Reklama


Reklama

Chłopak z Olszewki biegnie po swoje


Trawestując tytuł filmu Jamesa Mangolda, przerwana lekcja polskiego stała się początkiem doskonale zapowiadającej się kariery sprinterskiej młodego chłopaka z gminy Dźwierzuty. Dominik Smosarski, bo o nim mowa, w zeszłym roku sięgnął po tytuł Halowego Mistrza Polski w biegu na 200 metrów. Zapytaliśmy go, jak wygląda życie sportowca w czasie pandemii i o czym marzył, jako mały chłopiec.



Każdy, a może bezpieczniej powiedzieć: prawie każdy człowiek, będąc dzieckiem, ma jakiegoś bohatera, kto był Twoim?



Pierwszym moim bohaterem, jako malutkiego dziecka, nie wybiegając daleko poza naszą piękną gminę, był oczywiście mój tata. Gdy miałem 10-12 lat moimi bohaterami byli sportowcy. Jako mały chłopczyk lubiłem kopać piłkę, więc byli nimi piłkarze. Ulubionym był Leo Messi. Z biegiem lat bardzo zacząłem interesować się piłką ręczna - jest to moja ulubiona dyscyplina sportowa - a moim idolem sportowym był Karol Bielecki, według mnie człowiek, który jest jak skała. Lubię takich ludzi, którzy mimo wielu przeciwności losu i tak walczą jak lwy.

 

.

 

Zostańmy jeszcze przy czasie dzieciństwa. Kiedy miałem 8 lat, to? O czym marzył mały chłopiec z Olszewki? Czy były to już marzenia o sporcie? Czy jeśli nie tylko, to któreś z nich jeszcze chcesz realizować?
 

Jako mały chłopczyk grałem z moimi kolegami z naszej wiejskiej paczki w piłkę. Chodziliśmy na boisko średnio trzy razy w tygodniu. Mieliśmy taką swoją małą ekipę. Każdy chciał sięgnąć tam po marzenia sportowe. Graliśmy dla frajdy, ale który dzieciak nie chciałby wyjść z orzełkiem na piersi i usłyszeć hymn narodowy na 40-tysięcznym stadionie? Myślę, że każdy. Bardzo chciałem zostać wtedy piłkarzem. Później zacząłem grać trochę w obronie z tego względu, iż nigdy nie bałem się przeciwnika, od dziecka nie należałem do chudych, małych chłopaczków. W gimnazjum miałem przygodę z piłką nożną, ale bardzo krótką. Jestem taką osobą, która lubi wziąć sprawy w swoje ręce i nie lubi kompromisów. Bardzo się denerwowałem, kiedy moi drużynowi koledzy nie dawali z siebie wszystkiego. Ale wtedy, w pierwszej klasie gimnazjum, akurat miały się odbywać zawody lekkoatletyczne. Pamiętam, jakby to było wczoraj, jak zwolniono mnie z lekcji języka polskiego - tu serdecznie dziękuje mojej ulubionej wychowawczyni pani Kasi Kaczyńskiej. Poszedłem biegać przed nasze gimnazjum na kostce brukowej 100 metrów. Wygrałem wtedy ze wszystkimi najszybszymi chłopakami z naszego gimnazjum. I tak zaczęła się moja lekkoatletyczna przygoda.


Reklama

 

Właśnie - kim jest Dominik Smosarski? Przecież nie tylko lekkoatletą, który sięgnął po tytuł mistrza Polski?


Jestem prostym chłopakiem ze wsi, który nie boi się iść po swoje i zawsze walczy do końca. Jestem człowiekiem, który zawsze robi swoje i nie przejmuje się krytyką innych. Poza sportem - student drugiego roku Bezpieczeństwa Narodowego i po zakończeniu studiów i sportowej kariery, co na razie jest bardzo odległymi planami, chciałbym zostać żołnierzem.

 

.

