Czwartek, 22 Sierpień, Imieniny: Franciszka, Kazimiery, Ruty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Czas nam ucieka! - felieton Wiesława Mądrzejowskiego


Przy okazji otwarcia nowego sezonu z przyjemnością zaszedłem na wieżę naszego ratusza. Pomimo pewnych perturbacji udało się znów na kolejnych poziomach zorganizować ciekawe wystawy, a burmistrz zapowiedział, iż miasto postara się wygospodarować jakieś środki, aby odrobinę przynajmniej poprawić siermiężny nadzwyczaj wygląd poszczególnych sal.



Wystawy mają uatrakcyjnić wspinanie się po stopniach aż pod same dzwony skąd roztacza się szeroki widok na Szczytno i okolice. Co zwraca uwagę – w którą stronę nie spojrzeć – miasto jest otoczone lasami. Z pewną przesadą jest Szczytno wielką śródleśną polaną z dwoma jeziorami. I oby tak jak najdłużej pozostało.

 

 

Stąd też i przyszłość miasta oraz regionu musi być powiązana z wykorzystaniem tego wspaniałego położenia, jakie dała nam natura. Wieża łącznie z rewitalizowanym obecnie zamkiem może zaś stać się bardzo ciekawym punktem w regionie, atrakcyjnym dla turystów, którzy jak dotąd zwiedzają w Szczytnie przede wszystkim liczne markety. Marzy się nie tylko mnie, żeby napływ gości do miasta i okolic trwał znacznie dłużej niż przez trzy letnie miesiące.

 

Tony papieru i tysiące godzin gadania, czyli przelewanie z pustego w próżne na ten temat trwa od lat. Niechcący w sukurs przychodzi nam nasz ukochany rząd, najmądrzejszy w całej Europie i okolicach. Miała Polska otrzymać z Unii przez najbliższych dziesięć lat około 35 miliardów euro na realizację programu „czyste powietrze”, czyli likwidację 4 milionów węglowych pieców skutecznie trujących szczęśliwego suwerena.

 

Do tej pory trafił do nas tylko miliard. Z zastrzeżeniem, że środki mają być przeznaczone na proekologiczne źródła ogrzewania, bez wykorzystania węgla. Nasz najwspanialszy na świecie rząd, oby zdrowie jego członkom dopisywało przez wieki uznał, iż środki te można przeznaczyć na piece węglowe nowej generacji, bo Polska na węglu (głównie teraz rosyjskim) stoi i jeszcze wielu Falentów z kumplami na tym musi zarobić.

 

Po drugie wredna Unia uznała, że środki te powinny dzielić samorządy przez banki komercyjne. Natomiast rząd uparł się, iż najlepiej to zrobią partyjni nominaci w Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska przez władze wojewódzkie, które podzielą je według jedynie słusznych kryteriów. Powierzanie takiej forsy samorządom może być przecież dla rządzących groźne jeszcze bardziej niż zadymione powietrze. Skończyło się tym, że Unia wycofała się z Komitetu Sterującego projektem i o programie możemy zapomnieć. Miliardy poszły się bujać, węgiel będzie nadal nas truł, ale najważniejsze, że forsa nie trafi do samorządów. Władza nasza w swej niezmierzonej mądrości wie co robi!


 

Co to ma wspólnego ze Szczytnem i z Mazurami w ogóle? Otóż jest jeszcze kilka innych, mniej znanych źródeł finansowania proekologicznego, przeznaczonych dla obszarów właśnie określanych jako „zielone”. Gdyby tak – jak obiecano w programie wyborczym – władza nam bliska, czyli samorządowa podjęła w końcu aktywne kroki, aby ruszyć z tym programem naprawdę bez pucu i lipy, a przede wszystkim przekonać mieszkańców do tego, że to się nam wszystkim opłaci, byłoby super. Taka zielona mazurska polana jaką jest Szczytno i okolice, to w coraz bardziej zadymionym kraju szansa. Przede wszystkim dla młodych, którzy to doceniają i mogą razem z dziećmi tu w końcu zacząć przyjeżdżać a nie stąd emigrować.

 

W tej sprawie całkowicie zgadzam się z liderem szczycieńskiego PIS-u p. Henrykiem Żuchowskim, który na kanwie jednego z moich felietonów wypowiedział się w sprawie drogowych mazurskich inwestycji. Trzeba zrobić wszystko, aby młodych ludzi na Mazury przyciągnąć a nie bezradnie patrzeć jak emigrują. Zgadzam się też z tym, że zamiast przelewać z pustego w próżne trzeba zacząć działać.

 

Tyle, że jak działać - nie zgadzamy się już całkowicie. Pan wojewódzki radny uważa, że decyzję co do sposobu przeprowadzenia inwestycji i jej przebiegu należy zostawić wyłącznie w rękach władz centralnych, czyli Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Władza w Warszawie wie najlepiej, co jest zresztą zasadą rządzącej formacji politycznej. Dużo trudniej dogadać się na miejscu, przede wszystkim z samorządami, przez których tereny ma droga przebiegać, i które to ogromne negatywne skutki dla walorów przyrodniczych Mazur przede wszystkim dotkną. To już nie takie proste jak przekupienie suwerena którymś z (+) czy rzucenie ochłapów emerytom. Tu trzeba mieć naukowe, a nie populistyczne argumenty. Znów strach rządzących przed naszymi samorządami?

 

Wiesław Mądrzejowski (wiemod@wp.pl)



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze