Czwartek, 15 Listopad, Imieniny: Amielii, Idalii, Leopolda -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Rodzinny zjazd w Głuchu, blisko 450 osób (zdjęcia)


Takiego tłumu Głuch ani nie widział, ani nie słyszał. A to po prostu na podwórku u Zbigniewa Kostrzewy zebrała się rodzina. Tylko we fragmencie, bo co to jest... 130 osób, kiedy wszystkich naliczono blisko 450. Zjechało się kilka pokoleń. Nawet trudno określić – ile, bo na jednej genealogicznej gałęzi siedzą ci, którzy mają lat 70, i ci, którzy ledwie nauczyli się siedzieć. A wszystko to przez jedną niewiastę – Ewę Bejnarowicz.



- W ubiegłym roku przygotowywałam takie spotkanie rodzinne krewnych ze strony mamy, więc musiałam uhonorować też i drugiego rodzica. Było trochę łatwiej, bo jedna z kuzynek genealogią rodziny Kostrzewów zajmuje się od dawna i ma niebagatelną wiedzę, tym szczegółowszą, im kolejnym pokoleniom bliżej współczesności.

 

 

Kurpie od pra...pradziada

 

Rodzina Kostrzewa, duża i zamożna, pochodziła spod Myszyńca z terenów, które były od 1795 roku pod zaborem pruskim, a po 1815 r. częściowo przeszły pod zabór rosyjski. Od 1910 roku zamieszkała w Kwiatkowie koło Zarąb, w zakupionym majątku.

 

Dokonali tego seniorzy rodu - Stanisław i Marianna Kostrzewa z d. Chorążewicz. Mieli dziesięcioro dzieci: siedmiu synów i trzy córki. Za wychowanie tak licznego potomstwa pani Marianna była nawet odznaczona "Krzyżem Zasługi". Spora część rodziny, mimo dziejowych zawieruch I i II wojny, pozostała na kurpiowskich ziemiach i w ich pobliżu, głównie przenosząc się na tereny sąsiednich gmin, w tym Wielbarka.

 

Wielodzietność pozostała rodzinną tradycją, bo w kolejnych pokoleniach, chociaż dzieci było już nieco mniej, to jednak wystarczająco dużo (średnio po pięcioro), by każde dalsze pokolenie powodowało znaczny rozkwit rodzinnych powiązań. Tak dalece, że w 2012 roku liczba członków rodziny w prostej linii wywodzących się od Stanisława i Marianny wynosiła 432 osoby, a teraz jest ich jeszcze więcej. Im bardziej rodzina się rozrastała, tym też dalej rozjeżdżała.

 

- Kilka osób jest w USA, są w Austrii, Holandii, w Niemczech, w Irlandii – wymienia pani Ewa. - Można by powiedzieć, że dziś cały świat należy do Kostrzewów. Bo odległość nie ma znaczenia, jeśli zachowane są więzi.

 

 

Wytrwałe poszukiwania

 

Wbrew pozorom, przynajmniej w ocenie organizatorki rodzinnego zjazdu, znalezienie krewnych nie było bardzo trudne, chociaż do wszystkich nie udało się dotrzeć. - Z wieloma krewnymi miałam osobisty kontakt. Z każdej gałęzi, czyli z potomków poszczególnych dzieci Stanisława i Marianny wybrałam sobie jednego „pośrednika” i z tą osobą się kontaktowałam, ona natomiast miała za zadanie ustalić i porozumieć się ze swymi najbliższymi czyli krewnymi z tej właśnie gałęzi. Ostatecznie udało mi się dotrzeć dokładnie do 176 osób. I wszyscy, kiedy im mówiłam o pomyśle takiego rodzinnego spotkania, byli na tak.

 

Z tych „najwcześniejszych” dziesięciorga dzieci spotkania nie doczekał nikt. Ale pozostawili po sobie 42 potomków, z których wciąż żyje 12 osób. Jedną z nich jest Ryszard, ojciec pani Ewy, która jest zatem prawnuczką uznanych seniorów rodu.

