Poniedziałek, 25 Czerwiec, Imieniny: Danuty, Jana, Janiny -
Jesteś świadkiem jakiegoś wydarzenia? NAPISZ O TYM

Radny Piotr Gregorczyk: lodowiska nie odpuszczę

Piotr Gregorczyk został wiceliderem w naszym plebiscycie na najpopularniejszego radnego miejskiego. Sukces tym większy, że Piotr jest samorządową „świeżynką”. Jak ocenia swój sukces, Radę Miejską i swoją w niej rolę? O tym, między innymi, rozmawiamy.



To już siódma kadencja samorządu, ale twoja pierwsza?

 

Dokładnie. Mandat uzyskałem po raz pierwszy, chociaż próbę wyborczą podejmowałem już wcześniej. Kandydowałem na radnego miejskiego w poprzednich wyborach, kiedy jeszcze nie było jednomandatowych okręgów.

 

Z jakiego ugrupowania i z jakim wynikiem?

 

Z tego samego, które reprezentuję obecnie czyli ze Stowarzyszenia „Razem dla Mieszkańców”. Wówczas chciałem reprezentować okręg, m.in. z ul. Konopnickiej w składzie, przy której wtedy mieszkałem. A później wróciłem na swoje „stare śmieci”, na osiedle „królewskie”, które mnie wychowało od niemowlęcia niemal, gdzie znam każdy kąt i mnie zna wielu ludzi. I z tego swojego miejsca na Ziemi startowałem do rady obecnej kadencji. Tym razem skutecznie.

 

Co tobą kierowało? Czemu chciałeś i ostatecznie zostałeś radnym?

 

Chyba jak wszyscy – chciałem coś w tym naszym Szczytnie zmienić. Najwięcej w sprawach związanych ze sportem, bo tym się na co dzień społecznie zajmuję. Zależało mi na zmianach, pozytywnych oczywiście, głównie w sferze sportu dla dzieci i młodzieży.

 

Mówisz” „coś zmienić”. A dokładniej – co?

 

Miałem nadzieję na to, że będę miał wpływ na rozbudowę bazy sportowej o szerokim spektrum wykorzystania. Trochę się w tej dziedzinie dzieje, ale wciąż niewystarczająco. Marzy mi się, by Szczytno posiadało sztuczne lodowisko, o czym od lat mówię gdzie tylko się da. Wiele osób popiera ten pomysł, także spośród radnych, ale jak przychodzi co do czego, to akceptują tłumaczenia, że nie ma na to pieniędzy. „Odrobiłem” więc lekcje, sprawdziłem źródła dofinansowania tego przedsięwzięcia, wskazując, że możliwe jest pozyskanie środków, jakich i skąd. Złożyłem oficjalny wniosek ze wskazaniem tych, dokładnie trzech, źródeł, ale zapadła cisza. Uznałem, że może jednak się mylę, więc złożyłem kolejny wniosek o wskazanie możliwych źródeł finansowania lodowiska i szans uzyskania tych środków – ale też nie otrzymałem odpowiedzi. A jestem absolutnie przekonany, że lodowisko, o którego istnieniu nie decydowałaby kapryśna pogoda, cieszyłoby się zainteresowaniem. Wciąż nie mogę zrozumieć, jak to możliwe, że innych stać, inni mogą, bo takie lodowiska są w Kętrzynie, Morągu, Olsztynku... W miasteczkach mniejszych niż Szczytno istnieją te lodowiska już od dobrych kilku lat. Nie można więc argumentować, że nie byłoby ono w Szczytnie wykorzystane. To uzasadnienie z „sufitu”. A wystarczyłoby na jeden sezon takie lodowisko wypożyczyć, bo nie trzeba od razu kupować, i się przekonać, czy szczytnianie naprawdę, w odróżnieniu od tysięcy mieszkańców innych miast, wolą zimą siedzieć w domu. Teraz może i wolą, bo co mają robić, jak lodowiska nie ma?

 

Czyli można powiedzieć, że jesteś radnym jednego pomysłu?

 

Mam wiele pomysłów. Miałem swój konkretny cel, oczywiście. Ale po tej stronie „barykady”, gdy już ma się mandat radnego, pojawiają się ciągle i inne sprawy, zagadnienia, którymi się zajmujemy. Sport jednak jest ciągle moim motywem przewodnim. Lodowisko – jak na razie, mogę uznać za swoją klęskę, ale za sukces – na pewno reaktywację Maratonu Juranda. Oczywiście, że lwią część pracy przy tej reaktywacji wykonał kolega Henryk Sienkiewicz, mogę jednak przypisać sobie to, że pierwszy zacząłem o tej reaktywacji mówić, przypomniałem maraton, to, że istniał, na początku kadencji. I – jak sądzę – to moje przypominanie ostatecznie zaowocowało konkretnymi działaniami, nawet jeśli te działania podejmowały już inne osoby.

