Wtorek, 13 Listopad, Imieniny: Arkadii, Krystyna, Stanisławy -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Szczycieńskie losy Mazurów - Erwin Syska (cz. 2)


Historię ziemi szczycieńskiej tworzyli ludzie. Czas więc i o nich coś więcej napisać. Dziś kolejna część historii Erwina Syski z Wałów.



Coraz lepszy interes

 

Wraz z początkiem lat czterdziestych ubiegłego stulecia, interes związany z handlem końmi na potrzeby niemieckiej armii coraz bardziej się rozwijał. Ojciec Erwina Syski stawał się więc coraz bardziej zamożnym mieszkańcem Wałów. Nie narzekał na brak pracy, a tej miał naprawdę bardzo dużo. Co tydzień zawoził 5-6 koni do Szczytna lub Nidzicy. \

 

Tam zwierzęta były transportowane pociągiem, w specjalnie przygotowywanych do tego celu wagonach. Podobną działalnością handlową, poza ojcem pana Erwina, w powiecie zajmowało się tym jeszcze kilkanaście innych osób. - Ale nasze konie były najlepsze. Te dostarczane do Szczytna, były od razu kierowane do miejscowych koszar (obecnie WSPol) i chyba za swoisty zaszczyt można uznać to, że najpierw oglądał je komendant – pułkownik Rexilius – opowiada z dumą Erwin Syska.

 

Kolejna wojna

 

- Pamiętam jeden z ciepłych, niedzielnych, czerwcowych poranków. Mój ojciec podczas wcześniejszego piątkowego pobytu w Szczytnie w interesach, zaprosił zaprzyjaźnionego jeszcze z czasów I wojny światowej kapitana, który służył w miejscowych koszarach. Czekaliśmy na niego dość długo z niedzielnym śniadaniem, bo pojawił się w naszym domu dopiero przed południem.

 

Był człowiekiem nienagannych manier, zawsze schludnie ubrany, w dopasowanym do najmniejszych szczegółów mundurze. - Z wielkim szacunkiem powitał moją matkę i usiedliśmy wspólnie do zastawionego wcześniej stołu – wspomina pan Erwin. - Przez chwilę był zamyślony, po czym odwrócił się w stronę mojego ojca i rzekł: Dziś rano zaatakowaliśmy Sowietów. Czekał na reakcję ojca Erwina, który gdzieś w głębokiej zadumie patrzył obojętnie w stronę okna i podwórza. Mój ojciec po chwili spojrzał mu się prosto w oczy i powiedział: Skoro jest tak, jak mówisz, to ta wojna jest już przegrana.

 

Niemiecki policjant w opisywany w artykule okresie.

 

 

 

Nie bał się wyrażać takie opinie, chociaż domyślał się jakie konsekwencje może ponieść nie tylko on sam, ale i cała rodzina. – Ojciec darzył tego oficera szczególnym szacunkiem i zaufaniem oraz przyjaźnią, która trwała nieprzerwanie od prawie trzydziestu lat i dlatego miał zapewne odwagę na takie słowa – opowiada pan Erwin.

 

Nielegalne nasłuchy

 

- Mój ojciec należał do bardzo odważnych ludzi twierdzi Syska i na dowód przytacza jedno zdarzenie. Pewnego lipcowego popołudnia wszedł do obory i się bardzo zdziwił. Otóż jego ojciec zaczął rozciągać na całej długości niespełna dwudziestometrowej obory cienką, stalową linkę. – Dość długo stałem i się temu przypatrywałem. Nie mogłem zrozumieć, dlaczego ojciec to robi oraz w jakim celu podwiesza ją tak wysoko pod stropem obory. Gdy mnie zauważył, nakazał mi natychmiast iść do domu. Później, przy końcu czerwca 1941 roku, zmienił się rytm życia w naszym domu. Wcześniej, jako dzieci, mogliśmy aż do zmroku oddawać się zabawom. Ale później kolacja zaczęła pojawiać się na stole już około 18-19 wieczorem, a po niej musieliśmy iść do łóżek.

