Poniedziałek, 25 Czerwiec, Imieniny: Danuty, Jana, Janiny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Waldemar Kiernozek Project NEWI

Wszystko zaczęło się w latach 70. ubiegłego stulecia w Stanach Zjednoczonych. Wszech popularny rock zastąpiła taneczna muzyka disco. Nowojorskie kluby pełne Amerykanów włoskiego i latynoskiego pochodzenia oraz mniejszości seksualnych były pierwszymi, gdzie zrodził się nowy muzyczny styl, skocznej tanecznej zabawy dla wszystkich.



Pierwsze miasta w Europie to: Turyn, Hamburg, Ryga i Moskwa. W Polsce wszystko zaczęło się od Sopotu i Opola, a w 1973 r. we Wrocławiu odbył się Pierwszy Ogólnopolski Turniej Prezenterów Dyskotek, zaś wielkie szaleństwo disco polo miało miejsce w latach 90.

 

Był rok 1985, 3-letnim Waldkiem opiekowała się jego babcia Leokadia, a ten nie przestawał ją zadziwiać i drewnianymi łyżkami uderzając we wiaderka i garnki, wygrywał skoczne melodie. Kiedy pojawił się w przedszkolu, jego pasją stało się granie na zebranych tam instrumentach i ciężko było go od nich oderwać. Inne dzieci chwytały za klocki, misie czy samochody, a on samouk, brał cymbałki, tamburyn, flet i grał. Opiekujące się nim panie nauczycielki nazwały go - człowiek orkiestra.

- Czasy były ciężkie, rodzice nie zarabiali zbyt wiele, a ja bardzo chciałem grać i wtedy moja babcia powiedziała: on ma talent i trzeba mu kupić własny instrument, aby go rozwijał – wspomina p. Waldek.

Pani Leokadia nie czekając zbyt długo, podarowała pod choinkę 8-letniemu wnuczkowi mały keyboard, a on nie zawiódł i jeszcze tego samego dnia nauczył się i zaśpiewał grając kilka kolęd. Wszyscy byli zachwyceni, a mały Waldek grał i wymyślał wciąż nowe melodie.

Publicznie zadebiutował na choince szkolnej w 4 klasie szkoły podstawowej w Gawrzyjałkach. Od tego roku aż do skończenia szkoły grał na wszystkich szkolnych wydarzeniach, a ze śpiewu zawsze była szóstka. Szkolne sukcesy i popularność nie pozostały niezauważone przez rodziców. W wieku 12 lat młody Waldek otrzymał 61-klawiszowe casio. Muzyczny talent szybko opanował ze słuchu nowy instrument i zaczął się dusić.

- Był rok 1996. Rodzice, widząc moje rozterki, zabrali mnie do p. Jana Grendy – organisty grającego w kościele w Gawrzyjałkach. Jego zadaniem było sprawdzić, czy mam słuch i talent do gry. Pan Jan posłuchał, jak gram i śpiewam i powiedział: „Chłopak ma talent do gry i słuch, trzeba mu kupić profesjonalny instrument i przywozić do mnie na lekcje” – wspomina Waldemar Kiernozek.

Zakupiono w sklepie muzycznym w Olsztynie profesjonalny instrument i rozpoczęły się indywidualne lekcje u pana Jana. - Wszystko, co umiem, zawdzięczam panu Grendzie. Ja grałem ze słuchu, a on nauczył mnie podstaw, języka nut i stylu harmonicznego, grania z akordów i własnych aranżacji muzycznych. Ukształtował mój muzyczny warsztat, pokazał bogactwo rytmów i dźwięków drzemiące w instrumentach i to, jak można śpiewem i grą nieść radość ludziom. Pod okiem pana Jana uczyłem się 3 lata, a egzaminem z tej nauki było pierwsze samodzielne granie na weselu. Ukończyłem wtedy 15 lat – opowiada p. Waldemar.

Dyskoteki organizowane wspólnie ze strażakami z OSP Olszyny i w okolicznych wsiach, wesela, imprezy integracyjne utrwaliły muzyczny talent. Pojawiło się też zainteresowanie nowym instrumentem, jakim jest akordeon. Dziś bez niego nie byłoby osobowości muzycznej p. Waldka. Co wyróżnia tę muzykę na tle innych, młody artysta od samego początku, kiedy tylko zrozumiał, że granie jest jego życiem, w grę wkłada całe swoje serce. Pisze słowa piosenek, komponuje muzykę i wydał nawet własną płytę. A wszystko po to aby, „…ludzie nie mówili, że Waldek gra i śpiewa tylko czyjeś znane utwory. Wokół nas jest tak wiele piękna, tyle spraw dotyczy tylko naszej ziemi i o tym chcę śpiewać, to moje muzyczne przesłanie i artystyczne credo” – wyjaśnia artysta. I jak na prawdziwego artystę przystało, nim znalazł swoją drogę, własną autostradę disco polo, wahał się i szukał innych dróg.

