Czwartek, 21 Marzec, Imieniny: Joachima, Kiry, Maurycego -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Urzekająca historia silnej kobiety


Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam...



Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam ile dramatycznych chwil przeżyła. Niesamowity scenariusz napisało jej życie.

Proszę, zabij mnie

Najlepsze lata młodości pani Erny zostały odebrane przez wojnę. Kobieta wspomina je jako ciężkie czasy, ale nawet gdy mówi o najbardziej tragicznych chwilach, z jej twarzy nie znika uśmiech. - Teraz potrafię się z tego śmiać, ale wówczas zdarzało się, że błagałam o śmierć – mówi.

Pani Erna urodziła się i wychowywała w Leleszkach. - Uwielbiałam nasze jezioro, mogłam spędzać nad nim całe dni. Jednak życie nie pozwoliło mi długo się nim cieszyć – wspomina. Pani Erna miała około dwudziestu lat, gdy do wioski wkroczyli rosyjscy żołnierze i zabrali ją na trzy miesiące do koszar aż za Bartoszyce. - Całą tę trasę oni jechali na koniach, a ludziom z łapanki kazali iść pieszo. Nikt z nas nie miał siły, ale nie mieliśmy wyjścia. Jacy my byliśmy zmęczeni... A to był dopiero początek tortur – dodaje kobieta.

Głód i okrucieństwo

- W tych koszarach widziałam rzeczy, których nie da się zapomnieć. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak jeden człowiek może traktować drugiego w tak bestialski sposób – zastanawia się Zentara. W Bartoszycach pani Erna dowiedziała się co to głód, ciężka praca i do czego człowiek jest zdolny, by przeżyć. - Oprócz cywilów było z nami około stu niemieckich żołnierzy. Gdy jeden z nich umierał, reszta go zjadała. Nie było co jeść, a trzeba było mieć siły, by pracować – mówi. - Więźniowie nie dostawali jedzenia, a jak już coś nam rzucili, to nie dało się tego przełknąć. Raz dali nam kocioł zupy i krzyczeli: „Żryjcie to, wy niemieckie świnie!”. Do gara specjalnie powrzucali jakieś plewy, żebyśmy nie mogli tego przełknąć. Próbowaliśmy wypijać czysty wywar, ale i tak stawało nam coś w gardle i okropnie drapało – opowiada.

Ja chcę do domu

Jak twierdzi pani Erna rosyjscy żołnierze traktowali ich gorzej niż zwierzęta. Jako dwudziestolatka prosiła o śmierć. - Chciałam, by mnie zabili, żebym już dłużej nie musiała cierpieć. Gdy w koszarach ludzie dostali wszy, żołnierze zabrali nas nad jezioro. Myśleliśmy, że pozwolą się nam wykąpać. Boże, jak bardzo się myliliśmy – mówi. Żołnierze kazali ludziom zdjąć ubrania, które spalili. - Staliśmy nago. Mężczyźni zakrywali dolne części ciała dłońmi, a kobiety nie wiedziały jak się zakryć. Oni natomiast stali przed nami i obraźliwie komentowali wygląd. Wyśmiewali nasze wady. To było obrzydliwe – wspomina.

Niedaleko koszar wykopana była zbiorowa mogiła. Trafiali do niej jednak nie tylko ci, którym poprzez śmierć udało się wymknąć z rąk oprawców. Do mogiły wrzucano też i żyjących, którzy byli już tak wycieńczeni i chorzy, że nie mieli sił pracować. - Taki chory ostatnie chwile swojego życia spędzał wśród zwłok – mówi pani Erna, która w takich warunkach spędziła trzy miesiące. Po tym czasie zaczęli wywozić ludzi do Niemiec. - Nie chciałam wyjeżdżać. Chciałam wrócić do domu, do rodziny. Uprosiłam komendanta o papiery i sama wyruszyłam w podróż do Leleszek – opowiada.


„Erna, Erna wróciła!”

Trzy dni Erna Zentara starała się dotrzeć do swojego domu. Po drodze czekało na młodą wówczas dziewczynę wiele niebezpieczeństw. Często natykała się na sowieckich żołnierzy. - Wołali mnie, chcieli zgwałcić, ale ja się nie dałam. Dziwili się, bo tak szybko przed nimi uciekałam, że wyglądało to jakbym frunęła. Byłam zwinna, mimo ogromnego zmęczenia – śmieje się Zentara. Po drodze pani Erna spotkała Niemkę, która udzieliła jej pomocy. - Nie chciałam zwlekać, ale nie pozwoliła mi iść dalej. Musiałam coś zjeść i odpocząć. Dopiero następnego dnia mogłam ruszyć dalej – wspomina.

Przez cały ten czas pani Erna myślała tylko o powrocie do domu. - Gdy wkroczyłam do wioski ludzie zaczęli krzyczeć: „Erna, Erna wróciła!”. Moja mama siedziała wtedy na schodach przed domem. Nie mogła uwierzyć, że mnie zobaczyła. Była pewna, że nie żyję i że już nigdy mnie nie zobaczy. Co to była za radość. Jak my płakałyśmy ze szczęścia – mówi z uśmiechem na ustach. Młoda dziewczyna przywitała się z rodziną i zaraz później pobiegła nad swoje ukochane jezioro. - Siedziałam tam aż do momentu powrotu taty z pracy. Nareszcie byłam w moich Leleszkach, w moich ukochanych Leleszkach – dodaje rozczulona.

