Wtorek, 11 Grudzień, Imieniny: Biny, Damazego, Waldemara -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Urzekająca historia silnej kobiety


Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam...



Na piątkowe popołudnie byłam umówiona z 90-letnią Erną Zentarą, mieszkanką Leleszek. Jadąc na spotkanie nie spodziewałam się, że przywita mnie tętniąca energią kobieta. Nie było to jednak największe zaskoczenie. Zadziwiła mnie jej pogoda ducha, szczególnie po tym, gdy usłyszałam ile dramatycznych chwil przeżyła. Niesamowity scenariusz napisało jej życie.

Proszę, zabij mnie

Najlepsze lata młodości pani Erny zostały odebrane przez wojnę. Kobieta wspomina je jako ciężkie czasy, ale nawet gdy mówi o najbardziej tragicznych chwilach, z jej twarzy nie znika uśmiech. - Teraz potrafię się z tego śmiać, ale wówczas zdarzało się, że błagałam o śmierć – mówi.

Pani Erna urodziła się i wychowywała w Leleszkach. - Uwielbiałam nasze jezioro, mogłam spędzać nad nim całe dni. Jednak życie nie pozwoliło mi długo się nim cieszyć – wspomina. Pani Erna miała około dwudziestu lat, gdy do wioski wkroczyli rosyjscy żołnierze i zabrali ją na trzy miesiące do koszar aż za Bartoszyce. - Całą tę trasę oni jechali na koniach, a ludziom z łapanki kazali iść pieszo. Nikt z nas nie miał siły, ale nie mieliśmy wyjścia. Jacy my byliśmy zmęczeni... A to był dopiero początek tortur – dodaje kobieta.

Głód i okrucieństwo

- W tych koszarach widziałam rzeczy, których nie da się zapomnieć. Do tej pory nie mogę zrozumieć, jak jeden człowiek może traktować drugiego w tak bestialski sposób – zastanawia się Zentara. W Bartoszycach pani Erna dowiedziała się co to głód, ciężka praca i do czego człowiek jest zdolny, by przeżyć. - Oprócz cywilów było z nami około stu niemieckich żołnierzy. Gdy jeden z nich umierał, reszta go zjadała. Nie było co jeść, a trzeba było mieć siły, by pracować – mówi. - Więźniowie nie dostawali jedzenia, a jak już coś nam rzucili, to nie dało się tego przełknąć. Raz dali nam kocioł zupy i krzyczeli: „Żryjcie to, wy niemieckie świnie!”. Do gara specjalnie powrzucali jakieś plewy, żebyśmy nie mogli tego przełknąć. Próbowaliśmy wypijać czysty wywar, ale i tak stawało nam coś w gardle i okropnie drapało – opowiada.

Ja chcę do domu

Jak twierdzi pani Erna rosyjscy żołnierze traktowali ich gorzej niż zwierzęta. Jako dwudziestolatka prosiła o śmierć. - Chciałam, by mnie zabili, żebym już dłużej nie musiała cierpieć. Gdy w koszarach ludzie dostali wszy, żołnierze zabrali nas nad jezioro. Myśleliśmy, że pozwolą się nam wykąpać. Boże, jak bardzo się myliliśmy – mówi. Żołnierze kazali ludziom zdjąć ubrania, które spalili. - Staliśmy nago. Mężczyźni zakrywali dolne części ciała dłońmi, a kobiety nie wiedziały jak się zakryć. Oni natomiast stali przed nami i obraźliwie komentowali wygląd. Wyśmiewali nasze wady. To było obrzydliwe – wspomina.

Niedaleko koszar wykopana była zbiorowa mogiła. Trafiali do niej jednak nie tylko ci, którym poprzez śmierć udało się wymknąć z rąk oprawców. Do mogiły wrzucano też i żyjących, którzy byli już tak wycieńczeni i chorzy, że nie mieli sił pracować. - Taki chory ostatnie chwile swojego życia spędzał wśród zwłok – mówi pani Erna, która w takich warunkach spędziła trzy miesiące. Po tym czasie zaczęli wywozić ludzi do Niemiec. - Nie chciałam wyjeżdżać. Chciałam wrócić do domu, do rodziny. Uprosiłam komendanta o papiery i sama wyruszyłam w podróż do Leleszek – opowiada.