Czas poszukiwań zainicjowała zasadnicza służba wojskowa. Po niej gospodarczy kryzys i brak pracy rzucił młodego człowieka za chlebem do Szwecji i Danii na 2 lata i pewnie trwałoby to o wiele dłużej, gdyby nie p. Honorata, którą poznał i pokochał bez reszty. Cóż było robić, przyszedł czas założyć rodzinę, a ta wymaga finansowej stabilizacji. Pan Waldemar rozpoczyna więc pracę w lokalnej firmie obsługującej masowe imprezy plenerowe. Rozstawiają barierki zabezpieczające scenę i przygotowują wszystko do koncertu. A kiedy na scenie występują gwiazdy, w sercu młodego męża budzi się znów miłość do gry i śpiewania. Mimo zmęczenia każdy koncert obserwuje stojąc przed sceną, a po powrocie do domu wyciąga sprzęt ze strychu i naśladuje muzyczne sławy. A występowały takie ikony estrady jak: Dżem, Perfekt, Akcent, Boys, Imperium i wiele innych. Ocieranie się o sławnych i dojrzewanie do tego, aby sięgnąć po własną sławę, trwa 4 lata. W międzyczasie urodził się pierwszy syn - Bartosz. Utalentowany, jak ojciec, gra na pierwszym instrumencie, jaki p. Waldek otrzymał od swojej babci. Przełom nadchodzi w 2010 r., kiedy z Anglii przyjeżdża kolega Michał Wilga. Podczas spotkania padają słowa: „Walduś, ty kiedyś pięknie grałeś i śpiewałeś, ja mam trochę sprzętu i nagłośnienie, może byśmy razem założyli zespół i grali dla ludzi” – Michał nie tylko zaproponował współpracę, ale i miał już kilka zamówień. Tak powstał zespół pn. „Climat”.

 

Kalendarz szybko się zapełnił występami, a artyści widzieli, że to, co robią, podoba się ludziom, którzy chcieli wciąż więcej. Przygoda trwała 2 lata. Pewnego dnia przyszła bardzo intratna propozycja z Anglii i Michał wyjechał. Telefony się urywały i przez około 2 miesiące p. Waldek grywał sam. Kolejny etap popularności przypada na współpracę z Jackiem Bazydło. Nowy zespół nosił nazwę „Newi”. Grali razem 2 lata. Muzyczny styl rozwijał się, a wraz z nim pojawiały nowe perspektywy. Pewnego dnia przyszła ta chwila, kiedy muzyczne schody do nieba stanęły otworem i Waldemar Kiernozek poznał pokrewnego sobie muzyka i wraz z nim założył nowy zespół, który gra do dziś, a ma grać jak mówią aż do skończenia świata, a nawet 3 dni dłużej. Waldemar Kiernozek i Tomasz Chorążewicz nazwali swój duet ,,Project NEWI”. Grają polską muzykę rozrywkową disco polo, czasem utwory Krzysztofa Klenczona, Czerwonych Gitar czy Krzysztofa Krawczyka, ale nie tylko. Coraz częściej można usłyszeć ich autorskie szlagiery, osadzone w tradycji disco polo, ale i pełne przesłania skierowanego konkretnego dnia do konkretnych ludzi. Na każdej imprezie stawiają sobie bardzo wysoką poprzeczkę.

- Kiedy śpiewam, kiedy gramy, wnikliwie przyglądamy się ludziom, najtrudniejsze są te pierwsze chwile, kiedy staramy się dając całych siebie, wywołać ten jedyny nastrój dla tego miejsca. Nie ma wtedy nic ważniejszego od tego, jak bawią się ludzie i czy potrafimy przenieść ich w świat naszej muzyki – wyjaśnia gwiazda YouTube Waldek Kiernozek .

W Studiu Nagrań ,,Stajnia” Macieja Zawiszy powstaje ich nowa płyta. Skąd taki pomysł? - Jesteśmy znani i to każe zadbać o własny dorobek artystyczny – wyjaśnia p. Waldemar.

