Poniedziałek, 25 Czerwiec, Imieniny: Danuty, Jana, Janiny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Urzekająca historia silnej kobiety

Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam...



Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam ile dramatycznych chwil przeżyła. Niesamowity scenariusz napisało jej życie.

Proszę, zabij mnie

Najlepsze lata młodości pani Erny zostały odebrane przez wojnę. Kobieta wspomina je jako ciężkie czasy, ale nawet gdy mówi o najbardziej tragicznych chwilach, z jej twarzy nie znika uśmiech. - Teraz potrafię się z tego śmiać, ale wówczas zdarzało się, że błagałam o śmierć – mówi.

Pani Erna urodziła się i wychowywała w Leleszkach. - Uwielbiałam nasze jezioro, mogłam spędzać nad nim całe dni. Jednak życie nie pozwoliło mi długo się nim cieszyć – wspomina. Pani Erna miała około dwudziestu lat, gdy do wioski wkroczyli rosyjscy żołnierze i zabrali ją na trzy miesiące do koszar aż za Bartoszyce. - Całą tę trasę oni jechali na koniach, a ludziom z łapanki kazali iść pieszo. Nikt z nas nie miał siły, ale nie mieliśmy wyjścia. Jacy my byliśmy zmęczeni... A to był dopiero początek tortur – dodaje kobieta.

Głód i okrucieństwo

- W tych koszarach widziałam rzeczy, których nie da się zapomnieć. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak jeden człowiek może traktować drugiego w tak bestialski sposób – zastanawia się Zentara. W Bartoszycach pani Erna dowiedziała się co to głód, ciężka praca i do czego człowiek jest zdolny, by przeżyć. - Oprócz cywilów było z nami około stu niemieckich żołnierzy. Gdy jeden z nich umierał, reszta go zjadała. Nie było co jeść, a trzeba było mieć siły, by pracować – mówi. - Więźniowie nie dostawali jedzenia, a jak już coś nam rzucili, to nie dało się tego przełknąć. Raz dali nam kocioł zupy i krzyczeli: „Żryjcie to, wy niemieckie świnie!”. Do gara specjalnie powrzucali jakieś plewy, żebyśmy nie mogli tego przełknąć. Próbowaliśmy wypijać czysty wywar, ale i tak stawało nam coś w gardle i okropnie drapało – opowiada.

Ja chcę do domu

Jak twierdzi pani Erna rosyjscy żołnierze traktowali ich gorzej niż zwierzęta. Jako dwudziestolatka prosiła o śmierć. - Chciałam, by mnie zabili, żebym już dłużej nie musiała cierpieć. Gdy w koszarach ludzie dostali wszy, żołnierze zabrali nas nad jezioro. Myśleliśmy, że pozwolą się nam wykąpać. Boże, jak bardzo się myliliśmy – mówi. Żołnierze kazali ludziom zdjąć ubrania, które spalili. - Staliśmy nago. Mężczyźni zakrywali dolne części ciała dłońmi, a kobiety nie wiedziały jak się zakryć. Oni natomiast stali przed nami i obraźliwie komentowali wygląd. Wyśmiewali nasze wady. To było obrzydliwe – wspomina.

Niedaleko koszar wykopana była zbiorowa mogiła. Trafiali do niej jednak nie tylko ci, którym poprzez śmierć udało się wymknąć z rąk oprawców. Do mogiły wrzucano też i żyjących, którzy byli już tak wycieńczeni i chorzy, że nie mieli sił pracować. - Taki chory ostatnie chwile swojego życia spędzał wśród zwłok – mówi pani Erna, która w takich warunkach spędziła trzy miesiące. Po tym czasie zaczęli wywozić ludzi do Niemiec. - Nie chciałam wyjeżdżać. Chciałam wrócić do domu, do rodziny. Uprosiłam komendanta o papiery i sama wyruszyłam w podróż do Leleszek – opowiada.

„Erna, Erna wróciła!”

Trzy dni Erna Zentara starała się dotrzeć do swojego domu. Po drodze czekało na młodą wówczas dziewczynę wiele niebezpieczeństw. Często natykała się na sowieckich żołnierzy. - Wołali mnie, chcieli zgwałcić, ale ja się nie dałam. Dziwili się, bo tak szybko przed nimi uciekałam, że wyglądało to jakbym frunęła. Byłam zwinna, mimo ogromnego zmęczenia – śmieje się Zentara. Po drodze pani Erna spotkała Niemkę, która udzieliła jej pomocy. - Nie chciałam zwlekać, ale nie pozwoliła mi iść dalej. Musiałam coś zjeść i odpocząć. Dopiero następnego dnia mogłam ruszyć dalej – wspomina.

