Poniedziałek, 25 Czerwiec, Imieniny: Danuty, Jana, Janiny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Współczesny rycerz niczym Robin Hood

Grzegorza Drężka pod kątem współczesnego jego wyglądu znają współpracownicy, przyjaciele i rodzina. Pozostali, nawet jeśli posiadają wystarczającą wiedzę o jego istnieniu i działalności, na ulicy go nie pozdrowią, bo... nie rozpoznają.



Grzegorz bowiem publicznie ukrywa się za przyłbicą, i to dosłownie. Może nie jest on twórcą odrodzenia w Szczytnie rycerskich chorągwi, ale dzięki niemu od lat to miejscowe rycerstwo ma się całkiem nieźle. A że Grzegorz biegle włada nie tylko mieczem, ale też strzelać z łuku potrafi, to mamy o czym rozmawiać.

 

 

Nie pochodzisz ze Szczytna?

 

Urodzeniem – nie. Z Bartoszyc. Tam skutecznie wyedukowałem się w pierwszej klasie podstawówki i wtedy rodzina przeniosła do Szczytna, za lepsza pracą, możliwością wybudowania własnego domu. Tata pracował w Kombinacie Rolnym „Mazury”, a wtedy te „obrzydliwe kołchozy” czasem nie okazywały się takie „obrzydliwe” i dawały rozwinąć skrzydła. Reszta podstawówki w Szczytnie, tu ogólniak i w tym samym czasie też szkoły muzyczne. Dokładniej, to zacząłem ogólniak i średnią muzyczną w Olsztynie, ale okoliczności rodzinne sprawiły, że musiałem wrócić na łono rodziny, więc ogólniak kończyłem już w Szczytnie.

 

Szkoły muzyczne... To już rozumiem, skąd w tobie twórcze zainteresowania, bo – zdaje się – ujawniły się zanim zostałeś rycerzem?

 

Być może masz rację. Gdy wróciłem na nauki do Szczytna „wplątałem” się w różną dodatkową działalność. Byłem harcerzem, co bardzo mile wspominam i sobie chwalę, działałem w LOK-u i uzyskałem uprawnienia sędziego strzelectwa sportowego, ale przede wszystkim tańczyłem w zespole ANEX, który wówczas istniał i aktywnie działał w Miejskim Domu Kultury. To była naprawdę świetna formacja, która – można powiedzieć – wychowała sporą liczbę młodych ludzi.

 

Od muzyki do tańca niby niedaleko, ale jednak różnica jest. Czemu nie poświęciłeś się muzyce, nawet jeśli nie dane ci było ukończyć średniej szkoły muzycznej?

 

Może dlatego, że uczyłem się grać na pianinie, na akordeonie, a nawet na oboju, ot – prawie człowiek orkiestra. Ktoś kiedyś jednak powiedział, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego, więc mistrzem nie byłem. A taniec? Akurat, gdy wróciłem do Szczytna, Andrzej Materna zaczął tworzyć ten zespół. To było coś nowego, coś nieznanego, więc chętnie się zapisałem, by to nowe poznać. Poznałem nie tylko sam taniec współczesny, poznałem fantastycznych ludzi, kapitalną atmosferę i nie wiem czy coś takiego może się gdziekolwiek powtórzyć. Ale szanse są. W MDK-u mówimy coraz częściej o reaktywacji ANEX-u, a poza tym staram się, by podobne klimaty obejmowały prowadzoną przeze mnie pracownię rycerską.

 

I tak przechodzimy do – jak mówią złośliwi - „zakutych łbów”. Jak zostałeś rycerzem?

 

To duża zasługa harcerstwa. Byłem w drużynie, która była prowadzona apolitycznie, ale za to ze wszystkimi, najchlubniejszymi prawidłami skautingu. Miałem też wspaniałych nauczycieli historii: pana Ostaszewskiego w podstawówce i panią Lompertę w ogólniaku, a przy takich pedagogach nie dało się nie polubić historii. I jak się te harcerskie idee: honoru, odwagi, braterstwa itp. połączyło z historią, to z tej krzyżówki musiało wyjść rycerstwo.