„Erna, Erna wróciła!”

Trzy dni Erna Zentara starała się dotrzeć do swojego domu. Po drodze czekało na młodą wówczas dziewczynę wiele niebezpieczeństw. Często natykała się na sowieckich żołnierzy. - Wołali mnie, chcieli zgwałcić, ale ja się nie dałam. Dziwili się, bo tak szybko przed nimi uciekałam, że wyglądało to jakbym frunęła. Byłam zwinna, mimo ogromnego zmęczenia – śmieje się Zentara. Po drodze pani Erna spotkała Niemkę, która udzieliła jej pomocy. - Nie chciałam zwlekać, ale nie pozwoliła mi iść dalej. Musiałam coś zjeść i odpocząć. Dopiero następnego dnia mogłam ruszyć dalej – wspomina.

Przez cały ten czas pani Erna myślała tylko o powrocie do domu. - Gdy wkroczyłam do wioski ludzie zaczęli krzyczeć: „Erna, Erna wróciła!”. Moja mama siedziała wtedy na schodach przed domem. Nie mogła uwierzyć, że mnie zobaczyła. Była pewna, że nie żyję i że już nigdy mnie nie zobaczy. Co to była za radość. Jak my płakałyśmy ze szczęścia – mówi z uśmiechem na ustach. Młoda dziewczyna przywitała się z rodziną i zaraz później pobiegła nad swoje ukochane jezioro. - Siedziałam tam aż do momentu powrotu taty z pracy. Nareszcie byłam w moich Leleszkach, w moich ukochanych Leleszkach – dodaje rozczulona.

Moje niebo na ziemi

I w Leleszkach została, mimo że większość jej sąsiadów opuściła rodzinne strony i wyjechała do Niemiec. Erna Zentara wyszła tu za mąż i urodziła piątkę dzieci. Obecnie ma siedmioro wnucząt i piątkę prawnucząt. Znaczna większość rodziny pani Erny odziedziczyła po niej umiłowanie do Leleszek, bo mieszka w tej samej wsi lub co najwyżej w niedalekiej okolicy. Wszyscy często odwiedzają panią Ernę, która teraz korzysta z życia, które cudem zachowała. Kobieta mimo sędziwego wieku jeździ na rowerze, zajmuje się ogródkiem i kwiatami wokół domu, uczestniczy w koncertach, które odbywają się w pasymskim kościele ewangelicko-augsburskim. Jest najstarszą i wciąż aktywną członkinią stowarzyszenia „Heimat”. - Jeśli się położę, to umrę, więc chodzę – śmieje się. Erna Zentara to radosna i wciąż aktywna kobieta. I nawet jeśli w jej ustach opisy najbardziej tragicznych wydarzeń brzmią jak anegdoty, to docenia ona wszystkie swoje wcześniejsze doświadczenia. - Teraz to jest całkiem inny świat. Za tamtym wcale nie tęsknię. Było, minęło. Jestem w miejscu, które kocham i z ludźmi, którzy otaczają mnie miłością. Czego więcej mogłabym chcieć?

