Wtorek, 25 Wrzesień, Imieniny: Dory, Gerarda, Maryny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Szczycieńskie losy Mazurów - Erwin Syska (cz. 2)


Historię ziemi szczycieńskiej tworzyli ludzie. Czas więc i o nich coś więcej napisać. Dziś kolejna część historii Erwina Syski z Wałów.



Coraz lepszy interes

 

Wraz z początkiem lat czterdziestych ubiegłego stulecia, interes związany z handlem końmi na potrzeby niemieckiej armii coraz bardziej się rozwijał. Ojciec Erwina Syski stawał się więc coraz bardziej zamożnym mieszkańcem Wałów. Nie narzekał na brak pracy, a tej miał naprawdę bardzo dużo. Co tydzień zawoził 5-6 koni do Szczytna lub Nidzicy. \

 

Tam zwierzęta były transportowane pociągiem, w specjalnie przygotowywanych do tego celu wagonach. Podobną działalnością handlową, poza ojcem pana Erwina, w powiecie zajmowało się tym jeszcze kilkanaście innych osób. - Ale nasze konie były najlepsze. Te dostarczane do Szczytna, były od razu kierowane do miejscowych koszar (obecnie WSPol) i chyba za swoisty zaszczyt można uznać to, że najpierw oglądał je komendant – pułkownik Rexilius – opowiada z dumą Erwin Syska.

 

Kolejna wojna

 

- Pamiętam jeden z ciepłych, niedzielnych, czerwcowych poranków. Mój ojciec podczas wcześniejszego piątkowego pobytu w Szczytnie w interesach, zaprosił zaprzyjaźnionego jeszcze z czasów I wojny światowej kapitana, który służył w miejscowych koszarach. Czekaliśmy na niego dość długo z niedzielnym śniadaniem, bo pojawił się w naszym domu dopiero przed południem.

 

Był człowiekiem nienagannych manier, zawsze schludnie ubrany, w dopasowanym do najmniejszych szczegółów mundurze. - Z wielkim szacunkiem powitał moją matkę i usiedliśmy wspólnie do zastawionego wcześniej stołu – wspomina pan Erwin. - Przez chwilę był zamyślony, po czym odwrócił się w stronę mojego ojca i rzekł: Dziś rano zaatakowaliśmy Sowietów. Czekał na reakcję ojca Erwina, który gdzieś w głębokiej zadumie patrzył obojętnie w stronę okna i podwórza. Mój ojciec po chwili spojrzał mu się prosto w oczy i powiedział: Skoro jest tak, jak mówisz, to ta wojna jest już przegrana.

 

Niemiecki policjant w opisywany w artykule okresie.

 

 

 

Nie bał się wyrażać takie opinie, chociaż domyślał się jakie konsekwencje może ponieść nie tylko on sam, ale i cała rodzina. – Ojciec darzył tego oficera szczególnym szacunkiem i zaufaniem oraz przyjaźnią, która trwała nieprzerwanie od prawie trzydziestu lat i dlatego miał zapewne odwagę na takie słowa – opowiada pan Erwin.

 

Nielegalne nasłuchy

 

- Mój ojciec należał do bardzo odważnych ludzi twierdzi Syska i na dowód przytacza jedno zdarzenie. Pewnego lipcowego popołudnia wszedł do obory i się bardzo zdziwił. Otóż jego ojciec zaczął rozciągać na całej długości niespełna dwudziestometrowej obory cienką, stalową linkę. – Dość długo stałem i się temu przypatrywałem. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ojciec to robi oraz w jakim celu podwiesza ją tak wysoko pod stropem obory. Gdy mnie zauważył, nakazał mi natychmiast iść do domu. Później, przy końcu czerwca 1941 roku, zmienił się rytm życia w naszym domu. Wcześniej, jako dzieci, mogliśmy aż do zmroku oddawać się zabawom. Ale później kolacja zaczęła pojawiać się na stole już około 18-19 wieczorem, a po niej musieliśmy iść do łóżek.

 

Prawdopodobnie przy pomocy takiego odbiornika DKE 1938 ojciec Erwina nasłuchiwał nielegalne stacje.

