Sobota, 19 Styczeń, Imieniny: Erwiny, Henryka, Mariusza -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Ukraińska edukacja polskich medyków


Dominika Łukasiak i Hubert Mikosza to dwoje młodych mieszkańców Szczytna, którzy postanowili zdobyć lekarskie uprawnienia poza granicami kraju. Wybrali Państwowy Uniwersytet Medyczny w Tarnopolu na Ukrainie. Pokonali już półmetek 6-letnich studiów. Przed nimi jeszcze dwa i pół roku nauki, a później... I o tym właśnie, co później, a przede wszystkim dlaczego akurat Ukraina i – oczywiście – medyczny kierunek – rozmawiamy. Warto dodać, że Hubert jest uczelnianym przedstawicielem polskiej społeczności uniwersyteckiej, a oboje - za bardzo dobre wyniki w nauce uzyskali w tym roku nagrody rektora uniwersytetu.



Oboje mieszkacie w Szczytnie?

 

Hubert: Tak. I oboje ukończyliśmy szczycieński ogólniak.

Dominika: Tyle że nie w jednej klasie, bo jestem rok starsza, ale profil edukacji mieliśmy taki sam: biologiczno-chemiczny.

 

 

Wybieraliście profil już pod kątem przyszłych studiów, właśnie medycznych?

 

H. Dokładnie. Już w gimnazjum myślałem o medycynie. I przez cały czas nauki w ogólniaku zmierzałem w tym kierunku. Maturę zdałem nieźle, ale okazało się, że jednak za słabo, bo trafiłem akurat na wyjątkowo wysoki próg punktowy, by dostać się w Polsce na wymarzoną medycynę.

D. W gimnazjum myślałam o liceum lotniczym w Dęblinie. Chciałam zostać pilotem. Ale na przeszkodzie stanęło zdrowie. Jakiś czas spędziłam w szpitalu i tam, gdy poznałam charakter pracy lekarzy, odczułam go na własnej skórze, spodobało mi się. Zmieniłam zainteresowania i postanowiłam zostać lekarzem. Ta zmiana nastąpiła w ostatniej klasie gimnazjum. Dlatego wybrałam ogólniak i ten profil. Później było podobnie jak u Huberta. Po maturze nie dostałam się na medycynę. Postanowiłam powtórnie zdawać maturę i poprawić wynik. To jednak też nie wystarczyło. Podczas korepetycji od kolegi dowiedziałam się o możliwości studiowania na Ukrainie. Poszukaliśmy z rodzicami informacji i ostatecznie tak właśnie zdecydowaliśmy.

H. Ja początkowo też zamierzałem podchodzić do poprawy matury. Ale wtedy dowiedziałem się o planach Dominiki i zdecydowałem pójść w jej ślady.

 

 

Dostęp do medycznego kierunku jest na Ukrainie łatwiejszy?

 

D. Trzeba mieć maturę z określonych przedmiotów: biologii i chemii. Ale podstawę kwalifikacji stanowiła rozmowa z komisją. Można by to nazwać egzaminem. Ta rozmowa obejmowała szereg pytań z zakresu biologii i chemii. Odbywała się w języku angielskim, co miało też charakter sprawdzianu, właśnie z umiejętności językowych.

H. Teraz to się trochę zmieniło. Są już wprowadzone progi punktowe. Jak są one przeliczane – nie wiem. Chyba najwięcej zachodu jest z „papierami”, bo trzeba mieć zgody, zaproszenie do studiowania z uniwersytetu, wizę pobytową. Ale później to już czysta przyjemność. Z pewnością nie jest to bardzo skomplikowane, skoro na naszym uniwersytecie studiują osoby z około 60 różnych krajów, ze wszystkich kontynentów.

 

 

 

Skąd tak duże, światowe zainteresowanie zdobyciem dyplomu lekarza akurat w Tarnopolu?

 

H. Na pewno jest to efekt aktywności naszego rektora, który jeździ po świecie i namawia do studiowania. Może to również wynikać z tych samych problemów, z jakimi spotykamy się w Polsce: kosztów. Fenomenem jest np. to, że przyjeżdżają ludzie z USA, niekiedy całymi rodzinami. Studiuje brat z siostrą itp.

D. W naszej 11-osobowej grupie jest pięcioro Polaków, dwie osoby z Ghany, chłopak z Nigerii, drugi z Egiptu, jeden z USA i dziewczyna z Indii. Ale moim zdaniem, to nie tylko kwestia kosztów, które są ważne, lecz również poziomu edukacji. Uniwersytet w Tarnopolu zajmuje trzecie miejsce w rankingu uczelni na Ukrainie.

