Czwartek, 21 Wrzesień, Imieniny: Eustachego, Faustyny, Renaty -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? ZGŁOŚ

Stanisław Makowiecki - Powolne życie emeryta

Stanisław Makowiecki na przełomie wieków pełnił w Szczytnie znaczną rolę jako przewodniczący Rady Miejskiej. Wcześniej pracował w więziennictwie, został bardzo młodym emerytem, hoduje gołębie, uprawia ogródek i...


Stanisław Makowiecki na przełomie wieków pełnił w Szczytnie znaczną rolę jako przewodniczący Rady Miejskiej. Wcześniej pracował w więziennictwie, został bardzo młodym emerytem, hoduje gołębie, uprawia ogródek i...

 

...obserwuje z boku naszą miejska codzienność. Przeciętny mieszkaniec miasta, w porywach aktywny, ale wciąż jest na bieżąco. Dowodzi, że uprawianie ogródka i emeryckie lenistwo wcale nie musi oznaczać braku aktywności społecznej i zainteresowania miejskimi i krajowymi aktualiami.

Jesteś tutejszy?

 

Nie całkiem. Dopiero od 1952 roku. Rodzice sprowadzili się na teren powiatu z Kurpiowszczyzny. Najpierw mieszkaliśmy w Prusowym Borku, później w Szczycionku i ostatecznie w samym Szczytnie. Miałem wtedy kilka lat zaledwie, więc właściwie można powiedzieć, że jestem tutejszy.

 

I tu edukacja...

 

W starej podstawowej „dwójce”, czyli w dzisiejszym budynku ZS 1, ogólniak wieczorowy już na Lanca. Ale to trochę później, bo najpierw, po podstawówce stałem się dorosły odbyłem wojsko i dostałem się do pracy w szczycieńskim areszcie. I ten ogólniak kończyłem na wieczorówce już jako pracujący.

 

 

Między ukończeniem podstawówki a wojskiem, to jakieś pięć lat. Co robiłeś? Czemu się nie uczyłeś?

 

A bo to nie wiesz... Lenistwo. Nie chciało się. Trochę sobie dorabiałem tu i ówdzie przy sezonowych pracach jako młodzieniec, grałem wtedy w piłkę w „Podchorążaku” później „Gwardii”. Miałem co robić. Nudzić się nie nudziłem. Ale jak już człowiek stał się dorosły, to trzeba było zacząć trochę inaczej patrzeć w przyszłość, poważniej. Sporo zmienił sam mundur jak poszedłem do wojska. Bo w mundurze to po prostu wielu rzeczy już nie wypadało robić. Dyscyplinowała też praca. Określone obowiązki, określone godziny. Tu już nie było miejsca na młodzieńczą ekstrawagancję. A do tego na horyzoncie pojawiać się zaczęła własna rodzina...

 

Jak?

 

Z żoną znaliśmy się z podstawówki. Wojsko odbywałem w Marcinkowie, a ona dojeżdżała do Olsztyna. I w pociągu się kiedyś spotkaliśmy po kilku latach od skończenia szkoły. I... tak to się zaczęło albo odnowiło.

 

Czyli się ustatkowałeś i co?

 

Przepracowałem ponad 10 lat, doliczono mi czas szkół i wojska, wyszło lat 15, co dawało mi podstawowe uprawnienia emerytalne. I z nich skorzystałem. Zostałem emerytem bodaj w 1981 roku, mając 33 lata. Tylko emerytura mizerna, bo to tylko 40% takiej, którą bym miał pracując do... emerytury.

 

Co robi 33-letni emeryt? Toć zanudzić się można. Wygląda na to, że niechęć miałeś nie tylko do nauki, ale do pracy też...

 

 

Bez przesady. Coś tam robiłem. Kolejne 18 lat byłem taksówkarzem. Tyle że składek nie płaciłem, bo nie musiałem jako emeryt i teraz mi się to czkawką odbija, bo nie ma już szans na to, by mi się te nieszczęsne 40% powiększyło, bo za rok już siedemdziesiątkę będę dźwigał na karku.

 

Co zatem zajmowało twój czas podczas lat nieróbstwa?

 

Okres przełomu to 1998 rok – zostałem przewodniczącym Rady Miejskiej i jeszcze trochę jeździłem taksówką. Najpierw przestałem jeździć, a później przewodniczyć i zająłem się już zwykłymi codziennymi zajęciami emeryta: domem, ogrodem, swoimi gołębiami, trochę wędkowaniem. Trochę trenowałem dzieci i młodzież w MKS-ie.