 

 

Wbrew zakazowi matki, potajemnie przez okna obserwowaliśmy naszego ojca, którego zachowanie było bardzo dziwne. Po sprawdzeniu obejścia i budynków gospodarczych, wychodził na biegnącą obok naszego domu drogę i bacznie ją obserwował. - Nie trwało to na ogół dłużej niż 5 minut i po tym czasie wracał na podwórze i szybko wchodził do obory. Dopiero po latach dowiedzieliśmy się, że potajemnie nasłuchiwał audycje radiowe z Londynu i Moskwy, natomiast rozciągnięta w oborze cienka stalowa linka służyła mu jako antena, którą zawsze wcześnie rano zwijał i skrzętnie ukrywał.

 

Odważne działania

 

Były to bardzo odważne działania ze strony ojca Erwina. Po wybuchu wojny w 1939 roku, Niemcy wydali specjalne rozporządzenia, na mocy których wszyscy Polacy na okupowanych terenach musieli oddać odbiorniki radiowe. Legalnie mogli je posiadać tylko obywatele niemieccy lub tzw. volksdeutsche. Rozporządzenie to było przestrzegane, ponieważ za jego nie wykonanie groziła kara więzienia lub śmierci.

 

NSDAP wydała nawet specjalne rozporządzenie, które jasno określało wykaz częstotliwości dozwolonych stacji radiowych. Słuchanie innych, niż tych zatwierdzonych groziło również karą więzienia lub śmierci. Nie wolno było również dokonywać notatek z wysłuchanych audycji, powielać ich treści lub informować, że w ogóle takie są nadawane. Surowo zabronione były jakiekolwiek próby dokonywania napraw oraz modernizacji odbiorników. Ojciec Erwina złamał wszelkie zakazy.


 

Miłosny i niebezpieczny incydent

 

Wraz z wybuchem II wojny światowej niemiecka gospodarka coraz dotkliwiej odczuwała brak rąk do pracy. Setki tysięcy mężczyzn służyło w Wehrmachcie. W fabrykach i na polach trzeba było kimś ich zastąpić. Z początkiem wiosny 1940 roku ponad pół miliona polskich robotników przymusowych zostało skierowanych do pracy, głównie w niemieckim rolnictwie.

 

- W domu znaliśmy język polski, ale używaliśmy go tylko w rozmowie z robotnikami przymusowymi, których w naszym gospodarstwie było dwoje. Przez moich rodziców byli traktowani bardzo dobrze. Młoda kobieta o imieniu Anna, która zajmowała się moim młodszym rodzeństwem oraz pomagała w pracach domowych - pochodziła z nieodległego Cyku, kurpiowskiej miejscowości, znajdującej się tuż przy granicy po stronie polskiej. Chłopak, który miał może nie więcej niż 20 lat i pomagał ojcu Erwina w obejściu, również pochodził z pobliskich Kurpi.

 

Zgodnie z decyzjami i rozporządzeniami władz niemieckich, polskim robotnikom przymusowym nie wolno było opuszczać miejsca pobytu. Korzystanie z komunikacji publicznej odbywało się wyłącznie za specjalnym zezwoleniem. Podobnie jak posiadanie roweru. Każdy robotnik musiał nosić na ubraniu specjalny znak z literą „P”.

 

- Pamiętam pewien incydent, który mi, jako dziecku, na długo został w pamięci. Pracujący u nas robotnik, który nazywał się Bolesław Rydel, zaczął się potajemnie spotykać z pochodzącą z Mazowsza dziewczyną. Miejscem ich schadzek „zaplecze” stodoły wujka Emila, który również mieszkał w Wałach.