 

Czemu więc lodowisko jest tak marginalizowane?

 

Polityka... Za kulisami niemal wszyscy radni mówili, że to fajny pomysł, jak przyszło do podejmowania decyzji – byli przeciw, czy też nie byli za przeznaczeniem nań pieniędzy i realizacją. No to jak mam rozumieć takie „rozdwojenie jaźni”? Ale my, jako radni Stowarzyszenia poparliśmy pomysł koalicjantów dotyczący budowy stadionu przy ul. Śląskiej, chociaż osobiście uważam, że nie ma tam dość miejsca, by powstał naprawdę prawdziwy stadion, taki na miarę XXI wieku. Nie zmienia to jednak faktu, że taki obiekt jest miastu potrzebny i powinien być zbudowany, może w innym miejscu. Znów musiałbym wskazać przykłady innych miast, ale wystarczy pojechać i zobaczyć, jakim fantastycznym stadionem dysponuje takie niewielkie miasteczko jak Górowo Iławeckie.

 

Jak się mają twoje wyobrażenia o roli radnego i jego możliwościach do rzeczywistości?

 

Kandydując byłem przekonany, że jeśli ktoś ma fajny pomysł, naprawdę przydatny miastu i mieszkańcom, to zostanie on zaakceptowany i będzie realizowany. Rzeczywistość pokazuje jednak, że tak nie jest, czego przykładem to „moje” lodowisko. Zgoda, jest nas 21 osób w radzie i każdy ciągnie w swoją stronę – chce coś „wywalczyć” dla swojej ulicy, okręgu. I dlatego najczęściej, mniej czy bardziej oficjalne spotkania zaczynają się i kończą „licytacją”: którą ulicę, chodnik czy parking naprawić czy wybudować w pierwszej kolejności. Tu ścierają się wszyscy radni i wszystkie opcje, bo każdy chce się wykazać przed tymi, których głosy ma szansę uzyskać w kolejnych wyborach. Ale – proszę zauważyć – lodowisko nie będzie osiedlowe, będzie służyć wszystkim mieszkańcom. I może to też jest przyczyna, dla której koledzy w radzie zachowują się jak dawny prezydent: „jestem za, a nawet przeciw”? Bo jak coś jest dla wszystkich mieszkańców, to nie jest tylko dla wybranego elektoratu i wtedy radny z danej ulicy czy osiedla nie będzie miał wystarczającego, namacalnego dowodu na to, że jest najlepszy i niezastąpiony. W każdym razie wyobrażałem sobie, że więcej jest w Radzie Miejskiej myślenia właśnie miejskiego, a nie „ulicznego” czy „osiedlowego”. Jak ktoś chce i komuś naprawdę zależy, to będzie umiał połączyć to co miejskie, z tym „ulicznym”. A jak nie łączy? No to, moim zdaniem, takiemu komuś zależy nie tyle na mieście czy też ulicy, ale na własnym mandacie.

 

I diecie...

 

Trudno mi oceniać akurat diety radnych, a tym bardziej to, na co radni te diety przeznaczają. Osobiście nie ma wyrzutów sumienia, że otrzymuję z miejskiej kasy za dużo pieniędzy. Po pierwsze dlatego, że staram się być aktywny także poza salą obrad, a ta aktywność kosztuje, poza tym zawsze część swojej diety przeznaczam na cele społeczne, np. sponsorując słodycze, upominki czy inne rzeczy dla dzieci podczas różnych imprez. W moim przekonaniu więc, problemu nie stanowi wysokość diety radnego. , bo te pieniądze albo trafiają do prywatnej kieszeni, albo też do ludzi. W tym przypadku bardziej punktem odniesienia będzie sam radny, jego postawa i praca, a nie pieniądze, bo one albo trafiają do prywatnej kieszeni, albo też do ludzi..

 

Czyli co? Chcesz powiedzieć, że kasa nie jest dla ciebie ważna?

 

Dla wszystkich jest ważna, bo każdy chce żyć możliwie godnie. Ale nie jest najważniejsza. Nie na tyle, bym poświęcił dla niej swoje zasady, poglądy, cele. Tego nauczył mnie dziadek. A muszę tu podkreślić, że to, jaki jestem, kim jestem – zawdzięczam właśnie Jemu.

 

Zwykle za życie i wychowanie dziękuje się rodzicom...