 

Zaczynałeś z Michałem Grzymysławskim, który dawno temu pierwszą drużynę rycerską powołał?

 

Niestety nie. Akurat wtedy wyjechałem do pracy za granicę. Byłem sympatykiem ich działań na odległość. Wróciłem z Niemiec, byłem w armii w Bydgoszczy i tam, bodaj w 1994 roku, nawiązałem pierwsze kontakty z przedstawicielami odrodzonego polskiego rycerstwa. Tam też zostałem awansowany. Przestałem być giermkiem, a zostałem pasowany na rycerza. Te kontakty z czasem zanikły, ale bakcyl we mnie został. Przez jakiś czas uzupełniałem rycerskimi elementami różne imprezy organizowane przez przyjaciół i znajomych, zacząłem też uczestniczyć w działaniach komercyjnych – pokazach walk.

 

I to wszystko stanowiło drogę do utworzenia w Szczytnie...

 

...34 Chorągwii Komturii i Miasta Szczytno.

 

 

WOW. Brzmi strasznie poważnie.

 

Najpierw było bardziej, powiedzmy, pospolicie: Drużyna Łucznicza Szczytno. Ale mimo tej pospolitej nazwy i tak byliśmy ewenementem na kraj, bo w składzie drużyny była wyłącznie młodzież szkół podstawowych i gimnazjów. W dość krótkim czasie po powstaniu zakwalifikowaliśmy się do udziału w takiej dużej imprezie: Europejskim Turnieju Walk Bojowych w Byczynie. Nie było łatwo, bo decyzyjni mieli wątpliwości: że świeża grupa, że dzieci. Ale pojechaliśmy. Bez strojów jakichś sensownych, jak na łuczników przystało, bez sprzętu oprócz łuków tradycyjnych, które na szczęście MDK już dla nas zakupił. A na miejscu zostaliśmy ogółowi czyli około 800 ludziom świetnie epokowo odzianym przedstawieni jako „przyszłość aktualnych odtwórców historycznych”. W ten sposób kasztelan wydarzenia napomniał tych wyśmienitych wojów, iż z naszej „cywil-bandy” mają się nie śmiać. I tak to się zaczęło.

 

To w końcu jesteście rycerzami czy łucznikami?

 

To dość skomplikowane. Rycerzem jest tylko ta osoba, która została nań pasowana, jak ja w Bydgoszczy. W Szczytnie poza mną rycerskie szlify ma jeszcze tylko Paweł Książek. Pozostali członkowie drużyny są jeszcze za młodzi, chociaż niektórzy już się do rycerskiej roli przygotowują i ćwiczą walki wręcz, głównie mieczem. Bo właśnie prawo do uczestniczenia w takich walkach, na miecze czy topory, w pełnym rynsztunku, jest podstawowym przywilejem rycerza, który dodatkowo musi być pełnoletni.

 

Powszechnie łucznik z rycerzem się za bardzo nie kojarzy, bardziej z Robin Hoodem, chociaż – z drugiej strony - sir Robin rycerzem był...

 

I to błędny brak skojarzeń, bo oddziały łuczników były bardzo ważną częścią średniowiecznego wojska. Uczestniczyły w najważniejszych bitwach, podczas których były szczególnie chronione, za oddziałami wojsk piechoty, za wzgórzami itp. Dziś to znaczenie łucznictwa też się odradza. Nie ma już chyba jakichś ważnych turniejów i pokazów bez udziału łuczników, więc nie brakuje nam okazji do prezentowania naszych umiejętności.

 

Ostatnio taka prezentacja była sporym sukcesem...

 

Niewątpliwie piąte miejsce naszej drużyny na Mistrzostwach Polski to duże osiągnięcie, a pamiętać trzeba, że wciąż jesteśmy absolutnymi amatorami i pokonaliśmy sporą grupę zawodowców. To bardzo motywujący sukces.

 

Jak liczna jest drużyna i czy przybywa chętnych do udziału w zajęciach?