 

Po jakimś czasie ktoś z „życzliwych” sąsiadów doniósł o tym niemieckiemu policjantowi, który na stałe rezydował w pobliskim Lipowcu. – To było straszne. Pewnego letniego popołudnia przyjechał na nasze podwórze i zażądał od mojego ojca, aby zwołał wszystkich pracujących w gospodarstwie robotników przymusowych, a tych właściwie było na samym początku tylko dwoje – opowiada pan Erwin. - Duży, bo takie miał nazwisko niemiecki policjant, najpierw zaczął się zwracać do mojego ojca podniesionym głosem, który w dość szybkim czasie zamienił się w krzyk. Na takie zachowanie młodego, bo zaledwie trzydziestokilkuletniego policjanta mój ojciec, weteran I wojny światowej - nie mógł pozwolić.

 

W tym samym tonie wykrzyknął do niego, co myśli na temat jego zachowania i o dziwo, policjant Duży nieco się uspokoił. Jednakże było to złudne, ponieważ swoją złość i frustrację przelał na niewinnego Bolesława. – Podszedł do niego bardzo blisko i zaczął mu wykrzykiwać prosto w twarz, że jest tu od pracy, a nie potajemnego spotykania się z pochodzącym z Polski młodymi dziewczynami, które tak samo jak i on – są nikomu nie potrzebnymi ludźmi i w każdej chwili on, jako policjant może zrobić z nimi co zechce.

 

 

Pobicie

 

Rozmowa (raczej monolog) z wystraszonym Bolesławem Rydlem na podwórzu ojca Erwina Syski nie trwała długo. Niemiecki policjant z Lipowca po chwili krzyków i bluźnierstw mocnym ciosem prosto w twarz powalił młodego robotnika na ziemię. – Zacząłem płakać. Moja matka z rodzeństwem szybko uciekła do domu, ja natomiast zacząłem błagać ojca. by coś z tym zrobił. Nie rozumiałem wtedy jako dziecko, że w tej kwestii nic nie mógł zrobić. Wziął mnie tylko do siebie i mocno przytulił.

 

Policjant Duży ściągnął pas z munduru i zaczął nim okładać wpółprzytomnego chłopaka. Gdy ten zaczął krzyczeć z bólu, agresja oprawcy jeszcze się wzmogła. Oprócz razów wymierzanym wojskowym pasem, zaczął go dodatkowo kopać nie szczędząc przy tym głowy młodego Bolesława. – Gdy nieco się zmęczył, przysiadł na nieodległym pieńku do rąbania drewna i obserwował wijącą się z bólu swoją ofiarę z jakimś okrutnym uśmiechem na twarzy. Dojrzałem w tym uśmiechu radość i zadowolenie z dobrze wykonanej „pracy”. Do tej pory, pomimo upływu tylu lat, gdy wracam wspomnieniami do tego wydarzenia, wciąż nie mogę pogodzić się z bezdusznością tego niemieckiego policjanta.

 

 

 