 

Owszem, jeśli ma się taką możliwość. Ze mną było nieco inaczej. Mama zmarła na raka, gdy miałem 9 lat. Mieszkaliśmy wtedy w okolicach Lublina. Ojciec, który zmarł trzy lata później, nie dawał sobie rady z wychowaniem dwóch synów: mnie i mojego o 5 lat starszego brata. Krótko po śmierci mamy w nasze życie wkroczyli dziadkowie. Zapewnili nam dach nad głową jako rodzina zastępcza. I to, co pamiętam, czego się uczyłem, to - jakim człowiekiem się stawałem, odbywało się już pod okiem dziadka. Na pewno trochę mnie powstało jeszcze pod opieka mamy, ale byłem za mały, nie pamiętam... Chciałbym, ale po prostu nie pamiętam. Za to wszystko to, czego uczył mnie dziadek, wszystko, co mi wpajał, pamiętam tak, jakby to było wczoraj, mimo że i dziadek już kilkanaście lat nie żyje. Ale to dzięki niemu kocham sport, dzięki niemu jestem trenerem, dzięki niemu dzieci, ich wychowanie i zdrowie są dla mnie ważne, najważniejsze i to właśnie dzieci, ich rozwoju i przyszłości dotyczy większość moich inicjatyw, jakie podejmuję jako radny. W ten sposób, działając dla dzieci i na ich rzecz, chcę się odwdzięczyć własnemu dziadkowi za to, że się mną – dzieckiem – zaopiekował i wychował na człowieka.



Komentarze do artykułu

jurand

Pomysł reaktywacji maratony podsunął Józek Zdunek z KB Jurund Szczytno zanim ktokolwiek o tym pomysłał

