Wtorek, 21 Listopad, Imieniny: Janusza, Marii, Reginy -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Szczycieńskie imperium Andersa

Nestor rodu i twórca majątku Richard Anders urodził się 22 marca 1856 roku w Rhein (tak wówczas nazywał się Ryn) jako 12, najmłodsze dziecko miejscowego pastora ewangelickiego. W domu Andersów szczególną uwagę przywiązywano do wychowywania dzieci w duchu uczciwości, dyscypliny i szacunku do drugiego człowieka.


Ryński pastor już dość wcześnie zauważył, że jego syn Richard przejawia duże zainteresowanie naukami ścisłymi i przyrodniczymi. Postanowił to wykorzystać i wysłał piętnastoletniego wówczas syna na praktyki do miejscowych kupców. Najpierw były to tzw. sklepy kolonialne handlujące różnymi zagranicznymi towarami. Młody Anders niezbyt mile wspomina ten okres: "...było naprawdę ciężko. Wstawaliśmy o 6 rano i kończyliśmy pracę w późnych godzinach wieczornych. Po jej zakończeniu zawsze sprzątaliśmy nie tylko sklep, ale i pomieszczenia magazynowe. Często kładliśmy się spać po północy". Na terminie u kupca (tak wówczas zwano praktykę) zdobywało się nie tylko wiedzę w zakresie prowadzenia interesu, księgowania i handlu, ale i pieniądze, które Richard skrzętnie odkładał. Po dwóch latach przeniósł się do Królewca i tam również terminował u jednego z kupców, który handlował rybami.

W czasie pobytu w Królewcu nie tylko poznał elementarne zasady ówczesnego handlu oraz zdobył dodatkowo doświadczenie w zakresie obróbki drewna w jednej z największych firm branży drzewnej: C. Gebauhr In Königsberg, ale także ukończył studia. Latem 1882 roku powrócił w rodzinne strony. Postanowił kilka tygodni odpocząć, a następnie rozpocząć pracę. W jego głowie od dawna istniał pomysł założenia własnej firmy. Pozwalały mu na to odłożone pieniądze, pomoc rodziny i niewątpliwie szereg kontaktów, jakie zdobył podczas swego pobytu w Królewcu.
Wśród jego znajomych i przyjaciół byli także mieszkańcy z południowej części ówczesnych Prus Wschodnich. Od nich wiedział, że w tej części państwa istnieje duży potencjał niewykorzystanych zasobów leśnych, wśród których prym wiodła niewątpliwie Puszcza Piska. We wrześniu 1882 roku Richard Anders przybył do mieszkającego na skraju puszczy, w Pupach (obecnie Spychowo) przyjaciela, który był synem jednego z najbardziej zamożnych ludzi w okolicy. Wydzierżawił od niego na okres roku trak wraz z całym kompleksem budynków i 1 października 1882 ruszyła pod szyldem Richarda Andersa firma, oferująca przecieranie dłużycy oraz sprzedaż tarcicy.