 

Prawdopodobnie przy pomocy takiego odbiornika DKE 1938 ojciec Erwina nasłuchiwał nielegalne stacje.

 

 

Wbrew zakazowi matki, potajemnie przez okna obserwowaliśmy naszego ojca, którego zachowanie było bardzo dziwne. Po sprawdzeniu obejścia i budynków gospodarczych, wychodził na biegnącą obok naszego domu drogę i bacznie ją obserwował. - Nie trwało to na ogół dłużej niż 5 minut i po tym czasie wracał na podwórze i szybko wchodził do obory. Dopiero po latach dowiedzieliśmy się, że potajemnie nasłuchiwał audycje radiowe z Londynu i Moskwy, natomiast rozciągnięta w oborze cienka stalowa linka służyła mu jako antena, którą zawsze wcześnie rano zwijał i skrzętnie ukrywał.

 

Odważne działania

 

Były to bardzo odważne działania ze strony ojca Erwina. Po wybuchu wojny w 1939 roku, Niemcy wydali specjalne rozporządzenia, na mocy których wszyscy Polacy na okupowanych terenach musieli oddać odbiorniki radiowe. Legalnie mogli je posiadać tylko obywatele niemieccy lub tzw. volksdeutsche. Rozporządzenie to było przestrzegane, ponieważ za jego nie wykonanie groziła kara więzienia lub śmierci.

 

NSDAP wydała nawet specjalne rozporządzenie, które jasno określało wykaz częstotliwości dozwolonych stacji radiowych. Słuchanie innych, niż tych zatwierdzonych groziło również karą więzienia lub śmierci. Nie wolno było również dokonywać notatek z wysłuchanych audycji, powielać ich treści lub informować, że w ogóle takie są nadawane. Surowo zabronione były jakiekolwiek próby dokonywania napraw oraz modernizacji odbiorników. Ojciec Erwina złamał wszelkie zakazy.


 

Miłosny i niebezpieczny incydent

 

Wraz z wybuchem II wojny światowej niemiecka gospodarka coraz dotkliwiej odczuwała brak rąk do pracy. Setki tysięcy mężczyzn służyło w Wehrmachcie. W fabrykach i na polach trzeba było kimś ich zastąpić. Z początkiem wiosny 1940 roku ponad pół miliona polskich robotników przymusowych zostało skierowanych do pracy, głównie w niemieckim rolnictwie.

 

- W domu znaliśmy język polski, ale używaliśmy go tylko w rozmowie z robotnikami przymusowymi, których w naszym gospodarstwie było dwoje. Przez moich rodziców byli traktowani bardzo dobrze. Młoda kobieta o imieniu Anna, która zajmowała się moim młodszym rodzeństwem oraz pomagała w pracach domowych - pochodziła z nieodległego Cyku, kurpiowskiej miejscowości, znajdującej się tuż przy granicy po stronie polskiej. Chłopak, który miał może nie więcej niż 20 lat i pomagał ojcu Erwina w obejściu, również pochodził z pobliskich Kurpi.

 

Zgodnie z decyzjami i rozporządzeniami władz niemieckich, polskim robotnikom przymusowym nie wolno było opuszczać miejsca pobytu. Korzystanie z komunikacji publicznej odbywało się wyłącznie za specjalnym zezwoleniem. Podobnie jak posiadanie roweru. Każdy robotnik musiał nosić na ubraniu specjalny znak z literą „P”.

 

- Pamiętam pewien incydent, który mi, jako dziecku, na długo został w pamięci. Pracujący u nas robotnik, który nazywał się Bolesław Rydel, zaczął się potajemnie spotykać z pochodzącą z Mazowsza dziewczyną. Miejscem ich schadzek „zaplecze” stodoły wujka Emila, który również mieszkał w Wałach.