Napisz


Komentarze

  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Do "Poirytowanej" Szanowna Pani - do osoby chorej na raka aby zrobić zastrzyk powinna przyjechać pielęgniarka z hospicjum a nie ZRM. Pogotowie powinno wyjeżdzać tylko do stanów nagłych a nie przewlekłych czy termalnych.
    Autor: Obserwator
    2018-06-24 11:21:58
  • Dbają o mazurskie cmentarze w naszym powiecie (zdjęcia)
    Tak trzymać. Należy szanować przeszłość regionu. Bez korzeni każda roślina uschnie. Człowiek też nie jest wyjątkiem.
    Autor: Bienschen
    2018-06-23 18:14:09
  • Brutalny napad na kobietę w centrum Szczytna
    Oby zdechł w kiciu
    Autor: 12345
    2018-06-23 12:13:38
  • Wygrał ponad milion złotych w Multi Multi
    A gdzie kupił kupon. Która to kolektura ?
    Autor: Borys
    2018-06-22 17:47:56
  • Karetki w naszym powiecie zostają bez lekarzy, bo minister wie lepiej
    Ze słucham 4 karetki przez 24 godziny na dobę?no ciekawe. Gdy dzwoniłam w maju po 22 po karetkę odmówili przyjazdu ponieważ jedyna karetka która dysponowali wyjechała w teren . więc gdzie były pozostałe 3 ? W ogóle jakim prawem karetki odmawiają pomocy potrzebującym? np. ludziom chorym na raka . To wola o pomstę do nieba . Jak taka osoba może zrobić sobie zastrzyk z morfiny. Ja się pytam jak ? Przecież w domu nie mogą mieć takich zastrzykow a zlecenie na zrobienie iniekcji jest. Wówczas pamiętnego wieczoru osobiście odebrałam dr. Falkowskiego ze szpitala z opieki nocnej i zawiozlam do potrzebującej osoby. Doktor Falkowski wspaniały człowiek nie odmówił pomocy . Przyjął pacjenta do końca zlecił co trzeba i wychodząc ze mną przeprosil pacjentów na korytarzu . Do samej pacjentki podszedł z dużym szacunkiem . Podał zastrzyk, przepisał dodatkowe leki i wychodząc życzył szybkiego ustania bólu oraz powiedział że jest do dyspozycji tego wieczora i nocy. Odwiezlismy Doktora do szpitala . Pacjentka po minięciu bólu zasnęła spokojnie i przespała całą noc . Takich lekarzy trzeba w Szczytnie . Którzy szanują pacjenta i spieszą z pomocą. bo co nie którzy to zapomnieli przysięgę lekarską która składali.
    Autor: Poirytowana
    2018-06-22 16:40:31
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Pierwsze co trzeba zrobić , to dać warunki do zakładania firm prywatnych i tych małych. Co z tego , że są markety , gdzie ludzie zarabiają 1500-2000 zł. Ile już małych sklepików i firemek otworzono w tym grajdole. Po 3-5 miesiącach się zamykają. W puszczone zostały markety, i mamy biedę .Co z tego ,że jest praca, za którą ludzie klepią biedę. Mamy zalany rynek dodatkowo Chińczykiem. Do tego Szczytno to miasto "zagłębie" ciucholandów. Szkolnictwo leży, bo dyrektorzy boją się wychylać, bo burmistrz ich "odstrzeli " z ciepłej posady. Do tego nagradzanie uczniów , jest w zależności , właśnie, od czego? Kogo znam. Ale może praktycznie. Mamy miasto i okolica, liczy może 30 tyś osób. Duża ilość to starzy ludzie z niskimi emeryturami, lub byli zomowcy i żołnierze z PRL. Do tego dzieci i kobiety, nie pracujące. Większość pracuje za najniższą krajową u ludzi co mają swoje firmy. Z założenia jest tak, że płacą jak najniżej, bo potrzebuje na nowe BMW lub Mercedesa. Taka wiejska mentalność dorobkiewicza. Do tego lekarze co przyjmują prywatnie i za pieniądze podatnika, mają prywatne zaplecze w szpitalu w Szczytnie. Gdzie , ogólnie się nie leczy, tylko zabija się pacjenta , podawanymi im lekami. Za które dostają bonus od korporacji medycznych. Taki szpital doświadczalny. Nie mówiąc o największym specjaliście , chyba nie w ginekologi, mieszkającym na konopnickiej. Można powiedzieć, że ogólnie miasto i okolica jest w rękach kilku gangów miejscowych. Od gangu co posiada większość nieruchomości w swoich rękach, od gangu lekarzy, co mają monopol na rynku , sprzedaży "dragów" dla pacjentów. Gangi powiązane politycznie, gangi w zależności od stanowiska urzędniczego, więc żyjący na koszt podatników. Wszyscy żyją bardzo dobrze i nawet nie wiedzą z kont znajdują się u nich na koncie pieniądze co miesiąc. Ogólnie od punktu siedzenia, jest punkt widzenia. Patrząc z perspektywy na miasto, to leży i kwiczy. Niech każdy zada sobie pytanie i sobie wyobrazi, że nie mieszka w Szczytnie. A pytanie jest takie, dlaczego chciałbym przyjechać do Szczytna lub w nim zamieszkać? Bo dla osoby ,która ma ustawione życie na dobrym poziomie w Szczytnie, to prawdo podobnie będzie super. Jak to mówią człowiek bogaty i z układami, nie zrozumie ludzie potrzebujących. Ponieważ , jego dochody wysokie ,są wynikiem zaniżania dochodów biednym.
    Autor: Andi
    2018-06-22 15:13:18
  • Wiara w ludzi ratuje życie
    Ja również życzę dużo siły i wiary w ludzi chociaż z własnego doświadczenia zauważyłam że w naszym Szczytnie pomaga się tylko intetesownie. Przykre to ale prawdziwe. Media i władze prawie wogole nie są zainteresowane tym czego potrzebują mieszkańcy ehhh. Życzę dla żony powrotu do zdrowia i jestem z wami całym sercem.
    Autor: Gosia
    2018-06-22 09:28:27
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Aż mi się buźka uśmiechnęła???? Trzymam mocno kciuki????
    Autor: Anna
    2018-06-21 23:39:08
  • Gdy bliski nie chce już żyć... możemy temu zapobiec (rozmowa "Tygodnika")
    w rozmowie z bliską mi osobą dowiedziałem się że ma myśli samobójcze kilka miesięcy później już nie żyła nie wiedziałem co z tym zrobić
    Autor: x80
    2018-06-21 21:02:09
  • Krzysztof Mańkowski: Szczytno powinno stać się prawdziwą bramą Mazur
    Wydaje mi się, że pora na kogoś "świeżego". Nasza scena polityczna od wielu lat jest zdominowana przez te same osoby. Wielkie obietnice i przedstawianie świetlanych perspektyw, a potem "kicha". Chciałem ale nie wyszło , bo to albo tamto. Pomysł z Innopolice jest podobny do pomysłów asystenta Pani Wójt ze Świętajna- przypomnę: fabryka większa od wielbarskiej Ikei, lotnisko itp. Zostałem wybrany a potem aby do końca kadencji dotrwać. Zbliża się koniec kadencji samorządów- zobaczycie jaka epidemia opanuje ratusz. Większość naszych decydentów wyląduje na zwolnieniach lekarskich. Według mnie radni nie powinni otrzymywać żadnych pieniążków, ewentualnie jakiś ryczałt za czas faktycznie spędzony na posiedzeniach. Diety zryczałtowane to przekupywanie radnych, w ten sposób tworzy się towarzystwo wzajemnej adoracji.
    Autor: dr
    2018-06-21 20:00:39