Czwartek, 21 Wrzesień, Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Z życia sołtysa – Mariola Jabłońska

W przypadku pani Marioli – to życie lekkie nie jest. Aż trudno uwierzyć, że przy trudach codzienności wystarcza jej sił i energii na zajmowanie się wiejskimi problemami i to – zajmować się dobrze. Dokładnie 11 marca przypada Dzień Sołtysa i pewne jest, że Mariola Jabłońska ma miliony podstaw, by ten dzień godnie świętować.


 

Jaki ma już pani staż „sołtysowania”?

Minęło14 lat. Dokładnie 8 marca 2003 roku odbyły się wybory. Miałam jednego kontrkandydata, ale może z powodu babskiego święta – wygrałam. Kolejne wygrane wybory jednak odbywały się już nie w takim wyjątkowym dniu, więc chyba jednak to nie przez płeć.

 

A przez co? Co panią skłoniło do kandydowania?

Szłam oddać głos. Nie zamierzałam ubiegać się o tę funkcję. Panie będące na zebraniu zgłosiły moją kandydaturę i niespodziewanie zostałam sołtysem. I tak ciągnę ten wóz, bo skoro mieszkańcy obdarzyli mnie zaufaniem, to ja zwyczajnie muszę temu sprostać.

 

Zdecydowała się pani mimo sporych obowiązków rodzinnych i domowych...

\W tym czasie w domu było już trzech synów: najstarszy 13-latek, najmłodszy miał zaledwie roczek. I gospodarstwo, które prowadzę, też się już rozwijało. Otrzymałam niewielkie gospodarstwo po rodzicach, z pięcioma krowami zaledwie. Gdy zostałam sołtysem, liczyło sobie już 40 hektarów, a stado mlecznych krów składało się z 34 sztuk.

 

Powiedziała pani „prowadzę gospodarstwo”. Sama?

Niestety, od pięciu lat już sama. Mąż uległ wypadkowi i w efekcie niedotlenienia mózgu nie funkcjonuje samodzielnie. Przebywa w specjalistycznym ośrodku. Często mnie ludzie pytają, jak daję sobie radę. Odpowiadam: muszę. Muszę poradzić sobie nie tylko z gospodarstwem, ale także z opieką nad dziećmi. Synowie rosną, dorośleją, ale średni – Konrad, z porażeniem mózgowym jest niepełnosprawny i porusza się na wózku. Codzienność domowa i rodzinna wymaga więc sporo wysiłku. Ale ta trudna sytuacja ma też dobrą stronę. Zmusza, by tak zorganizować sobie dzień i pracę, by na wszystko wystarczyło czasu.

 

Pani tę organizacje opanowała do perfekcji, skoro znajduje jeszcze czasową lukę na sprawy wiejskie. I to lukę sporą, bo sporo się w Jesionowcu zmieniło przez te lata...

Staram się. Chaszcze, które były najbardziej charakterystycznym „wystrojem” naszej wsi to był chyba jeden z powodów, dla których zgodziłam się przyjąć tę funkcję. Wtedy, w 2003 roku, nie mogłam jeszcze przewidzieć, że życie nie będzie tak łaskawe jak wyborcy. Ale skoro oni uważają, że mimo wszystkich życiowych tragedii poradzę sobie z funkcją sołtysa, to mi nie wypada odmówić. Chociaż w ostatnich wyborach miałam silną kontrkandydatkę i wygrałam kilkoma głosami.

 

Pierwsze działania w charakterze sołtysa?

Przerobienie w oczko wodne dawnego, zniszczonego strażackiego zbiornika na wodę. Zagospodarowane zostało całe otoczenie i mamy teraz piękny teren rekreacyjny. Oczywiście nie pracowałam sama. To sukces wszystkich mieszkańców. Działania są wspólne, więc nawet dwa razy uzyskany przeze mnie tytuł „Supersołtysa” to zasługa całej wsi. I korzyść jest z nagród. Pierwszą przeznaczyliśmy na budowę altany, drugą – na doposażenie świetlicy.

 

Nie jest jednak łatwo zmobilizować ludzi do wyjścia z domów, a do pracy na rzecz wspólną – jeszcze trudniej...

Nieprawda. W Jesionowcu jest to bardzo łatwe. Zwłaszcza młodzież jest niezwykle chętna. Wystarczy rzucić hasło, że coś trzeba zrobić. Nigdy nie miałam problemu z tym, by przekonać mieszkańcow do wspólnych działań. Dzieki temu Jesionowiec dziś wygląda znacznie lepiej niż przed laty, co najmniej pod względem estetycznym, ale nie tylko. Naprawione mamy drogi dojazdowe do pól, zbudowany został chodnik. Nie mieliśmy gruntu, na którym można by postawić przystanek dla dzieci dojeżdżających do szkół. Wtedy jedna z mieszkanek oddała na ten cel kawałek swojej własnej działki – nieodpłatnie rzecz jasna.

 

W tym pasmie sukcesów z czym wiązał się największy problem?

Właściwie nie było jakiegoś poważnego problemu. Może dość długo czekaliśmy na świetlicę wiejską. Ale tu władza gminna stanęła na wysokości zadania i teraz mamy już świetlicę. Można organizować więcej zajęć i imprez, szczególnie dla dzieci, bo one są bardzo chętne do wspólnych działań, garną się do pracy, do wszystkiego, co jest dla nich przeznaczone. Dla mnie, nie tylko jako sołtysa, ale matki i babci już, to sama radość patrzeć, jak nasze dzieci też są radosne, szczęśliwe, gdy coś się dla nich robi, że ktoś się nimi interesuje i zajmuje. A własna wnuczka na co dzień mi pokazuje, jak bardzo dzieciom potrzebny jest kontakt i miłość.