Patrycja Woźniak

fot. Patrycja Woźniak



Komentarze do artykułu

Napisz

Powiązane wydarzenia


Komentarze

  • Kot postawił strażaków na nogi
    To nie kot ,tylko ktoś postawił strażaków na nogi.Jaja sobie robią.
    Autor: Wiewiorka
    2018-12-10 20:06:27
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    I proszę na głos i ze zrozumieniem przeczytać definicje tego słowa.
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:15:09
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Hola hola tu nikt nikogo nie poniża proszę się nie rozpędzać. Nie padają wyzwiska wulgaryzmy itp. Jest tylko własne zdanie i nic innego:)
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-10 19:09:42
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Do Ccc. Jeżeli wypisuje się jakieś komentarze, to warto dokładnie sprawdzić a nie wypisywać głupoty. 6 tysięcy to ma cała gmina a nie Świętajno. Świętajno ma około 2 tysięcy mieszkańców.
    Autor: Ela
    2018-12-10 10:12:34
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    Widzę że temat budzi emocje więc może kilka faktów. InnoPolice kojarzone z WSpol niestety to tylko mit. WSPol pomagał tylko do etapu koncepcji więc bezpieczeństwem będą tam zajmowali się samorządowcy lub emeryci. Zainteresowanie tym produktem było szacowane tylko na podstawie danych statystycznych GUS! Może obecny Burmistrz będzie miał odwagę aby powiedzieć oficjalnie mieszkańcom na co się porywają :) Koszt utrzymania a możliwość generowania ewentualnych zysków? Jaki trzeba będzie wygenerować obrót aby koszt zamknąć na 0? itd. Włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne!!!
    Autor: miejscowy
    2018-12-10 08:49:44
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    Mieszkanko, słowo hejt nie jest popularne, ale ma swoje zdefiniowane określenie. Z DEFINICJI: Co oznacza słowo hejt? To spolszczona wersja słowa hate, czyli nienawidzić. Hejtem określa się działanie w Internecie, które jest przejawem złości, agresji i nienawiści. Wielu internautów czuje się w sieci bezkarnych, dlatego chętnie obrażają innych. Złudne poczucie bezkarności i anonimowości popycha ludzi do cyber -przemocy. Należy również zadać pytanie o powody krytyki innych – często wypływa to z niskich pobudek osób krytykujących. Jest to być może próba dowartościowania samego siebie kosztem kogoś drugiego, bezmyślność, czerpanie „chorej” satysfakcji z poniżania innego człowieka, nadmiar czasu i brak pomysłu na jego spędzenie. Spod płaszcza anonima wylewa się fala nienawiści, złości, głupoty czy psychopatycznego poczucia wartości. Mieszkanko powoływanie się na \"pół wsi\" to nie jest własna opinia... Również życzę miłego wieczoru i spokojnej nocy.
    Autor: Ccc
    2018-12-09 23:32:57
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    O Boże..no tak tak tak samo jak kultura była we Wielbarku stoisko przepiękne ale reszta... Hehehe przepraszam tak.... KULTURA
    Autor: Mieszkanka
    2018-12-08 23:33:23
  • InnoPolice już po przetargu, droższe o 14 milionów
    … kino, teatr i filharmonię na okrasę, żeby było co burzyć za kilka lat. Bo jak ktoś nie pamięta, to kino padło z braku widzów. A ci, którzy najwięcej darli mordy, że nie ma kina, chodzili do tego, które było, raz na pięć lat albo i to nie. Już widzę, jak tatuś z mamusią i 2-3 dzieci codziennie zapitala na basen, żeby to-to zarabiało na siebie przynajmniej. Może jakiś nieliczne sztuki z odległości maks 20 km też czasem zahaczą, Bo z takich wsi jak Warszawa, Szczecin czy Katowice to na ten basen pies z kulawą nogą nie zajrzy. Baseny z maleńkimi aquaparkami są prawie wszędzie. InnoPolice - nie ma nigdzie, więc panie \"mieszkaniec\" włącz pan wyobraźnię, jeśli to nie za trudne.
    Autor: zbudować basen...
    2018-12-08 20:18:57
  • Hilton w Wałpuszu, a w Lipowej Górze hotel z basenem?
    jak tam powstanie ekskluzywny hotel to ja bende ksiendzem
    Autor: antoni buszylo /zielonka
    2018-12-08 18:17:52
  • Czy dyrektor GOK Małgorzata Walas straci pracę?
    No tak, po co władzom ludzie kreatywni, kompetentni, z doświadczeniem i własnym zdaniem na wiele tematów. Nimi przecież nie da się manipulować. Najlepiej pozbyć się ich jak najszybciej, żeby jeszcze przypadkiem czegoś nie wymyślili... To już trzecia dyrektorka GOK w powiecie szczycieńskim do przysłowiowego odstrzału. Wcześniej była dyrektorka z Rozóg, a jeszcze wcześniej z Pasymia. Najlepiej odgórnie \"zaożcie ten ugór kultury\" w całym powiecie. Po co komu „kulturalna dyrektorka” z całym swoim „kulturalnym dorobkiem”!!! Niebezpieczna jest!!! Trudno z nią walczyć, więc najlepiej się jej pozbyć i zatrudnić osobę nie związaną z kulturą ale wypróbowaną, uległą!!! Przecież na kulturze każdy się zna.
    Autor: TTT
    2018-12-08 09:24:42