Miłość, dziewczyna, zabawa i kolorowy świat, to najczęstsze tematy piosenek, a co w planach? - Na dziś własny teledysk, a za jakiś czas własne studio nagrań - mówi p. Waldemar. Sława kosztuje czas, a przecież w domu czeka kochająca żona i trzech synów. - Tak. Bartosz, Wiktor, Maciej i Honorata to wszystko, co mam. To oni są moim światem, choć żyję muzyką i bez grania nie potrafię, to gdyby nie było mojej rodziny, nie miałbym dla kogo grać. Żona wspiera całym sercem to, co robię, zwłaszcza kiedy przeżywam początek imprezy, którą prowadzę i dzwonię do niej mówiąc, że nie wiem, czy się ludziom podoba. Wtedy zawsze słyszę: „Jesteś w tym dobry, umiesz to robić i poradzisz sobie” – odpowiada p. Waldek. A dodać trzeba, że p. Honorata jest bardzo cierpliwa, kiedy przed każdym występem mąż ćwiczy w domu, a synowie go naśladują.

Wytchnieniem są chwile, kiedy wsiada na rower, to jego ulubiony sport, a 100 km przejechane w ciągu dnia, nie jest czymś nadzwyczajnym. Podobnie jest z bieganiem. Kolejną pasją, która daje szansę odpocząć od muzyki jest elektroakustyka i wymiana doświadczeń na forach internetowych. Choć wolnego czasu ma niewiele, to w p. Waldku drzemie dusza romantyka zakochanego w podróżach, doskonale czuje się w starych obiektach, lubi zwiedzać zamki i poznawać historię. O przebogatej osobowości tej gwiazdy disco polo można by mówić godzinami, ale z całej opowieści płynie jeden fakt. Pewien człowiek został obdarowany życiem, które pozwala spalać się w radości poprzez niesienie jej ludziom. Czyż nie warto bez względu na los, poszukać sobie podobnej drogi? Niekoniecznie musi to być disco polo.