H. Ważne jest też to, że uczelnia jest bardzo proeuropejska i... antykorupcyjna. Z każdym studentem indywidualnie zawierana jest na początku umowa dotycząca korupcji. Uniwersytet gwarantuje, że wszelkie sukcesy edukacyjne są efektem wyłącznie posiadanej przez studenta wiedzy. Że nie ma „prezentów” za pozytywny egzamin itp. I jest to bardzo rygorystycznie przestrzegane.

 

Dość ciekawe, a na pewno osobliwe warunki umowy...

 

D. Bo Ukraina „słynie” z korupcji. A naszemu uniwersytetowi i studentom zależy na tym, by lekarskie dyplomy nie budziły żadnych wątpliwości. Żeby nikt nie kwestionował naszej wiedzy i umiejętności, jako lekarzy.

H. Na pewno uniwersytet daje możliwość rozwoju studentom, na początku września brałem udział w międzynarodowym rejsie, organizowany w ramach projektu Uniwersytetu Uppsala w Szwecji. Niewątpliwie można również rozwijać się pisząc prace naukowe i przedstawiać wyniki na kongresach medycznych.

D. Również działalność naszej polskiej społeczności jest ważna dla nas, jako studentów. Staramy się aktywnie brać udział w życiu uniwersytetu, promować naszą kulturę, jak również organizować różne akcje, m.in. charytatywne, dzięki których pomagamy np. domom dziecka, tak jak to było przed świętami tego roku.

 

Trudniej jest na polskich akademiach czy na ukraińskim uniwersytecie?

 

D. Wielu naszych znajomych, którzy początkowo studiowali w Tarnopolu, przeniosło się na polskie uczelnie i nie mają żadnych problemów. Nie słyszałam natomiast o przypadkach odwrotnych. Chyba ma na to wpływ kwestia późniejszej nostryfikacji dyplomów.

 

 

No właśnie. Nostryfikacja. Czy to będzie dla was poważny problem?

 

H. Ponieważ Ukraina pozostaje poza strukturami Unii Europejskiej, dyplomy muszą być nostryfikowane. Każdy kraj ma inne zasady, ale generalnie sprowadza się to do jakiejś formy egzaminu, którego pozytywny wynik daje prawo wykonywania zawodu lekarza.

D. W Polsce takie uprawnienia daje egzamin uczelniany. Jeśli z dyplomem z Tarnopola pojadę np. do Białegostoku i tam zdam egzamin, będzie to traktowane tak, jakbym ukończyła uczelnię białostocką.


 

 

A wasze plany na przyszłość? Gdzie praca? Jaka praca?

 

 

D. Po studiach, w polskich szpitalach zostaje się rezydentem, a to mizerna egzystencja. Chciałabym tu zostać, bo jestem bardzo związana z rodziną, ale nie wiem, czy zostanę. Myślę o Niemczech lub Belgii.

H. Oczywiście, że wolałbym pracować w kraju. Ale czasem dochodzę do wniosku, że kraj tego wcale nie chce. Po ukończeniu studiów, za które przecież płacę, jako student zza granicy, zdam egzaminy, uzyskam dyplom, wrócę do Polski i tu będę musiał ten dyplom potwierdzić, czasem egzaminem trudniejszym niż te, które już zdałem. Warunków pracy też nie będę miał zapewnionych. Dla młodego lekarza praca w Polsce nie jest ani łatwa, ani przyjemna, ani... przyszłościowa. Chociażby ze względu na trudności związane z uzyskaniem specjalizacji. Studiujemy w języku angielskim, a to potężny profit na przyszłość. Myślę o przyszłej pracy we Włoszech, chociaż musiałbym się nauczyć języka albo w jakimś kraju właśnie anglojęzycznym.

 

Czyli dwoje młodych lekarzy (za dwa i pół roku) nie zasili wciąż za małej i za skromnej rzeszy krajowych medyków?

 

H. Chyba nie tylko dwoje. Coraz więcej lekarzy wyjeżdża z Polski. Poza tym wbrew potrzebom, za mało jest studentów medycyny w Polsce czyli za mało miejsc na uczelniach. A zapotrzebowanie wszędzie jest duże. Łatwo absolwentom polskich uczelni znaleźć pracę poza granicami, bo nasze uczelnie są w Europie i na świecie cenione. Inaczej mówiąc – polskie wydziały medyczne edukują wykwalifikowaną kadrę, której jednak później krajowy system nie docenia i nie szanuje. Nic więc dziwnego, że kto może, to wyjeżdża.

 

Wyjeżdża nie tylko do pracy, ale i studiować, jak wy...