 

Po jakimś czasie ktoś z „życzliwych” sąsiadów doniósł o tym niemieckiemu policjantowi, który na stałe rezydował w pobliskim Lipowcu. – To było straszne. Pewnego letniego popołudnia przyjechał na nasze podwórze i zażądał od mojego ojca, aby zwołał wszystkich pracujących w gospodarstwie robotników przymusowych, a tych właściwie było na samym początku tylko dwoje – opowiada pan Erwin. - Duży, bo takie miał nazwisko niemiecki policjant, najpierw zaczął się zwracać do mojego ojca podniesionym głosem, który w dość szybkim czasie zamienił się w krzyk. Na takie zachowanie młodego, bo zaledwie trzydziestokilkuletniego policjanta mój ojciec, weteran I wojny światowej - nie mógł pozwolić.

 

W tym samym tonie wykrzyknął do niego, co myśli na temat jego zachowania i o dziwo, policjant Duży nieco się uspokoił. Jednakże było to złudne, ponieważ swoją złość i frustrację przelał na niewinnego Bolesława. – Podszedł do niego bardzo blisko i zaczął mu wykrzykiwać prosto w twarz, że jest tu od pracy, a nie potajemnego spotykania się z pochodzącym z Polski młodymi dziewczynami, które tak samo jak i on – są nikomu nie potrzebnymi ludźmi i w każdej chwili on, jako policjant może zrobić z nimi co zechce.

 

 

Pobicie

 

Rozmowa (raczej monolog) z wystraszonym Bolesławem Rydlem na podwórzu ojca Erwina Syski nie trwała długo. Niemiecki policjant z Lipowca po chwili krzyków i bluźnierstw mocnym ciosem prosto w twarz powalił młodego robotnika na ziemię. – Zacząłem płakać. Moja matka z rodzeństwem szybko uciekła do domu, ja natomiast zacząłem błagać ojca. by coś z tym zrobił. Nie rozumiałem wtedy jako dziecko, że w tej kwestii nic nie mógł zrobić. Wziął mnie tylko do siebie i mocno przytulił.

 

Policjant Duży ściągnął pas z munduru i zaczął nim okładać wpółprzytomnego chłopaka. Gdy ten zaczął krzyczeć z bólu, agresja oprawcy jeszcze się wzmogła. Oprócz razów wymierzanym wojskowym pasem, zaczął go dodatkowo kopać nie szczędząc przy tym głowy młodego Bolesława. – Gdy nieco się zmęczył, przysiadł na nieodległym pieńku do rąbania drewna i obserwował wijącą się z bólu swoją ofiarę z jakimś okrutnym uśmiechem na twarzy. Dojrzałem w tym uśmiechu radość i zadowolenie z dobrze wykonanej „pracy”. Do tej pory, pomimo upływu tylu lat, gdy wracam wspomnieniami do tego wydarzenia, wciąż nie mogę pogodzić się z bezdusznością tego niemieckiego policjanta.

 

 

 

 

