Środa, 29 Styczeń, Imieniny: Franciszka, Konstancji, Salomei -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Reklama


Reklama

Ewa Gut – sołtys Lesiny Wielkie (zdjęcie)


„Włada” Lesinami zaledwie kilka miesięcy, ale już wie, że dzięki życzliwości mieszkańców i własnemu zaangażowaniu może zrobić wiele. Zna bieżące potrzeby i problemy, bo wiele z nich było jej osobistym, życiowym udziałem. I o nich opowiada.



Daleka droga do szkoły

 

Ewa Gut urodziła się w Lesinach Małych, jako piąte dziecko z ośmiorga rodzeństwa. Swoją edukację rozpoczęła w szkole w miejscowości, w której dziś jest sołtysem. Jak mówi, nie było wówczas łatwo, bo prawie codziennie miała do pokonania 3-kilometrowy odcinek drogi w jedną stronę.

 

- Najtrudniej było podczas późnojesiennych pluch i zimą – wspomina. - Ale cóż można było zrobić? Mama ciepło opatuliła, zrobiła kanapki i wyprawiała do szkoły. Trzeba się było przecież nauczyć literek i cyferek, czytania i mnożenia, bo bez tego nie da się żyć ani dziecku, ani dorosłemu – opowiada wesoło pani Ewa.

 

 

Ciężkie czasy

 

Chociaż sołtys Lesin tryska humorem, to przyznaje, że czasy sprzed trzydziestu lat, w których przyszło jej dorastać nie były łatwe. - Było naprawdę ciężko. Wychowałam się w wielodzietnej rodzinie. Miałam jeszcze siedmioro rodzeństwa, ja byłam najmłodszą z dziewcząt. Rodzice prowadzili gospodarstwo, hodowali bydło, a zysk ze sprzedawanego mleka był jedynym w miarę stałym dochodem. Który musiał wystarczyć na bieżące potrzeby licznej rodziny.

 

Zwykle nie wystarczał, więc wszyscy, łącznie z dziećmi, wykorzystywali wszelkie możliwości uzyskania dodatkowego zarobku.

 

- Latem były to jagody, a gdy przychodziła jesień, całą naszą gromadką dosłownie wpadaliśmy do lasu i zbieraliśmy grzyby, które zanosiliśmy do punktu skupu i sprzedawaliśmy. Za pieniądze mogliśmy sobie kupić do szkoły przybory i zeszyty i w ten sposób rodzice byli chociaż w niewielki sposób odciążeni od obowiązku zakupu dla nas niezbędnych rzeczy.

 

 

 

 

Sołtys Lesin Wielki mówi, że w domu najczęściej było gwarno i wesoło. - Na brak zajęć domowych nie mogliśmy narzekać, ale i na wspólną zabawę znajdowaliśmy czas, głównie wtedy, gdy byliśmy młodsi. Im stawaliśmy się starsi, tym domowych obowiązków przybywało – opowiada pani Ewa.

 

Praca, miłość i służba

 

Po ukończeniu szkoły podstawowej w Lesinach Wielkich, pani Ewa kontynuowała swoją edukację w szkole zawodowej w Szczytnie w klasie o profilu kucharz. - O wyborze zawodu nie decydowały zainteresowania, a czysty pragmatyzm. Zmuszeni sytuacją, wybieraliśmy sobie taki profil szkoły, aby szybko zdobyć zawód, który dawał szansę na pracę.

 

 

Po trzech latach spędzonych w Zespole Szkół nr 2 w Szczytnie, pani Ewa zdecydowała się przenieść w poszukiwaniu pracy do Olsztyna, chociaż na miejscu pozostawało... serce.

 

Z Jerzym, za którego wyszła za mąż 22 lata temu, znali się o wiele dłużej. - Między nami zaczęło coś iskrzyć w czasie, gdy ukończyłam szkołę podstawową - opowiada pani Ewa i dodaje, że prawie codziennie w drodze do szkoły w Lesinach Wielkich mijała rodzinny dom swojego przyszłego męża. Jednak nie to było powodem ich zapoznania się, które z czasem przerodziło się w gorące uczucie. - Kolegowałem się z braćmi Ewy, którzy często mnie odwiedzali w domu, a z czasem dołączała do nich i ona. Na początku nie zwracałem na nią uwagi, bo była ode mnie młodsza o 5 lat, ale po jakimś czasie się to zmieniło i jesteśmy ze sobą już ponad 26 lat.


Reklama

 

Gdy uczucie między Ewą i Jerzy zaczęło rozkwitać coraz bardziej o pana Jerzego upomniała się ojczyzna.

 

- Trochę mi było żal i cywila i Ewy, ale obowiązek należało spełnić i wdziać mundur na półtora roku, z dala oczywiście od domu i ukochanej, bo wysłano mnie aż nad same morze do Wejherowa. Pan Jerzy nie do końca wierzył, że związek z Ewą i uczucie przetrwa tę próbę, stało się jednak inaczej. - Bardzo dużo do siebie pisaliśmy i zwierzaliśmy się sobie nawzajem z trapiących nas problemów – mówi pani Ewa, która wytrwale czekała na powrót swojego ukochanego z wojska.

