, swoje aktywności, energię, która rozpiera. Nie zazdrośćcie seniorom, też nimi będziecie bardzo szybko. Piwko owszem ale dlaczego tylko na to niektórych stać? Dlaczego czekać aż ktoś mi zorganizuje coś atrakcyjnego. Masz dwie zdrowe ręce i głowę na karku? To już wystarczy aby się nie nudzić. Tylko trzeba trochę chęci.

    wiesław mądrzejowski


    2020-07-04 07:38:07
  • Rewitalizacja zamku krzyżackiego (zdjęcia)
    Do osobnika/osobniczki o nicku Ula. Żeby tacy ludzie jak ty bez przeszłości, bez tradycji, ludzie znikąd - podążajacy donikąd mogli przez chwilę otrzeć się o coś co nazywamy dobrem wyższym. Żebyś podążając wiecznie za garnkiem ziemniaków z kapustą przez ten ziemski padół mogła na chwilę przystanąć i pomyśleć o tym skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Może podniesiesz czasami głowę znad michy i zwrócisz uwagę na otaczający świat. Bo tym się różnimy od zwierząt, że nie tylko spożywamy i wydalamy.

    Jacek


    2020-07-03 22:49:07