Moje niebo na ziemi

I w Leleszkach została, mimo że większość jej sąsiadów opuściła rodzinne strony i wyjechała do Niemiec. Erna Zentara wyszła tu za mąż i urodziła piątkę dzieci. Obecnie ma siedmioro wnucząt i piątkę prawnucząt. Znaczna większość rodziny pani Erny odziedziczyła po niej umiłowanie do Leleszek, bo mieszka w tej samej wsi lub co najwyżej w niedalekiej okolicy. Wszyscy często odwiedzają panią Ernę, która teraz korzysta z życia, które cudem zachowała. Kobieta mimo sędziwego wieku jeździ na rowerze, zajmuje się ogródkiem i kwiatami wokół domu, uczestniczy w koncertach, które odbywają się w pasymskim kościele ewangelicko-augsburskim. Jest najstarszą i wciąż aktywną członkinią stowarzyszenia „Heimat”. - Jeśli się położę, to umrę, więc chodzę – śmieje się. Erna Zentara to radosna i wciąż aktywna kobieta. I nawet jeśli w jej ustach opisy najbardziej tragicznych wydarzeń brzmią jak anegdoty, to docenia ona wszystkie swoje wcześniejsze doświadczenia. - Teraz to jest całkiem inny świat. Za tamtym wcale nie tęsknię. Było, minęło. Jestem w miejscu, które kocham i z ludźmi, którzy otaczają mnie miłością. Czego więcej mogłabym chcieć?

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Kadeci „Wiktorii” ukarani za... brak pieniędzy
    I tutaj najlepiej widać jak zarządzane jest miasta. Drużyna która od jakiegoś czasu robi duże postępy dostaje 9 tysięcy złotych? Przecież to jest jakiś żart. Część lokalnych polityków ma większe pensje miesięczne. W Szczytnie nigdy nie będzie sukcesów, bo poza kilkoma pasjonatami to miasto zdycha powolną śmiercią. Lansować się przed kamerami, cykać foty na zawodach sportowych, ale nic nie zrobić gdy rzeczywiście potrzeba interwencji. Wstyd.
    Autor: Szczytniak
    2019-03-21 14:20:47
  • Ogień nie zna się na zegarku
    Przykre jest to, że kierownictwo jednostki które nie stanęło na wysokości zadania i straż nie wyjechała do pożaru , pisze pod pseudonimem Mieszkanka wyjaśnienia, co oznacza skrót OSP. Słabo, doprawdy słabo zasłaniać się kobietą.
    Autor: Feministka
    2019-03-21 10:21:56
  • Ospa zabiła 6-letnią Maję
    A jak dziecko umiera lub zostaje kaleka po szczepionce to dlaczego tak o tym nie trabicie?! A moze w tym wypadku zawinili lekarze?moze to byla koincydencja?
    Autor: Koleżanka
    2019-03-21 09:42:19
  • Hilton w Wałpuszu, a w Lipowej Górze hotel z basenem?
    Hotel to będzie ale na bilbordach
    Autor: Zozola
    2019-03-20 19:35:57
  • Marszałek wierzy w cierpliwość inwestorów
    Kolejna baśń z serii baśni 1001 nocy. Już wybudowano obwodnicę Szczytna, już rozbudowano drogę DK53 do przekroju 2+1. Teraz województwo wybuduje strefę inwestycyjną. Śmiech na sali.
    Autor: Mazur
    2019-03-20 10:38:23
  • Łachmański rozstał się z Trusewicz
    Dziekuję Pani Trusewicz, za profesjonalizm, przynazją obsługę i dobrą robotę dla Pasymia i całej gminy.
    Autor: Łukasz Z Tylkowa
    2019-03-19 21:08:43
  • Dzielnicowy Osowiecki odnalazł zaginionego 14-latka
    A ciebie Tusk za komentarz roku :) Za zasługi dla Ciemno Grodu :) Panie Milicjo
    Autor: Obserwator
    2019-03-19 17:49:11
  • Pijana 31-latka z gminy Wielbark w rękach policji
    A mówi się, że w Wielbarku sami złodzieje. Jak widać złodziejki nieźle sobie radzą. ????
    Autor: Bąbelek
    2019-03-19 17:20:54
  • Przewodniczący Tomasz Łachacz z gwiazdkami i szpilami
    Populizm, I stronniczosc. Ostatnie 8 lat z Górską chodził krok w krok w koalicji a tuż przed wyborami przysłowiową ,, nogę jej podstawił\".... Innopolis na ulotkach wyborczych chwalił i wielbił a teraz przeciw projektowi. Zmarnowane pieniądze z budzetu miasta w kwocie ok 300.000 zł jak i setki roboczogodzin pracowników urzędu zaangażowanych w projekt Innopolis. Gdzie tu rozsądek i ....?
    Autor: Lucjan
    2019-03-18 23:30:11
  • Ospa zabiła 6-letnią Maję
    No to teraz widać jak kompromituje się służba zdrowia. Żeby pozwolić dziecku umrzeć na tak łatwo wyleczalną chorobę, to trzeba być totalnym ignorantem a nie lekarzem. PRAWDZIWY LEKARZ nie dopuściłby do takiej tragedii z powodu takiej błahostki. Po 2: jeżeli dziecko było szczepione na ospę to już tym bardziej przegięcie!!! Założenie i reklamy koncernów farmaceutycznych ich jakże \"cudownych\" szczepionek poległo na polu chwały. W ch***j z taką szczepionką, skoro dziecko nie żyje. Miało przejść lżej chorobę a NIE ŻYJE. Więc niech sobie koncerny wypiją zawartość tego gówna co produkują. Bardzo współczuję rodzicom, że przez chory system muszą tak cierpieć.
    Autor: Konowały i big pharma do piachu!!!!!
    2019-03-18 23:13:04