 

W zajęciach dość regularnie uczestniczy dwadzieścia osób, z których piętnaście to już średniowieczni łucznicy w całej okazałości, głównie pod względem stroju. Do ciuchów się odwołuję już po raz kolejny, ale wbrew pozorom to bardzo ważne. Skoro bowiem podczas pokazów naszym zadaniem jest oddanie klimatu tamtej epoki, to odpowiedni strój jest nieodzowny i musi spełniać określone wymogi, np. jeśli chodzi o tkaniny: tylko wełna, len i jedwab. Elany czy innego kretonu przecież w średniowieczu nie było. Dodam, że takie pełne wyposażenie łucznika w odpowiedni strój i łuk to koszt około 2,5 tysiąca złotych. Tych dwadzieścia osób to mniej więcej stała liczba członków zespołu. Co roku kilku łuczników czy innych tzw. odtwórców historii kończy szkołę średnią, wyjeżdża na studia i tam włączają się w podobne grupy, a zwykle są. Ale i co roku przybywają nowi chętni.

 

Mówisz: odtwórców historii. O co w tym chodzi?

 

Bo to jest właściwie jakby głównym polem działania drużyny. W swoim gronie mamy i ciurę obozowego, i damę dworu, i giermka czy obozowego kucharza. Jednym słowem możemy praktycznie wystawić - odtworzyć cały obóz, będący zapleczem komtura krzyżackiego podczas jego podróży czy wyprawy wojennej. I to, że taki obóz możemy już stworzyć, spowodowało, że z drużyny łuczniczej staliśmy się Chorągwią Komturii i Miasta Szczytno. Naszą epokową specjalnością jest przełom XIV i XV wieku czyli okres krzyżackiej dominacji na naszym terenie.

 

Czyli na – nazwijmy to – rycerskie przyporządkowanie wpływ ma teren, na którym drużyna działa. Prezentujecie się więc na pokazach i turniejach jako wraża armia krzyżacka. Czy w bitwie pod Grunwaldem też?

 

Tam nie. Z jednej strony dlatego, że członkowie naszej drużyny są jeszcze za młodzi, z drugiej – nie mam najlepszego zdania o kulisach organizacji akurat tej inscenizacji, więc z młodzieżą tam nie pojadę. Ale w innych różnych inscenizacjach historycznych uczestniczymy chętnie i często. Na przykład w „bitwie pod Wopławkami” - nieopodal Kętrzyna. Mało znana to historyczna bitwa, a jak na ówczesne czasy potężna. Tam 6-tysięczna armia litewska została rozgromiona przez niespełna tysięczny oddział krzyżacki. Prezentowaliśmy się w Malborku, we Fromborku, co roku rozbijamy obóz w Nidzicy podczas organizowanego tam turnieju rycerskiego i inscenizacji zdobycia zamku.

 

Historyczne inscenizacje cieszą się dużym zainteresowaniem. To zwykle duża atrakcja turystyczna. Czy planowaliście bądź planujecie coś takiego zrealizować w Szczytnie?

 

Plany są. Dopiero od roku zacząłem nad tym poważnie myśleć, bo dopiero od roku w otoczeniu naszej drużyny jest już grupa dorosłych pasjonatów, którzy mogą pomóc przy organizacji takiego wydarzenia. Tylko przy udziale młodzieży było to niewykonalne.

 

Co by to miało być?

 

Jeszcze pełnego scenariusza nie ma. Trzy lata temu przygotowaliśmy takie – powiedzmy – preludium, w postaci krótkiego ataku na zamek. Obecnie jesteśmy już w strukturach Grunwaldzkiej Akademii Miecza, a to daje nam możliwość szerokiej współpracy z innymi grupami i zaproszenie do udziału w takiej inscenizacji większej liczby rycerzy. Rewitalizacja zamkowych ruin, jeśli zostanie zrealizowana, w znakomity sposób poszerzy możliwości inscenizacyjne, wzrośnie widowiskowość przedsięwzięcia. Oczywiście, jeśli pozostaniemy przy obronie zamku, będzie to obrona udana. Nie będziemy aż tak realistyczni, by tę budowlę spalić, jak to miało miejsce w historycznej rzeczywistości.

 

Co sprawia, że młodzi ludzie, ale i dorośli też, a nawet baaardzo dorośli, tak chętnie oddają się rycerskim zabawom?