Przez cały ten czas pani Erna myślała tylko o powrocie do domu. - Gdy wkroczyłam do wioski ludzie zaczęli krzyczeć: „Erna, Erna wróciła!”. Moja mama siedziała wtedy na schodach przed domem. Nie mogła uwierzyć, że mnie zobaczyła. Była pewna, że nie żyję i że już nigdy mnie nie zobaczy. Co to była za radość. Jak my płakałyśmy ze szczęścia – mówi z uśmiechem na ustach. Młoda dziewczyna przywitała się z rodziną i zaraz później pobiegła nad swoje ukochane jezioro. - Siedziałam tam aż do momentu powrotu taty z pracy. Nareszcie byłam w moich Leleszkach, w moich ukochanych Leleszkach – dodaje rozczulona.

Moje niebo na ziemi

I w Leleszkach została, mimo że większość jej sąsiadów opuściła rodzinne strony i wyjechała do Niemiec. Erna Zentara wyszła tu za mąż i urodziła piątkę dzieci. Obecnie ma siedmioro wnucząt i piątkę prawnucząt. Znaczna większość rodziny pani Erny odziedziczyła po niej umiłowanie do Leleszek, bo mieszka w tej samej wsi lub co najwyżej w niedalekiej okolicy. Wszyscy często odwiedzają panią Ernę, która teraz korzysta z życia, które cudem zachowała. Kobieta mimo sędziwego wieku jeździ na rowerze, zajmuje się ogródkiem i kwiatami wokół domu, uczestniczy w koncertach, które odbywają się w pasymskim kościele ewangelicko-augsburskim. Jest najstarszą i wciąż aktywną członkinią stowarzyszenia „Heimat”. - Jeśli się położę, to umrę, więc chodzę – śmieje się. Erna Zentara to radosna i wciąż aktywna kobieta. I nawet jeśli w jej ustach opisy najbardziej tragicznych wydarzeń brzmią jak anegdoty, to docenia ona wszystkie swoje wcześniejsze doświadczenia. - Teraz to jest całkiem inny świat. Za tamtym wcale nie tęsknię. Było, minęło. Jestem w miejscu, które kocham i z ludźmi, którzy otaczają mnie miłością. Czego więcej mogłabym chcieć?