Krzysztof Kolczyński



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia

  • Czwartek, 2015-04-30 10:05:07

Sygnaliści w Genewie


Komentarze

  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Do "Poirytowanej" Szanowna Pani - do osoby chorej na raka aby zrobić zastrzyk powinna przyjechać pielęgniarka z hospicjum a nie ZRM. Pogotowie powinno wyjeżdzać tylko do stanów nagłych a nie przewlekłych czy termalnych.
    Autor: Obserwator
    2018-06-24 11:21:58
  • Dbają o mazurskie cmentarze w naszym powiecie (zdjęcia)
    Tak trzymać. Należy szanować przeszłość regionu. Bez korzeni każda roślina uschnie. Człowiek też nie jest wyjątkiem.
    Autor: Bienschen
    2018-06-23 18:14:09
  • Brutalny napad na kobietę w centrum Szczytna
    Oby zdechł w kiciu
    Autor: 12345
    2018-06-23 12:13:38
  • Wygrał ponad milion złotych w Multi Multi
    A gdzie kupił kupon. Która to kolektura ?
    Autor: Borys
    2018-06-22 17:47:56
  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Ze słucham 4 karetki przez 24 godziny na dobę?no ciekawe. Gdy dzwoniłam w maju po 22 po karetkę odmówili przyjazdu ponieważ jedyna karetka która dysponowali wyjechała w teren . więc gdzie były pozostałe 3 ? W ogóle jakim prawem karetki odmawiają pomocy potrzebującym? np. ludziom chorym na raka . To wola o pomstę do nieba . Jak taka osoba może zrobić sobie zastrzyk z morfiny. Ja się pytam jak ? Przecież w domu nie mogą mieć takich zastrzykow a zlecenie na zrobienie iniekcji jest. Wówczas pamiętnego wieczoru osobiście odebrałam dr. Falkowskiego ze szpitala z opieki nocnej i zawiozlam do potrzebującej osoby. Doktor Falkowski wspaniały człowiek nie odmówił pomocy . Przyjął pacjenta do końca zlecił co trzeba i wychodząc ze mną przeprosil pacjentów na korytarzu . Do samej pacjentki podszedł z dużym szacunkiem . Podał zastrzyk, przepisał dodatkowe leki i wychodząc życzył szybkiego ustania bólu oraz powiedział że jest do dyspozycji tego wieczora i nocy. Odwiezlismy Doktora do szpitala . Pacjentka po minięciu bólu zasnęła spokojnie i przespała całą noc . Takich lekarzy trzeba w Szczytnie . Którzy szanują pacjenta i spieszą z pomocą. bo co nie którzy to zapomnieli przysięgę lekarską która składali.
    Autor: Poirytowana
    2018-06-22 16:40:31
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Pierwsze co trzeba zrobić , to dać warunki do zakładania firm prywatnych i tych małych. Co z tego , że są markety , gdzie ludzie zarabiają 1500-2000 zł. Ile już małych sklepików i firemek otworzono w tym grajdole. Po 3-5 miesiącach się zamykają. W puszczone zostały markety, i mamy biedę .Co z tego ,że jest praca, za którą ludzie klepią biedę. Mamy zalany rynek dodatkowo Chińczykiem. Do tego Szczytno to miasto "zagłębie" ciucholandów. Szkolnictwo leży, bo dyrektorzy boją się wychylać, bo burmistrz ich "odstrzeli " z ciepłej posady. Do tego nagradzanie uczniów , jest w zależności , właśnie, od czego? Kogo znam. Ale może praktycznie. Mamy miasto i okolica, liczy może 30 tyś osób. Duża ilość to starzy ludzie z niskimi emeryturami, lub byli zomowcy i żołnierze z PRL. Do tego dzieci i kobiety, nie pracujące. Większość pracuje za najniższą krajową u ludzi co mają swoje firmy. Z założenia jest tak, że płacą jak najniżej, bo potrzebuje na nowe BMW lub Mercedesa. Taka wiejska mentalność dorobkiewicza. Do tego lekarze co przyjmują prywatnie i za pieniądze podatnika, mają prywatne zaplecze w szpitalu w Szczytnie. Gdzie , ogólnie się nie leczy, tylko zabija się pacjenta , podawanymi im lekami. Za które dostają bonus od korporacji medycznych. Taki szpital doświadczalny. Nie mówiąc o największym specjaliście , chyba nie w ginekologi, mieszkającym na konopnickiej. Można powiedzieć, że ogólnie miasto i okolica jest w rękach kilku gangów miejscowych. Od gangu co posiada większość nieruchomości w swoich rękach, od gangu lekarzy, co mają monopol na rynku , sprzedaży "dragów" dla pacjentów. Gangi powiązane politycznie, gangi w zależności od stanowiska urzędniczego, więc żyjący na koszt podatników. Wszyscy żyją bardzo dobrze i nawet nie wiedzą z kont znajdują się u nich na koncie pieniądze co miesiąc. Ogólnie od punktu siedzenia, jest punkt widzenia. Patrząc z perspektywy na miasto, to leży i kwiczy. Niech każdy zada sobie pytanie i sobie wyobrazi, że nie mieszka w Szczytnie. A pytanie jest takie, dlaczego chciałbym przyjechać do Szczytna lub w nim zamieszkać? Bo dla osoby ,która ma ustawione życie na dobrym poziomie w Szczytnie, to prawdo podobnie będzie super. Jak to mówią człowiek bogaty i z układami, nie zrozumie ludzie potrzebujących. Ponieważ , jego dochody wysokie ,są wynikiem zaniżania dochodów biednym.
    Autor: Andi
    2018-06-22 15:13:18
  • Wiara w ludzi ratuje życie
    Ja również życzę dużo siły i wiary w ludzi chociaż z własnego doświadczenia zauważyłam że w naszym Szczytnie pomaga się tylko intetesownie. Przykre to ale prawdziwe. Media i władze prawie wogole nie są zainteresowane tym czego potrzebują mieszkańcy ehhh. Życzę dla żony powrotu do zdrowia i jestem z wami całym sercem.
    Autor: Gosia
    2018-06-22 09:28:27
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Aż mi się buźka uśmiechnęła???? Trzymam mocno kciuki????
    Autor: Anna
    2018-06-21 23:39:08
  • Gdy bliski nie chce już żyć... możemy temu zapobiec (rozmowa "Tygodnika")
    w rozmowie z bliską mi osobą dowiedziałem się że ma myśli samobójcze kilka miesięcy później już nie żyła nie wiedziałem co z tym zrobić
    Autor: x80
    2018-06-21 21:02:09
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Wydaje mi się, że pora na kogoś "świeżego". Nasza scena polityczna od wielu lat jest zdominowana przez te same osoby. Wielkie obietnice i przedstawianie świetlanych perspektyw, a potem "kicha". Chciałem ale nie wyszło , bo to albo tamto. Pomysł z Innopolice jest podobny do pomysłów asystenta Pani Wójt ze Świętajna- przypomnę: fabryka większa od wielbarskiej Ikei, lotnisko itp. Zostałem wybrany a potem aby do końca kadencji dotrwać. Zbliża się koniec kadencji samorządów- zobaczycie jaka epidemia opanuje ratusz. Większość naszych decydentów wyląduje na zwolnieniach lekarskich. Według mnie radni nie powinni otrzymywać żadnych pieniążków, ewentualnie jakiś ryczałt za czas faktycznie spędzony na posiedzeniach. Diety zryczałtowane to przekupywanie radnych, w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Autor: dr
    2018-06-21 20:00:39