Piątek, 7 Maj
Imieniny: Beniny, Filipa, Judyty -

Reklama


Reklama

Akt oskarżenia za bliźniaki (rozmowa)


Po ponad 11 miesiącach od tragicznego wypadku, do Sądu Rejonowego w Szczytnie trafił akt oskarżenia przeciwko 30-letniemu Adamowi D. Sprawa dotyczy wypadku, do którego doszło 25 kwietnia na ulicy Władysława IV. Mustang staranowałam tam wózek z bliźniakami Kubą i Bartkiem. Kuba nie przeżył. Bartek każdego dnia walczy o powrót do normalności...



Kierowca mustanga będzie odpowiadał za spowodowanie wypadku w ruchu drogowym, w następstwie którego śmierć poniósł jeden z chłopców, a drugi doznał ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Kierowcy grozi do 8 lat więzienia. 30-latek odpowiada z wolnej stopy, wcześniej był jednak tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

- Oskarżony złożył wyjaśnienia, w których przyznał się do spowodowania wypadku, do jazdy z nadmierną prędkością, która w krytycznym momencie oscylowała w okolicy 100 kilometrów na godzinę – mówi Artur Bekulard, szef Prokuratury Rejonowej w Szczytnie. - Ale jednocześnie wskazywał, że do tego zdarzenia przyczynił się też inny pojazd. Jednak w naszej opinii to tłumaczenie nie jest zasadne. Kierowca mustanga miał możliwość podjęcia manewru bezpiecznego, który nie doprowadziłby do tej tragedii.

 

 

 

Beata Pieczyńska,

mama bliźniaków Bartka i Kuby

 

Długo musieliście państwo czekać nim akt oskarżenia trafił do sądu...

 

Tak działa polski wymiar sprawiedliwości. Długo czekaliśmy na opinię biegłych z Krakowa, która naprawdę wiele wyjaśnia. Jest to istotny element całego postępowania.

 

W jakim stanie jest Bartek?

 

Jesteśmy na etapie rehabilitacji. Zaczyna powoli chodzić. Oczywiście, z pomocą osób trzecich. Poprawiło się komunikowanie z nim. Niestety, na razie nie mówi. Gestami, palcem pokazuje nam pewne rzeczy, a my z mężem zgadujemy, o co mu chodzi. Ale widzimy, że wraca mu logiczne myślenie, bo wiele rozumie z naszych poleceń i część z nich wykonuje. Wciąż nie wiemy, jak wygląda sytuacja z jego oczami. Jesteśmy przed kontrolą. Na szczęście Bartuś je już normalnie. Zanikają też bezdechy.


Reklama

 

Jakie są rokowania lekarzy?

 

Lekarze nie rokują, bo nie da się określić, czy ten poziom, który już osiągnął Bartek to maks, czy będzie jeszcze coś więcej. Jesteśmy jednak dobrej myśli. Jego stan to efekt terapii, którą 2-3 godziny każdego dnia prowadzą specjaliści, a pozostały czas należy do mnie. Koszty rehabilitacji są horrendalne, ale widzę, że to przynosi efekty. Bardzo nam w jej prowadzeniu pomogła zbiórka. To dzięki niej stać nas na to, aby opłacić terapeutów, kupić niezbędny sprzęt. Możemy zajęcia prowadzić w domu, co w czasie covid19 jest bardzo istotne, bo turnusy rehabilitacyjne, czy szpitale są mniej dostępne. A dodam, że nie wszystkie koszty pokrywa ubezpieczyciel, poza tym nie mamy czasu, aby czekać na fundusze, czy ich zwrot, bo w walce o życie Bartusia ważna jest każda minuta. I mówię to bez przesady. Zebrane pieniądze dają nam pewien komfort. Bardzo wszystkim dziękuję za okazaną pomoc. Bo to dzięki wam Bartuś żyje. Jesteśmy silni jako rodzina, ale bez waszej pomocy, bez waszego wsparcia nie byłoby to możliwe.

 

Czy chciałaby pani coś powiedzieć sprawcy tego wypadku?

 

Według mnie on zniszczył nam życie, nie tylko moje, ale całej mojej rodzinie oraz moich przyjaciół. Nasz świat w jednym momencie zmienił się o 180 stopni. Przez jego brawurę i nieodpowiedzialność. Chyba nie jestem w stanie mu tego wybaczyć. Wciąż mam przed oczyma ten straszny widok. Nie czuję potrzeby rozmowy z nim, nie potrzebuję jego przeprosin. Bo na to jest już za późno, miał na to wiele czasu. Wolałabym, aby trzymał się ode mnie i od moich bliskich z dala. Tak będzie nam łatwiej.

 

Czuć w pani słowach ogromny ból...

 

Reklama

I pewnie będzie on we mnie do końca życia. Przykro mi jest słuchać, jak ktoś go broni, tłumaczy, że większość kierowców jeździ szybko. To żadne wytłumaczenie. Staram się wymazać jego twarz z pamięci. Nie chcę żadnej pomocy od niego. Za to co zrobił powinien dostać solidną karę. A grozi mu jedynie 8 lat pozbawienia wolności. To nie zwróci życia Kubie, zdrowia Bartusiowi. Przez niego nigdy się nie dowiem, kim w dorosłym życiu byliby o synowie. Odebrał nam radość życia. Cierpi na tym nasze pierwsze dziecko, które rzadziej ma mamę przy sobie, które nie może wyjechać na wakacje, bo opiekując się Bartusiem trudno jest cokolwiek zaplanować z wyprzedzeniem. Tu plany zmieniają się z minuty na minutę. To ciągła niepewność i strach przed śmiercią.

 

Uda się kiedyś wrócić do normalności?

 

Nie sądzę. Staram się rzadko wychodzić na spacery z synem, bo bardzo trudno jest znieść te współczujące spojrzenia. To boli. Przypomina. Wiem, że musimy to przetrwać, ale nawet takie rzeczy są dla nas trudne. Dla rodziców nie ma nic gorszego niż śmierć dziecka.

 

Jak wyglądały te pierwsze dni po wypadku?

 

Chyba nie znajdę słów, aby to opisać. Do wypadku doszło 25 kwietnia. Pogrzeb Kuby odbył się 7 maja. Bartek był w szpitalu do 17 września. Przeszedł 8 operacji. Do 10 lipca nie mogłam być z nim, nawet go odwiedzić na Oddziale Intensywnej Opieki Medycznej. To oddaje w pełni obraz tego, co się wydarzyło. Każdy telefon od lekarza to strach, że to już koniec... Tych miesięcy życia w ciągłym bólu, żalu i przerażeniu nie oddadzą żadne słowa.

 

 



Komentarze do artykułu

Matka

To są jakieś żarty. Tam jest ograniczenie do 40km on zapierdzielal a nie jechal szybko. Gdzie tam co chwila pasy trzeba uwazac. I co zniszczyl rodzinie zycie, zabil bezbronnego malego chłopca a drugiemu zdrowie i 8lat??? Jakas zenada. Trzeba zrobic strajk i conajmniej takiemu 20lat.

Tomek

Błagam!!!! Ta tragedia niczego nie nauczyła gnojostwa w Szczytnie - nadal pędzą ponad setkę przez miasto i tylko osiem lat a za dobre sprawowanie coś tam odejmą .

Zenia

Tylko osiem lat. To jest kpina!!! Dziecko nie żyje, drugie nie wiadomo czy kiedykolwiek wróci do pełni zdrowia, a taki typ wyjdzie po 6 latach i będzie się cieszył życiem! Gdzie jest sprawiedliwość ja się pytam?

Napisz

Reklama


Komentarze