 

Ale partyjnie wciąż jesteś czynny? Kiedy to się „urodziło”

 

W 1994 roku. Wtedy jakoś tak, systemem „znajomy – znajomego – znajomemu” zaproponowano mi udział w wyborach do Rady Miejskiej. Wtedy się nie powiodło, ale uzyskałem niezły, drugi wynik w okręgu. I to mnie chyba zachęciło, zainteresowało. Po drodze z moimi osobistymi poglądami szła PPS – Polska Partia Socjalistyczna, a jej struktur u nas nie było. Znalazłem adres do ówczesnego szefa tej partii Piotra Ikonowicza, zgłosiłem swoją chęć członkostwa i utworzenia tych struktur. W 1995 roku dostałem odpowiednie pełnomocnictwa, nie tylko na obszar powiatu szczycieńskiego, ale też sąsiednich, właściwie na całe Mazury. W najlepszym okresie w tych mazurskich strukturach było 200 osób, w tym sporo ze Szczytna. I jako reprezentant PPS zostałem radnym miejskim w kolejnych wyborach samorządowych.

 

A nawet przewodniczącym Rady. Na cztery lata. Później jeszcze kandydowałeś?

 

Tak, ale już reprezentowałem „Samoobronę”, bo w 2000 roku całą naszą strukturę PPS „przeniosłem” do tego ugrupowania. Głosów miałem dużo, osobiście, ale ugrupowanie nie, więc nie wszedłem już do Rady. I więcej się nie ubiegałem, ale za to wróciłem do PPS jakoś tak w 2004 czy 2005 roku, od partyjnego „stażu” mi tej przygody z „Samoobroną” nie odjęto, więc formalnie jestem członkiem tego PPS już 22 lata. I wciąż jestem przewodniczącym struktury okręgu, który obejmuje południowe Mazury. I jestem też członkiem Rady Naczelnej PPS.

 

Co cię bardziej zajmuje? Polityka czy ogródek?

 

Ogródek, las, cisza w domku letniskowym, natura. Ale w obecnej rzeczywistości nie da się odciąć od polityki i to wcale nie dlatego, że poprzez funkcję w PPS jestem jej uczestnikiem. Nie da się, a na pewno nie powinno się ograniczać wyłącznie do pielenia marchewki czy pietruszki. Zbyt wiele się dzieje, zbyt wiele zmienia i od zbyt wielu rzeczy zależy teraz nasza najbliższa i nieco dalsza codzienność. Nasza – nie tylko emerycka, chociaż ta jest marna i nie wygląda na to, by była lepsza. Ja czy moja żona możemy i tak się czuć szczęśliwi, że w ogóle mamy te emerytury, bo czy dzisiejsi 20- lub 30-latkowie ja otrzymają, to nie wiadomo.

 

Co w tej obecnej rzeczywistości najbardziej cię nurtuje? W tej lokalnej, miejskiej i w tej krajowej?

 

Przeraża mnie obecna polityka rządowa. Najgorsza jest niepewność. Bo człowiek kładzie się spać wieczorem i nie wie, czy jak się rano obudzi to będzie jeszcze ta sama Polska i taka sama. W mieście... Podoba mi się ten rozwój, jaki nastąpił. Inwestycje, czystość, ogólny porządek – Szczytno jest zupełnie inne niż dawniej. Różnica jest znaczna. Ale też kiedyś nie było aż takich możliwości, nie było dostępu do unijnych pieniędzy, więc realizowało się mniej zadań. Ale przecież też ważnych i potrzebnych.

 

 

Pamiętam, że w początkowym okresie nowej kadencji rady, gdy przestałeś być przewodniczącym, chodziłeś na sesje i komentowałeś jej obrady, co wtedy mocno ludzi wkurzało... Później ci minęło.

 

Chodziłem, ale nie sam, tylko z młodymi kolegami, w których widziałem potencjał samorządowy na przyszłość. Niejako przyuczałem do roli radnego aktywnych członków wtedy jeszcze „Samoobrony”. I chyba skutecznie, skoro np. Rafał Kiersikowski, wtedy młody adept samorządności, radnym jest. W radach gmin było wcale nie tak mało członków „S”, jeździłem więc na sesje i tam.

 

Przewidujesz jakiś wzrost znaczenia PPS-u na arenie politycznej powiatu i kraju?