 

Wspólna droga

 

W 1996 roku, gdy pan Jerzy wiernie służył ojczyźnie, pani Ewa znalazła zatrudnienie w Olsztynie. W stolicy województwa postanowiła kontynuować swoją edukację i wybrała technikum gastronomiczne. Mniej więcej w tym samym czasie pan Jerzy wrócił do cywila, ale w miejscowości, w której od dzieciństwa wspólnie mieszkali i się wychowywali, nie zastał już swojej ukochanej Ewy. - Jerzy prawdopodobnie w obawie przed poznaniem przez mnie kogoś innego, dołączył do mnie do Olsztyna i w ten sposób zaczęła się namiastka naszego niejako „dorosłego” i wspólnego życia, ale jeszcze nie potwierdzonego oficjalnym podpisaniem dokumentów w urzędzie i kościele.

 

 

 

Wraz z początkiem 1997 roku Ewa i Jerzy postanowili oficjalnie sformalizować swój związek i dokładnie 13 lutego Jerzy oświadczył się swojej ukochanej Ewie.

 

- Razem podjęliśmy tę decyzję, ponieważ doszliśmy do wniosku, że odwlekanie w czasie na sformalizowanie naszego związku może doprowadzić do jego rozpadu. Jeszcze w tym samym roku postanowili wziąć ślub.

 

Wesele odbyło się w tej samej miejscowości, czyli Lesinach Wielkich dokładnie 23 sierpnia 1997 roku. - W czasie, gdy braliśmy ślub, mieszkaliśmy jeszcze w Olsztynie, ale postanowiliśmy wrócić w rodzinne strony, do Lesin Małych. Jurek miał 10 ha, ja w posagu wniosłam zaledwie 3, ale uważaliśmy, że na początek nam to wystarczy.

 

Ukochane dzieci

 

Dwa lata po ślubie na świat przyszła upragniona córka Natalia, a kolejne dziecko, syn Karol – urodził się osiem lat później. Zarówno pani Ewa, jak i jej małżonek pochodzą z wielodzietnych rodzin i na pytanie, dlaczego sami nie mają więcej potomstwa, zgodnie odpowiadają:

 

- Być może wynika to z tego, że przy takiej liczbie dzieci w domu nie wszystkim można zapewnić to, czego oczekują – mówi pani Ewa, dodając, że patrzą na to wszystko przez pryzmat własnych domów, w których tak naprawdę się nie przelewało. - Naszym rodzicom było bardzo trudno utrzymać takie gromadki dzieci – opowiada pan Jerzy. - Bardzo szybko musiałem wcielić się w rolę gospodarza i niejako ojca, bo mój tato umarł dość młodo, a ja byłem najstarszym synem i na mnie spoczął obowiązek wsparcia i pomocy mojej mamie w wychowywaniu młodszego rodzeństwa.

 

Pani Ewa ze swoim małżonkiem starają się zapewnić swoim dzieciom to wszystko, czego im dawniej brakowało. - Staramy się jak możemy i chyba nasze dzieci cieszą się z takiego wychowania. Przy takiej liczbie rodzeństwa, jakie ja miałam, moja mama nas nauczyła, że najważniejsze jest zrozumienie i wzajemne niesienie pomocy rodzeństwu i najbliższym. Podobnie było i w domu mojego małżonka. - Czy czegoś żałuję? Tak, przedwczesnej śmierci mojej mamy, która umarła w wieku zaledwie 46 lat i nasze dzieci nie miały okazji jej poznać, a była to naprawdę wspaniała kobieta i najukochańsza mama na świecie.

Reklama

 

Wczoraj i dziś

 

Pan Jerzy podczas naszej rozmowy często sięga wspomnieniami do swojego dzieciństwa.

 

- Pamiętam, że jako dzieci mieliśmy zupełnie inne potrzeby niż ma to miejsce dziś. Każde wakacje, oprócz pracy w obejściu, było wypełnione wypadami poza dom i licznymi zabawami i nie były do tego potrzebne jakieś wymyślne zdobycze techniki. Potrafiliśmy spędzić na podwórzu cały dzień bawiąc się w niewielkie wyimaginowane gospodarstwo, gdzie tryb z maszyny był ciągnikiem, a kawałek klocka stanowił przyczepę. Teraz w domu musi być duży, najlepiej 50-calowy telewizor z najnowszą konsolą do gry. - Dawniej karą za nieposłuszeństwo było siedzenie w domu, obecnie taką karą jest wyjście na zewnątrz na podwórze. Wystarczyło zaledwie dwie dekady, aby to wszytko zmieniło się o 180 stopni – komentuje pani Ewa.

 

Obecnie rodzina Gutów prowadzi wspólnie niewielkie gospodarstwo i hoduje niewielkie stado (9 sztuk) bydła opasowego.