 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    Panie Onn, jest :)
    Autor: Kaja
    2018-09-25 15:04:00
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    Nie każdy miał by odwagę jechać za bandą pijanych ludzi Chłopak sam udzielił pomocy wszyscy stali patrzyli Brawo !
    Autor: Kierowca
    2018-09-24 18:37:57
  • Gospoda stanie przy Mickiewicza?
    No dla mnie nic w tym złego, że taka gospoda powstanie w Szczytnie przy kościele, czy szkole. Zwłaszcza przy kościele - będą mieli ruch: stypy, śluby, wesela oraz matury. Natomiast widzę tu szybki ruch w związku z inwestycją Gminy Wiejskiej Szczytno w okolicach Jeziora Domowego Dużego. Ot co! Jak oni nam pałą to my im maczugą. Śmiechu warte. Wszystko jest uzależnione od tego, kto obejmie władzę, więc te zamiary, które objawił miejscowy inwestor, mogą spełznąć na niczym. No to sobie zażartuję z okazji jesieni: są wykopki. Każdy ziemniak usiłuje się utrzymać różnymi sposobami w swoim gruncie. Bo wyrastają przy nim potomkowie typu Wilczek, Gontarzewski. Reszta to są poukrywane pod różnymi szyldami stowarzyszeń i komitetów osoby, które jakby się wstydzą tego, co do tej pory robiły. Czyli źle robiły (pracowały)? Inną kategorią jest zadłużona pani Lenard, która pokazała w swoich wypowiedziach, jak mało zna to miasto. Niech pilnuje przedszkola. Bo miasto nim nie jest.
    Autor: Śmieszek
    2018-09-24 18:06:25
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    Ta Kobieta to wstyd, matka dwójki dzieci i po imprezach jeździ pijana. Porażka . Jej mąż powinien taką babę pogonić . Dobrze że nikogo nie zabiła. Bo takich ludzi się nie żałuje ( zamiast w domu to się szlaja )
    Autor: Agata
    2018-09-24 16:40:34
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    Pani Kaju, tak na marginesie nie ma takiego czegoś jak usiłowanie jazdy pod wpływem alkoholu, a dla Pana Michała wielkie brawa!
    Autor: Onn
    2018-09-24 16:26:12
  • Wielkie sprawy miasta i mniejsze... mieszkańców, co o nich wiedzą i mówią kandydaci
    Ciekawe, kto ma nie najciekawsze zdanie nt. p.Wilczka, bo uważam całkiem co innego, jest osobą, która wprowadziła Purdę w 21 wiek, jest zaangażowany w sprawy gminne, pozyskuje dla nas pieniądze, wdrożył szereg ciekawych inicjatyw, Urząd wygląda jak urząd, a nie jak kiedyś jak jakiś barak, obsługa mieszkańców na wysokim poziomie, współpracuje z każdym sołtysem i radnym, jest osobą lubianą aczkolwiek wymagającą, szczerze to wolałbym żeby przegrał, bo szkoda żeby odchodził od nas :( a ten Pan Adamowicz, co sieje negatywną propagandę jest u nas znany jako oszołom i ma wyrok za pobicie, a uważa się za redaktora co walczy z wójtem
    Autor: Purdziak
    2018-09-24 15:40:11
  • Gospoda stanie przy Mickiewicza?
    Ciekawe jest lokowanie obiektów gastronomicznych, hotelowych i "rozrywkowych" przy szkole i kościele. W ogóle to mamy przedwyborczy wysyp pomysłów na inwestycje, których wcześniej nie podejmowano, nie ogłaszano. No po prostu wiosna jesienią! Nikomu źle nie życzę, niech mu się - temu lokalnemu inwestorowi powiedzie - ale przepraszam - dlaczego tak późno? teraz, kiedy uzgodnienia z obecnymi władzami nie są pewne? Może przyjść coś nowego, co będzie miało inną koncepcję zagospodarowania tego terenu. No cóż, najwięcej hasełek i informacji pojawia się u nas przed wyborami, a potem to już zwykła codzienna siermięga.
    Autor: Waga
    2018-09-24 15:33:30
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    LUDZIE DZWOŃCIE NA 999 998 997 A NIE NA 112. 112 KIERUJE WAS DO OLSZTYNA A TAMTE NUMERY DO SZCZYTNA. JEST SZYBCIEJ!
    Autor: 999 998 997
    2018-09-24 15:28:31
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    Co ty kobieto pleciesz ten człowiek sam jechał samochodem A druga sprawa był w pracy A trzecia że i tak by nie zdarzyl. A towarzystwo na pewno by go posłuchał śmiechu warte . Ta panna co prowadziła ten samochód powinna dostać taką karę że by jej się odechciało i samochodu i prawka bezmozgowiec i tyle
    Autor: Dzezabel
    2018-09-24 14:39:13
  • Pijana 27-latka roztrzaskała auto o latarnie (zdjęcia)
    " Dopóki jednak nie odpalili auta niewiele mogłem zrobić." ?????? Czy Pan wie, że jest coś takiego jak usiłowanie?? Trzeba było podejść jeżeli Pan widział, że wszyscy są pijani lub zadzwonić szybko na policje, a nie próbować jeździć za autem kiedy już i tak stanowiło ono zagrożenie. A potem wielki bohater robi sobie zdjęcia przy słupach. Nie zrobił Pan nic żeby uniknąć wypadku więc nie wiem z czego się Pan tak cieszy.
    Autor: Kaja
    2018-09-24 13:12:06