 

Wnuczka w domu? Czyli synowie mieszkają z panią. Wielopokoleniowy dom, które dziś znów uważa się za najlepsze z rozwiązań...

Na moje szczęście. Najstarszy syn pomaga prowadzić gospodarstwo, synowa też, wnuczka napełnia dom radosnym szczebiotem. Wspólnie łatwiej też zapewnić niezbędną opiekę średniemu z synów. Najmłodszy jest w drugiej klasie gimnazjum, więc na razie głównym jego zajęciem jest nauka.

 

Czy prowadzenie gospodarstwa było pani życiowym marzeniem?

Nie zawsze. Miałam inne marzenia. Chyba jednak los lepiej wiedział, co chcę i co powinnam robić. Rodzice byli już starsi wiekiem, trzeba było im w gospodarstwie pomagać, co zresztą robiłam od najmłodszych lat. Trzeba było jednak upływu wielu kolejnych lat, abym zrozumiała, że ja tę pracę na roli kocham, kocham zwierzęta, przyrodę i wiejskie życie. Może dlatego dobrze się czuję w roli sołtysa, bo mi zależy na tym, by moja wieś, moje otoczenie, „moi” ludzie też kochali siebie nawzajem i nasz Jesionowiec. I mam nadzieję, że tak jest.



Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Środa, 2017-06-28 13:22:18

Pani Mariola super sołtysem powiatu

  • Czwartek, 2017-04-20 11:35:34

Zmartwychwstanie to wiosna ludzkiego życia

  • Środa, 2016-07-13 13:39:53

Tablice życia staną przy plażach



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pani nauczycielko prosze sie nie przejmowac. Niech rodzice poswiecaja wiecej czasu dzieciom i na wycieczke zabiora. A nie wszystko nauczyciel. Babcia niech tez sie ruszy a nie tylko plotki po wsi robi. Jest pani cudownym nauczycielem. Pracowitym jakich malo. Coraz mniej was sie robi w szkole takich oddanych i lubianych nauczycieli. Jedna pani tez miala pod gorke z kolezanka od tego samego przedmiotu. Przezyla i wyszla z tego silniejsza i madrzejsza. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Autor: rodzic
    2017-09-15 23:43:09
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    JP
    Autor: WIELBARK
    2017-09-15 13:41:04
  • Piotr Karczewski zamienił fizykę na motocykl
    Prawdziwy klub Jurand to był w latach 90-tych. Teraz to zebrała się grupka emerytów i przejęła 'niezarejestrowaną' nazwę. Nie wiem czy kilku 'prawdziwych' motocyklistów jest w tym klubie :)
    Autor: johnny
    2017-09-15 11:27:12
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    jak on uciekł jak napisali że jest zatrzymany?
    Autor: eryery
    2017-09-14 22:18:29
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Jedna z nielicznych nauczycielek, która cokolwiek robiła dla uczniów. Pewnie "najmadrzejsi" róbcie z niej główna winną, a później to narzekajcie, że nauczyciele nic z dziećmi nie chcą robić. Szósta klasa to już nie takie dzieci, dziewczyny wystroić i umalować do szkoły się potrafią a proste polecenie do nich nie dociera, to raczej z nimi coś nie tak jest
    Autor: Rodzic
    2017-09-14 21:54:27
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Nie oszukujmy się .. dzisiejsze dzieci trudno jest dopilnować. Nauczycielka nie jest wszystkiemu winna. Po jednym owocu nie stałoby się nic, a że rodzice nie nauczyli dzieci żeby słuchać starszych to efekt jest.
    Autor: Wielbark
    2017-09-14 20:55:18
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Kto mądrzejszy,to sprobowal, a nie sie nazarl. Ech, dzieciaki, rodzice nie nauczyli, czego nie można...szkoda nauczyciela, siedziec z nimi w szkole,w ksiazce czarny bez pokazac i powiedziec,ze szkodliwy,a nie do lasu zabierac.
    Autor: winatuska
    2017-09-14 20:54:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Byłam tam i to wcale tak nie było. Nauczycielka powiedziała uczniom, że mogą spróbować, ale dodała, że tylko jedno. Oni zaczęli jeść garściami i wyszło jak wyszło. Ja na szczęście tego świństwa nie jadłam, ale oni już tak, więc to po części wina nauczycielki i nasza.
    Autor: [x]
    2017-09-14 20:15:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Szosta klasa to dzieci dwunastoletnie, nauczycielka mowila zeby sprobowali to tak tez zrobili. Zreszta nauczycielka tez probowala takze nie zwalajmy wszystkiego na dzieci. A czemu nie napisano, ze byla szostka zatrutych dzieci a nie czworka? Nauczycielka to zona dyrektora szkoly, wiec najlepiej teraz ja bronic i wszystko na dzieciaki zwalic. Skoro nauczycielka od przyrody nie wiedziala, ze nie mozna jesc czarnego bzu to wodac ze jest niekompetentna w swoim zawodzie
    Autor: Lala
    2017-09-14 19:51:37
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pewnie się obczytały że faza po tym będzie i zjadły.Nie ma co winić nauczycielki.
    Autor: W
    2017-09-14 18:30:31