Inwestycje w Szczytnie

Richard Anders już od czasu powstania pierwszego zakładu nosił się z zamiarem rozszerzenia świadczonych usług w zakresie produkcji drewna. W 1887 roku odkupił od Szczytna dość znaczne obszary leśne, leżące na wschód od miasta. Dzięki wpływom i znajomościom wśród władz zwierzchnich kościoła ewangelickiego nabył całą południową część grodu. Należy tu zaznaczyć, że obszar na południe od przejazdu kolejowego, który przecina ulicę Warszawską i M. Skłodowskiej-Curie, stanowił wówczas majątek kościelny. W rok później naprzeciw dworca kolejowego powstał tartak i młyn.
Wraz z rozwojem kolei firma też się rozrastała, a Richard Anders powoli stawał się potentatem w branży drzewnej. W jego zakładach pracę znalazło bardzo dużo ludzi ze Szczytna oraz okolic. W roku 1905 zwrócił się do władz z prośbą o udzielenie mu pozwolenia na budowę kolejnego zakładu. W 1906 roku powstała w naszym mieście fabryka listew. Zarówno w Rucianem, jak i w Szczytnie Richard Anders nakazał wznieść dla kadry kierowniczej oraz szeregowych pracowników budynki mieszkalne. Część z nich zachowała się do dziś: przy ulicy Chrobrego są to domy usytuowane naprzeciw dawnej fabryki mebli.
Wcześniej, wiosną i latem 1905 roku mieszkańców naszego miasta zaintrygowały dość dziwne prace na terenie nieużytków położonych wzdłuż trasy biegnącej do Wielbarka. Były to tereny należące już do Andersa, więc zadawano sobie pytanie: czyżby następny zakład lub też tartak? A może rozbudowa już istniejącego? Ciekawość mieszkańców została zaspokojona rok później. Anders nie zbudował kolejnej fabryki, ale sprawił miastu niezwykły prezent. Otóż ufundował przepiękny park, który stanowił wizytówkę grodu. Mieszkańcy na cześć darczyńcy nazwali go parkiem Andersa. Zaczątkiem owego parku była dość niezwykła pasja kolekcjonerska fundatora. Otóż zbierał on nasiona egzotycznych drzew. Ich źródłem była zapewne mieszcząca się w Królewcu Pruska Stacja Doświadczalna, którą kierował przyjaciel z czasów uczelnianych, profesor Schwappach. I właśnie takimi kolekcjonerskimi roślinami, drzewami i krzewami, obsadzony został park. Całość była poprzecinana licznymi alejkami, przy których sytuowane były ciekawe architektonicznie altanki. Ponadto fundator parku na swój koszt zatrudnił 3 ogrodników, którzy mieli za zadanie pielęgnację parkowej roślinności. Przez większą część roku w parku kwitły kwiaty. W centralnym punkcie znajdował się staw, obok którego był usytuowany niewielki amfiteatr. Co niedziela spacerowiczom przygrywała orkiestra miejska bądź też orkiestra wojskowa z miejscowych koszar.
Niestety, z tej wizytówki naszego miasta do dziś pozostało niewiele. Absolutny brak zainteresowania ze strony władz po 1945 roku doprowadził park do dewastacji. W ciągu ostatnich kilkunastu lat miejsce to powoli jest porządkowane, ale wciąż daleko mu do tej świetności z początku wieku XX.

Pożar i wojna

Ciąg sukcesów "drewnianego imperium" (tak zwano wówczas w Prusach Wschodnich firmę Andersa) przerwał po raz pierwszy groźny pożar, który wybuchł latem 1909 roku. Ogień zauważono po południu 2 czerwca w okolicy budynku dworca kolejowego. Paliła się drewniana latryna przeznaczona dla pasażerów oczekujących na pociąg. W trakcie prowadzonego później dochodzenia ustalono, że przyczyną zaprószenia ognia był pozostawiony przez jednego z użytkowników latryny niedopałek papierosa bądź też porzucona i nieugaszona zapałka.
Ogień, ze względu na wiatr i rosnącą dookoła trawę, rozprzestrzeniał się w błyskawicznym tempie. Po drugiej stronie torów, w tartaku i młynie natychmiast przerwano pracę lecz było już za późno. Wysoka pryzma suchych wiórów w mig zajęła się ogniem, który ogarnął wnętrze budynku tartacznego. Nie minęło pół godziny, gdy czerwony kur objął i młyn należący również do Richarda Andersa. Zalegający wszędzie w młynie pył mączny wzmógł tylko trawiący wszystko ogień. Utrzymujący się już kilkanaście dni upał, a więc i susza też zrobiły swoje. Na domiar złego kierunek wiatru zmienił się o 180 stopni i ogień przerzucił się na budynek dworca. Ze względu na duże niebezpieczeństwo, całkowicie wstrzymano ruch kolejowy, natomiast w hotelach usytuowanych wzdłuż obecnej ulicy Linki rozpoczęto ewakuację gości. Wysoka temperatura podtrzymywana przez palącą się mąkę spowodowała, że o zmierzchu runęły mury młyna. W budynku tartacznym ogień strawił całkowicie poszycie dachu. Szczycieńska straż ogniowa oraz mieszkańcy zdołali jednakże ocalić budynek dworca przed całkowitym spaleniem. Nie minął miesiąc i jedno z wydawnictw zaczęło nawet wydawać okolicznościową (!?) pocztówkę związaną z pożarem w Szczytnie. Straty były ogromne, ale Richard Anders nie załamał się i powoli zaczął w tym samym miejscu odbudowywać zniszczony młyn oraz tartak. Jeszcze w tym samym roku powstały zupełnie nowe budynki, z których jeden zachował się do dziś.

Po tej pożodze nawet działania I wojny światowej nie okazały się tak dotkliwe. O ile w  Rucianem  wszystko zostało doszczętnie zniszczone, o tyle szczycieńska część imperium Andersa nie doznała większych szkód i tuż po wojnie kontynuowano produkcję, a zakłady Andersa przeżywały dynamiczny rozwój. Nie zahamowała go nawet śmierć Richarda w 1934 roku.

Dynamika gospodarcza miała swoje podstawy. Kraj był mocno zniszczony i potrzebował niezbędnych środków do odbudowy, a więc także i drewna. Szczytno było wówczas prawie w 80% zburzone. W fabryce przy obecnej ulicy Chrobrego zmieniono profil i przestawiono się na produkcję krokwi oraz drzwi i okien. Dziwnym trafem działania wojenne i spowodowane nimi zniszczenia zaczęły napędzać miejscową gospodarkę i rozwój firmy Andersa.
Na początku lat dwudziestych ubiegłego wieku zapotrzebowanie na surowiec było tak duże, że dłużycę ściągano drogą wodną aż z Lasów Taborskich czyli z terenów między Ostródą a Olsztynem. Dzięki specjalnie zbudowanym na kanałach pochylniom oraz obrotnicom, trafiała ona w ten sposób aż do Rucianego. Tam na miejscu była poddawana obróbce wstępnej, a później, już jako gotowa tarcica, trafiała koleją do szczycieńskiego zakładu. Rosła liczba zamówień, a wraz z nią i zyski, Richard Anders zaczął więc inwestować w rozwój infrastruktury kompleksu fabrycznego, położonego przy dzisiejszej ulicy Chrobrego.
W kilka lat później zakład przynosił tak duże zyski, że w 1930 roku synowie Andersa postanowili zainwestować w budowę dodatkowej hali produkcyjnej. Łączna jej kubatura wynosiła 26 000 metrów sześciennych.


Opis do zdjęcia:

Richard Anders na tle ufundowanego dla miasta parku. Pocztówka pochodzi ze zbiorów Witolda Olbrysia

 





Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Internauci zrzutke zrobimy na samochod i wiekszy dom w innym otoczeniukto jest za ja na tak zdecydowanie na szczytny cel tubylcom i wandalom na zlosc hahahahah
    Autor: mk
    2017-11-21 12:30:23
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wg info kierowniczki MOPS w Szczytnie ta cała "pani" Lidia nigdy w życiu nie pracowała. Zasiłek pobiera od czasów, kiedy nie miała jeszcze dzieci (obliczcie sobie ile to lat). Ten typ cechuje maksymalnie roszczeniowa postawa we wszelkich sprawach, w których moze coś uzyskać (bo jej sie należy). Ponadto normą stało się przyjmowanie przez nią coraz to innych mężczyzn w nocyi, a ostatnio również za dnia. Nie uważacie, że to nie zawiść a uczucie skrajnej niesprawiedliwości leży u podstaw niechęci prezentowanej przez tzw. sąsiadów. Bo jak mają się czuć ci, którzy swoje, również niezbyt dostatnie życie zapracowali przez długie lata? A tu nagle takiemu nierobowi i leniowi wszystko spada z nieba. A czy wiecie jakie zasiłki otrzymuje miesięcznie bidulka? Zainteresujcie się tym. I jeszcze ktoś ma czelnośc twierdzić, że zasłużył na ten remont. Czym niby? Objadaniem społeczeństwa? Dobro dzieci (prawie zresztą dorosłych) nie wymaga aby ich matka przez 24 godziny na dobę przebywała w domu bezczynnie (psując jedynie powietrze i ew. goszcząc miłych panów). Nie zaszkodziłoby jej pójść do pracy ale sie nie opłaca, bo przecież by zasiłki straciła. Do roboty! Masz u nas wszyskich dług do spłacenia za te 18 czy 20 lat życia na nasz koszt. Do tego dochodzi kompletnie nieetyczne postępowanie ze strony p. Dowbor i ekipy programu, która nie sprawdza komu pomaga, co prowadzi to to moralnie nagannych sytuacji.
    Autor: Zawiść?
    2017-11-21 11:42:17
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    ludzie którzy wysyłają ja do pracy zapominają ze przez to straci zasiłki i opiekuńcze na córkę... Takie mamy prawo w Polsce po przekroczeniu pewne kwoty brutto. Jak nawet znalazla prace dorywcza to pewnie Ci sami sasiedzi co ja wysylaja do pracy jako pierwsi by zameldowali ze pracuje "na czarno"....
    Autor: ass
    2017-11-21 10:45:57
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wstyd że taki rejon jest w polsce. Na jakimkolwiek portalu poznaję ludzi z Warmińsko-mazurskiego okazują się bardzo zawistnymi zazdrosnymi i bardzo podłymi ludzmi.Udaja przyjaźń by podstępem niszczyć ludzi. Bóg ich opuścił to judasze. Mają nas za idiotów żebrzą o jałmużnę bo są biedni. Biedni bo to śmierdzące lenie. Nawet pani Lidi nie życzą dobrze kobiecie która odważyła się być szczesliwa.
    Autor: Anna Konczak / pigi
    2017-11-21 09:00:04
  • WIELBARSKA IKEA INDUSTRY PIĄTA NA ŚWIECIE
    tylko co na to szczycieńskie lasy
    Autor: nn
    2017-11-21 08:47:34
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Niestety u nas w kraju tak jest ze czesto pomoc nie trafia do najbardziej potrzebujacych tylko do cwaniakow. Moja znajoma z warszawy dostala mieszkanie komunalne aby gzic się z kochankiem mimo ze pracowala w zagranicznej firmie jako księgowa i zarabiają masę pieniedzy on też pracowal a jej dzieci zostały z ojcem. Tak samo ta o.Lidia ma na kosmetyki i łajdaków życie a do roboty się nie bierze.
    Autor: Ala nowak
    2017-11-21 07:50:17
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Nie tylko zwykli mieszkańcy są zawistni w tej mieścinie ale urzędasy z MOPSU to dopiero pokazują tam zawiść! Mam bardzo chorego ojca który wymaga całodobowej opieki w lipcu złożył podanie o umieszczenie go w domu opieki to zamiast zając się moim ojcem to zainteresowali się moim majątkiem i życiem prywatnym a decyzji o umieszczeniu w domu pomocy do dziś nie wydali. Mało tego jak zadzwoniłem żeby się dowiedzieć kiedy będzie wydana decyzja to usłyszałem w słuchawce jak pięknisia z mops rzuciła wyzwiskami w moim kierunku. Mimo złożonej skargi do Dyrektor mops w Szczytnie do dzisiejszego dnia nie zostałem przeproszony ani ta pięknisia nie poniosła żadnych konsekwencji, może jak Polsatowi udostępnię nagranie z tej rozmowy i pójdzie to na cały kraj to może wtedy wstydu się najedzą. Normalny człowiek tam od nich pomocy nie otrzyma.
    Autor: Z.S
    2017-11-21 04:49:43
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Wschodnia mentalność. Tu się głosuje na pis, tu się klęczy na granicach z różańcem, tu się linczuje gdy ktoś wychyli głowę ponad przeciętność.
    Autor: barszcz
    2017-11-20 23:26:47
  • Katarzyna Dowbor remontowała mieszkanie w Szczytnie (zdjęcia)
    Współczuję normalnym mieszkańcom Szczytna życia w towarzystwie takich prostackich, patologicznych, zawistnych śmieci. Pokazali całej Polsce jakim dnem są... szkoda tylko, że pociągnęli za sobą na to dno normalnych ludzi.
    Autor: Samanta
    2017-11-20 22:31:12
  • Firma Novum chce odbudować pasymską starówkę
    wszystko ładnie i pięknie dla oka Panie Burmistrzu ale nic dla mieszkańców. Poczekamy jeszcze rok lub dwa i w Pasymiu jednym sklepem będzie Biedronka a gminie będzie grozić totalne bezrobocie
    Autor: nika
    2017-11-20 19:28:09