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Do "Poirytowanej" Szanowna Pani - do osoby chorej na raka aby zrobić zastrzyk powinna przyjechać pielęgniarka z hospicjum a nie ZRM. Pogotowie powinno wyjeżdzać tylko do stanów nagłych a nie przewlekłych czy termalnych.
    Autor: Obserwator
    2018-06-24 11:21:58
  • Dbają o mazurskie cmentarze w naszym powiecie (zdjęcia)
    Tak trzymać. Należy szanować przeszłość regionu. Bez korzeni każda roślina uschnie. Człowiek też nie jest wyjątkiem.
    Autor: Bienschen
    2018-06-23 18:14:09
  • Brutalny napad na kobietę w centrum Szczytna
    Oby zdechł w kiciu
    Autor: 12345
    2018-06-23 12:13:38
  • Wygrał ponad milion złotych w Multi Multi
    A gdzie kupił kupon. Która to kolektura ?
    Autor: Borys
    2018-06-22 17:47:56
  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Ze słucham 4 karetki przez 24 godziny na dobę?no ciekawe. Gdy dzwoniłam w maju po 22 po karetkę odmówili przyjazdu ponieważ jedyna karetka która dysponowali wyjechała w teren . więc gdzie były pozostałe 3 ? W ogóle jakim prawem karetki odmawiają pomocy potrzebującym? np. ludziom chorym na raka . To wola o pomstę do nieba . Jak taka osoba może zrobić sobie zastrzyk z morfiny. Ja się pytam jak ? Przecież w domu nie mogą mieć takich zastrzykow a zlecenie na zrobienie iniekcji jest. Wówczas pamiętnego wieczoru osobiście odebrałam dr. Falkowskiego ze szpitala z opieki nocnej i zawiozlam do potrzebującej osoby. Doktor Falkowski wspaniały człowiek nie odmówił pomocy . Przyjął pacjenta do końca zlecił co trzeba i wychodząc ze mną przeprosil pacjentów na korytarzu . Do samej pacjentki podszedł z dużym szacunkiem . Podał zastrzyk, przepisał dodatkowe leki i wychodząc życzył szybkiego ustania bólu oraz powiedział że jest do dyspozycji tego wieczora i nocy. Odwiezlismy Doktora do szpitala . Pacjentka po minięciu bólu zasnęła spokojnie i przespała całą noc . Takich lekarzy trzeba w Szczytnie . Którzy szanują pacjenta i spieszą z pomocą. bo co nie którzy to zapomnieli przysięgę lekarską która składali.
    Autor: Poirytowana
    2018-06-22 16:40:31
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Pierwsze co trzeba zrobić , to dać warunki do zakładania firm prywatnych i tych małych. Co z tego , że są markety , gdzie ludzie zarabiają 1500-2000 zł. Ile już małych sklepików i firemek otworzono w tym grajdole. Po 3-5 miesiącach się zamykają. W puszczone zostały markety, i mamy biedę .Co z tego ,że jest praca, za którą ludzie klepią biedę. Mamy zalany rynek dodatkowo Chińczykiem. Do tego Szczytno to miasto "zagłębie" ciucholandów. Szkolnictwo leży, bo dyrektorzy boją się wychylać, bo burmistrz ich "odstrzeli " z ciepłej posady. Do tego nagradzanie uczniów , jest w zależności , właśnie, od czego? Kogo znam. Ale może praktycznie. Mamy miasto i okolica, liczy może 30 tyś osób. Duża ilość to starzy ludzie z niskimi emeryturami, lub byli zomowcy i żołnierze z PRL. Do tego dzieci i kobiety, nie pracujące. Większość pracuje za najniższą krajową u ludzi co mają swoje firmy. Z założenia jest tak, że płacą jak najniżej, bo potrzebuje na nowe BMW lub Mercedesa. Taka wiejska mentalność dorobkiewicza. Do tego lekarze co przyjmują prywatnie i za pieniądze podatnika, mają prywatne zaplecze w szpitalu w Szczytnie. Gdzie , ogólnie się nie leczy, tylko zabija się pacjenta , podawanymi im lekami. Za które dostają bonus od korporacji medycznych. Taki szpital doświadczalny. Nie mówiąc o największym specjaliście , chyba nie w ginekologi, mieszkającym na konopnickiej. Można powiedzieć, że ogólnie miasto i okolica jest w rękach kilku gangów miejscowych. Od gangu co posiada większość nieruchomości w swoich rękach, od gangu lekarzy, co mają monopol na rynku , sprzedaży "dragów" dla pacjentów. Gangi powiązane politycznie, gangi w zależności od stanowiska urzędniczego, więc żyjący na koszt podatników. Wszyscy żyją bardzo dobrze i nawet nie wiedzą z kont znajdują się u nich na koncie pieniądze co miesiąc. Ogólnie od punktu siedzenia, jest punkt widzenia. Patrząc z perspektywy na miasto, to leży i kwiczy. Niech każdy zada sobie pytanie i sobie wyobrazi, że nie mieszka w Szczytnie. A pytanie jest takie, dlaczego chciałbym przyjechać do Szczytna lub w nim zamieszkać? Bo dla osoby ,która ma ustawione życie na dobrym poziomie w Szczytnie, to prawdo podobnie będzie super. Jak to mówią człowiek bogaty i z układami, nie zrozumie ludzie potrzebujących. Ponieważ , jego dochody wysokie ,są wynikiem zaniżania dochodów biednym.
    Autor: Andi
    2018-06-22 15:13:18
  • Wiara w ludzi ratuje życie
    Ja również życzę dużo siły i wiary w ludzi chociaż z własnego doświadczenia zauważyłam że w naszym Szczytnie pomaga się tylko intetesownie. Przykre to ale prawdziwe. Media i władze prawie wogole nie są zainteresowane tym czego potrzebują mieszkańcy ehhh. Życzę dla żony powrotu do zdrowia i jestem z wami całym sercem.
    Autor: Gosia
    2018-06-22 09:28:27
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Aż mi się buźka uśmiechnęła???? Trzymam mocno kciuki????
    Autor: Anna
    2018-06-21 23:39:08
  • Gdy bliski nie chce już żyć... możemy temu zapobiec (rozmowa "Tygodnika")
    w rozmowie z bliską mi osobą dowiedziałem się że ma myśli samobójcze kilka miesięcy później już nie żyła nie wiedziałem co z tym zrobić
    Autor: x80
    2018-06-21 21:02:09
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Wydaje mi się, że pora na kogoś "świeżego". Nasza scena polityczna od wielu lat jest zdominowana przez te same osoby. Wielkie obietnice i przedstawianie świetlanych perspektyw, a potem "kicha". Chciałem ale nie wyszło , bo to albo tamto. Pomysł z Innopolice jest podobny do pomysłów asystenta Pani Wójt ze Świętajna- przypomnę: fabryka większa od wielbarskiej Ikei, lotnisko itp. Zostałem wybrany a potem aby do końca kadencji dotrwać. Zbliża się koniec kadencji samorządów- zobaczycie jaka epidemia opanuje ratusz. Większość naszych decydentów wyląduje na zwolnieniach lekarskich. Według mnie radni nie powinni otrzymywać żadnych pieniążków, ewentualnie jakiś ryczałt za czas faktycznie spędzony na posiedzeniach. Diety zryczałtowane to przekupywanie radnych, w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Autor: dr
    2018-06-21 20:00:39