 

D. Takich jak my, jest bardzo wielu. W Tarnopolu studiuje nas ponad 260 Polaków, a i tak nie jesteśmy największą grupą narodową.

H. Międzynarodowych studentów w Tarnopolu jest blisko dwa tysiące. W ubiegłym roku zmieniły się relacje w ten sposób, że więcej jest studentów obcokrajowców niż samych Ukraińców. Sprzyjają temu także umowy międzypaństwowe i uczelniane.

 

Nie odstrasza was niepewna sytuacja polityczna? Trwająca wojna?

 

H. Echa tej wojny do Tarnopola nie docierają. Konflikt koncentruje się w Donbasie, a ten jest od nas oddalony o ponad 1200 km.

D. Tej napiętej sytuacji nie odczuwa się w Tarnopolu w ogóle. Sam uniwersytet zapewnia nam opiekę i wręcz chroni przed zewnętrznym światem. Nie znaczy, że nas od niego zupełnie odcina. Jesteśmy na bieżąco informowani o wszystkich wydarzeniach. Kiedy sytuacja nieco się zaostrzyła, polscy studenci otrzymali od rektora specjalne „przepustki”, jeśli chcieli ten czas przeczekać w kraju.

 

Gdybyście dziś wrócili do ostatniej klasy w ogólniaku, wybralibyście studia w...

 

D. W Tarnopolu. Nawet rozmawialiśmy niedawno o tym, co by było, gdyby naprawdę wybuchła wojna. Co robić? Wracać do kraju czy zostać? Ja bym wolała zostać. Nigdzie nie poznalibyśmy tak wielu wspaniałych ludzi z całego świata. I fajnie jest, bo studiujemy z Hubertem razem w jednej grupie, więc i te więzi tutejsze, szczycieńskie się nie zacierają. Nie... Nic nie chciałabym zmieniać.

H. Na pewno starałbym się o tę medycynę. Przed maturą byłoby mi obojętne, gdzie bym ją studiował. Dziś nie zamieniłbym uniwersytetu w Tarnopolu na inny.

D. Wielokrotnie brat i rodzice pytali mnie czy nie chciałabym jednak przenieść się na polską uczelnię, ale nie chcę. Przyzwyczaiłam się do życia na Ukrainie, do tamtejszego klimatu, ludzi... I jak pomyślę, że już właściwie nie tak odległe jest ukończenie studiów i rozstanie z uczelnią, przyjaciółmi... To mnie prawie przeraża.

 

To może zostaniecie tam pracować?

 

H. Z góry miałem zaplanowane, że tam tylko studiuję. Czytaliśmy dużo różnych opinii o uczelni, o warunkach, o ludziach, ale czytać, a doświadczyć to dwie różne rzeczy. W tym jednak przypadku pozytywne opinie nie były wyolbrzymione. Jestem naprawdę bardzo zadowolony z wyboru uczelni i kraju studiów. Co do pracy na Ukrainie... Raczej nie wchodzi to w grę.

D. Warunki pracy lekarza, w tym finansowe, są na Ukrainie chyba nawet gorsze niż w Polsce. Ale szkoda. Gdyby te warunki były lepsze, to bym się poważnie zastanowiła. Traktuję Ukrainę jako swoją drugą ojczyznę – taką z wyboru.

 

Czyli czeka was niebawem jeszcze jedna, trzecia ojczyzna z wyboru...w miejscu pracy

 

H. Oczywiście, że jest coś takiego jak nostalgia za miejscem, gdzie została rodzina. Ale ja się szybko aklimatyzuję tam, gdzie akurat jestem i nie ma większego znaczenia czy to Polska, Ukraina czy jakiś inny kraj. Nie ma znaczenia, gdzie będę pracował, gdzie mnie los rzuci. Wszędzie i tak będę sobą.

D. Na uczelni poznaliśmy mnóstwo ludzi z różnych krajów. Ich kulturę, obyczaje. I nie ma znaczenia, że są one odmienne od naszej. I tak jesteśmy tacy sami – wszyscy jesteśmy studentami medycyny. I tacy sami będziemy jako lekarze. Każdy z nas będzie swój zawód gdzieś wykonywał, leczył innych ludzi. I tylko to się liczy.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia

  • Czwartek, 2018-07-12 11:43:29

Europejska edukacja nauczycieli z Sobiecha

  • Czwartek, 2017-08-10 11:17:38

Szczytno na marginesie polskich miast?