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Trzy flagi = trzy wartości
    Jacek, za co tak bardzo Konstytucji nie lubisz, skoro przez jej \"obecność\" w tej firmie JUZ tam nie zajrzysz? Bez Konstytucji było cacy, a z nią jest beee? To nie o firmie, a o Tobie wiele mówi.
    Autor: Obserwator
    2018-11-10 14:47:28
  • Trzy flagi = trzy wartości
    Firma wie jak starcic klientów . Ja już do was nie zajrzę . Żegnam
    Autor: Jacek
    2018-11-09 22:18:36
  • Aktywne Szczytno – Aktywni Obywatele, zajrzyj do MDK-u w środę, 14 listopada
    Projekt centrum zabaw i aktywnej rekreacji tzn CZAR jest moim autorskim projektem i owszem. Powstał on kiedy nie byłem radnym. Była to inicjatywa moja i moich sąsiadów z ulicy Lanca, Solidarności, Boh. Września i Leyka. Pokazałem tym samy,że my mieszkańcy możemy wspólnie coś zrobić nie oglądając się na władzę. Do czego i Pana zachęcam. Wprowadzanie mylnych twierdzeń nikomu nie przystoi. Pozdrawiam i zapraszam do współpracy Paweł Krassowski
    Autor: Paweł Krassowski
    2018-11-09 21:36:30
  • Działkowcy blokują helikopter LPR (zdjęcia)
    Mieszkam w bloku przy Łomżyńskiej, gdzie nie ma działek , a w godzinach wieczornych jest takie zadymienie i smród, ze nie można otworzyć okna ponieważ można się udusić. Powodem tego jest kotłownia przy budynku gminy. Coś okropnego.
    Autor: Ewa
    2018-11-09 18:55:08
  • Aktywne Szczytno – Aktywni Obywatele, zajrzyj do MDK-u w środę, 14 listopada
    Panie Paweł Krassowski: Zacytujmy Tygodnik Szczytno piszący 28 maja 2015 roku o kolejnej inwestycji realizowanej w ramach budżetu obywatelskiego: \"Przypomnijmy też, że autorem zwycięskiego projektu w ubiegłym roku był Paweł Krassowski\" http://tygodnik.szczytno.pl/CZAR_juz_czaruje-n5413.html Czyli Czar na ul. Lanc nie jest tworem radnego Krassowskiego? Nie było aktywnie wykorzystywany w kampanii stowarzyszenia Aktywne Szczytno którego jesteś Pan członkiem? To straszne, że tak wiele osób mylnie przypisuje Panu te dzieło. To może napisze Pan to na swojej tablicy w popularnym portalu społecznościowym - niech ludzie wiedzą! Więcej pokory Panie Radny - z Waszego stowarzyszenie w całych wyborach wprowadziło tylko jedną osobę do samorządu. Jako radny wielokadencyjnie opozycyjny zanim zacznie Pan ogłaszać \'konkursy\' na projekty proszę sprawdzić co o tym sądzą burmistrz i pozostali radni.
    Autor: Paweł Karczewski
    2018-11-09 17:28:42
  • CZAR już czaruje
    Pozdrawiam radnego
    Autor: Paweł Karczewski
    2018-11-09 17:05:08
  • 10-11 listopada – Powiatowe obchody 100-lecia odzyskania niepodległości
    My się tu lokalnie i ogólnopolsko nawalamy w związku tą historyczną datą. a tymczasem litewskie koleje zorganizowały wykonanie hymnu polskiego przez siedem lokomotyw dobranych specjalnie pod kątem wydawanego dźwięku. Przygotowaniem i wykonaniem zajął się koncertmistrz Litewskiej Państwowej Orkiestry Symfonicznej, Zbigniew Lewicki. To dopiero pomysł wspaniały!
    Autor: Krajan
    2018-11-09 15:28:53
  • Dramatyczny wypadek na Chrobrego, ciężko ranna piesza
    Podobny wypadek był kilka lat temu na ul. Polskiej koło Rossmanna. Wówczas stwierdzono winą pieszej.
    Autor: miki
    2018-11-09 14:09:10
  • Aktywne Szczytno – Aktywni Obywatele, zajrzyj do MDK-u w środę, 14 listopada
    Obserwowałem propozycje mieszkańców i wyniki głosowanie. Oprócz wskazanych potrzeb w tym artykule, sporo osób wskazała duży problem braku obwodnicy. Krótko mówiąc, problem wyprowadzenia tranzytu z centrum miasta.
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-11-09 09:59:51
  • Kto zostanie starostą, kto wicestarostą?
    Może nareszcie pora na zmiany na stanowisku starosty. Niech radnymi kieruje dobro powiatu a nie polityczne \"układziki\". Pan Marcin Nowociński jest młodym, wykształconym, błyskotliwym, o wysokiej kulturze osobistej człowiekiem. Idealna osoba na stanowisko starosty. Co do pani Jaskulskiej, już przecież piastowała urząd wicestarosty i według opinii mnóstwa osób, była to totalna porażka. Czy ludowcy naprawdę nie potrafią wyciągać właściwych wniosków?
    Autor: Ela
    2018-11-09 09:42:47