 

- To jednak za mało, by utrzymać rodzinę, dlatego też oboje pracujemy – mówi sołtys Lesin Wielkich. Pan Jerzy już od dwóch dekad pracuje jako kierowca w jednej z firm transportowych w nieodległym Surowem na Kurpiach, a pani Ewa dojeżdża do pracy w specjalnym ośrodku szkolno-wychowawczym w Czarni.

 

Pani sołtys

 

Pani Ewa Gut sołtysem Lesin Wielkich jest od niedawna, bo od marca tego roku. O wyborze zadecydował zupełny przypadek. - Przyszłam na zebranie wiejskie wcale nie myśląc o wyborach. Ale moi znajomi uważali, że powinnam spróbować swoich sił w nowej roli, no i spróbowałam. Do udziału namawiał mnie również ówczesny sołtys, mimo że sam ubiegał się o reelekcję. Po podliczeniu głosów okazało się, że pokonałam konkurenta niewielką ich liczbą.

 

Nowa sołtys Lesin Wielki mówi, że od samego początku nie miała jakichkolwiek obaw związanych z funkcją. - Uważam, że aby być dobrym sołtysem, to koniecznie trzeba się angażować pełnią sił we wszystko, co dotyczy lokalnych spraw, dotyczących nie tylko wsi, ale i jej mieszkańców. Największą satysfakcję daje mi jednak uśmiech i życzliwość mieszkańców sołectwa. Jest to na razie początek mojej sołtysowej drogi, która, jak każda, ma swoje zakręty, ale najważniejsze jest, aby iść nią do przodu, zawsze z podniesioną głową.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama

Reklama


Komentarze

  • Trafienie „drogówki” w Gromie
    Tam chyba niejeden bez uprawnień jeździ u was , jechałem za ciągnikiem rolniczym wiózł obornik w łyżce ani się obejrzał skręcił w lewo od razu , mimo że ja już wcześniej sygnalizowałem kierunkowskazem wyprzedzanie go.
    Autor: Ilona
    2020-01-28 16:13:59
  • Walas zajmie się kulturą w gminie Szczytno
    nie wiem czy gmina świętajno utrzyma wysoki poziom imprez kulturalnych po zwolnieniu p. Małgorzaty... może być kiepsko.
    Autor: gość
    2020-01-28 13:23:33
  • Walas zajmie się kulturą w gminie Szczytno
    Druga praca bez wygranego konkursu..... Jak ta Pani to robi a raczej ciekawe czym... Bo raczej nie spojrzeniem.... Hahaha
    Autor: Rychu
    2020-01-28 12:20:14
  • Walas zajmie się kulturą w gminie Szczytno
    Gmina Świętajno uwolnił się od zgnilizny i smrodu... Szkoda tylko, że w Szczytnie będzie teraz śmierdziało. Współczuję tylko współpracownikom Pani Walas
    Autor: Radosny
    2020-01-28 12:17:22
  • Walas zajmie się kulturą w gminie Szczytno
    To jest właśnie polskie piekiełko. Nie znam pani Walas, ale życzę powodzenia.
    Autor: X-Men
    2020-01-28 11:24:14
  • Kraksa pod Wielbarkiem, ranny 29-letni kierowca (zdjęcia)
    Zakaz dla rowerzystów poruszania sie drogami krajowymi tak jak jest na autostradach i na eskach. Ciągle przez z nich są wypadki potem szukaj wiatru w polu.
    Autor: Albert
    2020-01-28 10:13:13
  • Duże zainteresowanie sportowa edukacją
    Afanasiew co to kurła za nazwisko jakby jakiegoś Polaka nie można było wybrać
    Autor: Janusz
    2020-01-28 10:02:27
  • GieKSa Cup 2020 – gospodarze wyjątkowo gościnni (zdjęcia)
    Wczoraj napisalam krytyczny,ale prawdziwy komentarz pod artykułrm dyrektor Walas. Wstyd redakcjo Tygodnika Szczytno, że ustawiliście moderacje i krytyczne komenarze się nie ukazuja.ile wam za to zapłaciła p. Walas?
    Autor: Basia
    2020-01-28 08:52:19
  • Szkoła sportowa w Szczytnie ma sprzymierzeńców
    Bo bo
    Autor: To nie ci ludzie mają się zająć sportem w Szczytnie, tylko ktoś z zewnątrz trener z licencją.
    2020-01-27 22:30:51
  • Walas zajmie się kulturą w gminie Szczytno
    Ludzie co ma Pabich do pracy wykonywanej przez M.Walas. Jary jak ktoś pojęcia nie ma o pracy więc głosu niech nie zabiera. Chyba jesteś z grona wazeliniarzy i żal ściska że na tych fotografiach Ciebie nie ma.Ale na fotkę też trzeba zapracować. Pozdrawiam
    Autor: Marlena
    2020-01-27 22:18:55

Reklama