 

Mniej zwracam uwagę na poszczególne ugrupowanie. Moim zdaniem istotniejszą kwestią jest to, by te lewicowe ugrupowania się dogadały i wspólnie działały. I w takiej lewicowej koalicji PPS zapewne nie będzie pełnił pośledniej roli.

 

Będziesz się ubiegał jeszcze o rolę samorządowca?

 

Osobiście nie, ale jako PPS i lewica na pewno będziemy chcieli zaistnieć. Nie można pozwolić na to, by cała nasza polska i lokalna rzeczywistość została zawłaszczona przez jedno ugrupowanie. To w naszym kraju zawsze było szkodliwe.



Galeria zdjęć

Powiązane wydarzenia



Komentarze do artykułu

Napisz

Komentarze

  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pani nauczycielko prosze sie nie przejmowac. Niech rodzice poswiecaja wiecej czasu dzieciom i na wycieczke zabiora. A nie wszystko nauczyciel. Babcia niech tez sie ruszy a nie tylko plotki po wsi robi. Jest pani cudownym nauczycielem. Pracowitym jakich malo. Coraz mniej was sie robi w szkole takich oddanych i lubianych nauczycieli. Jedna pani tez miala pod gorke z kolezanka od tego samego przedmiotu. Przezyla i wyszla z tego silniejsza i madrzejsza. Co nas nie zabije to nas wzmocni.
    Autor: rodzic
    2017-09-15 23:43:09
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    JP
    Autor: WIELBARK
    2017-09-15 13:41:04
  • Piotr Karczewski zamienił fizykę na motocykl
    Prawdziwy klub Jurand to był w latach 90-tych. Teraz to zebrała się grupka emerytów i przejęła 'niezarejestrowaną' nazwę. Nie wiem czy kilku 'prawdziwych' motocyklistów jest w tym klubie :)
    Autor: johnny
    2017-09-15 11:27:12
  • Nocny pościg zakończył się wypadkiem
    jak on uciekł jak napisali że jest zatrzymany?
    Autor: eryery
    2017-09-14 22:18:29
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Jedna z nielicznych nauczycielek, która cokolwiek robiła dla uczniów. Pewnie "najmadrzejsi" róbcie z niej główna winną, a później to narzekajcie, że nauczyciele nic z dziećmi nie chcą robić. Szósta klasa to już nie takie dzieci, dziewczyny wystroić i umalować do szkoły się potrafią a proste polecenie do nich nie dociera, to raczej z nimi coś nie tak jest
    Autor: Rodzic
    2017-09-14 21:54:27
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Nie oszukujmy się .. dzisiejsze dzieci trudno jest dopilnować. Nauczycielka nie jest wszystkiemu winna. Po jednym owocu nie stałoby się nic, a że rodzice nie nauczyli dzieci żeby słuchać starszych to efekt jest.
    Autor: Wielbark
    2017-09-14 20:55:18
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Kto mądrzejszy,to sprobowal, a nie sie nazarl. Ech, dzieciaki, rodzice nie nauczyli, czego nie można...szkoda nauczyciela, siedziec z nimi w szkole,w ksiazce czarny bez pokazac i powiedziec,ze szkodliwy,a nie do lasu zabierac.
    Autor: winatuska
    2017-09-14 20:54:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Byłam tam i to wcale tak nie było. Nauczycielka powiedziała uczniom, że mogą spróbować, ale dodała, że tylko jedno. Oni zaczęli jeść garściami i wyszło jak wyszło. Ja na szczęście tego świństwa nie jadłam, ale oni już tak, więc to po części wina nauczycielki i nasza.
    Autor: [x]
    2017-09-14 20:15:13
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Szosta klasa to dzieci dwunastoletnie, nauczycielka mowila zeby sprobowali to tak tez zrobili. Zreszta nauczycielka tez probowala takze nie zwalajmy wszystkiego na dzieci. A czemu nie napisano, ze byla szostka zatrutych dzieci a nie czworka? Nauczycielka to zona dyrektora szkoly, wiec najlepiej teraz ja bronic i wszystko na dzieciaki zwalic. Skoro nauczycielka od przyrody nie wiedziala, ze nie mozna jesc czarnego bzu to wodac ze jest niekompetentna w swoim zawodzie
    Autor: Lala
    2017-09-14 19:51:37
  • Uczniowie zatruli się na szkolnej wycieczce
    Pewnie się obczytały że faza po tym będzie i zjadły.Nie ma co winić nauczycielki.
    Autor: W
    2017-09-14 18:30:31