Komentarze

  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Panie Burmistrzu niech pan popatrzy trochę na dzieci ,które zmieniły już budynek szkolny z SP3 na Gimnazjum 1 ich plecaki ważą 18,19 kg i tak jest prawie codziennie, jak te dzieci mają chodzić jeszcze na drugą część Szczytna na lekcje a co za tym idzie ile mają niebezpiecznych ulic po drodze .Ja sobie nie wyobrażam że moje dziecko chodzi do tzw.2 lub 4 gdzie mieszkamy za szpitalem.Pomysł jest chory tak samo jak to żeby likwidować klasy w szkołach w których kiedyś uczyło się po 30 -tu uczniów a teraz klasa liczy zaledwie 22,24 uczniów i brak jest miejsc w szkołach. Chory pomysł jak chora była reforma gimnazjalna.Czemu nigdy nie jest tak ,żeby to rodzice mogli decydować o tym co jest lepsze dla ich dzieci .
    Autor: Agata
    2019-01-17 20:11:06
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Biorą, bo mogą. Ciekawe tylko, czy za godziny na sesjach i komisjach np. WSPol obcina pobory Łachaczowi, starostwo Kiersikowskiemu czy Krassowskiemu, szkoła - Kosakowskiej lub Boczarowej, agencja rolnicza - Żuchowskiemu itd.
    Autor: massakra
    2019-01-17 16:05:13
  • Romantyczne oświadczyny w... kinie
    To piękny moment dla zakochanych, ale co mają do tego przypadkowi ludzie ? Widać, jak ogromny wpływ na niektórych mają tandetne seriale. Mimo wszystko życzę im dużo szczęścia.
    Autor: max
    2019-01-17 09:57:48
  • Godlewska zastąpiła skarbnik Cielecką
    Ten który jest apolityczny :) Szkoda tylko że tak po ludzku nic go życie nie nauczyło! Cielecka nie była święta ale powinien dziękować jej za to że potrafiła się zachować i nie wyciągała żadnych ciekawostek o których wie a mimo to zachowała je dla siebie!!
    Autor: maniek
    2019-01-17 09:01:43
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Cwaniaki, aby napchac swoje kieszenie, a przed wyborami jakie mile i uczciwe jest całe to towarzystwo. Wstyd!
    Autor: Robert
    2019-01-17 02:58:41
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    Wszystko dla mieszkańców a jest tak że wszystko dla siebie. Masakra, masakra.
    Autor: R.....
    2019-01-16 18:32:24
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    To może zamiast ryczałtowych diet wrócić do dawnego zwyczaju wypłacania kwot za posiedzenia komisji i rady - ale po fakcie, a nie tak, że człowiek podpisze się na liście i idzie w siną dal w swoich interesach nie biorąc faktycznie udziału w pracach? Z drugiej strony to jednak mam wrażenie, że nikomu na tym nie zależy, aby rozliczać radnych z ich \'dokonań\". Władzom miasta zależy na tym, aby tę \"trzódkę\" trzymać przy korytku w taki sposób, aby nie przeszkadzała. Prochu to nie wymyśli, ale nabałaganić może. Niech więc siedzą w tej radzie, grodzą d...rele z poczuciem misji, że są potrzebni. Ale niech nie wtryniają nosa w sprawy, na których się nie znają i niech to na nich ciąży odium, że biorą kasę za nic.
    Autor: Waga
    2019-01-16 18:04:13
  • Najpierw diety, potem sprawy miasta
    A czegoś można oczekiwać patrząc na naszych \"drogich\" radnych. Towarzystwo wzajemnej adoracji kontynuuje swoje pięć minut przy korytku. Piękne słówka znów omamiły wyborców. Dzieje się to od wielu lat na wszystkich szczeblach samorządu- bez względu na \"obowiązującą\" opcje polityczną. Jacy wyborcy- takie \"elyty\" polityczne.
    Autor: dr
    2019-01-16 13:53:58
  • Szkoła przy Kasprowicza zostanie zlikwidowana?
    Ja rowniez nie wyobrazam sobie likwidacji tzw 1. Gdyby tak sie stalo syn musial by codziennie isc pare dobrych kilometrow do innej szkoly bo napewno sp 3 nie pomiesci wszystkich uczniow z okolicy. A pozatym w tym roku i tak musial zmienic budynek z sp 3 na sp 1 i co po roku znowu zmiana??? Ktos wogole mysli o tych dzieciach?? Pomyslal ktos jak wplywa na nich ciagla zmiana srodowiska?? Cala nasz edukacja
    Autor: Agnieszka
    2019-01-15 18:34:24
  • Gwiazdki „Tygodnika” dla Ryszarda Łopatki
    Gratuluję Ryszardzie ! Pięknie to ująłeś. Pozdrawiam serdecznie. HB
    Autor: Halina Biziuk
    2019-01-15 15:20:22