 

Kiedy nie trenujesz, to?
 

Kiedy nie trenuję najczęściej wracam do domu, do rodziców i dziadków. Wolny czas w dużej mierze spędzam też ze swoją dziewczyną. Mogę o niej powiedzieć, że jest takim „hamulcem”, który szybko studzi moje narwane decyzje. W wolnym czasie zawsze wracam na wieś, aby pomóc tacie w gospodarstwie rolnym. Tu zawsze jest sporo do roboty. A z racji tego, że żadnej pracy się nie boję, to chcę pomoc na tyle, na ile to możliwe.

 

Cała sytuacja związana z lockdownem epidemicznym wpłynęła na świat lekkoatletyki? W jaki sposób na twój? Złość? Rozczarowanie? Czy: dobra, wykorzystam ten czas, by być jeszcze lepszym?
 

Pandemia na początku trochę zniszczyła moje plany, ponieważ byliśmy na zgrupowaniu w lloret de Mar. Tam przez dwa tygodnie zrobiłem bardzo dużo fajnej roboty, ale później wróciliśmy do kraju i dostaliśmy zimny prysznic związany z dwoma tygodniami kwarantanny. I wszystko gdzieś uciekło. Dwa tygodnie pracy na darmo. Nie powiem, bardzo się podłamałem. Po kwarantannie wróciłem do Olszewki, ponieważ tylko tam można było robić jakikolwiek trening. Ale pomyślałem sobie: „gościu, nie możesz się poddawać! Nie należysz do takich ludzi”. I jak tylko otworzyli nam stadion cały czas pracuję nad formą na wrzesień.

 

W rozmowie z Radio Olsztyn mówiłeś, że w AZS UWM masz wszystko, czego potrzebujesz do stawania się coraz lepszym. Co to jest to „wszystko”? Trener? Zaplecze? Ogólna atmosfera?
 

Reklama

Najwięcej w klubie buduje mnie atmosfera. Nie jestem typem samotnika. W domu uważają mnie za bardzo rodzinnego człowieka. Jestem straszną gadułą i uwielbiam rozmawiać z ludźmi. Mogę powiedzieć, że w Olsztynie jest wszystko, ponieważ jest nowy stadion, a dla mnie tyle wystarczy. Można byłoby chcieć więcej np. przydałaby się nowoczesna hala lekkoatletyczna, ale cieszmy się z tego, co jest, bo w Szczytnie nie było. Z trenerem mamy bardzo dobre relacje. Jest bardzo ciepłą osobą i potrafi wyczuć, kiedy mam gorszy dzień i lepiej ze mną nie gadać, tylko zrobić co trzeba i spadać do domu.

 

Marzysz o Igrzyskach, prawdopodobnie najbliższe odbędą się w przyszłym roku w Tokio. Jak będzie wyglądał najbliższy sezon lekkoatletyczny, który w dużej mierze zdecyduje o kwalifikacjach na tę imprezę?

 

Igrzyska Olimpijskie to taka impreza, o której każdy sportowiec marzy, żeby być. W 2015 roku byłem na igrzyskach młodzieży. Tamta impreza była po prostu bajeczna, a z opowieści starszych kolegów wiem, że to był malutki zalążek tego, co dzieje się na tych dorosłych igrzyskach. W tym sezonie najważniejsze jest to, aby było zdrowie i szczęście, bo jeśli nie będzie, to znowu, pomimo ogromnej pracy i super predyspozycji, nic się nie wydarzy. Jednak liczę, że w tym roku naprawdę będzie bardzo dobrze i nareszcie zrobię to, o czym marzę cały czas i uzyskam kwalifikację na igrzyska olimpijskie.

 

Trzymamy zatem kciuki i życzymy powodzenia!

 

Dziękuję bardzo.

 

 

GOK Dźwierzuty

Fot. Radosław Dąbrowski



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Reklama

Reklama


Komentarze