Poniedziałek, 9 Grudzień, Imieniny: Anety, Leokadii, Wiesława -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Dwudziestolecie wieży ciśnień w prywatnych rękach (zdjęcia, rozmowa)


Dokładnie nie pamiętam, ale nabyłem tę wieżę w 1999 roku – mówi Mirosław Demczuk, który nie godzi się z opinią, iż w tym czasie owa wieża była niszczona. Dokumentacja techniczna i zdjęcia obiektu sprzed 20 lat istotnie na to wskazują. Sama wieża istotnie była wówczas w stanie agonalnym. Dziś płaty betonu z dachu nie spadają na głowy i nie zagrażają uczniom, których zresztą dwadzieścia lat temu było dużo więcej. Nie zmienia to faktu, że wieża i okalający ją budynek burzą krew w mieszkańcach miasta. O tym, jak to było i – może – jak to będzie, rozmawiamy z właścicielem Mirosławem Demczukiem.



Kupiłeś ją za przysłowiowa złotówkę...

 

Przede wszystkim dlatego, że to jeden z piękniejszych zabytków w mieście i żal było patrzeć, jak niszczeje, naprawdę niszczeje. Przyglądałem się jej długo i w końcu, kiedy władze miasta ogłosiły, że chętnie obiekt za tę złotówkę sprzedadzą, zdecydowałem się ją kupić. Pierwsze rozmowy i przymiarki odbywały się jeszcze za czasów burmistrza Kijewskiego. Ostatecznie kupiłem wieżę wtedy, gdy burmistrzem był już Henryk Żuchowski. Z nim podpisywałem umowę kupna-sprzedaży, ale nie tak bezwarunkowo. Wiedziałem, że wieża sama w sobie jest za mała, by można ją było wykorzystać gospodarczo, musiała zostać częścią większego obiektu. Otaczający ją grunt, przypisany do wieży, to było zaledwie 5 arów. Warunkiem było więc to, że miasto sprzeda mi dodatkowo kolejne 5 arów tak gruntu. Inaczej mówiąc: wieżę z 5-arową działką nabyłem istotnie za złotówkę, natomiast dodatkowe 5 arów już według ówczesnej wyceny. Wtedy miałem już kilka koncepcji dotyczących budowy obiektu połączonego z wieżą. Po jej nabyciu kolejne koncepcje były przedstawiane konserwatorowi zabytków. Początkowo chciałem wykorzystać samą wieżę dostawiając do niej szklaną windę, ale jej koszt wówczas był taki, że za te same pieniądze można było dostawić nowy budynek i w tym kierunku szły te koncepcje. Po wielu próbach udało się dojść do porozumienia z konserwatorem zabytków, a w efekcie rozpoczęła się inwestycja.

 

 

 

Rozpoczęła, ale wciąż się nie skończyła...

 

Trzeba tu oddzielić dwie sprawy. Jedna to budowa, druga - to zabezpieczenie samej wieży. Nie mogę więc zgodzić się z twierdzeniem, że ona przez ten czas była niszczona, bo nie była. Wystarczy porównać zapisy ze sporządzonego w 1998 roku orzeczenia o jej stanie technicznym z tym, jak wygląda teraz. Najkrócej biorąc, wówczas poszycie dachowe było zupełnie zniszczone i groźne dla przechodniów, a konstrukcje metalowe przerdzewiałe. Całe to poszycie zostało przeze mnie zmienione, jest nowe, dzięki czemu wieża nie niszczeje także i wewnątrz. To, co zostało dotychczas zrobione w środku, a czego na zewnątrz nie widać, to też działania, które tę wieżę zabezpieczają i – można powiedzieć – przygotowują do nowej roli, jaką ma pełnić, gdy już całość zostanie zakończona.

 

 

 

Jaka to rola?

 

W środku wieży nie było dość miejsca, by zainstalować windę i w jakiś sensowny sposób wykorzystać kolejne jej poziomy. Praktycznie do zagospodarowania bezpośrednio w niej nadaje się jedynie obszar pod kopułą, zawierający wykorzystywany jeszcze krótko po wojnie zbiornik wody. Dziś, oczywiście, wody w nim już nie ma, ale jest on tak potężny, że pozwala na wygospodarowanie dwupoziomowego pomieszczenia o powierzchni około 50 metrów kwadratowych każdy. To najlepsze miejsce na kawiarnię plus taras widokowy. Odnowiona jest konstrukcja dachowa położona nad tym zbiornikiem tak, by była w całości widoczna. To robi wrażenie. Można jeszcze tę kopułę dachową nad zbiornikiem też podzielić stropami, ale najlepiej szklanymi, by nie tracić nic z tego wrażenia. Na tę chwilę w budynku przylegającym jest przygotowanych sześć apartamentów, które z wieżą są bezpośrednio połączone, a jej kondygnacje stanowią część tych apartamentów. Niezależnie jednak od tego, jak ostatecznie obiekt będzie wykorzystany podkreślam z pełną odpowiedzialnością, że wieża nie niszczała przez ostatnie dziesięciolecia. Jestem natomiast niemal pewien, że gdybym jej nie nabył i nie zabezpieczał tak, jak to zrobiłem, to dziś byłaby to całkowita ruina, jeśli w ogóle jeszcze by coś z niej zostało.

 

OK. Sama wieża została uratowana. Niemniej największą bolączką mieszkańców nie jest techniczny stan wieży, ale całości. Wszyscy chcieliby, jak sądzę, by to po prostu zostało już skończone. By nie szpeciło miasta. Dlaczego to tak długo trwa i jakie są szanse?

 

Dlaczego? To już było kilkakrotnie wyjaśniane. Przystępując do inwestycji współpracowałem z holenderskim biznesmenem, który miał w dużej części sfinansować te działania. Niestety, zmarł i cała koncepcja praktycznie rozsypała się w proch. Kolejne lata to powolne budowanie własnymi siłami i poszukiwanie inwestora strategicznego. Bezskutecznie. Fakt, że 10-arowa działka dla tego rodzaju obiektu, to nawet nie niezbędne minimum, przy dzisiejszych standardach i oczekiwaniach ewentualnych przyszłych uczestników. Ale wszystko wskazuje na to, że ten problem uda się rozwiązać. Z informacji uzyskanych od obecnego burmistrza wynika, że miasto przystąpiło do zmiany planu miejscowego zagospodarowania śródmieścia. Chodzi o to, by zmienić przeznaczenie terenu, na którym obecnie znajduje się boisko orlik. Ma ono zostać gdzieś przeniesione i w to miejsce powstanie parking. Na potrzeby obiektu miasto ma z tego terenu odsprzedać jeszcze jakieś 5-7 arów na lepsze zagospodarowanie i powiększenie części, przeznaczonej na restaurację. Poza tym losy sąsiadującej z obiektem szkoły też nie są do końca znane, bo jeśli to już nie będzie szkoła, to też wiele zmienia w zakresie zagospodarowania tego całego terenu. W każdym razie wieża wraz z posadowionym przy niej budynkiem, przy tej nowej koncepcji zagospodarowania sąsiedniego terenu, zaczyna się cieszyć zainteresowaniem potencjalnych inwestorów. Co z tego wyniknie na razie, oczywiście, jeszcze nie wiem. To wszystko się po prostu dzieje tu i teraz.


 

 

Z moich informacji wynika, że firma budowlana, którą przez wiele lat prowadziłeś, została zlikwidowana, żeby nie powiedzieć, zbankrutowała. Czy w tej sytuacji jesteś wiarygodnym partnerem biznesowym dla potencjalnego inwestora strategicznego?

 

 

Jak to w biznesie. Nie zawsze i nie wszystko jest złoto, co się świeci. Prowadziłem działalność głównie w Holandii, tam realizowałem inwestycje budowlane, a kilku nierzetelnych płatników spowodowało trudności w przypadku firmy „Arka”, o której mówisz, a która wciąż jeszcze działa. Nie jest zlikwidowana. Ważne jest jednak to, że akurat działalność „Arki” nie ma nic wspólnego z wieżą i tą inwestycją. Wieżę nabyłem jako prywatna osoba, nie jako firma. Była ona wyłącznie własnością moją, Mirosława Demczuka. W 2009 roku założyłem spółkę Ch & M Company, w której mam większościowe udziały, a wieża stała się aportem. Dziś więc jest ona własnością tej spółki właśnie.

 

Mówisz o rosnącym zainteresowaniu potencjalnych inwestorów. Na ile ono jest poważne?

 

Jestem zdania, że dałem dobrą ofertę dla inwestora czy inwestorów. W wieżę dotychczas zainwestowałem 4 miliony złotych. Na ukończenie obiektu niemal pod klucz potrzeba drugie tyle, ale już wstępne wyliczenia dotyczące cen lokali w Szczytnie wskazują, że są to środki, które bez trudu można będzie odzyskać. Trzeba podkreślić, że w całym obiekcie znajdzie się miejsce w sumie na 26 lokali, w tym – jak wspomniałem wyżej – 6 apartamentów powiązanych z wieżą ciśnień. Moim marzeniem jest, by służyły one rozwojowi turystyki, ale – oczywiście – mogą one stanowić samodzielne mieszkania. Nie od rzeczy będzie też wspomnieć, że budynek jest wzniesiony w technologii przemysłowej, bardzo nowoczesnej i przede wszystkim – bezpiecznej. Wracając do perspektyw. Zmiany w otoczeniu, które gwarantuje miasto, czyli większy obszar, znacznie zwiększa atrakcyjność tego obiektu. Nie neguję, że ta budowa trwa bardzo długo, zbyt długo. Nikt jednak nie jest w stanie przewidzieć wszystkich okoliczności, z jakimi może się zetknąć. Być może miałem po prostu pecha. A pech nie może przecież wiecznie trwać. Jestem przekonany, że ta inwestycja zostanie w najbliższych latach zakończona. Minęło ponad 20 lat od jej zakupu. Myślę, że najpóźniej na 25-lecie to już będzie gotowe i wszyscy będą zadowoleni. Głównie ci wszyscy, którzy dziś najbardziej krytykują. Oceniają ten obiekt wyłącznie po tym, co jest w tej chwili na zewnątrz. Nie wiedzą, co jest w środku. Jestem pewien, że oglądając tę budowę w całości, zmieniliby zdanie. Jeśli więc ktoś miałby na to ochotę – zapraszam do obejrzenia.



Komentarze do artykułu

Taki sobie czytelnik

Ja już nic nie oczekuję. Każda wersja dla mnie będzie i tak zbrodnią popełnioną na naszej pięknej wieży ciśnień. Nic nie zrekompensuje zepsucia krajobrazu miasta i jednego z jego nielicznych zabytków.

lik

Jakos nie pociągnąlby mnie nawet apartament, z widokiem z jednej strony na sale lekcyjne (bo mozna stamtad na pewno do klas zagladac), a z drugiej - na ogromny parking. No i na co druga restauracja niemal przy innej, juz od dawna dzialajacej - Zaciszu? Ale probujmy i oby sie ten koszmar makabryły jako wizytowki Szczytna skonczyl. A moze i teren po Strazy - za geodezja - z tamtejsza wieza i dolowatym \"parkingiem\" tez doczeka sie dobrej zmiany?

Rafał

Ten Pan niczym nasz burmistrz ,, wizjoner\".....

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze