Wtorek, 20 Listopad, Imieniny: Anatola, Edyty, Rafała -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Szacunek dla innych – recepta na kochające wnuki pani Marii (zdjęcia)


Gdyby emeryturę przyznawano za czas mieszkania w Szczytnie, Maria Kobiałek mogłaby już składać dokumenty do ZUS. Ale tenże ZUS uwzględnia lata pracy, a tych też wystarczyło i to z nawiązką, bo pani Marii zaliczono tych lat aż 51. Przyjechała do Szczytna we wrześniu 1958 z miejscowości Lipa nieopodal Przasnysza. Jak każdy człowiek, który zwyczajnie, spokojnie sobie żył i pracował, raz szczęśliwiej, raz mniej – pani Maria jest historią, teraźniejszością i przyszłością. Historią swoich Kurpiów i Szczytna, teraźniejszością... swoich Kurpiów i Szczytna oraz przyszłością swoją i tych wszystkich, którzy na życiowych doświadczeniach seniorów powinni się swojego życia uczyć.

 

 

 

 

 



Lipa to fajna nazwa miejscowości. Rosło tam dużo tych drzew?

 

Mnóstwo. Praktycznie rosła co najmniej jedna w każdej posesji. Na naszym podwórku też była, ogromna. Siadywaliśmy tam całą rodziną. Dziś w naszym kurpiowskim, rodzinnym domu mieszka najmłodsza z moich sióstr, a z lipy... z lipy został tylko pień. Niestety, spróchniała całkiem i trzeba było ją ściąć. Była piękna, rozłożysta w 1998 roku, kiedy jeszcze mama żyła, ale mama zmarła, a lipa zmarniała. Nie wiem, czy jedno z drugim ma związek. Ale żal mi tej lipy bardzo, bo wystarczyło dotknąć kory, a wracały wspomnienia, całe dzieciństwo...

 

 

 

 

Rodzina w tej Lipie mieszkała od dawna?

 

Od pokoleń. W drewnianej chacie najpierw dziadkowie, później moi rodzice, a i ja jako dziecko też jeszcze właściwie pod strzechą. Dziś w tym drewnianym wciąż domu mieszka siostra. Oczywiście dom jest wewnątrz unowocześniony, ze wszystkimi wygodami, ale na zewnątrz... to wciąż ta sama, rodzinna chata.

 

Niesamowite! Aż trudno uwierzyć. Dziś przecież „muszą” być wielkie wille...

 

Jak widać, nie muszą. To takie może kurpiowskie, ale my mamy ogromny szacunek do korzeni, do tradycji, do rodziny... Oczywiście, ludzkie losy różnie się układają, ale na szczęście w naszej rodzinie jesteśmy wszystkie bardzo zżyte...

 

 

 

 

Wszystkie?

 

Bo było nas w domu aż siedem, same dziewczyny. Jako dorosłe prawie wszystkie mieszkałyśmy na tutejszym pograniczu: w większości w Szczytnie. Tylko jedna pojechała aż za Wrocław. W ostatnich latach dwie siostry emigrowały za ocean. Cóż, względy rodzinne. Jedna, niestety, kilka miesięcy temu opuściła nas na zawsze. Smutno, żal..., ale i tak wciąż czujemy, że jesteśmy razem, nawet jeśli daleko od siebie.

 

Takie silne więzi rodzinne rodzą się w domu? Od dziadków? Od rodziców?

 

Różnica wieku między nami wynosi średnio 3-4 lata. W każdą z nas, od najmłodszych lat, matka wpajała odpowiedzialność za siostry, obowiązek opieki i pomocy, i szacunku dla innego człowieka. Nie do pomyślenia było, by którakolwiek w jakiś opryskliwy sposób odezwała się do dorosłego. Naganne były też inne zachowania i tego bardzo przestrzegano. Mama rządziła domem, była bardziej surowa, pryncypialna. Tata był łagodniejszy. Był rolnikiem, jak jego rodzice, na tych samych kilku hektarach.

 

Ale przeżył też wojnę. Ta nie wszystkim pozwoliła spokojnie żyć.

 

Tacie też nie. Był w armii, brał udział w walkach, ale do wojska był powołany wcześniej. Już w 1936 roku służył w Toruniu, w kawalerii. Do dziś mam wśród rodzinnych pamiątek i jego wojskową pamiątkę z jednostki. To nie były łatwe lata i dla mamy, która wtedy została sama dziećmi. Dobrze, że wtedy jeszcze nie było nas aż siedem. Młodsze siostry rodziły się już po wojnie.

 

 

 

 

Skąd Szczytno?

 

Można powiedzieć, że stało na drodze między moją Lipą a Elblągiem. W tym mieście chodziłam do szkoły. Do Technikum Torfowego.

 


Było coś takiego?

 

Było. Modne w naszej wsi dzięki kuzynowi kuzynki, który w Elblągu mieszkał. Zachwalał tę szkołę i z Lipy kilka osób zdecydowało się na ten kierunek edukacji. Wśród nich i ja. Cztery lata mieszkałam w internacie, do którego trzeba było jechać z własną poduszką i pierzyną. Dawne, siermiężne czasy, ale miały swój urok. Uczyliśmy się tego, jak torf wydobywać, jak go przerabiać, jak go wykorzystywać. Wspomnienie! Dziś to już nawet niewielu ludzi pewnie pamięta o przeciwrakowym preparacie torfowym profesora Tołpy, a o gospodarczym wykorzystaniu torfu pewnie w ogóle się już nie mówi. Ale ja swojej tej technicznej wiedzy też nie wykorzystałam.

 

Dlaczego?

 

Gdy skończyłam szkołę jedna z moich sióstr mieszkała w Rudce. Przyjechałam tu do niej. Podjęłam pracę w Lenpolu. Po pół roku zostałam zatrudniona w ratuszu i kolejne pół wieku zajmowałam się cyferkami, które przypisywano szczycieńskiej oświacie. Zaczęłam jako praktykantka. Po roku trzeba było zdać egzamin w urzędzie wojewódzkim. Taki – powiedziałabym – egzamin urzędniczy. I dopiero jak go zaliczyłam, to zostałam zatrudniona na stałe, jako młodsza księgowa.

 

I ta oświata bardzo się zmieniała...

 

To w księgowości też było widać. Na przykład, gdy zaczynałam, to wszystkie, ale to wszystkie placówki w Szczytnie podlegały miastu, poza żłobkami, bo one były traktowane jako placówki zdrowia. Później naszą oświatową księgowość podzielono, powstał rejonowy (dziś powiedzielibyśmy – powiatowy) zespół ekonomiczno-administracyjny, który obsługiwał placówki we wszystkich gminach poza Rozogami, które wtedy już weszły w skład województwa ostrołęckiego. Przeszłam na emeryturę w 87 roku, krótko przed kolejnymi zmianami, także ustrojowymi. Ale jeszcze i tak pracowałam na pół etatu w przedszkolu przy ul. Konopnickiej, gdzie prowadziłam księgowość, bo po kolejnych zmianach, każda placówka zrobiła się samodzielna. Na moje szczęście cyfr te reformy tak bardzo nie dotyczyły. Co najwyżej pieniędzy, opisywanych tych cyframi, było za mało. Zawsze! Czy w starym, czy nowym ustroju, czy w gminie czy w powiecie, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek w oświacie nie narzekano na to, że pieniędzy jest za mało. Tak całkiem, prawdziwie na emeryturze jestem właściwie dopiero od ośmiu lat.

 

 

 

 

I zaczęła pani śpiewać w „Wystku”?

 

Ach nie, śpiewałam od dziecka, zawsze to lubiłam. Nawet w Szczytnie w kościelnym chórze, a w „Wystku” jestem już blisko 20 lat. Zespół dziś jest dla mnie jak rodzina, przynajmniej są blisko.

 

A dzieci?

 

Dwie córki. Jedna w Zabrzu, druga w Niemczech. Pięcioro wnucząt, już dorosłych i troje prawnucząt. Są daleko, ale – co bardzo mnie cieszy i z czego jestem naprawdę dumna – te więzi rodzinne, szacunek do bliskich, jaki we mnie wpoiła mama, tkwią z taką samą mocą w moich córkach, wnukach i prawnukach. Mamy bardzo bliski kontakt. Kiedy trochę się pochorowałam, wnuk z Niemiec przyjechał do Szczytna by mi pomóc, opiekował się, jeździliśmy do lekarza. To są cudowni, wspaniali młodzi ludzie, którzy codziennie, naprawdę codziennie do mnie dzwonią. Specjalnie mi w komórce zainstalowali „ustrojstwo”, dzięki któremu możemy i rozmawiać, i się widzieć. „Wystek” - to moja przyszywana rodzina, przyjaciele. Wnuki – to cały mój świat. I naprawdę, naprawdę każdemu życzę, by miał takie dzieci i takie wnuki. I wcale nie jest to tak bardzo trudne. Wystarczy dzieci nauczyć szacunku do ludzi.