 

Na pewno uwielbienie historii, tej najdawniejszej, którą trudno zakłamać, bo też i już nikomu na tym nie zależy. To także doskonała forma oderwania się od codzienności, powrotu do młodzieńczych lat spędzanych przy ognisku, przy jakimś kociołku, w warunkach, które można by nazwać prymitywnymi, ale tu nie chodzi o wygodę, a na trudy się nie patrzy. To po prostu absolutnie niepowtarzalny klimat, taki cudnie średniowieczny. I to przyciąga też młodzież, której zbrzydły wygody codzienności, która chce się nauczyć robić coś sama, bez pomocy byle jakiego elektrycznego urządzenia. „Starzy” harcerze to znają, młodzi ludzie nie mieli okazji. Rycerstwo im tę okazję daje.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Do "Poirytowanej" Szanowna Pani - do osoby chorej na raka aby zrobić zastrzyk powinna przyjechać pielęgniarka z hospicjum a nie ZRM. Pogotowie powinno wyjeżdzać tylko do stanów nagłych a nie przewlekłych czy termalnych.
    Autor: Obserwator
    2018-06-24 11:21:58
  • Dbają o mazurskie cmentarze w naszym powiecie (zdjęcia)
    Tak trzymać. Należy szanować przeszłość regionu. Bez korzeni każda roślina uschnie. Człowiek też nie jest wyjątkiem.
    Autor: Bienschen
    2018-06-23 18:14:09
  • Brutalny napad na kobietę w centrum Szczytna
    Oby zdechł w kiciu
    Autor: 12345
    2018-06-23 12:13:38
  • Wygrał ponad milion złotych w Multi Multi
    A gdzie kupił kupon. Która to kolektura ?
    Autor: Borys
    2018-06-22 17:47:56
  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Ze słucham 4 karetki przez 24 godziny na dobę?no ciekawe. Gdy dzwoniłam w maju po 22 po karetkę odmówili przyjazdu ponieważ jedyna karetka która dysponowali wyjechała w teren . więc gdzie były pozostałe 3 ? W ogóle jakim prawem karetki odmawiają pomocy potrzebującym? np. ludziom chorym na raka . To wola o pomstę do nieba . Jak taka osoba może zrobić sobie zastrzyk z morfiny. Ja się pytam jak ? Przecież w domu nie mogą mieć takich zastrzykow a zlecenie na zrobienie iniekcji jest. Wówczas pamiętnego wieczoru osobiście odebrałam dr. Falkowskiego ze szpitala z opieki nocnej i zawiozlam do potrzebującej osoby. Doktor Falkowski wspaniały człowiek nie odmówił pomocy . Przyjął pacjenta do końca zlecił co trzeba i wychodząc ze mną przeprosil pacjentów na korytarzu . Do samej pacjentki podszedł z dużym szacunkiem . Podał zastrzyk, przepisał dodatkowe leki i wychodząc życzył szybkiego ustania bólu oraz powiedział że jest do dyspozycji tego wieczora i nocy. Odwiezlismy Doktora do szpitala . Pacjentka po minięciu bólu zasnęła spokojnie i przespała całą noc . Takich lekarzy trzeba w Szczytnie . Którzy szanują pacjenta i spieszą z pomocą. bo co nie którzy to zapomnieli przysięgę lekarską która składali.
    Autor: Poirytowana
    2018-06-22 16:40:31
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Pierwsze co trzeba zrobić , to dać warunki do zakładania firm prywatnych i tych małych. Co z tego , że są markety , gdzie ludzie zarabiają 1500-2000 zł. Ile już małych sklepików i firemek otworzono w tym grajdole. Po 3-5 miesiącach się zamykają. W puszczone zostały markety, i mamy biedę .Co z tego ,że jest praca, za którą ludzie klepią biedę. Mamy zalany rynek dodatkowo Chińczykiem. Do tego Szczytno to miasto "zagłębie" ciucholandów. Szkolnictwo leży, bo dyrektorzy boją się wychylać, bo burmistrz ich "odstrzeli " z ciepłej posady. Do tego nagradzanie uczniów , jest w zależności , właśnie, od czego? Kogo znam. Ale może