 

Do Głuchu, z różnych przyczyn i zapewne z ogromnym żalem, nie przyjechali jednak wszyscy. Mimo to na agroturystycznej posesji Zbigniewa Kostrzewy zebrała się wyjątkowo liczna rodzina – bo aż 130 osób.

 

- Wśród uczestników zjazdu najmłodsza dziewczynka liczyła sobie trzy miesiące, a najstarszą była moja 81-letnia stryjeczna babcia z tego samego pokolenia, co mój ojciec – wyjaśnia pani Ewa podkreślając, że w organizację spotkania ostatecznie zaangażowało się wielu krewnych, więc można co najwyżej nazywać ją pomysłodawczynią, bo organizatorów było wielu.

 

Lepsze niż wesele


 

Wielu członków tej bardzo licznej rodziny zna się osobiście, ale nie brakowało także i takich, szczególnie z młodszych pokoleń, którzy widzieli się po raz pierwszy. Dla wszystkich jednak było to ogromne przeżycie i mnóstwo nieopisanej radości.

 

Spotkanie rozpoczęliśmy mszą polową, którą odprawił proboszcz z Wielbarka – opowiada Ewa Bejnarowicz. - Ksiądz powiedział, że jeszcze nigdy nie celebrował mszy w tak pięknym kościele i nie jestem pewna, czy miał na myśli otoczenie, które mój brat stryjeczny Zbyszek przygotował na tę okazję wprost cudownie, czy też to, że odprawiał tę mszę dla jednego rodu.

 

Dla wielu obecnych niemal jak nagrodzona noblem powieść Johna Galsworthy'ego brzmiała „Saga rodu Kostrzewa”, a dokładniej dwóch jej pierwszych pokoleń, przedstawiona przez Zofię Rzeszot-Filipowicz, która od wielu lat gromadzi i spisuje rodzinną historię. Były brawa i owacje na stojąco.

 

Moi rodzice uważali, że w życiu najważniejsza jest rodzina. Głęboko wpoili to mi i mojemu rodzeństwu. Ale to jest rodzinne credo, które wywodzi się co najmniej od Stanisława i Marianny, od moich pradziadków. I od nich rozprzestrzeniło się na cały ród. Chyba dlatego ten nasz zjazd rodzinny był możliwy do zorganizowania. Pozostawił niezatarte wspomnienia. Wiele rodzinnych powiązań odnowił, sporo nowych stworzył, stare – utrwalił. To było niepowtarzalne wydarzenie. Piękne i niepowtarzalne – ocenia Ewa Bejnarowicz.

 

- Wszyscy obiecywaliśmy sobie, że za rok znów się spotkamy... Nie jestem pewna, czy to realne. Ale w mniejszych „zestawach” na pewno będziemy się spotykać, wspominać. W wielu młodych ludziach, obecnych na naszym zjeździe zrodziła się ciekawość dotycząca historii rodu. I to też jest piękne. Bo gwarantuje, że ta historia nie zaginie, przetrwa, a wraz z nią i rodzina Kostrzewów.

 

 

 

 

 

Powrót do korzeni:

 

 

 

Powracam do korzeni

Do panieńskiego nazwiska

Groby przodków odwiedzam

I aż mi serce ściska.

 

Swe siostry odnajduję

I braci mi nie znanych

Powracam do dzieciństwa

I rodziców kochanych.

 

Teraz w licznej rodzinie

Łączą mnie ich sekrety

Które mają oblicza

Jak dwie strony monety.

 

Wciąż żyję emocjami

Przyjaźnie zawiązuję

Mam komu opowiadać

Jak ja teraz się czuję.

 

Nie wolno w samotności

Wciąż gorzknieć i narzekać

Bo życie jest zbyt krótkie

By na radość czekać.