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • W powiecie nowe po staremu, ale bez... wicestarosty Nowocińskiego
    Starosta nie może zobaczyć problemu bo go nie ma problem mają ze sobą pewne osoby które zachowują sie jak rozkapryszone dzieci jak nie po ich myśli to szybko na zwolnienienie z nimi starosta powinien zrobić porządek.
    Autor: Pracownik Dps
    2018-11-19 21:03:14
  • W powiecie nowe po staremu, ale bez... wicestarosty Nowocińskiego
    Bardzo zielono jest
    Autor:
    2018-11-19 17:09:19
  • W powiecie nowe po staremu, ale bez... wicestarosty Nowocińskiego
    Dużo tych Państwa Kostiuków i ich krewnych i kuzynów w Powiecie: radzie i urzędzie?
    Autor: Śmieszek
    2018-11-19 17:07:09
  • W powiecie nowe po staremu, ale bez... wicestarosty Nowocińskiego
    Czyli na zmiany w Dps nie ma co liczyć. Oczywiście Pan starosta nadal nie będzie widział problemu.
    Autor: Sfrustrowany
    2018-11-19 14:26:16
  • Ilona Bańkowska nowym zastępcą burmistrza Szczytna
    Ktoś musi się Szczytnem zająć. Jak Mańkowski przez naście lat zajmował się tylko trzymaniem własnego stołka, to dobra i Bańkowska. Mimo wszystko, nawet jeśli tylko przez zasiedzenie, lepiej zna gospodarcze problemy.
    Autor: ktoś
    2018-11-19 12:44:26
  • Ilona Bańkowska nowym zastępcą burmistrza Szczytna
    Oprócz tego co czytałam w tym artykule i w komentarzach, też bardzo mnie interesuje, ile kary zapłaci właściciel psa, którego na smyczy przyprowadza pod mój dom i drzwi - bo piesek musi się załatwić / na kafelki/ ?
    Autor: Elena
    2018-11-19 12:15:43
  • Powyborcze „czystki” w gminnym ośrodku kultury?
    Proszę mnie nie oczerniać. Pan Dzierlatka od dawna mówił prawdę, tylko władze gminy nie dopuszczały, aby mieszkańcy dowiedzieli się prawdy. W tak krótkim czasie po objęciu obowiązków przez nową dyrektor, przeżyłam traumę w pracy. Niestety Pan Wójt ani razu nie zainteresował się moją sprawą, mimo że próbowałam go poinformować jak byłam tam strasznie traktowana. Ledwo przejęła obowiązki nowa dyrektor i już na samym wstępie dostałam karę porządkową, min. za zjedzenie w czasie pracy jedynego posiłku w ciągu dnia, którą była frytka na patyku, którą po prostu tak spontanicznie dostałam od sprzedawcy na gminnej imprezie. Zarzutów było dużo, z którymi oczywiście się nie zgadzałam i się odwołałam. Gdyby rzeczywiście wina leżała po mojej stronie, to z oczywistych względów kara by pozostała w moich aktach, jednak stanowczo uważałam, że kara została na mnie nałożona bezpodstawnie, z czym majwyraźniej nowa dyrektor się zgodziła, skoro karę została anulowana. Niestety kara został anulowana, ale za niedługi czas dostałam wypowiedzenie. Powodem wypowiedzenia była moim zdaniem pozorna likwidacja stanowisk biurowych, gdyż pani dyrektor stwierdziła, że w goku jest tak mało pracy i sama sobie z wszystkim poradzi. Skoro dyrektor uważa, że jest tak mało pracy i kilku pracowników, to jaki jest sens zatrudniania głównej księgowej? można przecież nawiązać współpracę z biurem rachunkowym i byłoby znacznie taniej...
    Autor: Mirosława Jóźwik
    2018-11-19 10:41:26
  • Powyborcze „czystki” w gminnym ośrodku kultury?
    O rany boskie! To żart, czy na poważnie, że w GOK pracować będą na etatach tylko szef, księgowa i konserwator? Ostatnio ktoś w którejś telewizji przytoczył cytat z Churchilla (dla mało poinformowanych - premier Wielkiej Brytanii w czasie II Wojny Światowej i krótko po 45 r.). Jest 1941 r., sytuacja krytyczna, Niemcy w ofensywie, Wlk. Brytania potrzebuje więcej pieniędzy na obronę. Przychodzi do niego minister skarbu i mówi: trzeba ciąć, to przytniemy z kultury. Na co Churchill: a o co ta wojna?
    Autor: Śmieszek
    2018-11-18 16:46:50
  • Ilona Bańkowska nowym zastępcą burmistrza Szczytna
    Przykro czytać, że Pan Mańkowski chce \"z biegu\" zacząć urzędować dzięki pani Bańkowskiej. Skoro odpowiadała, jak to ktoś napisał, od 18 lat za Wydział Gospodarki Miejskiej - to fakt, że jest \"oblatana\". Nie jest to jednak wyznacznikiem jej kompetencji na stanowisko Wiceburmistrza. Ale jak rozumiem, w przyszłości może zastąpić ją w Wydziale np. pan Wilczek, jeśli nie pójdzie do miejskiej, lub powiatowej Promocji (coś z nim trzeba zrobić), aby ją już z kretesem pogrzebać. Acha! Jeszcze ta koszykówka, rzeczywiście przydaje się, żeby skakać wysoko, natomiast jeszcze celnie trzeba trafiać do kosza. To się zawodowo pani od rolnictwa i środowiska do tej pory w mieście nie udało.
    Autor: Waga
    2018-11-18 15:59:47
  • Powyborcze „czystki” w gminnym ośrodku kultury?
    Chcieliście wójta Kudrzyckiego to teraz macie efekty.. A to dopiero początek całej zabawy...!!
    Autor: Ela
    2018-11-18 11:29:58