praktycznie. Mamy miasto i okolica, liczy może 30 tyś osób. Duża ilość to starzy ludzie z niskimi emeryturami, lub byli zomowcy i żołnierze z PRL. Do tego dzieci i kobiety, nie pracujące. Większość pracuje za najniższą krajową u ludzi co mają swoje firmy. Z założenia jest tak, że płacą jak najniżej, bo potrzebuje na nowe BMW lub Mercedesa. Taka wiejska mentalność dorobkiewicza. Do tego lekarze co przyjmują prywatnie i za pieniądze podatnika, mają prywatne zaplecze w szpitalu w Szczytnie. Gdzie , ogólnie się nie leczy, tylko zabija się pacjenta , podawanymi im lekami. Za które dostają bonus od korporacji medycznych. Taki szpital doświadczalny. Nie mówiąc o największym specjaliście , chyba nie w ginekologi, mieszkającym na konopnickiej. Można powiedzieć, że ogólnie miasto i okolica jest w rękach kilku gangów miejscowych. Od gangu co posiada większość nieruchomości w swoich rękach, od gangu lekarzy, co mają monopol na rynku , sprzedaży "dragów" dla pacjentów. Gangi powiązane politycznie, gangi w zależności od stanowiska urzędniczego, więc żyjący na koszt podatników. Wszyscy żyją bardzo dobrze i nawet nie wiedzą z kont znajdują się u nich na koncie pieniądze co miesiąc. Ogólnie od punktu siedzenia, jest punkt widzenia. Patrząc z perspektywy na miasto, to leży i kwiczy. Niech każdy zada sobie pytanie i sobie wyobrazi, że nie mieszka w Szczytnie. A pytanie jest takie, dlaczego chciałbym przyjechać do Szczytna lub w nim zamieszkać? Bo dla osoby ,która ma ustawione życie na dobrym poziomie w Szczytnie, to prawdo podobnie będzie super. Jak to mówią człowiek bogaty i z układami, nie zrozumie ludzie potrzebujących. Ponieważ , jego dochody wysokie ,są wynikiem zaniżania dochodów biednym.
    Autor: Andi
    2018-06-22 15:13:18
  • Wiara w ludzi ratuje życie
    Ja również życzę dużo siły i wiary w ludzi chociaż z własnego doświadczenia zauważyłam że w naszym Szczytnie pomaga się tylko intetesownie. Przykre to ale prawdziwe. Media i władze prawie wogole nie są zainteresowane tym czego potrzebują mieszkańcy ehhh. Życzę dla żony powrotu do zdrowia i jestem z wami całym sercem.
    Autor: Gosia
    2018-06-22 09:28:27
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Aż mi się buźka uśmiechnęła???? Trzymam mocno kciuki????
    Autor: Anna
    2018-06-21 23:39:08
  • Gdy bliski nie chce już żyć... możemy temu zapobiec (rozmowa "Tygodnika")
    w rozmowie z bliską mi osobą dowiedziałem się że ma myśli samobójcze kilka miesięcy później już nie żyła nie wiedziałem co z tym zrobić
    Autor: x80
    2018-06-21 21:02:09
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Wydaje mi się, że pora na kogoś "świeżego". Nasza scena polityczna od wielu lat jest zdominowana przez te same osoby. Wielkie obietnice i przedstawianie świetlanych perspektyw, a potem "kicha". Chciałem ale nie wyszło , bo to albo tamto. Pomysł z Innopolice jest podobny do pomysłów asystenta Pani Wójt ze Świętajna- przypomnę: fabryka większa od wielbarskiej Ikei, lotnisko itp. Zostałem wybrany a potem aby do końca kadencji dotrwać. Zbliża się koniec kadencji samorządów- zobaczycie jaka epidemia opanuje ratusz. Większość naszych decydentów wyląduje na zwolnieniach lekarskich. Według mnie radni nie powinni otrzymywać żadnych pieniążków, ewentualnie jakiś ryczałt za czas faktycznie spędzony na posiedzeniach. Diety zryczałtowane to przekupywanie radnych, w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Autor: dr
    2018-06-21 20:00:39