 

Zofia Rzeszot-Filipowicz

 



Komentarze do artykułu

Napisz

Galeria zdjęć


Komentarze

  • Ilona Bańkowska nowym zastępcą burmistrza Szczytna
    Jesteśmy świadkami tworzenia się nowego układu towarzysko-adoracyjnego. Czy będzie lepiej? czy Szczytno podniesie się gospodarczo? czy powstanie \"Brama Mazur\"? Wątpliwe.
    Autor: Mieszkaniec Szczytna - Jan Mazur
    2018-11-15 14:03:02
  • Trzy flagi = trzy wartości
    Do do Konstantego: Szeroką dyskusję chcesz Pan zacząć. Na temat forsa nowa nie mam planu dyskutować. A już na pewno nie na temat folksdojczów namnażających brednie o MN. Żegnam.
    Autor: Konstanty
    2018-11-15 13:47:09
  • Spokojnie. Damy radę!
    A ja słyszałem zawsze słowa \"...spokojnie jakoś to będzie...\" i tak jakoś zawsze było, coś się udało bardziej, a coś mniej. Loteria, brak profesjonalizmu pomimo prawdopodobnie dobrych chęci to wiele spraw z tego co zaobserwowało wiele osób było niedopiętych pozostawionych czystemu przypadkowi.
    Autor: Wojtek
    2018-11-15 12:35:36
  • Ilona Bańkowska nowym zastępcą burmistrza Szczytna
    No to dopiero teraz odczujemy kogo sobie wybraliśmy. Pożałujecie na kogo głosowaliście.
    Autor: mieszkaniec
    2018-11-15 11:48:44
  • Nie bądź obojętny! Jeden telefon może uratować czyjeś życie
    Często słyszę komentarze : co to dla niej/niego ze oddali bezdomnemu starą kołdrę czy płaszcz, pomagają bo im się wydaje że są lepsi. Nie jest tak. Widzisz w swoim zabiegany życiu człowieka siedzącego na schodach, wiesz że mu będzie w nocy zimno ale masz tyle jeszcze spraw na głowie. Potem za dzień dwa lub trzy słyszysz : ktoś zmarł na działkach lub spłonął w pustostanie... Przez chwilę wspominasz zwinietego człowieka siedzącego na schodach potem zapominasz. Ile w nas człowieka jeszcze zostało w gonitwie sukcesu. Dla mnie sukcesem jest: umieć się zatrzymać zauważyć potrzeby innego człowieka i pomoc na ile umiemy. Nawet wykonać telefon żeby nie musieć się zastanawiać czy zamarzł ten którego mijalismy. Los jest pokretny i maloprzewidywalny. Ty pomagasz dziś może ktoś kiedyś pomoże tobie bądź twoim bliskim.
    Autor: Osa
    2018-11-14 22:58:23
  • Jubileuszowy Fotograf Szczycieński (zdjęcia)
    Foto numer 2 - bezcenne
    Autor: Śmieszek
    2018-11-14 17:40:30
  • Trzy flagi = trzy wartości
    Jakie tam \"sprawne propagowanie\" Konstytucji (mówienie, że ta ustawa jest znakiem KOD-u jest chore) na jednym maszcie w Szczytnie. Powiewające licznie nad Marszem Niepodległości flagi takiej np. faszystowskiej Forza Nuova to jest prawdziwa propaganda - z siłą przekazu na cały świat.
    Autor: do Konstantego
    2018-11-14 16:36:37
  • Szczytno w wizji Krzysztofa Mańkowskiego
    Panie Tadeuszu - aż tak otwarcie?! Panie rzeczniku prasowy Starosty Powiatowego w Szczytnie z okresu śp. Andrzeja Kijewskiego - pamięta Pan te wspaniałe czasy? Ale minęły.
    Autor: Śmieszek
    2018-11-14 15:20:58
  • Szczytno w wizji Krzysztofa Mańkowskiego
    Z powodu miernych, dotychczasowych osiągnięć jako samorządowiec, pan Mańkowski nie był moim faworytem. Trzeba jednak uszanować wolę wyborców . Zobaczymy, jak \"wizjoner\" wywiąże się ze swoich obietnic.
    Autor: Nela
    2018-11-14 14:59:25
  • Szczytno w wizji Krzysztofa Mańkowskiego
    To właściwy człowiek, doświadczony samorządowiec z pomysłami dla rozwoju miasta i któremu zaufali mieszkańcy. Uważam, że nie zawiedzie oczekiwań i doprowadzi do tego, że Szczytno będzie \" Bramą Mazur\".
    Autor: Tadeusz Zagozdziński
    2018-11-14 11:23:02